Francuski dziennik „Le Figaro” opublikował 18 sierpnia 2026 roku analizę Christiana Kesslera poświęconą podróży Władimira Putina na wyspę Iturup. Francuski historyk interpretuje tę wizytę jako zamierzoną odpowiedź Kremla na twardą politykę premier Japonii Sanae Takaichi wobec rosyjskiej wojny przeciwko Ukrainie. W jego ocenie rosyjski prezydent chciał jednocześnie potwierdzić panowanie Moskwy nad spornym archipelagiem i ostrzec Tokio przed dalszym zbliżaniem się do zachodnich struktur bezpieczeństwa.
Christian Kessler wykłada w L’Athénée Français oraz na Uniwersytecie Musashi w Tokio, a Japonią zajmuje się od kilkudziesięciu lat. Jest autorem licznych publikacji historycznych, w tym wydanej przez Perrin książki „Les Kamikazés 1944–1945. Leur histoire, leurs ultimes écrits”. Praca poświęcona pilotom jednostek specjalnego ataku opiera się na pozostawionych przez nich listach, testamentach, dziennikach i poezji, ukazując zarówno wojskowy mechanizm ich wykorzystania, jak i osobisty dramat młodych ludzi wysyłanych na śmierć.
Analiza Kesslera pozwala spojrzeć na podróż Putina szerzej niż na kolejną odsłonę dawnego konfliktu o granice. Rosyjski przywódca pojawił się na terytorium, którego przynależność od osiemdziesięciu lat uniemożliwia zawarcie traktatu pokojowego między Moskwą a Tokio. Uczynił to w chwili, gdy Japonia zwiększa nakłady na obronę, otwarcie potępia agresję na Ukrainę i przygotowuje się na możliwość poważnego kryzysu wokół Tajwanu.
Dlaczego prezydent Rosji wybrał właśnie Iturup?
Iturup, określany w Japonii jako Etorofu, jest największą spośród czterech wysp, do których prawa zgłasza Tokio. Rosjanie zaliczają ją do Kurylów Południowych, natomiast Japończycy obejmują ją nazwą Terytoriów Północnych. Różnica w nazewnictwie odzwierciedla dwie całkowicie odmienne interpretacje historii, prawa międzynarodowego oraz powojennego porządku w Azji.
Władimir Putin przybył tam 13 sierpnia, zaledwie dwa dni przed japońskimi obchodami rocznicy zakończenia II wojny światowej. Odwiedził szkołę, szpital i zakład przetwórstwa ryb, starając się przedstawić wyspę jako zwyczajną część Federacji Rosyjskiej, której status nie podlega rozmowom z innym państwem. Pozornie cywilny program podróży miał więc bardzo wyraźny sens polityczny.
Tło militarne tej wyprawy nie pozostawiało wątpliwości co do intencji Kremla. Dwa dni wcześniej Putin obserwował końcową fazę manewrów Floty Pacyfiku z pokładu krążownika rakietowego „Wariag”. Rosyjski prezydent połączył w ten sposób wizytę na kwestionowanym terytorium z pokazem możliwości marynarki wojennej, demonstrując, że Moskwa zamierza bronić swojej obecności na archipelagu również za pomocą siły.
Christian Kessler zauważa, że rosyjscy przywódcy przez wiele lat zachowywali w tej sprawie względną ostrożność. Pierwszym prezydentem Rosji, który odwiedził sporne wyspy, był w 2010 roku Dmitrij Miedwiediew. Putin długo unikał takiego kroku, ponieważ liczył na rozwijanie stosunków gospodarczych z Japonią i nie chciał definitywnie przekreślać rozmów o porozumieniu pokojowym. Jego przyjazd na Iturup oznacza, że dawna kalkulacja została zastąpiona polityką demonstracyjnego upokarzania Tokio.
Co naprawdę dzieli Japonię i Rosję?
Granica między Rosją a Japonią po raz pierwszy została precyzyjnie określona w traktacie zawartym w Shimodzie w 1855 roku. Przebiegała między Etorofu a położoną dalej na północ wyspą Uruppu. Etorofu, Kunaszyr, Szykotan i Habomai znajdowały się po stronie japońskiej, co do dziś stanowi jeden z podstawowych argumentów Tokio.
Dwadzieścia lat później oba imperia zawarły porozumienie, na mocy którego Japonia otrzymała północną część łańcucha kurylskiego, rezygnując jednocześnie ze swoich praw do Sachalinu. Po zwycięskiej wojnie z Rosją w 1905 roku Tokio przejęło dodatkowo południowy Sachalin. Cały region stał się wówczas ważnym obszarem japońskiej ekspansji, rybołówstwa i strategicznej rywalizacji z państwem rosyjskim.
Do zasadniczego przełomu doszło dopiero w ostatnich tygodniach II wojny światowej. Związek Sowiecki zaatakował Japonię 9 sierpnia 1945 roku, wypowiadając obowiązujący układ o neutralności. Armia Czerwona uderzyła na japońskie oddziały w Mandżurii, zajęła południowy Sachalin, a następnie opanowała Kuryle i cztery wyspy położone najbliżej Hokkaido.
Okupacja Terytoriów Północnych nastąpiła między końcem sierpnia a początkiem września, już po przyjęciu przez Tokio warunków kapitulacji. Mieszkająca tam społeczność japońska, licząca około 17 tysięcy osób, została wypędzona lub przymusowo przesiedlona. W japońskiej pamięci nie jest to zatem abstrakcyjny spór o bezludne skały, ale opowieść o rodzinach, które utraciły domy i nigdy nie mogły do nich powrócić.
Traktat pokojowy podpisany w San Francisco w 1951 roku przewidywał zrzeczenie się przez Japonię praw do Kurylów. Tokio przekonuje jednak, że cztery Terytoria Północne nie zostały zaliczone do archipelagu objętego tym postanowieniem. Dodatkową komplikację stanowi fakt, że Związek Sowiecki odmówił podpisania dokumentu.
Deklaracja japońsko-sowiecka z 1956 roku przywróciła stosunki dyplomatyczne i prawnie zakończyła wojnę między obydwoma państwami. Nie rozwiązała jednak najtrudniejszej kwestii terytorialnej, dlatego właściwy traktat pokojowy nigdy nie powstał. Moskwa dopuszczała wówczas przekazanie Japonii Szykotanu oraz Habomai po zawarciu porozumienia, ale spór o dwie większe wyspy pozostał nierozstrzygnięty.
Czy Putin ostatecznie przekreślił możliwość kompromisu?
Przez znaczną część swoich rządów Władimir Putin pozostawiał Japończykom nadzieję, że rozwiązanie może zostać osiągnięte za cenę szerokiej współpracy gospodarczej. Szczególnie mocno uwierzył w to premier Shinzō Abe, który spotykał się z rosyjskim prezydentem wielokrotnie i próbował zbudować z nim osobistą relację. Japoński przywódca zakładał, że inwestycje, handel i wspólne projekty pozwolą stopniowo zmienić stanowisko Moskwy.
Kreml przyjmował kolejne propozycje, lecz nie zbliżył się do rzeczywistego ustępstwa. Rosja rozwijała na wyspach infrastrukturę cywilną oraz wojskową, sprowadzała nowych mieszkańców i wzmacniała obecność swoich sił zbrojnych. Dialog służył jej bardziej do uzyskiwania korzyści i osłabiania japońskiej presji niż do przygotowania kompromisu.
Pełnoskalowa inwazja na Ukrainę zakończyła ten okres dwuznaczności. Japonia potępiła rosyjski atak, przyłączyła się do sankcji i udzieliła Kijowowi rozległego wsparcia finansowego, humanitarnego oraz technologicznego. Moskwa odpowiedziała zerwaniem negocjacji pokojowych, wycofaniem się z rozmów o wspólnej aktywności gospodarczej i zawieszeniem programów umożliwiających dawnym japońskim mieszkańcom odwiedzanie rodzinnych wysp oraz grobów przodków.
Podróż Putina na Iturup miała zamknąć ten proces symbolicznym gestem. Rosyjski przywódca pokazał, że nie traktuje już Terytoriów Północnych jako przedmiotu negocjacji, ale jako zdobycz, której posiadanie ma być potwierdzane przez obecność najwyższych władz państwa. Jest to logika imperialna, w której użycie siły tworzy rzekomo nieodwracalne prawa, a każde zakwestionowanie rezultatu podboju zostaje uznane za wrogi czyn.
Tokio odpowiedziało zdecydowanie. Sanae Takaichi nazwała wizytę absolutnie niedopuszczalną i uznała ją za uderzenie w uczucia Japończyków. Rosyjski ambasador został wezwany do Ministerstwa Spraw Zagranicznych, gdzie przedstawiono mu oficjalny protest.
Moskwa nie poprzestała na odrzuceniu japońskiego stanowiska. Kilka dni później rosyjska dyplomacja wezwała ambasadora Japonii Akirę Muto, oskarżając rząd Takaichi o wypowiedzi wymierzone w Rosję. Kreml zapowiedział możliwość zastosowania środków odwetowych w związku z poparciem Tokio dla Ukrainy i jego udziałem w zachodnich sankcjach.
Dlaczego Japonia nie chce już zachowywać strategicznej ciszy?
Sanae Takaichi wyprowadza Japonię z epoki, w której jej bezpieczeństwo miało zależeć niemal wyłącznie od sojuszu ze Stanami Zjednoczonymi i ostrożnego unikania sporów międzynarodowych. Nie odrzuca powojennego pacyfizmu, lecz uważa, że nie może on oznaczać bezbronności wobec trzech coraz aktywniejszych potęg militarnych. Rosja, Chiny i Korea Północna posiadają broń jądrową, rozbudowują arsenały rakietowe i demonstrują gotowość do stosowania presji wobec sąsiadów.
Japoński budżet obronny na rok fiskalny 2026 osiągnął rekordową wartość 9,04 biliona jenów. Łączne nakłady związane z bezpieczeństwem zbliżają się do 2 proc. produktu krajowego brutto, co jeszcze niedawno wydawało się w Japonii politycznie niemożliwe. Tokio kupuje pociski manewrujące Tomahawk, modernizuje własne rakiety Typ 12, wzmacnia obronę wysp położonych w pobliżu Tajwanu i rozwija zdolność prowadzenia operacji na znacznie większym dystansie.
Zmieniają się również zasady sprzedaży japońskiego sprzętu wojskowego za granicę. Kolejne ograniczenia są łagodzone, a rodzime przedsiębiorstwa zbrojeniowe mają zostać włączone w międzynarodowe łańcuchy produkcji. Japonia nie zamierza już pozostawać wyłącznie odbiorcą amerykańskiej technologii, lecz chce stać się ważnym uczestnikiem zachodniego przemysłu obronnego.
Ta transformacja nie jest jednak pozbawiona ograniczeń. Społeczeństwo Japonii szybko się starzeje, liczba potencjalnych rekrutów maleje, a Siły Samoobrony od lat mają trudności z uzupełnianiem etatów. Samo zwiększenie budżetu nie rozwiąże problemów kadrowych, logistycznych ani przemysłowych, dlatego modernizacja będzie wymagała automatyzacji, wykorzystania bezzałogowców i głębszej współpracy z sojusznikami.
Rosyjskie groźby mogą tę przemianę przyspieszyć. Im częściej Kreml przedstawia japońskie instalacje, porty i systemy rakietowe jako potencjalne cele, tym trudniej przekonywać opinię publiczną, że ograniczona obrona wystarczy do zapewnienia bezpieczeństwa kraju. Putin dostarcza japońskim zwolennikom silniejszej armii argumentów, których sami nie byliby w stanie przedstawić równie skutecznie.
Dlaczego Chiny popierają rosyjską presję?
Wizyta na Iturupie odbyła się w chwili, gdy Moskwa i Pekin coraz ściślej koordynują przekaz kierowany przeciwko Japonii. Ambasadorowie obu państw ostrzegli wspólnie przed podważaniem rezultatów II wojny światowej oraz przed rzekomym odradzaniem się japońskiego militaryzmu. Taka narracja pozwala Rosji bronić swojej kontroli nad spornymi wyspami, a Chinom atakować politykę Tokio wobec Tajwanu.
Pekin obawia się, że Japonia odegra zasadniczą rolę w przypadku próby zbrojnego przejęcia Tajwanu. Wyspy japońskiego archipelagu ciągną się w pobliżu tajwańskich wybrzeży, a znajdujące się na nich bazy, radary i stanowiska rakietowe mogą utrudnić działania chińskiej marynarki oraz lotnictwa. Takaichi publicznie sugerowała już, że atak na Tajwan mógłby stworzyć sytuację zagrażającą istnieniu Japonii i uzasadnić podjęcie działań w ramach zbiorowej samoobrony.
Rosja postrzega ten sam proces przez pryzmat swojej rywalizacji ze Stanami Zjednoczonymi. Japońskie lotniska i porty są zapleczem amerykańskiej obecności na zachodnim Pacyfiku, a rosnące możliwości Tokio zwiększają presję na rosyjski Daleki Wschód. Archipelag Kurylów osłania dostęp do Morza Ochockiego, mającego kluczowe znaczenie dla rosyjskiej floty, w tym jednostek tworzących morski komponent odstraszania nuklearnego.
Tokio odpowiada rozwijaniem sieci partnerstw. Japonia pozostaje filarem amerykańskiej obecności w Azji, uczestniczy w formacie Quad wraz ze Stanami Zjednoczonymi, Australią i Indiami, pogłębia relacje wojskowe z Filipinami oraz Koreą Południową, a także rozszerza kontakty z NATO. Tworzy w ten sposób system odstraszania, którego istotą nie jest przygotowanie agresji, lecz zwiększenie ceny ewentualnego ataku.
Jak wojna na Ukrainie zmieniła japońską ocenę Rosji?
Dla japońskich elit rosyjska napaść na Ukrainę stała się dowodem, że państwo posiadające broń jądrową może podjąć próbę zniszczenia sąsiada, jeśli uzna reakcję Zachodu za zbyt słabą. Konflikt europejski przestał być traktowany jako wydarzenie odległe od Azji. Tokio dostrzegło w nim możliwy precedens dla działania Chin wobec Tajwanu, a także ostrzeżenie przed rosyjską aktywnością na północnym Pacyfiku.
Kessler podkreśla, że klarowne stanowisko Takaichi w sprawie Ukrainy różni się od dawnej japońskiej skłonności do wyczekiwania. Premier nie chce oddzielać bezpieczeństwa europejskiego od azjatyckiego, ponieważ Rosja rozwija współpracę wojskową zarówno z Chinami, jak i Koreą Północną. Żołnierze reżimu Kim Dzong Una zdobywają doświadczenie bojowe u boku Rosjan, Pekin wspomaga rosyjską gospodarkę, a wspólne manewry lotnicze i morskie odbywają się w bezpośrednim sąsiedztwie Japonii.
Kreml próbuje ukarać Tokio za odrzucenie neutralności wobec wojny. Wizyta Putina na wyspie objętej japońskim roszczeniem stanowiła formę politycznego odwetu, podobnie jak zawieszenie rozmów pokojowych i groźby skierowane przeciwko japońskiej infrastrukturze. Rosja chce przekonać Japończyków, że pomoc Ukrainie sprowadza niebezpieczeństwo na ich własny kraj.
Taka strategia może zakończyć się kolejnym niepowodzeniem rosyjskiego prezydenta. Agresja na Ukrainę doprowadziła do rozszerzenia NATO i gwałtownego wzrostu wydatków obronnych w Europie, choć Putin twierdził, że zamierza powstrzymać wzmacnianie Sojuszu. Podobnie presja na Tokio może nie osłabić Japonii, lecz uczynić ją lepiej uzbrojonym, aktywniejszym i silniej związanym z Zachodem państwem.
Kuryle pozostaną najprawdopodobniej pod rosyjską kontrolą tak długo, jak długo nie nastąpi zasadnicza zmiana polityczna w Moskwie. Nie oznacza to jednak, że podróż Putina rozstrzygnęła spór na korzyść Kremla. Potwierdziła jedynie, że obecne władze Rosji nie poszukują porozumienia, lecz oczekują podporządkowania się skutkom dawnych podbojów.
Dla Japonii najważniejszy wniosek jest jeszcze poważniejszy. Państwo, które chce zachować pokój, nie może opierać swojej polityki na założeniu, że autorytarni sąsiedzi zawsze zachowają powściągliwość. Wizyta Putina na Iturupie pokazała, że rosyjski imperializm nie kończy się na europejskich granicach Rosji, lecz sięga również odległych wysp północnego Pacyfiku.
Kazimierz Olejnik

















