Największy francuski dziennik nie potraktował monumentalnej figury w Konotopiu jak kolejnej osobliwości stworzonej po to, by trafić do zestawień rekordów. W relacji opublikowanej 15 sierpnia 2026 r. ważniejsze od wysokości konstrukcji okazały się prywatne doświadczenie jej fundatorów, ciągłość lokalnego kultu oraz pytanie o miejsce wiary w szybko zmieniającym się społeczeństwie. Niewielka wieś w województwie kujawsko-pomorskim stała się dla francuskich czytelników punktem, z którego można spojrzeć na duchową kondycję współczesnej Europy.
Dlaczego francuski dziennik zainteresował się wsią liczącą 136 mieszkańców?
Konotopie jeszcze niedawno pozostawało miejscowością znaną przede wszystkim mieszkańcom okolicy i pielgrzymom odwiedzającym tutejsze sanktuarium. Sytuację zmieniła widoczna z wielu kilometrów sylwetka Matki Bożej Miłosiernej, która wyrasta ponad pola, drogi i zabudowania. W liczącej zaledwie 136 mieszkańców wsi powstał monument o skali pozwalającej porównywać go z najbardziej rozpoznawalnymi budowlami religijnymi świata.
Właśnie kontrast pomiędzy rozmiarem miejscowości a ogromem przedsięwzięcia stał się jednym z najmocniejszych elementów reportażu „Le Figaro”. Francuska opowieść rozpoczyna się na polskiej prowincji, lecz szybko wychodzi poza geograficzne granice Konotopia. Autorzy materiału próbują ustalić, dlaczego w czasach postępującej sekularyzacji ktoś decyduje się wznieść znak religijny, którego nie sposób przeoczyć.
Uwagę redakcji przyciągnęło również znaczenie daty inauguracji. Monument poświęcono 15 sierpnia, w uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, która w Polsce ma charakter zarówno religijny, jak i państwowy. Dzięki temu wydarzenie nie było jedynie otwarciem nowego obiektu, lecz zostało wpisane w kalendarz określający polską pamięć, obyczajowość i wrażliwość.
Jak wielka jest Maryjka z Konotopia?
Całość osiąga 55,65 metra wysokości, co czyni ją najwyższym monumentem maryjnym w Europie. Sama postać Maryi została umieszczona na podstawie mającej formę korony, a na wysokości ponad 15 metrów zaprojektowano taras widokowy. Z tej perspektywy przybysze mogą oglądać rozległy krajobraz ziemi dobrzyńskiej.
Realizacja wymagała użycia około 3400 metrów sześciennych betonu oraz ponad 450 ton stali. Ciężar każdej z dłoni figury wynosi około 13 ton, chociaż z poziomu ziemi ich układ sprawia wrażenie lekkości. Otwarte ramiona oraz delikatnie pochylona głowa nadają całej konstrukcji charakter zaproszenia, a nie demonstracji potęgi.
Projekt przygotował rzeźbiarz Adam Jakub Matejkowski. Prace rozpoczęte w marcu 2025 r. wymagały połączenia artystycznej wizji z precyzją właściwą wielkim przedsięwzięciom inżynieryjnym. Zadanie polegało nie tylko na powiększeniu tradycyjnego wizerunku, ale przede wszystkim na zachowaniu czytelności gestów i rysów twarzy oglądanych z dużej odległości.
Francuski dziennik przywołał techniczne dane, lecz nie uczynił z nich głównej osi opowieści. Liczby służą w tym materiale przede wszystkim ukazaniu skali decyzji podjętej przez ludzi, którzy postanowili nadać osobistej wdzięczności formę widoczną w całym regionie.
Co skłoniło fundatorów do podjęcia tak niezwykłej decyzji?
Za powstaniem monumentu stoją Grażyna i Roman Karkosikowie, związani z pobliskim Kikołem. Roman Karkosik należy do najbardziej znanych polskich przedsiębiorców, a swój majątek budował w przemyśle oraz poprzez inwestycje na warszawskiej giełdzie. Małżeństwo stroni jednak od publicznych wystąpień i rzadko opowiada mediom o życiu prywatnym.
Figura została pomyślana jako wotum wdzięczności za odzyskane zdrowie. Tym samym źródłem projektu nie była ambicja stworzenia turystycznego rekordu, lecz doświadczenie graniczne, po którym fundatorzy postanowili pozostawić trwały znak dziękczynienia. „Le Figaro” właśnie w tej genezie odnalazło zasadniczy sens całego przedsięwzięcia.
Początkowo rozważano ustawienie Maryi na jeziorze w Kikole. Ostatecznie zwyciężyła koncepcja miejsca dostępnego dla pielgrzymów, umożliwiającego modlitwę, zatrzymanie się oraz wejście na taras widokowy. Wybór Konotopia nie wynikał więc wyłącznie z warunków przestrzennych, ponieważ wieś od dawna posiada własną tradycję maryjną.
Prywatne przeżycie zostało w ten sposób przełożone na obiekt przeznaczony dla wszystkich. Monument należy do fundacyjnej historii jednej rodziny, ale od chwili poświęcenia funkcjonuje już jako część publicznego krajobrazu i wspólnego doświadczenia odwiedzających.
Dlaczego potężna konstrukcja otrzymała tak swojskie imię?
Podczas budowy pracownicy zaczęli nazywać figurę „Maryjką”. Zdrobnienie pozostaje w wyraźnym napięciu z rozmiarami monumentu, a jednocześnie pozbawia go chłodnego, oficjalnego charakteru. Określenie powstałe na placu budowy zostało następnie podjęte przez mieszkańców i media.
To językowe zjawisko wiele mówi o polskiej religijności. Maryja bywa w niej przedstawiana jako królowa i opiekunka narodu, ale pozostaje również postacią bliską, obecną w codziennych modlitwach, rodzinnych historiach oraz lokalnych sanktuariach. Monumentalność nie wyklucza tutaj poufałości.
„Le Figaro” wykorzystało nazwę „Maryjka” już w tytule swojego materiału. Dzięki temu francuski czytelnik otrzymał opowieść nie o anonimowym kolosie z betonu i stali, lecz o figurze, której potoczne imię powstało jeszcze przed oficjalnym otwarciem. W jednym słowie spotkały się imponująca skala i charakterystyczna dla polskiej kultury potrzeba oswajania sacrum.
Co łączy nową figurę z niewielką Pietą?
Dzieje miejscowego kultu nie rozpoczęły się wraz z wylaniem fundamentów ogromnej konstrukcji. W Konotopiu od XIX wieku otaczana jest czcią niewielka drewniana Pieta przedstawiająca Matkę Bożą Bolesną. Mierząca niespełna 60 centymetrów rzeźba przetrwała kolejne pokolenia, a podczas niemieckiej okupacji została ukryta przed zniszczeniem.
Nowy wizerunek nie jest mechanicznym powiększeniem dawnej figury. Maryja Bolesna, pochylona nad ciałem Chrystusa, wyrażała doświadczenie cierpienia, szczególnie mocno obecne w polskiej historii czasów zaborów, wojen i utraty niepodległości. Maryja Miłosierna z Konotopia otwiera dłonie w stronę ludzi i przekazuje inne przesłanie.
W tej zmianie można dostrzec przejście od pamięci o bólu ku potrzebie nadziei. Nie oznacza ono odrzucenia dawnej tradycji, lecz jej rozwinięcie przy użyciu symbolu odpowiadającego problemom współczesności. Bp Krzysztof Wętkowski zwrócił uwagę w rozmowie z francuskim dziennikiem, że dzisiejszy człowiek szczególnie potrzebuje miłosierdzia oraz perspektywy wykraczającej poza sprawy materialne.
Dlatego centralnym gestem figury nie jest dominacja nad otoczeniem, ale skierowanie uwagi przybysza ku temu, co przekracza codzienność. Jej wielkość ma sens jedynie wtedy, gdy prowadzi do wewnętrznego zatrzymania, a nie kończy się na fotografii wykonanej u podstawy.
Czy reportaż „Le Figaro” mówi więcej o Polsce czy o współczesnej Europie?
W zachodnioeuropejskich mediach polska religijność często przedstawiana jest za pomocą statystyk uczestnictwa w praktykach, sporów politycznych albo informacji o malejącym zaufaniu do Kościoła. Tym razem francuska gazeta wybrała inną perspektywę. Zamiast rozpoczynać od instytucjonalnego kryzysu, opisała konkretnych ludzi, ich motywacje oraz znak powstały w niewielkiej wspólnocie.
Nie oznacza to pominięcia procesów sekularyzacyjnych. To właśnie ich obecność sprawia, że historia Konotopia nabiera szerszego znaczenia. W epoce, w której religia coraz częściej znika z przestrzeni publicznej, w środkowej Polsce powstaje obiekt mówiący językiem jednoznacznie zakorzenionym w chrześcijaństwie.
Francuskie zainteresowanie pokazuje również, że europejska debata o wierze nie została zamknięta. Może zmieniać formę, przenosić się poza wielkie miasta i pojawiać się w miejscach, których wcześniej nie było na medialnej mapie kontynentu. Konotopie stało się jednym z takich punktów, ponieważ łączy tradycję z przedsięwzięciem całkowicie współczesnym pod względem skali, technologii i medialnego oddziaływania.
Reportaż „Le Figaro” nie przesądza, czy monument zahamuje sekularyzację ani czy stanie się trwałym centrum pielgrzymkowym. Pokazuje natomiast, że pytania o wdzięczność, cierpienie, nadzieję i transcendencję nadal potrafią zainteresować odbiorców poza Polską.
Czy Konotopie zmieni się pod spojrzeniem tysięcy przybyszów?
Mieszkańcy oraz samorząd spodziewają się napływu pielgrzymów i turystów. Nowa rozpoznawalność może przynieść korzyści lokalnym usługom, gastronomii i miejscom noclegowym, ale oznacza również konieczność odpowiedniego przygotowania dróg, parkingów oraz przestrzeni wokół sanktuarium. Niewielka miejscowość musi nauczyć się funkcjonowania w skali, której dotąd nie znała.
Renata Gołębiewska, burmistrz Kikół, przyznawała, że na początku budowa wywoływała wśród mieszkańców odmienne reakcje. Wraz z postępem prac rosła jednak ciekawość, a sylwetka Maryjki stopniowo stawała się częścią lokalnego pejzażu. Proces oswajania monumentu rozpoczął się jeszcze przed jego ukończeniem.
Poświęcenie figury 15 sierpnia otworzyło nowy etap historii Konotopia. Od tej chwili o miejscu będzie się mówić nie tylko w diecezji włocławskiej czy województwie kujawsko-pomorskim, lecz również poza Polską. Publikacja jednego z najbardziej wpływowych francuskich dzienników jest tego wyraźnym potwierdzeniem.
„Le Figaro” opowiedziało czytelnikom o europejskim rekordzie, ale nie na nim zatrzymało uwagę. Najważniejsza okazała się historia ludzi próbujących nadać doświadczeniu wdzięczności materialny kształt oraz wspólnoty, która musi zdecydować, czym stanie się dla niej nowy znak. Ponad polami stanęła figura widoczna z daleka, lecz pytanie postawione przez jej twórców dotyczy wszkże kwestii, których nie da się zmierzyć w metrach.
AJ

















