muzyka AI

Czy sztuczna inteligencja potrafi bronić własnego arcydzieła?

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Czy muzyka AI może zastąpić artystę, który świadomie ryzykuje niezrozumienie? Francuski kompozytor i pedagog Étienne Guéreau łączy sprzeciw wobec generowania utworów z pytaniami o rolę publiczności, dostęp do ambitnej kultury i sens wychowania muzycznego.
Muzyka AI stawia pytanie o autora, który potrafi pozostać przy swoim dziele, nawet gdy publiczność domaga się czegoś zupełnie innego. Étienne Guéreau proponuje w wywiadzie dla The European Scientist myślowy eksperyment z „Świętem wiosny”, wyobrażając sobie, że zamiast Strawińskiego utwór przygotował generator. Kiedy odbiorcy reagują niechęcią, zamawiający prosi o zmianę, a system może posłusznie dostarczyć kolejny wariant. Francuski pianista właśnie w gotowości człowieka do obrony artystycznego wyboru odnajduje jedną z zasadniczych różnic między tworzeniem a wytwarzaniem odpowiedzi na zamówienie.

Dlaczego muzyka AI wywołuje sprzeciw francuskiego pianisty?

Guéreau nie odrzuca możliwości, że maszyna dostarczy skomplikowaną kompozycję albo fragment, który poruszy słuchacza. Kwestionuje natomiast utożsamienie takiego efektu z działaniem artysty, dla którego utwór wyrasta z pamięci, wysiłku oraz doświadczenia. Jego sprzeciw wobec generatywnej sztucznej inteligencji dotyczy pochodzenia dzieła i osobistej relacji z twórczością, a nie wyłącznie jakości dźwięku. Jest to stanowisko uczestnika debaty artystycznej, którego nie należy mylić z ustaleniem naukowym na temat wszystkich zastosowań AI.

Rozmówca opiera swoją argumentację na wieloletniej praktyce instrumentalisty i pedagoga, obejmującej jazz, estradę, komponowanie oraz aranżowanie. Po Bernardzie Maurym przejął zajęcia w Bill Evans Piano Academy, której oficjalna strona przedstawia działalność szkoły, a w sieci rozwija od 2020 roku projekt Piano Jazz Concept. Jego esej „L’élève est le maître” ukazał się w 2026 roku, co potwierdza katalog nowości Biblioteki Narodowej Francji. Książka zajmuje się życiem artysty, jego lękami, oceną własnej pracy i kształceniem, a posłowie o AI wpisuje technologię w ten szerszy spór o sens działalności twórczej.

Co badacze zobaczyli w ponad 21 tysiącach kompozycji?

Do rozmowy o maszynach i kulturze prowadzi w wywiadzie również analiza, którą opublikowano w „Scientific Reports” 23 kwietnia 2026 roku. Zgodnie z komunikatem Nature Portfolio próba liczyła 21 480 dzieł powstałych między 1600 a 2021 rokiem, reprezentujących klasykę, jazz, pop, rock, elektronikę oraz hip-hop. Naukowcy wykryli uproszczenie i rosnące podobieństwo części struktur melodii oraz harmonii, w tym w utworach zaliczonych do dwóch pierwszych gatunków. W jazzie wzrost mierzonej złożoności poprzedzał późniejszy spadek, a w ujęciu całego materiału lata 1950–1979 zaznaczały się jako okres przejścia.

Za pracą stoją Niccolò Di Marco, Edoardo Loru, Alessandro Galeazzi, Matteo Cinelli i Walter Quattrociocchi, a jej stały identyfikator DOI prowadzi do publikacji źródłowej. Utwory zapisane w MIDI przedstawiano jako sieci relacji między dźwiękami, dzięki czemu porównanie opierało się na jednolitej metodzie. Badacze nie oceniali jednak wszystkich elementów wpływających na odbiór muzyki, zwłaszcza słów, barwy, produkcji oraz interpretacji. Ich wynik pozostawia otwartą możliwość, że ambicja i pomysłowość kompozytorów rozwijają się także poza wymiarami uchwyconymi w analizie.

Czy prostsza harmonia oznacza mniej wartościową twórczość?

Sam Guéreau zgłasza wątpliwości wobec generalizowania wyników dla jazzu, skoro współczesne improwizacje i utwory Brada Mehldaua mogą pozostawać bardzo wymagające. Podkreśla znaczenie tego, jak opisano gatunki i jakie przykłady znalazły się w próbie, choć zarazem uznaje badanie za sygnał wspierający jego obawy. Dla czytelnika istotne jest zachowanie dwóch poziomów opisu, ponieważ cecha mierzonego zbioru nie stanowi automatycznej oceny każdego wykonawcy. Wywiad pokazuje zresztą, że uznanie argumentu za interesujący może iść w parze z krytyką jego zakresu.

W rozmowie pojawia się także przekonanie pianisty, że język tonalny został w dużej mierze rozpoznany przez kolejne pokolenia kompozytorów, w tym Debussy’ego i Strawińskiego. Guéreau dopuszcza dalsze poszukiwania poprzez rytm i projektowanie brzmienia, ale nie chce porzucać znajomości harmonii jako narzędzia wypowiedzi. Nie ma więc podstaw, by przedstawiać go jako przeciwnika każdej technicznej innowacji lub wszelkiej muzyki elektronicznej. Przykładem instytucjonalnego łączenia eksperymentu, badań i edukacji pozostaje działalność paryskiego IRCAM, obejmująca zarówno tworzenie nowych dzieł, jak i rozwijanie narzędzi dźwiękowych.

Kto decyduje o tym, czego słuchamy?

Pianista uważa, że rola pośrednika między wykonawcą a publicznością coraz częściej przechodzi do systemów automatycznej rekomendacji. Obawia się utrwalania przyzwyczajeń odbiorcy, któremu zamiast nieznanego wcześniej języka muzycznego dostarcza się następne warianty już polubionej estetyki. W przywołanej pracy naukowej nie dowiedziono jednak, że właśnie takie mechanizmy spowodowały historyczne uproszczenie kompozycji. Zarzut Guéreau należy czytać jako diagnozę rynku, do której weryfikacji potrzebne są inne dane niż sieci zbudowane z zapisów nutowych.

Jego krytyka obejmuje również sytuację, w której utalentowani wykonawcy zachowują wysokie umiejętności, ale tracą możliwość regularnego spotykania się z publicznością. Ambitna muzyka może wtedy pozostać dostępna przede wszystkim ludziom mającym pieniądze, przygotowanie i kontakty pomagające ją odnaleźć. Twórca przypomina własne pochodzenie z rodziny związanej z robotniczym środowiskiem oraz włoską imigracją, opisując kulturę jako drogę osobistej emancypacji. Obawa przed zamknięciem tej drogi nadaje jego wypowiedzi społeczny sens, który wykracza poza spór o popularność pojedynczego gatunku.

Jak wychować publiczność, która zechce słuchać uważniej?

W odpowiedzi Guéreau wraca do wczesnego kontaktu z różnorodnością, porównując uczenie się muzycznego smaku do rozwijania wrażliwości na kuchnię i zapachy. Za wartościowe uznaje również spotkanie z orkiestrą przez film, jak w przypadku partytur Johna Williamsa towarzyszących ekranowym przygodom Harry’ego Pottera. Taki odbiorca może poznać niezwykłe napięcia harmoniczne, zanim potrafi je świadomie nazwać, a nauczyciel później pomaga mu rozumieć to doświadczenie. Praktyczne możliwości podobnego oswajania z eksperymentem przedstawia program działań kulturalnych IRCAM dla instytucji partnerskich, obejmujący warsztaty i aktywność osób bez specjalistycznego przygotowania.

Na zakończenie rozmowy muzyk zachęca do poważnego traktowania amatorskiej gry, nawet jeżeli nie prowadzi ona do zawodowej kariery. Osoby znające wysiłek ćwiczenia mogą tworzyć zaangażowaną publiczność, kupując nagrania i przychodząc na koncerty, co sam obserwuje podczas swoich występów. Według jego własnego oszacowania muzycy stanowią od 80 do 90 proc. uczestników tych koncertów, a proporcji tej nie można przenosić na cały obieg muzyczny. W tej perspektywie przyszłość sztuki zależy także od ludzi, którzy poświęcą jej uwagę i będą chcieli słuchać czyjejś wypowiedzi, zamiast wyłącznie zamawiać kolejny dogodny wariant dźwiękowego tła.

Kazimierz Olejnik

 

 

 

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać