europejska lewica

Dziesięć pytań o stan i wybory europejskiej lewicy

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Europejska lewica straciła dawny robotniczy elektorat i nie potrafi znaleźć wspólnej odpowiedzi na problem imigracji. Hiszpania Pedra Sáncheza stawia na otwartość i nowych pracowników, natomiast Dania Mette Frederiksen chroni państwo opiekuńcze poprzez restrykcyjną politykę migracyjną. Która droga może zapewnić lewicy polityczną przyszłość?

Europejska lewica nie przegrywa wyłącznie dlatego, że ma niewłaściwych liderów albo prowadzi słabe kampanie. Jej kłopoty są głębsze. Zmieniła się gospodarka, osłabła dawna klasa robotnicza, wzrosło znaczenie imigracji i bezpieczeństwa, a wyborcy coraz częściej pytają nie tylko o poziom świadczeń, lecz także o granice, tożsamość i zdolność państwa do kontrolowania przemian społecznych.

Dobrze pokazuje to porównanie Hiszpanii Pedra Sáncheza z Danią Mette Frederiksen. Politolog Christophe Bouillaud w rozmowie z serwisem „Atlantico” przekonuje, że oba państwa reprezentują inne modele gospodarcze, dlatego ich lewice prowadzą inną politykę migracyjną. Jego rozróżnienie warto jednak uzupełnić o ustalenia badaczy populizmu, migracji i państwa opiekuńczego oraz o doświadczenia francuskiej, niemieckiej i skandynawskiej socjaldemokracji.

1. Dlaczego europejska lewica znalazła się w kryzysie?

Przez większą część XX wieku lewica miała jasno określonych wyborców. Byli nimi robotnicy przemysłowi, pracownicy wielkich zakładów, członkowie związków zawodowych i mieszkańcy robotniczych dzielnic. Lewica obiecywała im wyższe płace, stabilne zatrudnienie, publiczną ochronę zdrowia, dostęp do edukacji i zabezpieczenie na starość. Wraz z osłabieniem przemysłu i rozwojem sektora usług ten społeczny fundament zaczął się jednak rozpadać.

Dzisiejszy elektorat lewicy jest znacznie bardziej zróżnicowany. Tworzą go pracownicy budżetówki, młodzi mieszkańcy metropolii, część klasy średniej, wyborcy o liberalnych poglądach kulturowych oraz środowiska postmigracyjne. Grupy te nie zawsze mają takie same interesy jak mieszkańcy prowincji, pracownicy fizyczni czy ludzie obawiający się utraty stabilności. Lewica próbuje więc reprezentować jednocześnie wyborców, którzy oczekują większej otwartości, oraz tych, którzy domagają się większej ochrony.

2. Gdzie podział się robotniczy elektorat lewicy?

Część dawnych wyborców lewicy przestała chodzić na wybory, ale wielu z nich przeniosło poparcie na prawicę populistyczną i narodową. Partie te zaczęły mówić językiem ochrony miejsc pracy, granic, bezpieczeństwa i lokalnych wspólnot. Dla wyborcy, który obawia się degradacji swojej dzielnicy, konkurencji o mieszkania albo pogorszenia poziomu szkoły, pytanie o imigrację może być równie ważne jak wysokość wynagrodzenia.

Badacz populizmu Roger Eatwell zwracał uwagę, że sukces nowych partii prawicowych nie wynika wyłącznie z chwilowego gniewu. Źródłem ich poparcia jest również przekonanie, że dotychczasowe elity przestały słuchać zwykłych ludzi i traktują ich obawy jako moralnie podejrzane. Jeżeli lewica odpowiada na te obawy jedynie oskarżeniem o ksenofobię, jeszcze bardziej oddala się od części własnego historycznego elektoratu.

3. Dlaczego imigracja stała się dla lewicy tak trudnym tematem?

Lewica wyrasta z przekonania o równości ludzi i solidarności ponad granicami. Z tego powodu trudno jej przyjąć język, w którym przybysze są przedstawiani przede wszystkim jako zagrożenie. Jednocześnie wyborcy oczekują od państwa kontroli nad granicami, skutecznej integracji oraz rozstrzygania, kto może legalnie pozostać na jego terytorium.

Spór o imigrację nie dotyczy już tylko zasad humanitarnych. Stał się również sporem o dostęp do mieszkań, szkół, szpitali, transportu i świadczeń społecznych. Największe koszty nieudanej integracji ponoszą często nie najbogatsi mieszkańcy metropolii, lecz ludzie korzystający z tych samych usług publicznych co nowo przybyli. To dlatego partie prawicowe tak skutecznie łączą temat imigracji z poczuciem społecznej niesprawiedliwości.

4. Na czym polega model Pedra Sáncheza?

Hiszpańska gospodarka potrzebuje dużej liczby pracowników. Turystyka, rolnictwo, gastronomia, budownictwo i opieka nad osobami starszymi należą do sektorów, w których zatrudnienie znajdują imigranci. Rząd Pedra Sáncheza traktuje więc legalną migrację nie tylko jako kwestię moralną, lecz także jako odpowiedź na niedobór rąk do pracy i starzenie się społeczeństwa.

Dane OECD pokazują skalę tego zjawiska. W 2025 r. cudzoziemcy stanowili 14,4 proc. wszystkich zatrudnionych w Hiszpanii i odpowiadali za 44 proc. nowych miejsc pracy. OECD ocenia również, że w latach 2022–2024 migracja zwiększała podaż pracy i wspierała najważniejsze sektory hiszpańskiej gospodarki, dokładając około 0,7 punktu procentowego rocznie do wzrostu PKB na mieszkańca. Analiza OECD dotycząca Hiszpanii potwierdza więc, że otwarta polityka migracyjna Sáncheza ma mocne podstawy gospodarcze.

Nie oznacza to, że model hiszpański jest pozbawiony ryzyka. Jeżeli rozwój kraju zależy przede wszystkim od łatwego dostępu do taniej pracy, przedsiębiorstwa mogą mieć mniejszą motywację do inwestowania w automatyzację, podnoszenie wydajności i wynagrodzeń. Hiszpania może dzięki migracji szybciej rosnąć, ale jednocześnie utrwalać gospodarkę, w której duża część zatrudnionych pracuje w nisko opłacanych sektorach.

5. Dlaczego Dania wybrała przeciwną drogę?

Dania ma inną gospodarkę niż Hiszpania. Jej siłą są farmacja, wyspecjalizowany przemysł, technologie energetyczne, logistyka i przedsiębiorstwa eksportujące produkty o wysokiej wartości dodanej. W 2024 r. sektor farmaceutyczny odpowiadał za ponad połowę duńskiego wzrostu gospodarczego wynoszącego 3,5 proc., co pokazuje najnowszy przegląd gospodarczy OECD dotyczący Danii.

Duński rynek pracy potrzebuje przede wszystkim ludzi wykwalifikowanych, znających język i zdolnych do ciągłego uczenia się. Państwo zapewnia pracownikowi wysoką ochronę socjalną, ale oczekuje od niego gotowości do zmiany zawodu i zdobywania nowych kompetencji. Model ten, nazywany flexicurity, chroni przede wszystkim człowieka w okresie utraty pracy, a nie każde istniejące stanowisko. Imigracja osób o bardzo niskich kwalifikacjach jest z nim trudniejsza do pogodzenia niż w gospodarce opartej na turystyce, rolnictwie i tanich usługach.

6. Czy duńska lewica po prostu przejęła program prawicy?

Duńscy socjaldemokraci przejęli część tematów podejmowanych wcześniej przez prawicę, ale uzasadnili je własnym językiem. Mette Frederiksen przedstawia kontrolę migracji jako sposób ochrony państwa opiekuńczego, wysokiej jakości usług publicznych i społecznego zaufania. Jeżeli obywatele przestaną wierzyć, że wszyscy przestrzegają tych samych reguł i w podobnym stopniu uczestniczą w finansowaniu systemu, poparcie dla rozbudowanej solidarności może zacząć zanikać.

Strategia ta pomogła duńskiej socjaldemokracji zachować część elektoratu ludowego. Ma jednak swoją cenę, ponieważ utrwala przekonanie, że polityka migracyjna prawicy była zasadniczo słuszna, a lewica jedynie spóźniła się z jej przyjęciem. Duński model pokazuje zarazem, że twardsze podejście do granic nie musi automatycznie oznaczać rezygnacji z wysokich podatków, silnych usług publicznych i rozbudowanego państwa socjalnego.

7. Czy imigracja zagraża państwu opiekuńczemu?

Nie istnieje jedna odpowiedź na to pytanie. Badacz migracji i polityki społecznej Keith Banting wskazuje, że imigracja może wspierać wzrost gospodarczy, uzupełniać niedobory pracowników i łagodzić skutki starzenia się społeczeństwa. Może jednak również zwiększać nierówności i polaryzację, jeżeli przybysze pozostają trwale poza stabilnym rynkiem pracy, mieszkają w odizolowanych dzielnicach i nie uzyskują dostępu do dobrej edukacji.

Najważniejsza jest więc nie tylko liczba przyjmowanych osób, lecz także zdolność państwa do ich integracji. Kontrolowana migracja połączona z zatrudnieniem, nauką języka i przestrzeganiem prawa może wzmacniać gospodarkę. Migracja szybsza niż możliwości mieszkaniowe, edukacyjne i administracyjne państwa może natomiast prowadzić do napięć. Zarówno bezwarunkowa otwartość, jak i całkowite zamknięcie granic upraszczają problem, który w rzeczywistości wymaga wielu równoczesnych działań.

8. Dlaczego Francja nie potrafi wybrać między Hiszpanią a Danią?

Francja łączy elementy obu modeli. Ma przemysł lotniczy, energetykę jądrową, farmację, sektor technologiczny i produkcję dóbr luksusowych, ale zarazem coraz większą część jej rynku pracy tworzą tanie usługi, budownictwo, gastronomia, dostawy i opieka. Potrzebuje więc zarówno wysoko wykwalifikowanych specjalistów, jak i pracowników wykonujących zajęcia, których część Francuzów nie chce podejmować za oferowane wynagrodzenie.

Podobnie podzielona jest francuska lewica. Historyk Pierre Vermeren rozróżnia lewicę rządową, zdolną do kompromisów i kierowania państwem, oraz lewicę rewolucyjną, która buduje poparcie na sprzeciwie wobec istniejącego systemu. Partia Socjalistyczna i Raphaël Glucksmann próbują odbudować pierwszy nurt, natomiast Jean-Luc Mélenchon i La France insoumise dominują w części lewicy radykalnej, wielkomiejskiej i postmigracyjnej. W rezultacie francuska lewica ma wiele głosów, ale nie ma jednego projektu.

9. Czy jeden model może działać w całej Europie?

Państwa europejskie różnią się strukturą gospodarki, poziomem wynagrodzeń, demografią, jakością administracji i zdolnością integracji. Polityka odpowiednia dla małej, zamożnej i wysoko produktywnej Danii nie musi przynieść takich samych rezultatów w Hiszpanii, Włoszech czy Grecji. Z kolei model oparty na masowym zatrudnianiu imigrantów w usługach i rolnictwie trudno zastosować w kraju, którego rozwój zależy od zaawansowanych technologii.

Dlatego wspólna europejska polityka lewicy nie może ograniczać się do jednego hasła o otwartości albo zamykaniu granic. Musi uwzględniać potrzeby rynku pracy, możliwości państwa, sytuację mieszkaniową i poziom integracji. Europejska lewica może zachować wspólne wartości, ale jej konkretne programy będą różne w Kopenhadze, Madrycie, Paryżu i Warszawie.

10. Jaki wybór naprawdę stoi przed europejską lewicą?

Najważniejszy wybór nie dotyczy wyłącznie liczby przyjmowanych imigrantów. Europejska lewica musi zdecydować, czy chce zarządzać gospodarką opartą na taniej pracy, czy budować model wysokich kwalifikacji, nowych technologii i rosnącej wydajności. Bez odpowiedzi na to pytanie spór o migrację będzie jedynie walką o skutki, a nie o przyczyny przemian.

Trzecia droga między Sánchezem i Frederiksen nie może być prostym kompromisem polegającym na przyjmowaniu trochę mniejszej liczby ludzi. Musiałaby łączyć kontrolę granic z legalną migracją odpowiadającą potrzebom gospodarki, skuteczną integrację z egzekwowaniem wspólnych reguł oraz ochronę socjalną z inwestowaniem w edukację i kwalifikacje. Lewica odzyska znaczenie dopiero wtedy, gdy ponownie przekona wyborców, że potrafi jednocześnie chronić słabszych, kontrolować państwo i przedstawić wiarygodną wizję rozwoju.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać