Dlaczego Holandia bywa bardziej amerykańska niż USA
Międzynarodowe grupy rzadko przesyłają środki bezpośrednio z centrali do każdej spółki operacyjnej, często korzystają z europejskich holdingów ulokowanych w jurysdykcjach przyjaznych dużym organizacjom. Z tego powodu zestawienie oparte na kraju bezpośredniego inwestora eksponuje Holandię z 251,6 mld zł oraz Luksemburg ze 180,5 mld zł, nie ujawniając wszystkich ostatecznych właścicieli. Dopiero przypisanie inwestycji do podmiotu dominującego przesuwa USA na drugie miejsce z wartością 121 mld zł.
Niemcy zachowują pierwszą pozycję z kwotą 265,4 mld zł, a Francja osiąga 114,1 mld zł, zatem dystans między inwestorami amerykańskimi i francuskimi jest stosunkowo mały. Najistotniejszy wniosek nie sprowadza się do podium, lecz do faktu, że Stany Zjednoczone są największym pozaunijnym właścicielem kapitału ulokowanego w Polsce. Dane o pozycji BIZ publikuje Narodowy Bank Polski w cyklicznych zestawieniach.
Czy 30 miliardów dolarów opisuje całą skalę
Kwota podawana w bilansie płatniczym rejestruje zobowiązania inwestycyjne zgodnie z metodą NBP, natomiast sprawozdania ponad 1600 przedsiębiorstw pokazują 37,4 mld dolarów wniesionego kapitału. Ich bilanse obejmują już 75,5 mld dolarów aktywów, co dowodzi, że zagraniczny wkład został uzupełniony pieniędzmi zarobionymi i pożyczonymi na polskim rynku. W ten sposób dolar właścicielskiego zaangażowania uruchomił przeciętnie około 2,02 dolara majątku.
Jeszcze większa liczba, 88,4 mld dolarów, przedstawia przychody osiągnięte w jednym roku, dlatego nie może być porównywana wprost z zasobem inwestycji. Odpowiada ona mniej więcej 353 mld zł, czyli 9,7 proc. wartości polskiego PKB w 2024 r., ale sprzedaż zawiera zużycie materiałów oraz usług zakupionych od innych podmiotów. Produkt krajowy liczy wartość dodaną, więc przypisywanie amerykańskim firmom blisko jednej dziesiątej gospodarki byłoby metodologicznym błędem.
Gdzie powstaje 329 tysięcy miejsc pracy
Amerykańskie spółki zapewniają około 14 proc. zatrudnienia generowanego przez wszystkie firmy zagraniczne, chociaż w skali całego rynku pracy ich udział wynosi w przybliżeniu 2 proc. Największą grupę, liczącą blisko 54 proc. pracowników, skupia przemysł, a ważną rolę odgrywają również centra usług biznesowych, finanse i zespoły inżynieryjne. Według danych ABSL w 457 amerykańskich centrach usług oraz badań i rozwoju pracuje 141,7 tys. osób, czyli ponad 28 proc. zatrudnionych w tej branży.
Struktura ta pozwala inaczej spojrzeć na relację między etatem a kapitałem. W spółkach kontrolowanych z USA na jedną osobę przypada około 113,7 tys. dolarów zainwestowanych środków, o niemal 29 proc. więcej niż wynosi przeciętna dla ogółu zagranicznych przedsiębiorstw. Nie przekłada się to automatycznie na identyczną różnicę w wydajności, gdyż tę należałoby mierzyć wartością dodaną przypadającą na pracownika.
Co inwestorzy odpowiadają w sondażu
Ankieta członków AmCham pokazuje, że 71 proc. firm zalicza kwalifikacje ludzi do strategicznych zalet Polski, 63 proc. wymienia dostęp do odpowiednich kandydatów, natomiast 53 proc. podkreśla niższe koszty. Zmianę treści wykonywanej pracy potwierdza 67 proc. przedsiębiorstw, które w ciągu pięciu lat rozwinęły bardziej zaawansowane zadania, a około 75 proc. powiększyło swoje operacje. Wyniki badania oraz sześć dziedzin dalszego partnerstwa opisano w raporcie AmCham i McKinsey.
Wśród respondentów 58 proc. zakłada wzrost nakładów w horyzoncie trzech do pięciu lat, zaś 55 proc. nie dokonało większej korekty planów pod wpływem wydarzeń geopolitycznych. Poprawę konkurencyjności kraju dostrzega 60 proc., brak większej zmiany 16 proc., umiarkowane pogorszenie 20 proc., a wyraźny regres 4 proc. Rozkład odpowiedzi wskazuje na przewagę pozytywnych ocen, ale zawiera również czytelne ostrzeżenie przed samozadowoleniem.
Czy niska cena pracy pozostanie argumentem
Polskie wynagrodzenia w przemyśle, budownictwie i usługach pozostają przeciętnie o około 50 proc. niższe od poziomu unijnego, jednak firmy coraz częściej szukają nie najtańszej obsługi, lecz inżynierów, analityków i programistów. Dla kraju oznacza to szansę na odejście od konkurowania samym kosztem, a zarazem konieczność zwiększenia produktywności oraz podaży specjalistów. Niedobory demograficzne mogą szybko osłabić atut dostępności kadr, jeżeli edukacja i polityka migracyjna nie nadążą za popytem.
Inwestycje technologiczne wymagają też energii, infrastruktury oraz stabilnych zasad, ponieważ serwerowni, fabryki komponentów lub laboratorium nie buduje się na jeden cykl budżetowy. Amerykańskie projekty w Polsce obejmowały już usługi chmurowe, zakłady przemysłowe i energetykę, a rządowy portal handlowy przedstawiał USA jako czołowe źródło inwestycji jeszcze przed publikacją najnowszego raportu.
Jakie sektory mogą przyciągnąć następną falę
Pierwszym kierunkiem jest infrastruktura cyfrowa, ponieważ rynek chmury ma wzrosnąć z 1,2 mld dolarów w 2024 r. do ponad 3,6 mld dolarów w 2029 r., a moc centrów danych może zbliżyć się do 500 MW w 2030 r. Drugą przestrzeń tworzy energetyka, gdzie planowane są wielkie nakłady na sieci, źródła odnawialne i elektrownię jądrową, trzecią zaś przemysł obronny, w którym znaczenie ma lokalizacja produkcji oraz serwisu. Kolejne możliwości obejmują elektronikę, profesjonalne usługi eksportowe i fundusze prywatne finansujące modernizację.
Wspólnym mianownikiem jest długi okres zwrotu, który zwiększa wagę prawa podatkowego, cen prądu i administracyjnej przewidywalności. Polska Agencja Inwestycji i Handlu wskazuje, że kraj poprawił pozycję w europejskich zestawieniach atrakcyjności, ale inwestorzy porównują go nie tylko z państwami regionu, lecz również z subsydiami oferowanymi w USA i Europie Zachodniej. Sam duży rynek nie wystarczy, jeśli konkurenci zapewnią łatwiejsze przyłączenie energetyczne albo stabilniejsze reguły.
Co Polska powinna policzyć za pięć lat
Następny bilans relacji polsko-amerykańskich nie powinien ograniczać się do wartości napływającego kapitału oraz liczby stanowisk. Równie ważne będą wydatki na badania, udział krajowych dostawców, liczba patentów, kompetencje pozostające w Polsce i pozycja miejscowych zespołów w globalnych strukturach decyzyjnych. Takie wskaźniki pokażą, czy inwestycje tworzą samodzielną zdolność gospodarczą, czy tylko rozszerzają skalę wykonywania zadań zamawianych gdzie indziej.
Obecne dane dają mocny punkt wyjścia, gdyż aktywa amerykańskich przedsiębiorstw przekraczają dwukrotność zainwestowanego kapitału, a większość ankietowanych chce rozwijać obecność. Największym zagrożeniem byłoby uznanie dotychczasowego sukcesu za gwarancję przyszłych decyzji, mimo rosnących kosztów i konkurencji o projekty. Największą możliwością pozostaje przekształcenie Polski z atrakcyjnej lokalizacji operacyjnej w miejsce, w którym powstają technologie, standardy i decyzje dla całego regionu.
Sebastian Nizio

















