dziecko w planach na przyszłość

Czy w naszej przyszłości jest miejsce na dziecko

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Czy decyzja o dziecku zależy bardziej od pieniędzy, poczucia stabilności czy wspólnej wizji partnerów? Pilotażowe badanie PIE ujawnia, że osoby układające przyszłość wokół jasno nazwanych aspiracji częściej dopuszczają rodzicielstwo, a przekonanie o konieczności wcześniejszego rozwiązania wszystkich problemów sprzyja odsuwaniu decyzji. Najsilniejszym poziomem analizy okazuje się przy tym nie jednostka, lecz para.

Publiczna rozmowa o małej liczbie urodzeń zwykle zaczyna się od pytania, czego młodym ludziom brakuje. Rzadziej sprawdzamy, jak wyobrażają sobie życie, zanim w ogóle zaczną liczyć koszty rodzicielstwa. Eksperymentalny projekt Polskiego Instytutu Ekonomicznego pozwala spojrzeć na decyzję prokreacyjną jak na część wspólnie tworzonej historii, w której znaczenie ma nie tylko stan konta, ale również poczucie kierunku.

Co ludzie widzą, gdy myślą o sobie za dwa lata?

Uczestnicy mieli bez gotowej listy odpowiedzi opowiedzieć o możliwym obrazie własnego życia w niedalekiej przyszłości. Najpierw pojawiały się słowa związane z ustabilizowaniem codzienności, pracą oraz finansami, dopiero dalej zaś rodzina, relacja i potomstwo. Stabilność odnotowano w 62 ze 168 możliwych do zakodowania wypowiedzi, co przekłada się na 36,9 proc.; kariera była obecna w 31,0 proc., a kwestie pieniężne w 23,2 proc.

Takie proporcje opisują wyobraźnię grupy badanej, nie całej populacji. Projekt objął 99 wspólnie mieszkających par z rejonu Warszawy, a uczestnicy trafili do niego dzięki ogłoszeniom internetowym. Mimo ograniczonego zasięgu wynik odsłania istotne napięcie: dla wielu osób przyszłość nie jest jeszcze gotową przestrzenią na rodzicielstwo, lecz procesem kończenia spraw uznanych za wcześniejsze i pilniejsze.

Czy czekanie na spokój rzeczywiście przybliża rodzicielstwo?

Intuicja podpowiada, że im bardziej ktoś zabiega o bezpieczną sytuację, tym bliżej powinien być decyzji o powiększeniu rodziny. W danych pojawił się odwrotny układ. Respondenci mówiący o potrzebie znalezienia lepszej pracy, zapewnienia mieszkania, ukończenia nauki albo poprawy zdrowia deklarowali przeciętnie mniejszą chęć posiadania dziecka.

Po odjęciu wpływu szeregu cech uczestników różnica wynosiła minus 0,99 punktu na skali od 0 do 10. Wątek koniecznej stabilizacji rozpoznano u 34,34 proc. badanych. Rezultat nie mówi, że bezpieczeństwo jest szkodliwe; sugeruje, że uporczywe poczucie niegotowości może zmieniać każdą kolejną przeszkodę w argument za odsunięciem nieodwracalnej decyzji.

Dlaczego ambitne plany nie muszą konkurować z rodziną?

W innym typie odpowiedzi przyszłość była opisywana za pomocą celów: awansu, własnego przedsięwzięcia, zakupu domu lub rozwoju osobistego. Taki składnik wystąpił u 44,44 proc. uczestników i współwystępował z podwyższeniem intencji rodzicielskiej o 0,94 punktu. W grupie werbalizującej aspiracje cztery osoby na pięć osiągnęły przynajmniej 5 punktów, podczas gdy średnia ze wszystkich odpowiedzi wynosiła 4,87.

To odkrycie komplikuje popularną opowieść o karierze, która z konieczności usuwa dzieci z życiowego planu. W wyobrażonym świecie rozwój i rodzicielstwo potrafią zajmować sąsiednie miejsca, ponieważ oba mogą oznaczać spełnienie. Konflikt może ujawnić się później, gdy cele zaczną rywalizować o ograniczone zasoby, lecz nie musi być obecny na etapie budowania zamysłu.

Kto właściwie chce dziecka, osoba czy związek?

Odpowiedzi dwojga partnerów nie zachowywały się jak niezależne deklaracje. Około 65 proc. zmienności, której nie objaśniły zastosowane predyktory, skupiało się na poziomie par. Wynik ten przesuwa uwagę z indywidualnych motywacji na wspólne środowisko decyzji.

Można więc przypuszczać, że gospodarstwo domowe ma własny klimat oczekiwań, lęków i nadziei. Dwie osoby negocjują nie tylko liczbę dzieci, ale też kolejność zdarzeń, akceptowalny poziom ryzyka i definicję gotowości. Program skierowany wyłącznie do pojedynczego rodzica może ominąć ten etap, na którym decyzja jeszcze nie ma jednego autora.

Czy partnerzy muszą myśleć identycznie?

Nie badano zgodności rozumianej jako idealne pokrycie dwóch planów. Mierzono natomiast przekonanie respondenta, że druga osoba widzi przyszłość podobnie. Wzrost tego poczucia o jeden poziom łączył się z przyrostem gotowości do dziecka o 0,59 punktu.

Subiektywność nie jest tu wadą pomiaru, lecz częścią zjawiska. Dla podjęcia wspólnej decyzji ważne może być zaufanie, że partner podąża w tym samym kierunku, nawet jeśli szczegóły obu wizji pozostają odmienne. Jednocześnie autor raportu przestrzega, że ten efekt był mniej stabilny od związku dotyczącego potrzeby uporządkowania życia.

Ile zmieniają pieniądze i formalizacja relacji?

Ocena własnego położenia materialnego nadal miała znaczenie. Przesunięcie o jeden stopień na czteroelementowej skali wiązało się z wynikiem większym o 0,44 punktu. Kolejny etap formalizacji związku odpowiadał wzrostowi o 0,71 punktu, natomiast każde wspólnie wychowywane już dziecko łączyło się ze spadkiem chęci posiadania następnego o 1,54 punktu.

Obraz nie daje podstaw do przeciwstawiania psychologii ekonomii. Warunki materialne działają, ale są interpretowane w ramach osobistej historii o tym, co będzie dalej. Dochód może oznaczać dla jednej pary wystarczający fundament, a dla innej jedynie kolejny szczebel przed osiągnięciem standardu uznanego za bezpieczny.

Czy nastrój polityczny może docierać do rodzinnej sypialni?

W dodatkowej analizie oczekiwanie poprawy sytuacji politycznej kraju było powiązane ze zwiększeniem intencji o 0,42 punktu. Analogiczne przewidywanie odnoszące się do gospodarki nie wykazało istotnej relacji. Brzmi to prowokacyjnie, lecz sam raport kwalifikuje rezultat jako poszukiwawczy i wymagający ponownego sprawdzenia.

Nie pytano o to, na kogo uczestnicy zamierzają głosować, ale jak oceniają przyszły kierunek zmian. Możliwe, że stabilność instytucji i temperatura konfliktu publicznego stają się tłem, na którym prywatne plany wydają się mniej albo bardziej wiarygodne. Zbyt daleko idące byłoby jednak przekształcenie tej korelacji w tezę o bezpośrednim wpływie konkretnej władzy na narodziny.

Dlaczego odpowiedzi kobiet trudniej było wyjaśnić?

Podstawowe zależności występowały u obu płci, ale niewyjaśniona część zróżnicowania okazała się znacznie większa w przypadku uczestniczek. Wariancja resztowa wyniosła 4,55 dla kobiet oraz 1,65 dla mężczyzn. Oznacza to, że zestaw uwzględnionych zmiennych pomijał więcej elementów istotnych dla żeńskiej części próby.

Raport nie rozstrzyga, jakie mechanizmy pozostały poza modelem. Wśród rozsądnych kierunków dalszych analiz można wymienić obciążenie opieką, przebieg ciąży i porodu, bezpieczeństwo zdrowotne, konsekwencje zawodowe oraz rzeczywisty podział pracy w domu. Tych hipotez nie wolno jednak przedstawiać jako wyników omawianego projektu.

Czy z tego badania można ułożyć program dla państwa?

Bezpośrednia recepta byłaby przedwczesna. Grupa uczestników była niewielka, dobrze wykształcona i geograficznie skoncentrowana, a projekt rejestrował korelacje w jednym momencie. Nie sprawdzono też, ilu respondentów rzeczywiście zostało rodzicami w deklarowanym horyzoncie.

Można natomiast sformułować zasadę projektową dla polityki publicznej. Świadczenie pomaga zaspokoić potrzebę, lecz przewidywalne mieszkalnictwo, zatrudnienie, opieka nad dziećmi i stabilne reguły pozwalają zbudować plan. Jeśli państwo zmienia instrumenty co kilka lat lub opisuje rodzicielstwo jedynie językiem rekompensowania strat, nie wzmacnia przekonania, że dziecko może być częścią normalnego rozwoju życia.

Jakiego pytania wciąż nie umiemy rozstrzygnąć?

Największa niewiadoma dotyczy kierunku zależności. Być może aspiracyjny sposób patrzenia na jutro ułatwia myślenie o dziecku, ale równie możliwe jest, że osoba już skłonna do rodzicielstwa tworzy bardziej otwartą opowieść o kolejnych latach. Dopiero badanie podłużne, prowadzone od wizji przez deklarację aż do rzeczywistego zachowania, pozwoliłoby oddzielić te scenariusze.

Już teraz widać jednak, że demografii nie można opisać wyłącznie sumą indywidualnych rachunków. Decyzja powstaje w relacji, czerpie z obrazu jutra i zależy od tego, czy przyszłość wydaje się serią zagrożeń, czy obszarem możliwego działania. Pytanie o dzieci okazuje się w gruncie rzeczy pytaniem o to, czy dwoje ludzi wierzy we wspólną ciągłość własnego życia.

Kazimierz Olejnik

 

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać