pożary we Francji 2026

Pięć sprawnych Canadairów w najgorszym momencie lata. Éric Ciotti oskarża państwo

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Ponad 115 tysięcy spalonych hektarów i tylko pięć Canadairów zdolnych do działania w najbardziej krytycznej chwili. Éric Ciotti oskarża francuskie państwo o wieloletnie zaniedbania w przygotowaniu obrony cywilnej.

Najbardziej wymownym obrazem tegorocznego sezonu pożarowego we Francji nie są wyłącznie płonące lasy, lecz puste miejsca w bazie lotniczej. Kiedy służby mierzyły się z najgroźniejszą fazą kryzysu, z dwunastu francuskich Canadairów zdolnych do działania było, według Érica Ciottiego, zaledwie pięć. Lider UDR i mer Nicei uznaje tę dysproporcję za dowód, że władze znały zagrożenie, ale nie przygotowały kraju na jego skalę. Spór dotyczy już nie samego istnienia zmian klimatycznych, lecz tempa, w jakim państwo potrafi dostosować do nich swoje służby.

We Francji spłonęło w tym roku ponad 115 tysięcy hektarów, a późniejsze dane Ministerstwa Spraw Wewnętrznych podniosły ten bilans do około 119 tysięcy. Liczba ta nie opisuje jednej katastrofy, ale sumę tysięcy zdarzeń rozrzuconych po różnych częściach kraju. Za każdym razem powodzenie akcji zależało od tego, jak szybko wykryto ogień, jakie siły znajdowały się w pobliżu i czy dostępne samoloty mogły natychmiast wystartować.

Éric Ciotti nie kwestionuje przyczyny, która zmienia charakter zagrożenia. W rozmowie z „Journal du Dimanche” stwierdził jednoznacznie, że globalne ocieplenie jest rzeczywistością. Jego zarzut wobec władz centralnych brzmi inaczej: zmiany następowały od lat, ostrzeżenia były znane, ale organizacja obrony cywilnej nie rozwijała się wystarczająco szybko.

W politycznej ocenie mera Nicei pożary ujawniają słabość widoczną dopiero wtedy, gdy system zostaje poddany największej presji. Brak samolotów porównuje on z niedoborem maseczek na początku pandemii COVID-19. W obu przypadkach państwo miało dysponować rozbudowanymi strukturami, lecz w chwili próby nie potrafiło zapewnić podstawowych środków potrzebnych do ochrony mieszkańców.

Kryzys zaczął się na długo przed pojawieniem się ognia

Francja dysponuje dwunastoma Canadairami CL-415, z których każdy może zabrać około 6 tysięcy litrów wody. Są to maszyny amfibijne, zdolne do uzupełniania zbiorników bez lądowania na lotnisku, podczas przelotu nad odpowiednio dużym akwenem. Dzięki temu mogą wielokrotnie wracać nad pożar w krótkich odstępach.

Problem polega na tym, że formalna liczebność floty nie jest równoznaczna z jej rzeczywistą dostępnością. Samoloty mają średnio blisko trzy dekady, a intensywna eksploatacja oraz kontakt ze słoną wodą komplikują obsługę techniczną. Każda dłuższa naprawa zmniejsza liczbę maszyn, które można skierować do działania w chwili jednoczesnego pojawienia się kilku dużych pożarów.

Ciotti twierdzi, że w najtrudniejszym momencie sezonu operacyjnych pozostawało pięć z dwunastu Canadairów. Liczbę tę należy traktować jako informację podaną przez polityka, ponieważ administracja nie opublikowała pełnego dziennego zestawienia gotowości poszczególnych maszyn. Sam fakt starzenia się floty i problemów z jej dostępnością był jednak wcześniej przedmiotem raportów parlamentarnych.

Nowe samoloty zostały już zamówione, lecz harmonogram dostaw nie rozwiązuje obecnego niedoboru. Dwie maszyny kupione w ramach europejskiego przedsięwzięcia mają przybyć najwcześniej w 2028 roku. Kolejne dwa Canadairy, na które przeznaczono około 200 milionów euro, są oczekiwane dopiero w latach 2032–2033.

Różnica między ogłoszeniem zakupu a osiągnięciem zdolności operacyjnej może więc wynosić wiele lat. Właśnie w tej luce Ciotti dostrzega zasadniczy błąd państwa. Powołuje się przy tym na raport budżetowy z 2017 roku, w którym miał ostrzegać, że wraz ze wzrostem zagrożenia środki obrony cywilnej okażą się niewystarczające.

O wyniku akcji przesądzają pierwsze minuty

Wielki pożar rzadko rodzi się jako wielki pożar. Zaczyna się od niewielkiego ogniska, którego możliwość opanowania maleje wraz z każdą kolejną minutą, szczególnie przy silnym wietrze, wysuszonej roślinności i wysokiej temperaturze. Najskuteczniejsza strategia nie polega zatem wyłącznie na gromadzeniu imponujących sił do walki z rozwiniętym żywiołem, ale na niedopuszczeniu, aby ogień zdążył osiągnąć taką skalę.

Francuska doktryna wykorzystuje między innymi lotnicze patrole prewencyjne nad obszarami najwyższego ryzyka. Samoloty Dash mogą wówczas wykrywać nowe pożary i atakować je środkiem opóźniającym spalanie, zanim na miejsce dotrą wszystkie jednostki naziemne. Canadairy kierowane są przede wszystkim tam, gdzie ogień wymaga bezpośredniego i wielokrotnego zrzutu dużych ilości wody.

Taki system działa pod warunkiem, że sprzęt, załogi i dowodzenie są gotowe jeszcze przed pierwszym alarmem. Jeżeli samolot przechodzi naprawę, śmigłowiec znajduje się daleko od zagrożonego obszaru, a strażacy muszą dopiero zostać przerzuceni z innego departamentu, przewaga pierwszych minut zostaje utracona. Późniejsza mobilizacja bywa znacznie bardziej kosztowna i nie zawsze pozwala odwrócić rozwój sytuacji.

Ciotti właśnie na tym fundamencie buduje swoją krytykę. Nie zarzuca strażakom braku skuteczności ani zaangażowania, lecz wskazuje na decyzje podejmowane wiele lat wcześniej w budżetach, zamówieniach i planowaniu rozmieszczenia sił. W jego ujęciu katastrofa nie zaczyna się wraz z pierwszym płomieniem, ale wtedy, gdy kolejny raz odkłada się modernizację sprzętu.

Alpy Nadmorskie wybrały inną metodę

Jako przeciwieństwo systemu krajowego Éric Ciotti przedstawia departament Alpy Nadmorskie, którym wcześniej kierował. Obszar ten obejmuje zarówno gęsto zaludnione wybrzeże, jak i trudne tereny górskie porośnięte łatwopalną roślinnością. Liczne początki pożarów są tam zjawiskiem regularnym, lecz według Ciottiego od dziesięciu lat nie doszło do zdarzenia o największej skali.

Departamentalne służby wykorzystują trzy śmigłowce gaśnicze oraz rozmieszczają setki strażaków bezpośrednio w zagrożonych kompleksach leśnych. Zespoły nie czekają na rozwinięcie się żywiołu, ale pozostają w gotowości do uderzenia natychmiast po wykryciu dymu. Najważniejszym zasobem staje się dzięki temu nie tylko woda przenoszona przez śmigłowiec, lecz również skrócony czas dotarcia.

Brak katastrofalnego pożaru nie może być przypisywany wyłącznie jednemu elementowi organizacji. Na wynik wpływają pogoda, rodzaj roślinności, przypadkowe miejsce zapłonu, sieć dróg oraz zachowanie mieszkańców. Doświadczenie Alp Nadmorskich pokazuje jednak, że stałe rozmieszczenie środków na obszarze ryzyka może ograniczyć liczbę sytuacji, w których niewielki incydent przekształca się w kryzys wymagający pomocy krajowej.

Model ten ma wysoką cenę. Utrzymywanie śmigłowców, załóg oraz dodatkowych dyżurów strażackich obciąża budżety departamentów, nawet jeżeli w danym sezonie nie dochodzi do spektakularnych zdarzeń. Prewencja jest politycznie trudna, ponieważ pieniądze wydaje się na katastrofę, której późniejszy brak bywa błędnie uznawany za dowód, że inwestycje nie były potrzebne.

Klimat przesuwa granice francuskiego ryzyka

Przez dziesięciolecia pożary lasów kojarzono przede wszystkim z południowym wybrzeżem Morza Śródziemnego i Korsyką. Obecnie okres zagrożenia staje się dłuższy, a obszary wymagające przygotowania obejmują również zachód oraz północ kraju. Susze, fale upałów i niedobory opadów sprawiają, że regiony posiadające mniejsze doświadczenie w walce z ogniem muszą budować kompetencje znane wcześniej głównie departamentom południowym.

Oznacza to wzrost zapotrzebowania na te same ograniczone zasoby. Dwanaście Canadairów może wystarczać przy kilku lokalnych zdarzeniach następujących po sobie, lecz jednoczesne pożary oddalone o setki kilometrów wymuszają wybór miejsc wymagających najpilniejszego wsparcia. Zmieniająca się mapa zagrożenia podważa model oparty na założeniu, że siły krajowe zawsze będzie można szybko przerzucić do jednego regionu.

Rząd rozpoczął wzmacnianie potencjału obrony cywilnej. Państwo współfinansuje zakup sprzętu przez departamentalne służby ratownicze, zamówiło nowe samoloty i zwiększa wykorzystanie śmigłowców oraz innych typów maszyn gaśniczych. Podczas wyjątkowo trudnego sezonu do działań włączono również dodatkowe jednostki lotnicze, w tym ciężki śmigłowiec Chinook.

Krytyka Ciottiego dotyczy zatem nie całkowitego braku reakcji, lecz jej opóźnienia i niewystarczającej skali. Zakupy ogłoszone dzisiaj przyniosą zasadniczą zmianę dopiero w następnej dekadzie. Do tego czasu Francja będzie musiała utrzymywać starzejące się Canadairy, korzystać z maszyn uzupełniających i rozwijać lokalne zdolności szybkiego reagowania.

Tegoroczne pożary przekształciły debatę o zmianach klimatycznych w rozmowę o sprawności instytucji. Samo uznanie, że temperatury rosną, nie zabezpiecza lasów ani miejscowości. Prawdziwym sprawdzianem adaptacji jest liczba dostępnych maszyn, rozmieszczenie strażaków oraz czas mijający między pierwszym zgłoszeniem a rozpoczęciem akcji.

Éric Ciotti próbuje uczynić z pięciu sprawnych Canadairów symbol państwa, które reaguje dopiero pod presją katastrofy. Rząd może odpowiedzieć zamówieniami, inwestycjami i dodatkowymi środkami uruchomionymi w ostatnich latach. Ostateczny bilans tej polityki zostanie jednak oceniony nie na podstawie zapowiedzi, lecz podczas kolejnego lata, gdy o powodzeniu akcji ponownie zdecydują pierwsze minuty.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać