[OPINIA] Anna M. Dyner: Represje wobec Polaków na Białorusi to „zemsta” reżimu na nich i na Polsce

Share on facebook
Podziel się
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Share on print
Drukuj
Białorusini w większości pragną zmian, wolności i lepszego standardu życia, z kolei reżim Łukaszenki chce zachować status quo. Ofiarą tego napięcia padają Polacy mieszkający na Białorusi – pisze Anna M. Dyner jest analityczką ds. Białorusi z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM)
Reklama

Trwająca fala zatrzymań wobec działaczy mniejszości polskiej na Białorusi to swego rodzaju zemsta reżimu Aleksandra Łukaszenki. W ten sposób białoruskie władze odpłacają działaczom niezależnego Związku Polaków na Białorusi za to, że ci wsparli protesty opozycji, że opowiedzieli się za głębokimi zmianami w tym państwie, za jego demokratyzacją i wolnością słowa. Ale to także zemsta na Polsce – za to, że nasz kraj aktywnie wspiera białoruskie społeczeństwo obywatelskie i na forum międzynarodowym podnosi kwestię łamania praw człowieka przez reżim. Jest to też odwet na Polsce za pomoc dla osób represjonowanych, które nad Wisłą znalazły schronienie i wsparcie jakiego udziela niezależnym mediom na Białorusi. Przy czym nie można też wykluczyć, że w jakiejś mierze białoruskie działania mogą być też inspirowane przez Rosję.

Sytuacja Polaków na Białorusi od dawna jest bardzo skomplikowana. Wiąże się to ze sprowokowanym w 2005 r. przez białoruskie władze podziałem Związku Polaków na dwie organizacje. Jeden, niezależny Związek Polaków na Białorusi (ZPB) jest uznawany przez Polskę. Drugi, który prowadzi dość ograniczoną działalność, jest uznawany przez białoruskie władze, i to jemu przekazano majątek niezależnego ZPB (bardzo często odbierany w sposób siłowy). Warto jednak podkreślić, że w 2005 roku atak na ZPB nie miał jedynie wymiaru antypolskiego. Wtedy była bardziej walka z największą niezależną organizacją w kraju. Jednak w kolejnych latach Polacy na Białorusi stali swego rodzaju zakładnikami relacji dwustronnych. Im gorsze były stosunki polsko-białoruskie tym bardziej niezależny ZPB był atakowany.
Obecnie zatrzymani działacze usłyszeli bardzo poważne zarzuty. Mowa tu o paragrafie 130 Kodeksu Karnego Białorusi, który dotyczy m.in. siania nienawiści oraz promowania nazizmu (grożą za to kary od 5 do 12 lat więzienia).

Dlaczego władze w Mińsku z taką determinacją zajmują się teraz polskimi działaczami? Realizują w ten sposób kilka celów. Po pierwsze dążą do całkowitego rozbicia niezależnego ZPB, próbując zastraszyć i zmusić do emigracji tych działaczy, którzy podkreślają białoruski patriotyzm. Po drugie, Polacy z Białorusi mają być swego rodzaju zakładnikami, a ich sytuacja, elementem nacisku, który ma zmusić władze polskie do zmiany polityki wobec reżimu. Po trzecie wreszcie, ma to pokazać innym środowiskom opozycyjnym, że za niezależność mogą bardzo dużo zapłacić.

Polska reaguje na sytuację, protestując w różnych organizacjach jak UE, OBWE czy ostatnio ONZ. Mówi się o sankcjach, w tym o negocjacjach z Litwą i Łotwą w sprawie zablokowania Białorusi możliwości korzystania z ich portów.

Obecna sytuacja ZPB jest kolejnym elementem głębokiego kryzysu państwa białoruskiego, który trwa od ubiegłorocznych wyborów prezydenckich. Nie widać łatwych i szybkich dróg do jego rozwiązania, ponieważ z jednej strony reżim zrobi wszystko, aby przetrwać, a z drugiej strony Białorusini w większości pragną zmian, wolności i lepszego standardu życia. Na to wszystko nakłada się też polityka państw zachodnich, której celem jest demokratyzacja Białorusi oraz działań Rosji, dla której jakakolwiek powtórka „wariantu ukraińskiego” w Mińsku jest całkowicie nie do zaakceptowania.

Anna M. Dyner jest analityczką ds. Białorusi i rosyjskiej polityki bezpieczeństwa z Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych (PISM)

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Reklama

Warto przeczytać

Reklama