Wybory prezydenckie w Brazylii 4 października 2026 roku będą kolejnym starciem dwóch politycznych obozów, ale tym razem zmienił się jeden z głównych aktorów. Osiemdziesięcioletni Luiz Inácio Lula da Silva zabiega o czwartą, choć nie następującą bezpośrednio po poprzednich, kadencję. Naprzeciw niego staje 45-letni senator Flávio Bolsonaro, który próbuje przejąć wyborców swojego ojca, skazanego na 27 lat i trzy miesiące więzienia za udział w planie zamachu stanu. Lula prowadzi w sondażach pierwszej tury, lecz przewaga urzędującego prezydenta maleje, a wynik drugiej pozostaje otwarty.
Pierwsza tura brazylijskich wyborów prezydenckich odbędzie się 4 października 2026 roku. Jeżeli żaden z kandydatów nie uzyska ponad połowy ważnie oddanych głosów, dwóch najlepszych spotka się ponownie 25 października. Daty te potwierdził brazylijski Najwyższy Trybunał Wyborczy, według którego do urn może pójść ponad 155 mln obywateli. Brazylijczycy wybiorą tego samego dnia również gubernatorów, senatorów oraz deputowanych federalnych i stanowych, dlatego stawką głosowania będzie nie tylko prezydentura, ale także układ sił, z którym przyszły gospodarz Pałacu Planalto będzie musiał rządzić.
Kampania rozpoczęła się oficjalnie 16 sierpnia i od pierwszego dnia została ułożona wokół dwóch nazwisk od blisko dwóch dekad organizujących brazylijską politykę. Lula zainaugurował ją w São Bernardo do Campo, kolebce swojej działalności związkowej i miejscu narodzin politycznego mitu przywódcy wywodzącego się ze świata pracy. Flávio Bolsonaro wybrał plażę Copacabana w Rio de Janeiro, jeden z najważniejszych symbolicznych terenów bolsonaryzmu. Obaj kandydaci sięgnęli zatem do miejsc pamięci własnych obozów, zanim przedstawili wyborcom szczegółową opowieść o przyszłości.
Lula broni dorobku trzeciej prezydentury
Luiz Inácio Lula da Silva rządził Brazylią w latach 2003–2010, a po dwunastoletniej przerwie wrócił do Pałacu Planalto w styczniu 2023 roku. Obecna kampania jest próbą zdobycia przez niego czwartej kadencji w karierze i zarazem ostatnią wielką próbą polityczną pokolenia, które budowało Partię Pracujących po zakończeniu dyktatury wojskowej. Jego wiek będzie stale obecny w debacie, choć brazylijskie prawo nie ustanawia limitu wszystkich kadencji sprawowanych w różnych okresach, lecz ogranicza możliwość kolejnych reelekcji bez przerwy.
Prezydent przedstawia swój bilans jako powrót państwa do polityki społecznej, walki z ubóstwem, inwestycji publicznych oraz aktywnej dyplomacji. Sprzyjają mu dobre dane z rynku pracy i bardziej opanowana inflacja; brazylijski urząd statystyczny IBGE podawał w sierpniu, że inflacja w lipcu wyniosła 0,07 proc., a wzrost PKB liczony dla czterech kwartałów do pierwszego kwartału 2026 roku sięgał 2 proc. Nie usuwa to jednak pytania o trwałość tego modelu, szczególnie przy wysokich stopach procentowych i szybko rosnącym zadłużeniu publicznym.
Właśnie gospodarka może okazać się dla Luli bardziej kłopotliwa, niż sugerowałyby same dane o zatrudnieniu. Według Reutersa brazylijski dług brutto wzrósł z 71,4 proc. PKB w styczniu 2023 roku do 81,9 proc. w czerwcu 2026 roku. Rząd próbuje łączyć ochronę programów społecznych z kontrolą wydatków, lecz część inwestorów nie widzi jeszcze przekonującego planu stabilizacji finansów publicznych. Lula musi więc dowieść, że jego trzecia prezydentura nie była jedynie odtworzeniem dawnych recept w bardziej wymagających warunkach.
Drugim wyzwaniem jest przemiana świata pracy, który nie przypomina już przemysłowej Brazylii z czasów narodzin Partii Pracujących. Miliony ludzi utrzymują się z pracy dorywczej, usług świadczonych za pośrednictwem aplikacji i drobnej przedsiębiorczości, pozostając poza dawnymi strukturami związkowymi. Reuters zwraca uwagę, że Lula chce odpowiedzieć regulacjami zapewniającymi pracownikom platform cyfrowych ochronę socjalną i bardziej przewidywalne warunki zatrudnienia. Część tej grupy obawia się jednak utraty elastyczności i coraz uważniej słucha prawicy obiecującej mniej regulacji oraz większe wsparcie dla przedsiębiorczości.
Flávio Bolsonaro dziedziczy nazwisko i polityczny ciężar ojca
Flávio Bolsonaro nie jest w brazylijskiej polityce postacią nową. Najstarszy syn byłego prezydenta od 2019 roku zasiada w Senacie, wcześniej zaś przez cztery kadencje był deputowanym stanowym w Rio de Janeiro. Jego kandydatura została formalnie ogłoszona przez Partię Liberalną pod koniec lipca, a podczas konwencji poparcie demonstrowali między innymi prezydent Argentyny Javier Milei i premier Izraela Benjamin Netanjahu. Obecność zagranicznych polityków miała przedstawić Flávia Bolsonaro jako uczestnika szerszego, międzynarodowego obozu prawicy, nie tylko zastępcę nieobecnego ojca.
Nieobecność Jaira Bolsonaro jest jednak centralnym faktem tej kampanii. We wrześniu 2025 roku brazylijski Najwyższy Sąd Federalny skazał byłego prezydenta na 27 lat i trzy miesiące więzienia za pięć przestępstw związanych z próbą utrzymania się przy władzy po przegranych wyborach w 2022 roku. Sąd uznał go za przywódcę zorganizowanej grupy, która dążyła do obalenia porządku demokratycznego. Jair Bolsonaro nie mógł kandydować już wcześniej, ponieważ sąd wyborczy pozbawił go praw wyborczych do 2030 roku, lecz wyrok karny ostatecznie zepchnął go do roli nieobecnego patrona i zmusił bolsonaryzm do przeprowadzenia pierwszej prezydenckiej sukcesji wewnątrz własnego obozu.
Flávio Bolsonaro próbuje wykonać dwa ruchy jednocześnie. Z jednej strony podtrzymuje emocjonalną więź zwolenników z ojcem, przedstawiając jego skazanie jako część sporu politycznego i korzystając z najbardziej rozpoznawalnego nazwiska brazylijskiej prawicy. Z drugiej chce przekonać umiarkowanych wyborców, że jest kandydatem spokojniejszym, bardziej przewidywalnym i zdolnym do rozmowy z biznesem oraz Kongresem. Od powodzenia tej operacji zależy, czy odziedziczy cały elektorat Jaira Bolsonaro, czy pozostanie jedynie kandydatem jego najbardziej lojalnej części.
Program senatora został zbudowany przede wszystkim wokół gospodarki, bezpieczeństwa i walki z korupcją. Jego sztab pracuje nad regułą fiskalną silniej wiążącą tempo wzrostu wydatków z poziomem długu publicznego, a w dziedzinie bezpieczeństwa proponuje zaostrzenie prawa, zdecydowane uderzenie w organizacje przestępcze i rozbudowę systemu więziennictwa. Podczas inauguracji kampanii mówił również o przestępczości, nadużyciach w systemie emerytalnym oraz potrzebie ograniczenia wpływów Partii Pracujących. Twarda retoryka może mobilizować prawicę, ale utrudniać próbę wyjścia poza granice elektoratu odziedziczonego po ojcu.
Sondaże zapowiadają wyrównaną drugą turę
Lula pozostaje faworytem pierwszej tury, lecz nie ma dziś przewagi pozwalającej uznać wynik wyborów za przesądzony. W badaniu BTG/Nexus opublikowanym 17 sierpnia urzędujący prezydent uzyskał 41 proc. poparcia, a Flávio Bolsonaro 36 proc. Tydzień wcześniej było to odpowiednio 40 i 35 proc., zatem dystans pozostawał stabilny, lecz wyraźnie mniejszy niż jeszcze pod koniec lipca. Badanie przeprowadzono telefonicznie w dniach 14–16 sierpnia na próbie 2003 wyborców, a jego margines błędu wynosi dwa punkty procentowe.
W symulacji drugiej tury tego samego sondażu Lula otrzymał 47 proc., a Bolsonaro 44 proc., co oznacza remis statystyczny. Sondaż Quaest z połowy sierpnia również wskazywał na niewielką różnicę w bezpośrednim starciu, wynoszącą 43 do 40 proc. na korzyść prezydenta. Inaczej wyglądało badanie CNT/MDA, w którym Lula prowadził w pierwszej turze 42,4 do 28,7 proc., a w drugiej 48 do 39,1 proc. Rozbieżności między pracowniami przypominają, że sondaże mierzą stan opinii w określonym momencie i przy użyciu różnych metod, ale ich wspólnym mianownikiem pozostaje prowadzenie Luli oraz drugie miejsce Flávia Bolsonaro.
Kandydaci tacy jak gubernator Goiás Ronaldo Caiado, gubernator Minas Gerais Romeu Zema czy Renan Santos pozostają daleko za prowadzącą dwójką. Ich łączne poparcie wystarcza jednak, by druga tura była scenariuszem najbardziej prawdopodobnym. O wyniku może zdecydować nie tyle trwały elektorat obu największych obozów, ile zdolność przejęcia głosów wyborców prawicy niebolsonarowskiej, centrum oraz osób, które odrzucają zarówno Partię Pracujących, jak i rodzinę Bolsonaro.
Bezpieczeństwo i budżet wyznaczą granice kampanii
Bezpieczeństwo publiczne szybko stało się jednym z najważniejszych pól rywalizacji. Lula zapowiedział utworzenie osobnego ministerstwa bezpieczeństwa publicznego, natomiast jego główny rywal proponuje znacznie surowszą politykę karną. Różnica nie dotyczy zatem tego, czy państwo powinno zareagować, lecz skali centralizacji, metod działania policji i granic zaostrzania prawa. Korupcja, przestępczość zorganizowana oraz wiarygodność instytucji będą się przy tym łączyć z pamięcią o ataku na demokratyczny porządek po wyborach z 2022 roku.
Ochrona zdrowia i polityka społeczna pozostają naturalnie silniejszym obszarem Luli, ale również tutaj prezydent będzie rozliczany z jakości usług, a nie tylko z wielkości nakładów. Flávio Bolsonaro spróbuje przedstawić państwo jako kosztowne i nieskuteczne, a zarazem obiecać sprawniejsze świadczenia bez rozbudowy biurokracji. W tle znajdzie się spór o kobiety, które stanowią niemal 53 proc. około 158 mln uprawnionych do głosowania; już podczas pierwszych wieców obaj kandydaci kierowali do nich znaczną część przekazu.
Najbardziej strukturalnym problemem pozostaje jednak relacja przyszłego prezydenta z Kongresem. W czerwcu 2025 roku parlament odrzucił dekret podatkowy Luli, demonstrując niezależność od rządu, a w sierpniu 2026 roku zaakceptował ograniczenia części wydatków obowiązkowych w odpowiedzi na wzrost zadłużenia. Pakiet ma przynieść około 10 mld reali oszczędności w 2027 roku, ale nie rozwiązuje całego problemu finansów publicznych. Niezależnie od wyniku głosowania zwycięzca obejmie urząd w państwie, w którym Kongres kontroluje znaczną część budżetowych zasobów i może skutecznie ograniczać prezydenckie ambicje.
Dlatego wybory z 2026 roku nie są wyłącznie powtórzeniem pojedynku lewicy z prawicą ani prostą kontynuacją głosowania sprzed czterech lat. Lula prosi o ocenę własnego dorobku, ale musi przedstawić projekt odpowiadający na problemy nowego rynku pracy, bezpieczeństwa i długu. Flávio Bolsonaro korzysta z potęgi rodzinnego nazwiska, lecz jego najważniejszym testem będzie zdolność do wyjścia z cienia ojca. Brazylijczycy zdecydują więc nie tylko, który obóz ma wrócić lub pozostać przy władzy, ale także czy najważniejsze ruchy polityczne kraju potrafią zaproponować coś więcej niż kolejną odsłonę dawnego konfliktu.
Kazimierz Olejnik

















