Kanada chce przyciągać wielkie centra danych potrzebne do rozwoju sztucznej inteligencji, ale nie zamierza robić tego bezwarunkowo. Rząd Marka Carneya ogłosił nowe zasady dla inwestorów: centra danych mają przynosić trwałe korzyści lokalnym społecznościom, nie mogą przerzucać kosztów zużycia energii na zwykłych odbiorców i powinny ograniczać zużycie wody. Ottawa chce w ten sposób rozbudować własną infrastrukturę AI, a jednocześnie uniknąć problemów, które rozwój wielkich centrów danych wywołuje już w Stanach Zjednoczonych i innych państwach.
Nowe zasady ogłosił 3 września minister sztucznej inteligencji i innowacji cyfrowych Evan Solomon. Nie są one prostym zakazem ani jednolitą ustawą narzuconą wszystkim prowincjom. Mają być krajowym punktem odniesienia dla władz lokalnych i przedsiębiorstw planujących wielkie inwestycje. Decyzje dotyczące konkretnych projektów nadal będą podejmowane na poziomie prowincji, terytoriów i gmin, z uwzględnieniem lokalnych regulacji oraz konsultacji z rdzennymi społecznościami.
Ottawa wyznaczyła pięć podstawowych warunków. Centra danych powinny tworzyć długotrwałe korzyści gospodarcze w miejscu, w którym powstają, nie mogą prowadzić do wzrostu rachunków za energię dla pozostałych odbiorców, mają ograniczać zużycie wody i wpływ na środowisko, muszą ujawniać lokalne skutki działalności oraz powinny mieć strategiczne znaczenie dla Kanady. Pod zasadami podpisały się między innymi Amazon Web Services, Google, Microsoft, Meta, Anthropic, OpenAI, Cohere i kanadyjski TELUS.
To odpowiedź na problem, który staje się coraz bardziej widoczny wraz z rozwojem generatywnej sztucznej inteligencji. Duże modele wymagają ogromnej mocy obliczeniowej, a ta oznacza kolejne hale wypełnione procesorami, systemami chłodzenia i urządzeniami sieciowymi. Największe kampusy mogą potrzebować setek megawatów energii. Dla lokalnej sieci energetycznej oznacza to zapotrzebowanie porównywalne z dużym zakładem przemysłowym, a czasem z całym miastem.
W Ameryce Północnej zaczyna to wywoływać coraz więcej konfliktów. W Teksasie władze wstrzymały część nowych przyłączeń centrów danych i rozpoczęły kontrolę planowanych projektów po tym, jak deklarowane zapotrzebowanie na prąd osiągnęło poziom wielokrotnie wyższy od rzeczywistego zużycia sektora. Rosną też obawy, że koszt budowy nowych elektrowni i sieci przesyłowych może być częściowo przerzucany na gospodarstwa domowe.
Kanada chce uniknąć podobnego scenariusza. Zgodnie z nowymi zasadami inwestor powinien wykazać, że jego projekt nie doprowadzi do przeniesienia kosztów rozbudowy systemu elektroenergetycznego na pozostałych klientów. Rząd nie chce więc sytuacji, w której firma technologiczna buduje wart miliardy dolarów ośrodek, a mieszkańcy regionu finansują potrzebne mu nowe linie przesyłowe poprzez wyższe taryfy.
Drugim problemem jest woda. Centra danych potrzebują chłodzenia, a stosowane technologie mogą wymagać znacznych ilości wody, szczególnie podczas upałów. Kanada nie wprowadza jednego limitu dla całego kraju, ale wymaga od inwestorów minimalizowania zużycia oraz ujawniania wpływu inwestycji na lokalne zasoby. W regionach, gdzie dostęp do wody jest ograniczony, może to stać się jednym z podstawowych kryteriów zgody na budowę.
Nowe podejście ma jednak również drugi cel. Kanada chce mieć więcej centrów danych właśnie u siebie.
Obecnie znaczna część mocy obliczeniowej, chmury i infrastruktury przechowującej dane wykorzystywane przez kanadyjskie przedsiębiorstwa znajduje się pod kontrolą zagranicznych firm. Rząd uznaje to coraz częściej za problem gospodarczy i dotyczący bezpieczeństwa. W czerwcu Mark Carney przedstawił strategię „AI for All”, w której suwerenność cyfrowa stała się jednym z głównych elementów polityki państwa.
Kanadyjskie władze szacują, że do 2030 roku krajowy sektor może potrzebować około 5,5 GW mocy obliczeniowej związanej ze sztuczną inteligencją. Rząd chce, aby część tej infrastruktury była kontrolowana z Kanady, działała według kanadyjskiego prawa i pozwalała przechowywać szczególnie wrażliwe dane na terytorium kraju.
Z tego powodu Ottawa równolegle finansuje program budowy tak zwanej suwerennej infrastruktury AI. W takich projektach nie wystarczy, że serwery fizycznie stoją w Kanadzie. Kontrola nad kluczową infrastrukturą, decyzjami dotyczącymi dostępu oraz przechowywaniem danych również ma pozostawać w rękach kanadyjskich podmiotów albo być zabezpieczona w taki sposób, aby zagraniczna firma czy rząd nie mogły jednostronnie odciąć dostępu do systemu.
Rząd planuje także budowę dużego publicznego superkomputera