14601882594_755c854526_o

[OPINIA] Jakub Benedyczak: Delikatna deeskalacja Putina

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Zwykli Rosjanie nie chcą wojny na Ukrainie i w Syrii. Bardziej interesuje ich kwestia zabezpieczenia socjalnego, czy dostępu do miejsc w przedszkolach. Rosyjski prezydent bierze to pod uwagę – pisze Jakub Benedyczak, analityk do spraw Rosji PISM

Władze Rosji wiedzą, że naród rosyjski nie chce wojny na dużą skalę, nie jest na nią gotowy i nie chce ponosić ofiar, który by się z nią wiązały. Oczywiście Rosja użyła sił zbrojnych jako bardzo silnego środka nacisku na Ukrainę, ale wobec twardej postawy Ukraińców i kosztów (społecznych, gospodarczych, jak i politycznych), które wiązałyby się z wojną na pełną skalę, wydaje się, iż władze Rosji nie są zdecydowane na rozpoczęcie działań zbrojnych w najbliższym czasie.  To jeden z powodów, dla których zapadła decyzja o wycofaniu sił rosyjskich znad granicy z Ukrainą.

W tym duchu było utrzymane niedawne orędzie Władimira Putina. Miało ono zaskakująco stonowany i skupiony na sprawach wewnątrzrosyjskich charakter, Prezydent dużo mówił o walce z pandemią koronawirusa, pomocy dla rodzin i kwestii rozwoju rosyjskiej infrastruktury natomiast o sprawach międzynarodowych mówił niewiele i w dość stonowanym tonie. Była to próba poprawienia wizerunku prezydenta Putina w społeczeństwie, nadszarpniętego przez sprawę Aleksieja Nawalnego i pandemię. Innym celem przemówienia, było nadanie dynamiki, kampanii parlamentarnej, partii Jedna Rosja, z którą związany jest prezydent.

Putin uspokajał Rosjan, że nie dąży do wojny, ale jednocześnie ostrzegał Zachód i Ukrainę, że jeżeli Rosja będzie dalej prowokowana, jej interesy będą dalej naruszane i zostanie przekroczona czerwona linia, to Federacja Rosyjska, odpowie zdecydowanie i asymetryczne

W międzynarodowej części orędzia prezydenta Putina, pojawiły się słowa o Białorusi, padły znane już z wcześniejszych rosyjskich narracji stwierdzenia o przygotowywanym zamachu stanu w Mińsku, próbie obalenia władz Białorusi podjętej przez Zachód, czy przygotowywanym zamachu na życie prezydenta Łukaszenki. Władimir Putin uspokajał Rosjan, że nie dąży do wojny, ale jednocześnie ostrzegał Zachód i Ukrainę, że jeżeli Rosja będzie dalej prowokowana, jej interesy będą dalej naruszane i zostanie przekroczona czerwona linia, to Federacja Rosyjska, odpowie zdecydowanie i asymetryczne (czytaj: przeciwnik otrzyma silniejszy cios niż sam wyprowadził).

Niektóre działania i deklarację Putina można odbierać jako delikatną zapowiedź deeskalacji. Nie możemy jednak mieć wątpliwości – ani kwestia Ukrainy, ani Białorusi nie są dla Rosji zamknięte. Jeżeli Rosja uzna, że jej interesy na Białorusi i Ukrainie są mocno zagrożone, wtedy nie zawaha się podjąć wszelkich kroków, z militarnymi włącznie.

Jednocześnie nawet tak autokratycznie rządzący przywódca jak Putin nie może lekceważyć oczekiwań zwykłych Rosjan, którzy – jak wynika z badań opinii publicznej – nie chcą wojny na Ukrainie i w Syrii, a bardziej interesuje ich kwestia zabezpieczenia socjalnego, czy dostępu do miejsc w przedszkolach. Rosyjski prezydent wziął to pod uwagę. Podczas orędzia wygłaszanego doroczne orędzie przed Zgromadzeniem Federalnym (połączonymi izbami parlamentu) zaproponował program w wspomagania przez państwo młodzieży szkolnej kwotą 10 tys. rubli miesięcznie. W przeliczeniu na złotego uzyskujemy niemalże równowartość 500 zł.

Jakub Benedyczak jest ekspertem ds. Rosji Polskiego Instytutu Spraw Międzynarodowych

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać