Życzliwość wobec dziecka nie wyklucza wymagań, a autorytet dorosłego nie musi opierać się na strachu. Bertrand Gaufryau przekonuje na łamach „Journal du Dimanche”, że przyszłość wychowania nie należy ani do bezwarunkowej pobłażliwości, ani do surowych metod przeszłości. Potrzebny jest model łączący empatię, odpowiedzialność i jasno określone zasady.
Wychowanie pozytywne w ciągu ostatniej dekady głęboko zmieniło sposób, w jaki francuskie rodziny i szkoły myślą o relacjach z dziećmi. Zamiast kary, podporządkowania i bezwzględnego posłuszeństwa zaczęto akcentować rozmowę, rozpoznawanie emocji oraz podmiotowość młodego człowieka. Model, który początkowo miał być korektą autorytarnego wychowania, z czasem sam stał się jednak przedmiotem coraz ostrzejszych sporów.
Bertrand Gaufryau, dyrektor rolniczego liceum Armand-David w Hasparren, w opublikowanej przez „Journal du Dimanche” analizie poświęconej wychowaniu pozytywnemu przekonuje, że debata została zamknięta w fałszywej alternatywie. Rodzice i nauczyciele nie muszą wybierać między całkowitą swobodą dziecka a wychowaniem opartym na bezwzględnym autorytecie dorosłych. Skuteczne podejście powinno łączyć troskę o rozwój emocjonalny z wyznaczaniem granic, uczeniem odpowiedzialności i stopniowym poszerzaniem samodzielności.
Dziecięcy mózg potrzebuje czasu i wsparcia
Jednym z punktów wyjścia autora jest wiedza o rozwoju mózgu. Obszary odpowiadające za planowanie, przewidywanie konsekwencji oraz kontrolowanie impulsów dojrzewają stopniowo i pozostają podatne na rozwój długo po zakończeniu dzieciństwa. Amerykański National Institute of Mental Health wskazuje, że pełniejsze dojrzewanie mózgu, w tym kory przedczołowej, trwa do trzeciej dekady życia.
Nie oznacza to, że dziecko nie odpowiada za swoje zachowanie, lecz że jego możliwości samoregulacji są inne niż możliwości dorosłego. Wymagania powinny zatem odpowiadać etapowi rozwoju. Zadaniem rodzica lub nauczyciela jest nie tylko reagowanie na niewłaściwe zachowania, ale również uczenie dziecka, jak nazywać emocje, odraczać reakcję, rozwiązywać konflikty oraz przewidywać następstwa własnych decyzji.
Znaczenie tych umiejętności potwierdzają opracowania Center on the Developing Child na Uniwersytecie Harvarda. Funkcje wykonawcze i samoregulacja nie są zdolnościami, które pojawiają się automatycznie. Rozwijają się dzięki doświadczeniom, relacjom z dorosłymi oraz możliwości ćwiczenia koncentracji, pamięci roboczej i kontroli impulsów.
Gaufryau zwraca również uwagę na siłę przykładu. Dzieci obserwują dorosłych i przejmują ich sposoby reagowania. Rodzic, który oczekuje spokoju, ale sam odpowiada krzykiem, przekazuje dziecku sprzeczny komunikat. Odwoływanie się w tym kontekście wyłącznie do neuronów lustrzanych byłoby jednak naukowym uproszczeniem. Badania publikowane między innymi w „Scientific Reports” pokazują znaczenie naśladowania i emocjonalnego dostrojenia w relacji między opiekunem a dzieckiem, lecz ludzkie zachowania kształtują się pod wpływem znacznie bardziej złożonego splotu czynników biologicznych, społecznych i środowiskowych.
Życzliwość nie jest pobłażliwością
Najważniejsza krytyka przedstawiona przez dyrektora francuskiego liceum dotyczy przemiany wychowania pozytywnego w ideologię. Podejście, które miało służyć lepszemu rozumieniu dziecka, bywa interpretowane jako zakaz odmawiania mu czegokolwiek. Rodzic obawia się powiedzieć „nie”, nauczyciel traci możliwość skutecznego reagowania, a każda konsekwencja zaczyna być postrzegana jako forma przemocy.
Tymczasem poczucie bezpieczeństwa powstaje nie tylko dzięki akceptacji, lecz również dzięki przewidywalności. Dziecko powinno wiedzieć, jakie zachowania są dopuszczalne, czego oczekują od niego dorośli i jakie będą następstwa przekroczenia ustalonych zasad. Granice muszą być zrozumiałe, dostosowane do wieku i stosowane konsekwentnie. Nie powinny natomiast opierać się na upokorzeniu, zastraszaniu ani przemocy.
Rozróżnienie między karą a konsekwencją ma w tej debacie zasadnicze znaczenie. Kara służąca rozładowaniu złości dorosłego nie uczy właściwego postępowania. Przemyślana konsekwencja może natomiast pomóc dziecku zrozumieć związek między jego decyzją a rezultatem. Światowa Organizacja Zdrowia w swoich zaleceniach dotyczących programów wspierających rodziców podkreśla znaczenie bezpiecznych i opiekuńczych relacji, ograniczania surowych praktyk wychowawczych oraz rozwijania kompetencji rodziców.
Gaufryau dopuszcza stosowanie krótkiego odosobnienia, znanego jako time out. Takie rozwiązanie może być pomocne, ale nie powinno oznaczać emocjonalnego odrzucenia dziecka ani długotrwałej izolacji. American Academy of Pediatricszaleca, aby wcześniej jasno wskazać niewłaściwe zachowanie, a samo wyciszenie było krótkie i odbywało się w neutralnym, bezpiecznym miejscu. Akademia jednocześnie zdecydowanie odrzuca kary cielesne oraz ostre poniżanie słowne, które nie poprawiają zachowania w dłuższej perspektywie i mogą nasilać agresję.
Model dostępny przede wszystkim dla uprzywilejowanych
Autor zwraca uwagę na aspekt, który często znika w poradnikach wychowawczych. Wychowanie oparte na nieustannej uważności, cierpliwych rozmowach i kontroli własnych emocji wymaga czasu, stabilności oraz określonych zasobów psychicznych. Rodzic pracujący na kilku etatach, zmagający się z trudnościami finansowymi albo pozbawiony wsparcia znajduje się w innej sytuacji niż rodzina dysponująca czasem i dostępem do specjalistycznej wiedzy.
Wychowanie pozytywne może wówczas nieświadomie tworzyć nowy podział na rodziców „dobrych” i „niewystarczająco dobrych”. Zamiast wspierać, staje się kolejnym źródłem presji i poczucia winy. Gaufryau podkreśla, że nikt nie jest w stanie zachowywać idealnego spokoju w każdej sytuacji. Potrzebne są nie tylko oczekiwania wobec rodzin, lecz również dostępne programy pomocy, edukacja rodzicielska i przygotowanie nauczycieli do pracy z emocjami.
Podobny kierunek prezentują międzynarodowe instytucje zajmujące się ochroną dzieci. UNICEF łączy pozytywne wychowanie z empatią i uważnością, ale również z tworzeniem czytelnej struktury oraz granic. Nie chodzi zatem o podporządkowanie całego życia dorosłych każdej potrzebie dziecka, lecz o budowanie relacji, w której dziecko jest szanowane, a zarazem uczy się funkcjonowania w świecie reguł.
Szkoła między centralizacją a autonomią
Druga część argumentacji Gaufryau wykracza poza relacje rodzinne i dotyczy organizacji francuskiej oświaty. Jego zdaniem silnie scentralizowany system reaguje na zmiany zbyt wolno. Programy, sposób zarządzania i praktyka pedagogiczna są w dużej mierze kształtowane odgórnie, podczas gdy problemy uczniów i lokalnych społeczności bywają bardzo odmienne.
Autor opowiada się za większą autonomią szkół, jednak połączoną z kontrolą państwa, która zapobiegałaby pogłębianiu nierówności. Przywołuje francuskie szkolnictwo rolnicze jako przykład sektora, któremu ustawa Rocarda z 1984 roku umożliwiła wypracowanie bardziej elastycznych rozwiązań. Szkoła powinna jego zdaniem współpracować z rodziną, a nie próbować przejmować wszystkich jej funkcji wychowawczych.
Sama decentralizacja nie stanowi jednak gwarancji lepszej edukacji. Z analiz OECD dotyczących zarządzania systemami szkolnymi wynika, że autonomia musi być powiązana z odpowiedzialnością, odpowiednimi zasobami i mechanizmami zapewniania jakości. Placówki pozostawione bez wystarczającego wsparcia mogą utrwalać, zamiast zmniejszać, różnice między regionami i grupami społecznymi.
Propozycja Gaufryau nie jest więc prostym powrotem do tradycyjnego wychowania. Autor broni najważniejszych osiągnięć wychowania pozytywnego: szacunku, empatii, uważnego słuchania oraz uznania rozwojowych potrzeb dziecka. Odrzuca jednak przekonanie, że dobra relacja wymaga rezygnacji z autorytetu, wymagań i konsekwencji.
Najbardziej użyteczny wniosek płynący z jego tekstu dotyczy konieczności wyjścia poza ideologiczne etykiety. Dziecko potrzebuje dorosłego, który potrafi je wysłuchać, ale również podejmuje decyzje; rozumie emocje, ale nie usprawiedliwia każdego zachowania; daje przestrzeń do samodzielności, pozostając zarazem odpowiedzialnym przewodnikiem. Życzliwość i granice nie są przeciwieństwami. Dopiero połączone mogą tworzyć dojrzały model wychowania.
Karolina Gizińska

















