imigracja we Francji

Marine Le Pen narzuca rywalom temat imigracji

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Marine Le Pen prowadzi w sondażach, a Gabriel Attal, Édouard Philippe i Bruno Retailleau przedstawiają własne plany ograniczenia migracji. Sprawdzamy, dlaczego granice stały się jednym z najważniejszych tematów francuskich wyborów prezydenckich w 2027 roku.

Francuska kampania prezydencka coraz częściej krąży wokół pytania, kto potrafi zapanować nad migracją. Marine Le Pen ma w tej debacie ogromną przewagę, ponieważ od wielu lat łączy granice z bezpieczeństwem, suwerennością i tożsamością narodową. Jej konkurenci dopiero próbują zmniejszyć dzielącą ich od niej odległość. Gabriel Attal proponuje selekcjonowanie legalnej imigracji według potrzeb gospodarki, Édouard Philippe stawia na skuteczniejsze działania europejskie, a Bruno Retailleau chce znacznie twardszych zasad wjazdu i pobytu.

Do wyborów prezydenckich we Francji pozostało kilka miesięcy, ale nie wiadomo jeszcze, kto będzie najważniejszym przeciwnikiem Marine Le Pen. Kandydatka Zjednoczenia Narodowego ma własny, zdyscyplinowany elektorat i wyraźnie prowadzi w badaniach pierwszej tury. Po drugiej stronie znajduje się wielu polityków, którzy częściowo zabiegają o tych samych wyborców. Najostrzejsza walka trwa między szeroko rozumianym centrum a tradycyjną prawicą.

Francuzi wskazują głowę państwa w głosowaniu rozpisanym na dwa etapy. W drugim pozostają jedynie dwie osoby z najwyższym poparciem, dlatego podział głosów w jednym środowisku może zakończyć jego kampanię, zanim rozpocznie się decydujący pojedynek. Édouard Philippe i Gabriel Attal wywodzą się z politycznego otoczenia Emmanuela Macrona, choć każdy buduje dziś osobny projekt. Bruno Retailleau reprezentuje Republikanów, czyli dawną główną partię francuskiej centroprawicy. Wszyscy trzej wiedzą, że sama krytyka Marine Le Pen nie wystarczy, jeżeli nie odpowiedzą na obawy wyborców związane z migracją.

Czterech polityków i cztery pomysły

Marine Le Pen przystępuje do tej części kampanii z najłatwiejszej pozycji. Nie musi udowadniać, że niedawno odkryła problem granic, ponieważ ograniczenie migracji stanowi jeden z fundamentów jej politycznej tożsamości. Zjednoczenie Narodowe od dawna zapowiada zmniejszenie zarówno nielegalnych, jak i legalnych przyjazdów, referendum w tej sprawie oraz pierwszeństwo obywateli francuskich przy dostępie do części świadczeń, zatrudnienia i mieszkań socjalnych. Jej przekaz jest prosty: decyzja o tym, kto może osiedlić się we Francji, powinna należeć przede wszystkim do państwa francuskiego.

Gabriel Attal szuka innej drogi. Były premier i lider Renaissance nie twierdzi, że kraj może całkowicie obyć się bez pracowników z zagranicy. Chce jednak zmienić strukturę legalnych przyjazdów, tak aby zatrudnienie stało się ważniejszym powodem wydawania zezwoleń niż studia czy łączenie rodzin. Partnerzy społeczni mieliby co dwa lata ustalać braki kadrowe, a parlament na tej podstawie wyznaczałby maksymalne liczby przyjmowanych osób według branż, profesji oraz regionów świata, z których pochodzą.

To propozycja skierowana do ludzi, którzy akceptują napływ potrzebnych specjalistów, ale nie zgadzają się na brak limitów. Attal chce uchodzić za zwolennika imigracji kontrolowanej, a nie za polityka zamykającego kraj. Pozostawia jednak wiele pytań bez odpowiedzi. Nie wiadomo jeszcze, jakie państwa lub części świata miałyby zostać objęte poszczególnymi limitami, jak wyglądałyby kryteria wyboru i czy taki system dałoby się łatwo pogodzić z prawem francuskim oraz europejskim.

Édouard Philippe proponuje rozwiązania mocniej osadzone w Unii Europejskiej. Były szef rządu z lat 2017–2020, obecnie mer Hawru i przywódca partii Horizons, uważa, że otwarta przestrzeń Schengen wymaga wspólnej odpowiedzialności za granicę zewnętrzną. Domaga się szybszego odsyłania osób bez prawa pobytu, wykorzystywania polityki wizowej i gospodarczej wobec państw, które nie chcą przyjmować swoich obywateli, oraz tworzenia ośrodków powrotowych poza Unią.

Po masowym napływie migrantów do hiszpańskiej Ceuty Philippe dołączył do polityków traktujących takie wydarzenia jako możliwą formę nacisku na Europę. Zaproponował mechanizm pozwalający czasowo ograniczyć rejestrowanie wniosków azylowych podczas zorganizowanej presji na granicę. Chce także, aby pojedyncze państwo strefy Schengen nie mogło bez konsultacji z partnerami przeprowadzać masowej legalizacji pobytu. Jego oferta łączy zaostrzenie kursu z przekonaniem, że Francja działająca razem z innymi krajami europejskimi będzie silniejsza niż Francja działająca samotnie.

Najbardziej konserwatywny wariant spośród tej trójki przedstawia Bruno Retailleau. Były minister spraw wewnętrznych chce przebudować Schengen tak, aby wiza wydana przez jeden kraj nie zawsze otwierała drogę do całej strefy. Państwa miałyby otrzymać większą swobodę w kontrolowaniu obywateli spoza Unii, natomiast wspólne instytucje odpowiadałyby za szczelność granic zewnętrznych. Retailleau chce również mocniej uzależniać wizy, pomoc rozwojową i współpracę gospodarczą od tego, czy kraje pochodzenia współdziałają przy powrotach swoich obywateli.

Różnica między Retailleau a Le Pen dotyczy przede wszystkim politycznego rodowodu i stosunku do integracji europejskiej. Kandydat Republikanów twierdzi, że system wspólnej granicy można naprawić, jeśli państwa odzyskają część kompetencji, a Unia zacznie egzekwować własne decyzje. Le Pen znacznie mocniej podkreśla nadrzędność interesu narodowego i możliwość zmiany reguł przez referendum. Oboje walczą jednak o dużą grupę wyborców przekonanych, że dotychczasowa polityka była zbyt łagodna.

Dlaczego migracja tak silnie działa na francuskich wyborców

Imigracja nie jest jedynym zmartwieniem Francuzów i nie w każdym badaniu zajmuje pierwszą pozycję. Według sondażu Ipsos z czerwca 2026 r. wskazywało ją 24 proc. respondentów. Wyżej znajdowały się przestępczość i przemoc oraz inflacja, które uzyskały po 38 proc., a także ubóstwo i nierówności z wynikiem 25 proc. Przepływy migracyjne należały jednak do pięciu najczęściej wymienianych problemów, a w lipcu nadal pozostawały w tej grupie.

Polityczna waga tej kwestii jest większa, niż sugerowałoby samo miejsce w rankingu obaw. Dla części społeczeństwa nie jest to pojedynczy temat, lecz wspólna nazwa kilku różnych lęków. Mieszczą się w niej pytania o przestępczość, skuteczność wydaleń, dostęp do mieszkań i usług publicznych, integrację w szkołach, przestrzeganie zasady świeckości, sytuację na przedmieściach oraz zdolność państwa do wykonywania własnych decyzji. Spory o migrację dotykają też historii kolonialnej Francji i jej trudnych relacji z Algierią, Marokiem oraz innymi państwami Afryki.

Skalę zjawiska pokazują dane demograficzne i administracyjne. Francuski urząd statystyczny INSEE podaje, że w 2025 r. w kraju mieszkało 8 mln imigrantów, czyli 11,6 proc. ludności. Nie oznacza to, że wszystkie te osoby są cudzoziemcami: 2,6 mln uzyskało obywatelstwo francuskie. Z kolei dane Ministerstwa Spraw Wewnętrznych pokazują, że w 2025 r. wydano około 377 tys. pierwszych zezwoleń pobytowych dla obywateli państw spoza Unii, o 9,2 proc. więcej niż rok wcześniej. Największą kategorię stanowili studenci, a szybko wzrosła liczba zezwoleń udzielanych z powodów humanitarnych.

Każdy obóz polityczny odczytuje te same statystyki inaczej. Zwolennicy ograniczeń widzą w nich dowód, że skala napływu rośnie szybciej niż możliwości integracyjne państwa. Pracodawcy i część centrum odpowiadają, że starzejąca się gospodarka potrzebuje pracowników w ochronie zdrowia, budownictwie, hotelarstwie, rolnictwie i usługach. Lewica przypomina natomiast o prawie do azylu, ochronie rodzin oraz wkładzie imigrantów w rozwój kraju. Właśnie dlatego ten spór nie daje się sprowadzić do prostego wyboru między otwarciem a zamknięciem granic.

Największy kłopot Francji dotyczy zaufania do państwa. W tym samym badaniu Ipsos aż 90 proc. ankietowanych uważało, że kraj zmierza w niewłaściwym kierunku. Nawet osoby akceptujące legalną imigrację często nie wierzą, że administracja potrafi sprawdzić przyjeżdżających, szybko rozpatrywać wnioski, integrować osoby pozostające we Francji i odsyłać tych, którzy nie mają prawa pobytu. Dlatego kandydaci tak często mówią nie tylko o liczbach, lecz także o odzyskaniu skuteczności.

Sondaże pokazują przewagę Marine Le Pen

Badanie Elabe z lipca 2026 r. dawało Marine Le Pen od 34 do 35,5 proc. poparcia w pierwszej turze. To ponad dwa razy więcej niż wynik większości jej potencjalnych przeciwników. Édouard Philippe otrzymywał od 16,5 do 19 proc., gdy występował jako główny przedstawiciel centrum. Gabriel Attal w podobnych wariantach osiągał od 13,5 do 15,5 proc., a Bruno Retailleau najczęściej mieścił się między 8 a 11 proc.

Najgroźniejszy dla obozu Macrona jest scenariusz jednoczesnego startu Philippe’a i Attala. W takim układzie Philippe miał 14 proc., natomiast Attal jedynie 7,5 proc. Ich wzajemna konkurencja mogłaby więc otworzyć drogę do finału kandydatowi lewicy, prawicy republikańskiej albo innej osobie zdolnej skupić kilkanaście procent głosów. Zanim obaj byli premierzy zaczną realnie walczyć z Le Pen, muszą ustalić, który z nich ma większe szanse reprezentować centrum.

Także pomiary drugiej tury są dla kandydatów umiarkowanych ostrzeżeniem. W lipcowym badaniu Marine Le Pen wygrywała z Attalem wynikiem 54 do 46 proc., z Philippe’em 52 do 48 proc., a z Retailleau 56 do 44 proc. Sondaże przeprowadzane wiele miesięcy przed głosowaniem nie są prognozą końcowego rezultatu. Pokazują jednak, że dawna zasada, według której kandydat Zjednoczenia Narodowego automatycznie przegrywał w finale wskutek mobilizacji wszystkich pozostałych obozów, nie może już być traktowana jako pewnik.

Philippe pozostaje dziś najmocniejszym kandydatem szerokiego centrum, ale jego przewaga nad Attalem nie jest rozstrzygająca. Starszy z byłych premierów ma doświadczenie, spokojniejszy wizerunek i lepsze wyniki w testach wyborczych. Attal jest bardziej dynamiczny, sprawniej przyciąga uwagę mediów i próbuje przemówić do młodszego pokolenia. Retailleau znajduje się niżej, lecz może odebrać obu politykom część centroprawicowych głosów, zwłaszcza jeżeli kampania zostanie zdominowana przez porządek publiczny i migrację.

Rywale Le Pen mogą wzmacniać jej najważniejszy temat

Przesuwanie kampanii w stronę migracji daje konkurentom Marine Le Pen szansę, ale tworzy też pułapkę. Philippe może pokazać, że umiarkowany polityk potrafi chronić granice bez rozbijania Unii. Attal może przekonywać, że liczba i profil przyjeżdżających powinny wynikać z jasno policzonych potrzeb. Retailleau może wystąpić jako kandydat stanowczy, lecz bardziej przewidywalny niż Zjednoczenie Narodowe.

Jednocześnie wszyscy trzej prowadzą rozmowę na polu, na którym Le Pen ma najdłuższą historię i najbardziej rozpoznawalny przekaz. Jeżeli wyborcy uznają migrację za główną miarę wiarygodności kandydata, mogą wybrać osobę, która uczyniła z niej centrum programu wiele lat temu, zamiast polityków zmieniających stanowisko w trakcie kampanii. Każda nowa propozycja konkurentów może więc potwierdzać jej wcześniejszą diagnozę, nawet jeśli została pomyślana jako odpowiedź na wzrost Zjednoczenia Narodowego.

O wyniku nie zdecyduje jednak wyłącznie twardość haseł. Francuzi będą oceniać, czy rozwiązania dają się wprowadzić, ile kosztują, czy są zgodne z prawem i czy odpowiadają na potrzeby gospodarki. Będą również pamiętać, że Philippe i Attal już sprawowali najwyższe funkcje państwowe, a Retailleau kierował resortem odpowiedzialnym za bezpieczeństwo i migrację. Ich największym zadaniem będzie zatem nie samo przedstawienie nowych planów, lecz wyjaśnienie, dlaczego tym razem państwo miałoby wykonać to, czego nie zdołało zrobić wcześniej.

Kampania przed wyborami w 2027 r. dopiero nabiera tempa, ale jej podstawowy układ jest już widoczny. Marine Le Pen prowadzi, a kilku konkurentów próbuje jednocześnie odebrać jej temat granic i pokonać siebie nawzajem. Im więcej miejsca zajmuje migracja, tym większa staje się presja na kandydatów centrum i tradycyjnej prawicy. Muszą wykazać, że potrafią mówić o kontroli wiarygodnie, a zarazem zaproponować coś więcej niż łagodniejszą wersję programu liderki sondaży.

Marta Jaszowiec

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać