media społecznościowe wybory Francja 2027

Czy Francja odłączy wyborców od mediów społecznościowych?

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Przed wyborami prezydenckimi w 2027 roku część francuskich polityków chce dopuścić możliwość czasowego zablokowania platformy X w razie zagranicznych ingerencji. Przeciwnicy tego rozwiązania ostrzegają, że walka z rosyjską propagandą może stać się uzasadnieniem dla ograniczenia legalnej debaty i wzmocnienia kontroli państwa nad informacją docierającą do wyborców.

Francuska kampania prezydencka w 2027 roku może przynieść precedens wykraczający daleko poza granice kraju. Część polityków nie ogranicza się już do postulatów usuwania fałszywych kont, śledzenia operacji obcych służb i oznaczania materiałów wygenerowanych przez sztuczną inteligencję. W debacie pojawiła się możliwość czasowego zablokowania platformy X, jeśli przed głosowaniem zostaną stwierdzone zagraniczne działania destabilizacyjne.

Takie rozwiązanie przedstawiane jest jako zabezpieczenie uczciwości wyborów. W rzeczywistości otwierałoby drogę do ograniczenia milionom ludzi dostępu do jednego z głównych miejsc prowadzenia politycznej dyskusji. Stawką nie jest więc wyłącznie odpowiedzialność Elona Muska ani stosunek Francji do rosyjskiej propagandy, lecz pytanie, czy państwo może wybierać obywatelom źródła informacji w okresie, gdy decydują oni o zmianie władzy.

Zagrożenie, które stało się elementem kampanii

W ostatnich miesiącach francuskie władze wielokrotnie ostrzegały, że wybory mogą stać się celem operacji przygotowywanych poza granicami kraju. Już podczas wystąpienia pod koniec 2025 roku Emmanuel Macron zapowiadał ochronę procesu wyborczego przed działaniami mogącymi naruszyć jego wiarygodność. Później informowano o internetowych akcjach wymierzonych w Édouarda Philippe’a, Gabriela Attala i Raphaëla Glucksmanna, za którymi miały stać ośrodki powiązane z Rosją.

Nie ma powodów, aby z góry odrzucać takie zagrożenie. Rosja od lat wykorzystuje cyberataki, propagandę, fałszywe konta, materiały spreparowane cyfrowo i skoordynowane sieci informacyjne przeciwko państwom europejskim. Rozwój sztucznej inteligencji obniżył przy tym koszt tworzenia przekonujących nagrań, fotografii oraz dokumentów, które mogą zostać rozpowszechnione w ciągu kilku minut.

Arnaud Benedetti, dyrektor „Nouvelle Revue politique”, proponuje jednak spojrzeć także na polityczne zastosowanie tego zagrożenia. W komentarzu opublikowanym przez „Journal du Dimanche” zauważa, że informacje o akcjach wymierzonych we francuskich polityków zyskały znacznie większy rozgłos dopiero po nagłośnieniu ich przez instytucje i media. Same operacje nie wywołały wcześniej zauważalnego poruszenia wśród użytkowników platform.

Według Benedettiego zagraniczna ingerencja może stać się wygodnym składnikiem opowieści budowanej przez środowiska związane z dotychczasowym układem władzy. Pozwala przedstawiać kandydatów centrum jako obrońców Republiki, a zarazem odświeżać zarzuty dotyczące stosunku Marine Le Pen i jej środowiska do Rosji. Jeżeli sondażowy układ staje się dla rządzących niekorzystny, narracja o zewnętrznej manipulacji może również osłabiać polityczną wymowę przyszłej porażki.

W takim ujęciu spór przestaje dotyczyć wyłącznie bezpieczeństwa państwa. Zaczyna obejmować sposób, w jaki elity oceniają zdolność społeczeństwa do samodzielnego podejmowania decyzji. Jeżeli kilka anonimowych kont miałoby wystarczyć do odwrócenia preferencji milionów obywateli, oznaczałoby to, że klasa polityczna nie wierzy ani w dojrzałość wyborców, ani w odporność instytucji V Republiki.

Pomysł wyłączenia X przekracza ważną granicę

Marine Tondelier, reprezentująca francuskich Zielonych, opowiedziała się za możliwością zawieszenia działania X w okresie wyborczym, jeśli wcześniej zostaną potwierdzone zagraniczne ingerencje. Uważa ona, że groźba odcięcia platformy mogłaby wymusić przestrzeganie europejskich regulacji i skłonić jej właściciela do skuteczniejszego zwalczania dezinformacji. Krytykuje również sposób działania algorytmu i polityczny wpływ Elona Muska.

Nie jest to postulat dotyczący jedynie moderowania konkretnych materiałów. Jego realizacja oznaczałaby objęcie odpowiedzialnością wszystkich użytkowników za działania części kont, a także odcięcie kandydatów od kanału, dzięki któremu docierają bezpośrednio do wyborców. Sankcja wymierzona formalnie w przedsiębiorstwo technologiczne zmieniałaby w praktyce warunki prowadzenia prezydenckiej rywalizacji.

Szczególne znaczenie miałby moment zastosowania takiego środka. Zablokowanie platformy na kilka dni przed pierwszą turą, w okresie pomiędzy obiema turami albo podczas jednego z najważniejszych wydarzeń kampanii mogłoby ograniczyć widoczność jednych kandydatów znacznie bardziej niż innych. Najmniej straciłyby osoby dysponujące dobrymi relacjami z telewizjami i największymi redakcjami, najwięcej zaś politycy budujący poparcie przez własne kanały cyfrowe.

Trudno byłoby także zagwarantować, że decyzja nie stanie się przedmiotem walki wyborczej. Kto miałby ocenić, czy skala ingerencji jest już wystarczająca do wyłączenia platformy? Czy wystarczyłby raport służb, opinia regulatora, postanowienie sądu, wniosek rządu, czy może seria materiałów opublikowanych przez media? Niejasne kryteria pozwalałyby każdej stronie podejrzewać, że za decyzją administracyjną kryje się interes polityczny.

Zawieszenie X nie usunęłoby przy tym zagranicznych kampanii z francuskiego internetu. Ich organizatorzy przenieśliby aktywność na TikToka, Facebooka, Telegram, komunikatory i zamknięte grupy. Władza stanęłaby wówczas przed wyborem między przyznaniem, że zastosowana blokada była nieskuteczna, a rozszerzeniem jej na następne usługi cyfrowe.

Internet zmienił układ sił między politykami i mediami

Niechęć części elit do mediów społecznościowych nie wynika jedynie z obecności fałszywych informacji. Platformy pozbawiły tradycyjne redakcje wyłączności na selekcjonowanie wypowiedzi kandydatów. Polityk może obecnie transmitować wystąpienie, odpowiedzieć na zarzut, ogłosić fragment programu lub skomentować wydarzenie bez oczekiwania na zaproszenie do studia telewizyjnego.

Ma to oczywiście również negatywne konsekwencje. Kandydaci mogą unikać dociekliwych pytań, przedstawiać jednostronny obraz rzeczywistości i budować wspólnoty odbiorców zamknięte na argumenty przeciwników. Algorytmy premiują emocje, konflikt, oburzenie oraz uproszczenie, ponieważ takie treści najłatwiej zatrzymują uwagę użytkowników.

Nie wynika z tego jednak, że wcześniejszy model komunikacji był wolny od politycznych interesów. Telewizje dobierały gości, redakcje ustalały hierarchię tematów, właściciele mediów wpływali na linię swoich tytułów, a dziennikarze decydowali, które wypowiedzi zostaną pokazane szerokiej publiczności. Cyfrowe platformy nie stworzyły stronniczości, lecz rozproszyły możliwość oddziaływania na debatę między większą liczbę podmiotów.

X także wpływa na widoczność przekazów poprzez konstrukcję algorytmu, zasady moderacji i decyzje właściciela. Odpowiedzią powinno być wymaganie większej przejrzystości, a nie pozbawianie Francuzów dostępu do całej usługi. Zamknięcie platformy nie przywróciłoby neutralności, ponieważ przesunęłoby jedynie przewagę ku innym mediom, które również mają swoje interesy, sympatie i ograniczenia.

Właśnie dlatego propozycja wyłączenia X wywołuje podejrzenie, że pod hasłem walki z manipulacją kryje się dążenie do odzyskania kontroli nad obiegiem politycznych treści. Gdy platformy pomagały rozpowszechniać idee akceptowane przez dominujące środowiska, często przedstawiano je jako narzędzie obywatelskiego uczestnictwa. Ich ocena zaczęła się zmieniać wraz ze wzrostem widoczności prawicy, ruchów protestu i głosów podważających dotychczasowy porządek.

Nieostre pojęcia mogą objąć legalne opinie

Francuska dyskusja o ingerencjach wykracza już poza działania prowadzone przez obce państwa. W debacie pojawiła się również kategoria „ingerencji wewnętrznych”, której znaczenie nie zostało precyzyjnie wyznaczone. Może ona odnosić się do skoordynowanych akcji podejmowanych przez krajowe grupy interesu, ale przy szerokiej wykładni mogłaby objąć również intensywną działalność polityczną, kampanie obywatelskie lub niewygodne media.

Problem pogłębia się, gdy państwo przestaje ścigać jasno określone naruszenia, a zaczyna zarządzać widocznością przekazów pozostających w granicach prawa. Pomiędzy fałszywym dokumentem przygotowanym przez obcy wywiad a kontrowersyjną opinią francuskiego publicysty istnieje zasadnicza różnica. Pierwszy przypadek wymaga reakcji służb i wymiaru sprawiedliwości, drugi należy do normalnego sporu w wolnym społeczeństwie.

Każdy system kontroli informacji potrzebuje instytucji rozstrzygającej, co jest prawdą, manipulacją, pomyłką albo dopuszczalną interpretacją. Takiej funkcji nie da się powierzyć organowi całkowicie oderwanemu od polityki i ideologii. Eksperci, urzędnicy, regulatorzy, dziennikarze i organizacje zajmujące się weryfikacją informacji również popełniają błędy oraz patrzą na rzeczywistość przez pryzmat własnych założeń.

Dlatego szczególnie niebezpieczne byłoby stworzenie mechanizmu działającego szybko, nieprzejrzyście i bez skutecznej kontroli sądowej. W gorącej fazie kampanii decyzja podjęta rano może wywołać nieodwracalne skutki jeszcze przed jej prawnym zakwestionowaniem. Sprostowanie ogłoszone po wyborach nie naprawi ograniczenia debaty zastosowanego przed głosowaniem.

Jak bronić wyborów bez wyłączania debaty

Francja dysponuje środkami pozwalającymi reagować na operacje wpływu bez blokowania mediów społecznościowych. Służby mogą identyfikować skoordynowane sieci, platformy powinny szybko usuwać konta podszywające się pod instytucje i kandydatów, a wymiar sprawiedliwości musi ścigać włamania, kradzież danych, nielegalne finansowanie oraz publikowanie spreparowanych materiałów.

Potrzebne są również czytelne oznaczenia reklam politycznych, informacje o ich zleceniodawcach oraz regulacje dotyczące syntetycznych nagrań przedstawiających uczestników kampanii. Instytucje publiczne powinny ujawniać dowody obcej aktywności, zamiast oczekiwać, że społeczeństwo przyjmie ich twierdzenia wyłącznie na podstawie autorytetu. Im poważniejsze oskarżenie, tym większa musi być przejrzystość działania państwa.

Ochrona powinna obejmować wszystkich kandydatów niezależnie od ich poglądów i pozycji sondażowej. Zagraniczna kampania skierowana przeciwko politykowi centrum jest równie niedopuszczalna jak akcja wspierająca albo atakująca Marine Le Pen, Jordana Bardellę czy Jean-Luca Mélenchona. Tylko jednakowe standardy pozwalają oddzielić bezpieczeństwo wyborów od bieżącej strategii politycznej.

Nie należy także sprowadzać zagranicznych ingerencji wyłącznie do Rosji. Francja pozostaje przedmiotem zainteresowania wielu państw, które próbują wpływać na jej politykę wobec Europy, Afryki, Bliskiego Wschodu, Chin i wojny na Ukrainie. Skupienie uwagi na jednym kierunku może prowadzić do przeoczenia innych operacji, a zarazem ułatwiać wykorzystywanie rosyjskiego zagrożenia jako argumentu w wewnętrznej walce wyborczej.

Wybory 2027 będą sprawdzianem zaufania do obywateli

Emmanuel Macron nie może ponownie ubiegać się o urząd, dlatego Francję czeka pierwsza od dekady kampania bez urzędującego prezydenta w roli kandydata. Oznacza to realną możliwość głębokiej zmiany politycznej i rozliczenia dwóch kadencji obecnego obozu władzy. W takim momencie każde nadzwyczajne narzędzie oddziałujące na przepływ informacji będzie oceniane również przez pryzmat interesu środowisk, które mogą utracić wpływy.

Najważniejsza w diagnozie Benedettiego jest sugestia, że część klasy rządzącej może bardziej obawiać się swobodnego werdyktu społeczeństwa niż skuteczności zagranicznej propagandy. Jeżeli wyborcy poprą kandydata odrzucanego przez centrum polityczne, łatwo będzie przedstawić ten wynik jako efekt manipulacji, algorytmów i zewnętrznej ingerencji. Trudniej przyjąć, że obywatele świadomie odrzucili dotychczasową ofertę.

Dojrzały system demokratyczny nie zakłada nieomylności głosujących. Przyjmuje natomiast, że mają oni prawo konfrontować różne przekazy, podejmować ryzyko błędu i dokonywać wyborów, które nie podobają się elitom. Państwo powinno zapewnić im dostęp do wiedzy o źródłach manipulacji, ale nie może zastępować ich w ocenie politycznych argumentów.

Wyłączenie mediów społecznościowych podczas kampanii stworzyłoby precedens, z którego w przyszłości mogłaby skorzystać każda kolejna władza. Raz ustanowione narzędzie nie pozostałoby na zawsze ograniczone do wyjątkowej sytuacji i jednej platformy. Każdy następny kryzys informacyjny dostarczałby uzasadnienia dla rozszerzenia kontroli.

Francja powinna stanowczo zwalczać działalność obcych służb, ale równie stanowczo chronić otwartą debatę. Państwo silne nie musi odłączać obywateli od informacji przed głosowaniem. Powinno przedstawić fakty, wskazać sprawców manipulacji i pozostawić społeczeństwu prawo do wydania ostatecznego werdyktu.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać