Po wyborach 2007 roku PO zamieniła się w polityczną reprezentację monstrualnie rozrośniętego centrum złożonego w większości z ludzi, którzy od państwa i polityki oczekują przede wszystkim jednego: by zostawiło ich w spokoju. Teraz Platforma nadal tkwi w bezruchu, w ogóle nie ma skutecznego przywództwa politycznego – twierdzi Ludwik Dorn, były marszałek Sejmu
Platforma przegrywa, ona nie umie pozyskać żadnych środowisk inteligenckich. Te, które ją popierają, robią to z niechęci do PiS, a nie z chęci poparcia PO. Nie widać wokół Platformy środowisk inteligenckich, które współpracują z tą partią. Zresztą ze strony PO nie widać w ogóle chęci współpracy z nimi – zauważa prof. Paweł Śpiewak, socjolog, były poseł PO
W Platformie panowało przekonanie, że na scenie politycznej uratować się teraz mogą tylko ci, którzy gorliwie podpiszą się pod mocną wersją programu naprawy państwa. Ale po wygranych wyborach w 2007 r. niemal z dnia na dzień prysła cała gadanina o standardach, skończyło się moralne napięcie. Znów można było spokojnie zabrać się do wykańczania wrogiej frakcji, poszukać zięciowi lepszej posady w jakiejś agencji albo załatwić interes – pisze Jan Rokita w 20. Rocznica utworzenia Platformy Obywatelskiej
Blokada kont Donalda Trump w mediach społecznościowych to niebezpieczny precedens. Trzeba znaleźć skuteczną obronę przed widmem ogólnoświatowej cenzury. To powinna być rola UE – pisze Dariusz Lipiński, publicysta