Marine Le Pen sondaż 2026

Seniorzy przybliżają Marine Le Pen do Pałacu Elizejskiego

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Najstarsi Francuzi przez lata pomagali zatrzymywać Zjednoczenie Narodowe w drodze do władzy. Sondaż OpinionWay opublikowany przez „Le Journal du Dimanche” wskazuje, że ten polityczny bezpiecznik może już nie zadziałać. Marine Le Pen nie tylko prowadzi przed pierwszą turą wyborów w 2027 r., lecz także zdobywa poparcie grup, które wcześniej wybierały kandydatów umiarkowanej prawicy i centrum.

Przełomowa informacja z najnowszego francuskiego sondażu nie dotyczy samej przewagi Marine Le Pen. Do wysokich notowań przedstawicieli Zjednoczenia Narodowego francuska opinia publiczna zdążyła się już przyzwyczaić. Znacznie większe znaczenie ma zmiana zachowania starszych wyborców, którzy podczas poprzednich kampanii stanowili jedną z najtrudniejszych do zdobycia grup dla francuskiej prawicy narodowej.

W drugiej turze wyborów w 2017 r. aż 80 proc. Francuzów mających co najmniej 65 lat wybrało Emmanuela Macrona. W 2022 r. urzędującego prezydenta poparło w tej kategorii 65 proc. głosujących. Badanie OpinionWay opisane na początku września 2026 r. pokazuje odwrócenie tej tendencji.

Gdyby rywalem Marine Le Pen został Jean-Luc Mélenchon, 78 proc. seniorów opowiedziałoby się za kandydatką RN. Przeciwko Gabrielowi Attalowi otrzymałaby wśród najstarszych respondentów 60 proc., natomiast w pojedynku z Édouardem Philippe’em mogłaby liczyć na 55 proc. Takie proporcje nie są ogólnokrajowymi prognozami drugiej tury, ale odsłaniają głęboką zmianę we francuskiej geografii wyborczej.

Elektorat Marine Le Pen przestaje być jednowymiarowy

Przez wiele lat siła Frontu Narodowego, a później Zjednoczenia Narodowego, była kojarzona przede wszystkim z pracownikami fizycznymi, osobami o niższych dochodach oraz mieszkańcami regionów przemysłowych dotkniętych kryzysem gospodarczym. Marine Le Pen nadal zdecydowanie wygrywa w tych środowiskach, jednak obecnie potrafi docierać także do grup znajdujących się wyżej w strukturze społecznej. W badanych wariantach pierwszej tury zdobywa 34–35 proc. głosów przedstawicieli wyższych kategorii społeczno-zawodowych.

Poszerzenie zaplecza RN ma konsekwencje wykraczające poza sam wynik wyborów prezydenckich. Kandydat, który chce przejąć Pałac Elizejski, musi najpierw zmobilizować własny obóz, a później przekonać część osób głosujących wcześniej na konkurentów. Le Pen znajduje się dziś w sytuacji, w której oba procesy mogą zachodzić równocześnie.

W pierwszej turze popiera ją od 33 do 35 proc. respondentów, w zależności od przedstawionej listy nazwisk. Prowadzi w każdej sprawdzanej konfiguracji i zwycięża w niemal wszystkich grupach wieku. Jedynie wśród osób mających od 18 do 24 lat pierwszeństwo przypada Jean-Lucowi Mélenchonowi.

Rezultaty te sugerują, że granica między elektoratem protestu a wyborcami akceptującymi RN jako partię zdolną do sprawowania władzy coraz bardziej się zaciera. Dla Marine Le Pen oznacza to możliwość prowadzenia kampanii skierowanej nie tylko na awans do finału, lecz również na uzyskanie mandatu politycznego potrzebnego po zwycięstwie. Wybory prezydenckie byłyby bowiem początkiem kolejnej walki, dotyczącej większości parlamentarnej i składu przyszłego rządu.

Walka o wolne miejsce w finale

Skala przewagi liderki RN sprawia, że francuska kampania układa się obecnie wokół jednego wolnego miejsca w drugiej turze. Stara się o nie kilku polityków odwołujących się do częściowo tych samych grup wyborców. Taka konkurencja jest szczególnie niebezpieczna dla szeroko rozumianego centrum.

Jean-Luc Mélenchon osiąga od 17 do 20 proc. wskazań i w dwóch spośród trzech analizowanych układów zajmuje drugą pozycję. Wyborcy Francji Nieujarzmionej są silnie skupieni wokół jednego lidera, podczas gdy przeciwnicy zarówno LFI, jak i RN rozdzielają swoje głosy między kilka nazwisk. Dzięki temu Mélenchon może awansować do finału bez zdobywania większości po lewej stronie francuskiej sceny politycznej.

Takiego scenariusza unika Édouard Philippe, gdy w badanym wariancie nie występuje Gabriel Attal. Mer Hawru pokonuje wówczas przywódcę LFI różnicą trzech punktów procentowych. Ten rezultat nie przesądza, że Philippe rzeczywiście wszedłby do drugiej tury, lecz wskazuje, jak dużą cenę obóz centrowy płaci za wielość kandydatur.

Mélenchonowi sprzyja również charakter jego kampanii. Były kandydat prezydencki potrafi budować napięcie wokół radykalnych propozycji i zmuszać konkurentów do reagowania na narzucone przez siebie tematy. Jego zwolennicy wiedzą już, kogo poprą, podczas gdy wyborcy socjalistyczni, ekologiczni i centrowi nadal czekają na ostateczne rozstrzygnięcia personalne.

Prawybory następców Macrona odbywają się w sondażach

Emmanuel Macron nie może ponownie ubiegać się o prezydenturę po dwóch kolejnych kadencjach. Politycy zbudowanego przez niego obozu muszą zatem znaleźć następcę zdolnego utrzymać koalicję umiarkowanych wyborców, części lewicy i liberalnej prawicy. Sondaż OpinionWay wskazuje, że najbliżej osiągnięcia tego celu znajduje się Édouard Philippe.

Różnicę między merem Hawru a Gabrielem Attalem dobrze widać w zachowaniu elektoratu Macrona z 2022 r. W wariantach, w których politycy są oceniani osobno, Philippe przejmuje 52 proc. dawnych głosów prezydenta, a Attal 35 proc. Jeśli nazwiska obu pojawiają się jednocześnie, ich wyniki w tej grupie wynoszą odpowiednio 39 i 18 proc.

Philippe skuteczniej ogranicza również przestrzeń dostępną dla Bruno Retailleau. Przewodniczący Republikanów uzyskuje 11 proc., kiedy głównym kandydatem macronistów jest Attal, ale przy obecności mera Hawru spada do 8 proc. Oznacza to, że Philippe może przyciągać zarówno umiarkowaną część elektoratu prezydenckiego, jak i wyborców tradycyjnej prawicy.

Gabriel Attal nie zamierza jednak szybko rezygnować. Zapowiada pozostanie w kampanii przynajmniej do stycznia, z możliwością przedłużenia aktywności do lutego. W tym samym czasie własną pozycję budują Philippe i Retailleau, a poza badaniem pozostaje David Lisnard, którego inne pomiary sytuują na poziomie około 3–3,5 proc.

Każdy z tych polityków może przedstawić argument uzasadniający dalszy udział w wyścigu. Attal reprezentuje młodsze pokolenie macronistów, Philippe ma najwyższy potencjał konsolidacyjny, Retailleau odwołuje się do prawicy Republikanów, natomiast Lisnard stara się zagospodarować elektorat liberalno-konserwatywny. Z perspektywy wspólnego wyniku ich strategie prowadzą jednak do rozdrobnienia.

Umiarkowana lewica nadal szuka swojego miejsca

Raphaël Glucksmann zdobywa w badaniu 11–13 proc. Jego pozycja może się zmienić po zakończeniu rozmów dotyczących współpracy Place publique i Partii Socjalistycznej. Dopiero później będzie można ocenić, czy stanie się wspólnym kandydatem części lewicy, czy jednym z kilku polityków konkurujących o ten sam segment elektoratu.

Niepewność dotyczy także udziału Zielonych i komunistów. Własne kandydatury tych ugrupowań utrudniłyby Glucksmannowi stworzenie przeciwwagi dla Mélenchona. Jednocześnie rezygnacja z osobnego startu nie gwarantowałaby automatycznego przepływu wszystkich głosów do jednego polityka.

Glucksmann wypada szczególnie interesująco w zestawieniu z kandydatami centrum. Osiąga poziom zbliżony do Attala, kiedy to były premier reprezentuje obóz macronistyczny. W konfiguracji z Philippe’em traci do mera Hawru osiem punktów, co pośrednio potwierdza większą zdolność tego ostatniego do skupiania umiarkowanych wyborców.

Dwa finały o odmiennym znaczeniu

Z perspektywy Marine Le Pen starcie z Mélenchonem i pojedynek z Philippe’em byłyby dwiema zupełnie różnymi kampaniami. W pierwszym przypadku kandydatka RN mogłaby korzystać z masowego sprzeciwu wobec przywódcy radykalnej lewicy. Część wyborców oddawałaby wówczas głos przede wszystkim przeciwko Mélenchonowi, nawet bez pełnej akceptacji programu Zjednoczenia Narodowego.

Konfrontacja z Philippe’em byłaby bardziej klasycznym wyborem między konkurencyjnymi projektami rządzenia Francją. Były premier mógłby zabiegać o wyborców lewicy, centrum i umiarkowanej prawicy, przedstawiając siebie jako gwaranta instytucjonalnej ciągłości. Ewentualne pokonanie takiego przeciwnika dawałoby Le Pen silniejszy argument, że Francuzi świadomie wybrali zmianę polityczną.

Sondaż przywołany przez „Le Journal du Dimanche” daje przedstawicielce RN zwycięstwo nad każdym sprawdzanym rywalem w drugiej turze. Należy jednak odróżnić obecne deklaracje od ostatecznych decyzji podejmowanych po wielu miesiącach kampanii. Nie jest jeszcze znana zamknięta lista kandydatów, a przepływy głosów między turami mogą zależeć od wydarzeń, których nie da się dziś przewidzieć.

Badanie pozwala natomiast dostrzec trzy procesy, które już kształtują wybory w 2027 r. Zjednoczenie Narodowe poszerza społeczną bazę, Mélenchon korzysta ze skupienia swojego obozu, natomiast następcy Macrona nie potrafią wskazać wspólnego reprezentanta. Jeżeli te tendencje się utrzymają, kampania może zostać rozstrzygnięta nie przez brak centrowej alternatywy, lecz przez nadmiar polityków zgłaszających do niej prawo.

Kazimierz Olejnik

 

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać