Co dokładnie policzył GUS
Punktem wyjścia jest szacunek 1,513 mln polskich obywateli, którzy pod koniec 2025 r. przebywali poza krajem przez dwanaście miesięcy lub dłużej. W zestawieniu z poprzednim rokiem grupa ta stopniała o niemal 21 tys., a więc mniej więcej o 1,4 proc. Pięcioletnia różnica wynosi blisko 50 tys. osób i odpowiada około 3,2 proc. poziomu notowanego na początku badanego okresu.
Termin „szacunek” ma tu zasadnicze znaczenie, ponieważ nie powstał pełny rejestr wszystkich polskich emigrantów. Urząd zestawia informacje pochodzące ze spisów, statystyki państw docelowych i badania bieżące, a rok 2025 opisuje wartością prognozowaną; krótkie omówienie metodologii publikuje portal Powroty.gov.pl. Wynik dotyczy liczby osób obecnych za granicą w konkretnym momencie, a nie tego, ilu obywateli opuściło Polskę lub do niej przyjechało w ciągu roku.
Z tego powodu nagłówek o 21 tys. powrotów byłby uproszczeniem. Kurczący się stan może współwystępować z nowymi wyjazdami, zmianami statusu pobytu, zgonami i korektami źródeł, chociaż dodatkowe dane o reemigracji wzmacniają interpretację, że część wieloletnich migrantów wybiera kraj. Najbezpieczniej mówić o malejącym zasobie emigracyjnym oraz o rosnących przesłankach powrotu.
Gdzie nadal mieszka najwięcej polskich emigrantów
Europa skupiała około 1,373 mln osób uwzględnionych w badaniu, czyli niespełna 91 proc. wszystkich długookresowych emigrantów. W granicach Unii mieszkało 835 tys. polskich obywateli, co stanowiło przeszło 55 proc. ogólnej liczby. Zwięzłą listę największych społeczności przedstawia RMF24: Wielka Brytania liczyła 412 tys., Niemcy 386 tys., Holandia 130 tys., Norwegia 76 tys., a Irlandia 67 tys. osób.
Pierwsze dwa kraje wciąż gromadzą ponad połowę badanego zasobu, dokładnie około 52,7 proc., lecz oba notują wyraźną erozję. Brytyjska zbiorowość zmniejszyła się w pięć lat o 42 tys., czyli w przybliżeniu o 9,3 proc., zaś niemiecka o 33 tys., około 7,9 proc. Skala pozostaje duża, ale dynamika przeczy przekonaniu, że poakcesyjna geografia polskiej emigracji została utrwalona raz na zawsze.
W Zjednoczonym Królestwie znaczenie mają nowe zasady wjazdu po brexicie, wzrost kosztów utrzymania oraz decyzje rodzin, które osiągnęły etap wyboru między pełnym zakorzenieniem a powrotem. Niemcy przechodzą podobną zmianę bez opuszczania wspólnego rynku, co kieruje uwagę ku słabszemu przemysłowi, relacji płac do cen i malejącej przewadze dochodowej nad Polską. Te mechanizmy nakładają się na siebie, dlatego żadnego z nich nie należy przedstawiać jako jedynej przyczyny.
Dlaczego Holandia i Szwajcaria idą pod prąd
Wśród najważniejszych destynacji Holandia zwiększyła liczbę polskich mieszkańców o 20 tys. do 130 tys., uzyskując wzrost przekraczający 18 proc. Szwajcarski kierunek przyciągnął prawie 7 tys. dodatkowych osób, przez co jego pięcioletnia dynamika znalazła się w pobliżu 29 proc. Rzeczpospolita zwraca uwagę, że w końcu 2025 r. w Szwajcarii przebywało czasowo około 29,5 tys. obywateli Polski.
Oba rynki oferują wynagrodzenia, które mogą zachować atrakcyjność mimo kosztów zakwaterowania, lecz robią to w odmienny sposób. Holandia rozwinęła rozległą infrastrukturę rekrutowania i delegowania pracowników, podczas gdy Szwajcaria częściej selekcjonuje kandydatów według kwalifikacji oraz odporności na wysoką barierę wejścia. Masowy wyjazd „do dowolnej pracy” ustępuje tym samym mobilności opartej na konkretnej premii ekonomicznej.
Nie wszystkie realne przepływy widać w zestawieniu długookresowym. Czeskie 4,3 tys. mieszkańców nie opisuje liczby ludzi przekraczających granicę w rytmie tygodniowym lub codziennym, podobnie jak roczny próg wyklucza wiele kontraktów sezonowych. Statystyka jest dobrą mapą osiedlenia, lecz znacznie słabszą fotografią całej aktywności zarobkowej Polaków poza krajem.
Czy sondaże zapowiadają kolejną falę wyjazdów
Badania opinii mówią o potencjale migracyjnym, który nie musi przełożyć się na zmianę adresu. W sondażu SW Research z lutego 2025 r. perspektywę zagranicznej pracy w ciągu roku brało pod uwagę 16,3 proc. badanych, przeciwnego zdania było 65 proc., natomiast 18,7 proc. pozostawało niezdecydowanych. Jak wynika z omówienia eGospodarka.pl, wśród osób mających od 18 do 24 lat odsetek zainteresowanych dochodził do 24 proc.
Za wyższymi płacami opowiedziało się 57 proc. potencjalnych emigrantów, poprawę standardu życia wymieniło 42 proc., a szersze możliwości kariery 31,6 proc. Najsilniejszym hamulcem pozostała rodzina z wynikiem 59,5 proc.; bariera językowa zebrała 30,5 proc., zaś obawa przed brakiem atrakcyjnego zatrudnienia 24,7 proc. Ta struktura odpowiedzi pokazuje, że zmiana kursu nie wynika wyłącznie z makroekonomii, lecz z bilansu całego życia.
Inny sondaż z 2026 r. pozwala zobaczyć geograficzne marzenia: Europę Zachodnią wybrało 42,3 proc. respondentów, USA 11,7 proc., Daleki Wschód 6,3 proc., a pozostałe części świata 18,6 proc. Business Insider Polska opisuje ten wynik jako osłabienie atrakcyjności amerykańskiego kierunku. Europejska bliskość nadal wygrywa z odległym symbolem sukcesu.
Czy powroty mogą naprawić polski rynek pracy
Każdy reemigrant może wnosić do gospodarki więcej niż jedną parę rąk do pracy, ponieważ doświadczenie, oszczędności, kontakty i znajomość odmiennych standardów organizacyjnych bywają równie ważne jak sama obecność. Powroty mogą szczególnie pomóc branżom cierpiącym na niedobór kadr oraz regionom, które po 2004 r. straciły znaczną część młodszych mieszkańców. Warunkiem jest wykorzystanie kwalifikacji na poziomie odpowiadającym kompetencjom, a nie spychanie ludzi do zawodowego startu od zera.
Ostrożności wymaga również rachunek demograficzny, bo 1,513 mln osób nadal stanowi znaczący zasób ulokowany poza krajem, a roczniki wchodzące na rynek są coraz mniej liczne. Bankier.pl podkreśla roczny spadek, jednak nawet utrzymanie tej dynamiki nie zrównoważy automatycznie niskiej liczby urodzeń i starzenia populacji. Reemigracja jest częścią odpowiedzi, nie zastępstwem dla polityki rodzinnej, mieszkaniowej i produktywnościowej.
Skuteczna strategia powrotowa zaczyna się od praktycznych spraw: uznania dyplomów i uprawnień, miejsc w szkołach, obsługi podatkowej, dostępności mieszkań oraz informacji o pracy jeszcze przed przeprowadzką. Potrzebne są też warunki do zakładania przedsiębiorstw przez ludzi dysponujących kapitałem i zagraniczną siecią relacji. Jeśli instytucje nie usuną tych tarć, statystyczny powrót może okazać się jedynie przerwą między dwoma etapami migracji.
Jak należy czytać zmianę po 2025 roku
Najmocniejszy wniosek nie brzmi, że Polacy przestali emigrować, ale że stary model wyjazdu traci monopol. Największe skupiska na Zachodzie maleją, nowe kierunki rosną selektywnie, a krótkie kontrakty wymykają się miarom osiedlenia. Jednocześnie znaczna grupa młodych zachowuje gotowość do opuszczenia kraju, jeśli różnica perspektyw ponownie się powiększy.
Kolejne publikacje powinny być oceniane w trzech oddzielnych porządkach: zasobu emigrantów, rocznych przepływów oraz deklaracji sondażowych. Dopiero ich wspólna analiza pokaże, czy spadek jest trwały, kto rzeczywiście wraca i czy Polska potrafi zatrzymać odzyskany kapitał ludzki. Jedna liczba tworzy atrakcyjny nagłówek, lecz nie wystarcza do opisania nowej epoki mobilności.
Kazimierz Olejnik

















