Początek dekady wyznaczony został przez tłum Amerykanów wdzierających się na Kapitol. Już sam fakt, że demonstranci splądrowali siedzibę parlamentu kraju, który zbudował nowoczesną demokrację, ma w sobie coś z ponurego symbolu. A jeśli uzmysłowimy sobie cały kontekst sytuacji (dzień zatwierdzania przez Kongres nowego prezydenta, wezwania cały czas urzędującego Donalda Trumpa do nieuznawania wyborów), to zauważymy dramatyczne konsekwencje gry polityczną polaryzacją. Gdy dołożymy do tego fakt, że USA od prawie roku znajdują się w stanie wrzenia, a ubiegłoroczne burzliwe manifestacje pod hasłem Black Lives Matter płynnie przeszły w protesty okołowyborcze, aż wreszcie doprowadziły do szturmu „trumpistów” na Kapitol, to w pełni uświadomimy sobie skalę radykalizmów, które coraz bardziej dominują w przestrzeni publicznej.


















