błogosławieństwo zwierząt w Montpellier

Pies uratował św. Rocha a dziś zwierzęta przychodzą do jego kościoła

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
W kościele św. Rocha w Montpellier raz w roku obok wiernych zajmują miejsce psy, koty i inne zwierzęta domowe. Po mszy otrzymują błogosławieństwo, a uczestnikom rozdawane są niewielkie bochenki. Ceremonia wyrasta z legendy o średniowiecznym pielgrzymie, któremu w czasie choroby pies przynosił chleb.

Kamienna posadzka, rzędy ciemnych ławek i psy spoglądające w stronę ołtarza tworzą obraz, którego nie spotyka się podczas zwykłego nabożeństwa. Raz w roku świątynia św. Rocha w Montpellier otwiera drzwi nie tylko dla wiernych, ale również dla towarzyszących im zwierząt. Wśród uczestników są psy różnych ras, zdarzają się też koty, króliki i inni domowi podopieczni.

Szczeknięcie nie wywołuje wówczas oburzenia, a smycz przy ławce nikogo nie dziwi. Uroczystość przypomina bowiem historię człowieka, który opiekował się ofiarami dżumy, sam zachorował, a ocalenie miał zawdzięczać psu przynoszącemu mu pożywienie.

Dlaczego zwierzęta pojawiają się w kościele 16 sierpnia?

Wspomnienie św. Rocha przypada w Kościele katolickim 16 sierpnia. Tego dnia w położonym w historycznym centrum Montpellier sanktuarium odprawiana jest msza, podczas której szczególne miejsce zajmują zwierzęta domowe. Po nabożeństwie otrzymują błogosławieństwo udzielane przez duchownych na schodach kościoła lub w jego wnętrzu.

W relacji „Le Figaro” opisano dziesiątki psów rozproszonych pośród kilkuset uczestników uroczystości. W świątyni znalazły się między innymi chihuahua Puchi, chart afgański Astana i labrador Palmyre. Dziennik odnotował również obecność królika, co pokazuje, że ceremonia nie jest przeznaczona wyłącznie dla psów.

Sierpniowe spotkanie stanowi jeden z najważniejszych punktów dorocznych obchodów ku czci patrona Montpellier. Łączy liturgię z miejskim świętem, procesją, prezentacją relikwii i widowiskami odwołującymi się do tradycji południowej Francji oraz północnych Włoch.

Co naprawdę wiadomo o św. Rochu?

Życiorys Rocha składa się z faktów, późniejszych przekazów i hagiograficznych opowieści, których nie da się już całkowicie rozdzielić. Przyjmuje się, że urodził się w Montpellier około połowy XIV wieku, chociaż w źródłach pojawiają się różne daty. Miał pochodzić z majętnej rodziny i wcześnie stracić rodziców.

Zamiast przejąć wygodne życie należne człowiekowi jego pochodzenia, rozdał dobra potrzebującym i wybrał drogę pielgrzyma. Skierował się do Rzymu, przemierzając obszary dotknięte epidemią dżumy. W miejscowościach, przez które przechodził, zgłaszał się do szpitali i pomagał zakażonym.

Było to działanie wymagające szczególnej odwagi. Choroba wywoływała paniczny lęk, a jej ofiary często pozostawały bez opieki, ponieważ kontakt z nimi mógł oznaczać śmierć. Roch świadomie pozostawał przy ludziach wykluczonych ze wspólnoty przez epidemię.

Późniejsze żywoty świętego przypisały mu moc uzdrawiania. Bez względu na historyczną wiarygodność tych opowieści, utrwaliły one wizerunek człowieka, który nie uciekał przed cierpieniem innych. Właśnie dlatego po kolejnych falach zarazy jego kult zaczął rozwijać się w wielu częściach Europy.

Skąd w historii św. Rocha wziął się pies?

Podczas pobytu w Italii pielgrzym sam miał zostać zarażony dżumą. Chcąc uniknąć sprowadzenia niebezpieczeństwa na innych mieszkańców, oddalił się od zabudowań i ukrył w lesie w pobliżu Piacenzy. Był osłabiony, pozbawiony pomocy i przygotowany na śmierć.

Według przekazywanej przez stulecia opowieści jego kryjówkę odnalazł pies należący do miejscowego właściciela ziemskiego. Zwierzę zaczęło wynosić jedzenie z domu i zanosić choremu kawałki chleba. W jednej z wersji legendy pies także ogrzewał Rocha i dotykał językiem jego ran.

Powtarzające się zachowanie zwierzęcia zwróciło uwagę właściciela, który poszedł za nim i odnalazł pielgrzyma. Roch otrzymał potrzebną pomoc i powrócił do zdrowia. Pies stał się odtąd jego nieodłącznym atrybutem oraz symbolem wierności silniejszej od lęku przed chorobą.

Na obrazach i figurach Rocha można rozpoznać po stroju wędrowca, lasce, odsłoniętej ranie na nodze oraz zwierzęciu stojącym u jego boku. Pies bywa przedstawiany z bochenkiem trzymanym w pysku. Scena ta należy do najbardziej charakterystycznych motywów europejskiej sztuki związanej z epidemiami.

W jaki sposób Roch został patronem chorych i zwierząt?

Sława pielgrzyma zaczęła rosnąć po jego śmierci, którą tradycja umieszcza pod koniec XIV wieku. Roch miał zakończyć życie w więzieniu, ponieważ po powrocie został wzięty za szpiega i nie wyjawił strażnikom swojej tożsamości. Z czasem zaczęto zwracać się do niego o pomoc szczególnie w okresach zarazy.

Jego kult rozprzestrzeniał się wraz z kolejnymi epidemiami. Powstawały kościoły, kaplice, bractwa i szpitale noszące jego imię, a mieszkańcy zagrożonych miast organizowali procesje błagalne. Roch stał się opiekunem chorych zakaźnie, pielgrzymów, personelu medycznego oraz ludzi odizolowanych od społeczeństwa.

Obecność psa w opowieści poszerzyła znaczenie tego patronatu. Najpierw świętego zaczęli czcić właściciele i przewodnicy psów, a następnie również osoby proszące o ochronę innych zwierząt. Dawna kultura rolnicza znała ponadto obyczaj błogosławienia stad, koni i gospodarskiego dobytku w dniu św. Rocha.

Dla rodzin utrzymujących się z pracy zwierząt nie był to obrzęd pozbawiony praktycznego znaczenia. Choroba stada mogła oznaczać utratę żywności, dochodu i możliwości uprawiania ziemi. Prośba o ochronę zwierząt wyrażała troskę o przetrwanie całego gospodarstwa.

Czy błogosławienie psów w Montpellier jest średniowiecznym obrzędem?

Nie w obecnej postaci. Choć oddawanie czci Rochowi ma wielowiekową historię, zwyczaj przyprowadzania do kościoła zwierząt domowych miał utrwalić się w Montpellier dopiero po II wojnie światowej. Wcześniejsze obrzędy dotyczyły przede wszystkim stad, koni i zwierząt potrzebnych człowiekowi do pracy.

Zmiana charakteru ceremonii odzwierciedla przemianę relacji ludzi ze zwierzętami. Współcześnie pies rzadziej jest stróżem obejścia lub pomocnikiem pasterza, częściej natomiast staje się bliskim towarzyszem rodziny. Uczestnicy uroczystości mówią o przywiązaniu, poczuciu odpowiedzialności i obecności zwierzęcia w najtrudniejszych chwilach życia.

Dlaczego po mszy rozdawany jest chleb?

Małe bochenki nawiązują do pożywienia przynoszonego Rochowi przez psa. W czasie obchodów otrzymują je wierni wychodzący ze świątyni. Prosty gest pozwala opowiedzieć średniowieczną historię bez potrzeby używania wielu słów.

Chleb oznacza tutaj coś więcej niż ratunek przed głodem. Przypomina, że pomoc może nadejść z najmniej oczekiwanej strony, a ocalenie zależy niekiedy od powtarzanego codziennie, pozornie nieznacznego działania. Zwierzę nie dokonało spektakularnego czynu, lecz nieustannie wracało do potrzebującego.

Ta część uroczystości spaja przeszłość z teraźniejszością. W średniowiecznej opowieści pies niesie chleb człowiekowi; podczas współczesnej ceremonii człowiek przyprowadza zwierzę, aby prosić dla niego o błogosławieństwo. Role zostają symbolicznie odwrócone.

Jak kończą się uroczystości w Montpellier?

Po błogosławieństwie z sanktuarium wyrusza procesja niosąca relikwie św. Rocha. Pochód przechodzi przez stare miasto w kierunku katedry św. Piotra, gdzie celebrowana jest uroczysta liturgia. Towarzyszą mu chorągwie, historyczne stroje oraz grupy przybywające z innych miast związanych z kultem patrona epidemii.

Część opiekunów dołącza do procesji razem ze swoimi psami, inni pozostają przed kościołem. Zwierzęta ułatwiają rozmowę między ludźmi, którzy bez ich obecności prawdopodobnie nigdy by się nie spotkali. Religijna uroczystość staje się dzięki temu również wydarzeniem budującym lokalną wspólnotę.

Opowieść o św. Rochu zachowała siłę, ponieważ dotyczy doświadczeń dobrze znanych także współczesnemu człowiekowi. Mówi o chorobie, samotności, wykluczeniu oraz pomocy przychodzącej w chwili, gdy znika nadzieja. Pies z bochenkiem chleba przypomina natomiast, że wierność nie potrzebuje wielkich deklaracji.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać