polski radiowywiad 1920

Polacy znali rozkazy Armii Czerwonej. Piłsudski musiał milczeć

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
W 1920 roku Polacy czytali szyfrogramy Armii Czerwonej i poznawali zamiary jej dowódców. Józef Piłsudski musiał jednak zachować tę przewagę w tajemnicy, nawet kosztem własnej reputacji.

Zwycięstwo w bitwie warszawskiej było wynikiem odwagi żołnierzy, mobilizacji społeczeństwa, pracy dowódców oraz wykorzystania nowoczesnych jak na tamte czasy metod wywiadowczych. Jedna z najważniejszych polskich przewag przez dziesięciolecia pozostawała jednak tajemnicą. Józef Piłsudski nie mógł publicznie przyznać, że polskie dowództwo znało znaczną część rozkazów Armii Czerwonej.

Bitwa stoczona w sierpniu 1920 roku przesądziła o wyniku wojny polsko-bolszewickiej i obronie niepodległości odrodzonego państwa. Jak przypomina Muzeum Józefa Piłsudskiego w Sulejówku, na Bitwę Warszawską składały się walki na przedmościu stolicy, bitwa nad Wkrą oraz kontrofensywa znad Wieprza. Naczelne Dowództwo sprawował Józef Piłsudski, ale zwycięstwo było wspólnym osiągnięciem wojska, sztabu i całego społeczeństwa.

Polacy czytali rozkazy przeciwnika

Polski radiowywiad przejmował i odczytywał depesze bolszewickich dowództw. Dzięki pracy porucznika Jana Kowalewskiego oraz współpracujących z wojskiem matematyków polskie dowództwo otrzymywało informacje o położeniu, zamiarach i problemach przeciwnika. Pozwalało to podejmować decyzje na podstawie znacznie pełniejszej wiedzy, niż można było później ujawnić opinii publicznej.

Znaczenie tych informacji szczegółowo przedstawia Muzeum Historii Polski w opracowaniu poświęconym polskiemu radiowywiadowi. Z przejętej korespondencji wynikało między innymi, że bolszewicka Grupa Mozyrska nie była w stanie skutecznie osłonić południowego skrzydła wojsk Michaiła Tuchaczewskiego. Właśnie w tę słabo zabezpieczoną przestrzeń skierowano polskie uderzenie znad Wieprza.

Na konsekwencje tej wiedzy zwraca uwagę Maciej Świrski w eseju „Odwrócona ironia” opublikowanym we „Wszystko co Najważniejsze”. Autor opisuje nie tylko znaczenie złamanych szyfrów, ale przede wszystkim cenę, jaką Józef Piłsudski musiał zapłacić za zachowanie tajemnicy.

Kilka lat po wojnie Piłsudski odpowiadał na wywody Tuchaczewskiego, nie mogąc napisać wprost, że polskie dowództwo czytało rozkazy przeciwnika. Takie wyznanie natychmiast poinformowałoby Moskwę, że jej system szyfrowania został złamany. Armia Czerwona zmieniłaby metody łączności, a Polska utraciłaby jedno z najcenniejszych źródeł informacji o swoim największym zagrożeniu.

Maciej Świrski nazywa tę sytuację odwróconą ironią. Zwykle to widz wie więcej od bohatera. W tym przypadku było odwrotnie: Piłsudski znał prawdę, ale nie mógł jej przekazać publiczności. Musiał pozwolić, aby przeciwnicy przedstawiali go jako dowódcę ryzykującego i działającego bez pełnego rozpoznania, chociaż w rzeczywistości dysponował wyjątkowo wartościową wiedzą.

Milczenie chroniło nie tylko metodę pracy polskiego wywiadu. Osłaniało także kryptologów, których umiejętności stanowiły ważny zasób państwa. Doświadczenia zdobyte w czasie wojny z bolszewikami stały się później częścią polskiej szkoły kryptologicznej, z której wywodzili się Marian Rejewski, Jerzy Różycki i Henryk Zygalski.

Pamięć o zwycięstwie z 1920 roku nie ogranicza się jednak do sporu o autorstwo planu bitwy ani do roli radiowywiadu. Oficjalna strona Prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej przypomina, że zwycięstwo przesądziło o zachowaniu niepodległości Polski i powstrzymało dalszy pochód bolszewickiej rewolucji na Zachód.

Tekst Macieja Świrskiego dla „Wszystko co Najważniejsze” pokazuje mniej znany wymiar tych wydarzeń. Jest opowieścią o zwycięstwie, którego jednego z najważniejszych mechanizmów nie można było opisać, oraz o przywódcy, który w interesie państwa zrezygnował z możliwości pełnej obrony własnej reputacji.

Marta Okulak

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać