dlaczego Polacy nie ufają politykom

Polska polityka widziana z kolejki do lekarza. Dlaczego Polacy nie ufają politykom?

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Rata kredytu rosnąca z 1500 do 3500 zł, wydatek 2000 zł pozwalający uniknąć 1,5 roku oczekiwania na leczenie dziecka, trzy odrzucone wnioski mieszkaniowe z powodu przekroczenia kryterium o 5 metrów oraz opowieść o 10 latach czekania na lokal socjalny tworzą portret państwa oglądanego z poziomu codziennych doświadczeń. Nie są to wskaźniki opisujące całą Polskę, ale historie opowiedziane podczas badania CBOS, które pomagają zrozumieć, dlaczego część obywateli przestała ufać politykom i zaczęła poszukiwać reprezentantów podobnych do siebie.

Co łączy ratę w wysokości 3500 zł z oczekiwaniem na inną politykę?

Wypowiedzi zebrane przez CBOS pokazują, że polityczne niezadowolenie rzadko zaczyna się od lektury programu partyjnego. Znacznie częściej jego źródłem jest doświadczenie instytucji, która nie odpowiada na potrzebę obywatela. Może nim być brak terminu u specjalisty, decyzja odmawiająca mieszkania, nieprzewidywalna rata hipoteczna albo świadomość, że po zapłaceniu podstawowych rachunków domowy budżet przestaje się bilansować.

To właśnie takie zdarzenia tworzą społeczną ocenę państwa. Obywatel nie analizuje osobno polityki zdrowotnej, pieniężnej, mieszkaniowej i demograficznej. Widzi jeden system, który pobiera podatki i składki, lecz nie gwarantuje mu leczenia, stabilnego lokum ani przewidywalnych kosztów życia.

Z tego punktu widzenia najważniejszy podział nie przebiega między zwolennikami prawicy i lewicy. Wyznacza go różnica między państwem działającym a państwem niewydolnym, między politykiem skutecznym a takim, który ogranicza się do przemówień. Program hipotetycznej nowej formacji musiałby zostać zbudowany wokół sprawności instytucji, a nie kolejnej deklaracji ideologicznej.

W badanych grupach pojawia się przy tym oczekiwanie, że zasoby publiczne będą przeznaczane przede wszystkim na potrzeby obywateli Polski. Pomoc społeczna, mieszkania, ochrona zdrowia i świadczenia rodzinne są akceptowane, lecz ich podział ma uwzględniać narodową hierarchię pierwszeństwa. Państwo powinno być aktywne, ale w pierwszej kolejności wobec własnej wspólnoty.

Ile osób wypowiada się w raporcie CBOS?

Publikacja nosi tytuł „Partia ludzi takich jak my. Polacy o polityce, politykach i najważniejszych problemach społecznych”. Ukazała się jako CBOS Fokus nr 1/2026, liczy 35 stron, a pod opracowaniem podpisali się Marcin Głowacki, Kacper Leśniewicz i Marcin Waszak. Raport został udostępniony 22 czerwca 2026 r.

Materiał powstał na podstawie sześciu zogniskowanych wywiadów grupowych. Każde spotkanie zgromadziło od 6 do 8 uczestników, zatem łączna liczba rozmówców mieściła się pomiędzy 36 a 48. Można więc mówić o około 40 osobach, a nie o tysiącu respondentów typowym dla ogólnopolskich sondaży.

Do udziału zakwalifikowano osoby w wieku 35–55 lat, które oceniały swoje zainteresowanie polityką jako przynajmniej średnie. Dyskusje z kobietami i mężczyznami prowadzono osobno. Pierwszy etap odbył się 22 kwietnia 2026 r. w Ełku, drugi dzień później w warszawskim Wilanowie, natomiast ostatni 28 kwietnia w Chełmie.

Tak zaprojektowane badanie służy rozpoznawaniu sposobów myślenia, powtarzających się narracji i mechanizmów budowania ocen. Nie pozwala ustalić, jaki odsetek społeczeństwa wierzy w uprzywilejowanie migrantów, ilu wyborców tęskni za przywódcą podobnym do Andrzeja Leppera ani ile osób poparłoby nową partię o socjalno-narodowym profilu.

Każda wartość liczbowa przywoływana w osobistej opowieści uczestnika wymaga więc właściwego oznaczenia. Kwota 2000 zł wydana na leczenie jest deklaracją konkretnego człowieka, a nie średnim kosztem prywatnej opieki. Termin wyznaczony na 2034 r. mówi o zapamiętanej lub zasłyszanej sytuacji, nie zaś o przeciętnym czasie oczekiwania w całym systemie.

Dlaczego zestawiono frekwencję 62,49 proc. z wynikiem 90,88 proc.?

Autorzy badania świadomie wybrali miejsca reprezentujące odmienne doświadczenia społeczne i wyborcze. Powiat chełmski osiągnął w wyborach do Sejmu w 2023 r. frekwencję 62,49 proc., a powiat ełcki 63,28 proc. Obydwa rezultaty należały do najniższych odnotowanych w kraju.

Wilanów reprezentował drugi kraniec skali. W tej warszawskiej dzielnicy do urn poszło 90,88 proc. uprawnionych, czyli więcej niż w jakimkolwiek innym obszarze Polski. Różnica wobec powiatu chełmskiego wynosiła 28,39 punktu procentowego, natomiast wobec ełckiego 27,60 punktu.

Ełk i Chełm są wschodnimi miastami liczącymi po około 55–60 tys. mieszkańców. Wilanów pozostaje częścią największej polskiej metropolii, kojarzoną z wyższymi dochodami, dużą aktywnością obywatelską i odmienną strukturą zawodową. Zestawienie tych miejsc miało ujawnić nie tylko zróżnicowanie geograficzne, lecz również różnicę między peryferyjnym i wielkomiejskim doświadczeniem państwa.

Znaczenie miał także faktyczny udział uczestników w głosowaniach. Obie grupy z Ełku oraz kobiety z Chełma tworzyły środowisko osób, które nie uczestniczyły ani w wyborach parlamentarnych w 2023 r., ani w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2025 r. Mężczyźni z Chełma oraz kobiety i mężczyźni z Wilanowa głosowali w obu tych wyborach.

Powstały zatem trzy grupy obywateli aktywnych i trzy grupy pozostające poza głosowaniem. Taki podział umożliwił obserwowanie, czy dystans wobec polityki występuje wyłącznie wśród ludzi niechodzących do urn. Okazało się, że krytyka polityków i zmęczenie konfliktem pojawiają się również wśród regularnych wyborców, choć mogą prowadzić do innych zachowań.

Jak nadmiar polityki prowadzi do informacyjnej emigracji?

Polityka dociera do uczestników bez zaproszenia. Pojawia się w wiadomościach telewizyjnych, audycjach radiowych, nagłówkach portali, filmach na YouTube, mediach społecznościowych i rozmowach z bliskimi. Człowiek nie musi podejmować szczególnego wysiłku, aby się z nią zetknąć, ponieważ przekaz publiczny jest stale obecny w jego otoczeniu.

Nieustanna ekspozycja nie prowadzi jednak do pogłębienia wiedzy. Badani opisują rzeczywistość publiczną jako nieprzejrzystą, pełną sprzecznych komunikatów, awantur i wzajemnych oskarżeń. Informacje są zapamiętywane fragmentarycznie, a ich znaczenie porządkują przede wszystkim emocje.

Obrady parlamentarne i telewizyjne starcia często wywołują znużenie, ponieważ nie łączą się z problemami odczuwanymi w życiu prywatnym. Kiedy politycy ponownie spierają się o personalia albo rozliczenia przeciwników, część odbiorców sięga po pilot. Zamiast politycznej mobilizacji następuje wyłączenie programu.

Zjawisko celowego omijania informacji określane jest jako news avoidance. Może oznaczać całkowite odcięcie od serwisów, ale bywa również biernym dryfowaniem, podczas którego obywatel przyjmuje wyłącznie wiadomości pojawiające się przypadkiem. Szczególnie wyraźne sygnały takiej postawy występowały w grupach kobiecych i wśród osób niebiorących udziału w wyborach.

Jeszcze dalej idzie infofobia, czyli obawa przed negatywnym wpływem politycznych treści na samopoczucie oraz relacje międzyludzkie. Rozmowa przy rodzinnym stole może skończyć się konfliktem, ponieważ odmienne stanowisko bywa interpretowane jako dowód przynależności do wrogiego obozu. Milczenie staje się wówczas sposobem ochrony więzi.

Informacyjna emigracja nie chroni przed dezinformacją. Człowiek rezygnujący z regularnego śledzenia wydarzeń może jednocześnie silnie reagować na pojedynczą opowieść dotyczącą wojny, uchodźców, cen lub bezpieczeństwa dzieci. Im większy ładunek emocjonalny, tym mniejsze znaczenie może mieć wcześniejsza weryfikacja.

Dlaczego alternatywne źródło nie zawsze jest źródłem wiarygodnym?

Tradycyjne media są klasyfikowane zgodnie z domniemaną sympatią partyjną. Odbiorca ocenia nie tylko informację, lecz również polityczne usytuowanie nadawcy. Telewizja może zostać uznana za prorządową, opozycyjną, prawicową albo liberalną, zanim jej materiał zostanie wysłuchany do końca.

Rozczarowanie głównymi stacjami kieruje część osób ku portalom, YouTube, streamingowi i projektom takim jak Kanał Zero czy Wszystko co Najważniejsze. Alternatywny obieg daje poczucie dostępu do treści pomijanych przez największe redakcje. Nie gwarantuje jednak neutralności, ponieważ również internetowi prowadzący mogą narzucać własne poglądy i selekcjonować argumenty.

W raporcie widoczna jest potrzeba zestawiania kilku relacji dotyczących tego samego zdarzenia. Obywatel zakłada, że pojedyncze medium pokaże tylko część obrazu, dlatego poszukuje potwierdzenia gdzie indziej. Problem polega na tym, że nie każdy posiada czas, kompetencje i energię potrzebne do nieustannego sprawdzania przekazów.

W warunkach głębokiej podejrzliwości rozwijają się interpretacje spiskowe. Uczestnicy przywoływali niepotwierdzone wyjaśnienia śmierci Andrzeja Leppera, a nawet przedstawiali przepisy o ochronie ludności jako element ukrytego planu ewakuacji Polaków. Informacja sprzeczna z komunikatem władz może zostać uznana za bardziej prawdopodobną tylko dlatego, że podważa oficjalne stanowisko.

Co znaczą wyniki 64 proc. i 12 proc. w ocenie mediów?

Na tle krytyki nadawców stosunkowo dobrze wypada Polsat. Rozmówcy przypisują tej stacji słabsze związki z dwoma głównymi obozami. Ważniejsza od marki całej telewizji okazuje się niekiedy konkretna osoba, czego przykładem jest wysoka ocena Bogdana Rymanowskiego.

Dziennikarz jest ceniony za doświadczenie, umiejętność prowadzenia rozmowy, celne pytania oraz gotowość zapraszania przedstawicieli różnych stanowisk. W podzielonym środowisku medialnym odbiorcy poszukują gospodarza programu, który nie będzie jedynie rzecznikiem jednej strony.

Raport zestawia te opinie z oddzielnym pomiarem CBOS wykonanym w 2024 r. Polsat otrzymał wówczas 64 proc. ocen pozytywnych i 12 proc. negatywnych. Dla TVN analogiczne wskaźniki wynosiły 54 proc. i 23 proc., natomiast dla TVP 42 proc. oraz 28 proc.

Przewaga pozytywnych nad negatywnymi ocenami osiągnęła w przypadku Polsatu 52 punkty procentowe. Dla TVN bilans wynosił 31 punktów, a dla TVP 14. Pokazuje to, że Polsat dysponował znacznie szerszym marginesem społecznej akceptacji, choć dane dotyczą 2024 r. i nie zostały uzyskane od około 40 uczestników fokusów z 2026 r.

Kiedy polityk przestaje być reprezentantem i staje się członkiem kasty?

W relacjach respondentów życie publiczne jest zorganizowane wokół podziału na zwykłych obywateli oraz osoby korzystające z władzy. Przynależność partyjna traci na znaczeniu, ponieważ parlamentarzystom różnych formacji przypisywane są podobne motywacje. Mają zabiegać o wpływy, stanowiska, pieniądze i bezpieczeństwo własnych środowisk.

Doświadczenie wyborcy opisywane jest jako relacja okresowa. W czasie kampanii kandydat przyjeżdża, rozmawia i zabiega o uwagę. Po głosowaniu kontakt słabnie, a obywatel pozostaje ze swoimi problemami do kolejnej kampanii.

Najbardziej brutalnym określeniem tej asymetrii stał się „plebs”. Słowo użyte przez jednego z mężczyzn z Ełku pokazuje, że dystans wobec elit nie jest wyłącznie kwestią dochodów. Zawiera przekonanie o odbieraniu ludziom godności i prawa do bycia wysłuchanym.

Polityk ma poruszać się drogim samochodem, korzystać ze znajomości, otrzymywać wysokie wynagrodzenie oraz omijać problemy publicznych usług. Pacjent czeka miesiącami na wizytę, natomiast osoba posiadająca urząd albo odpowiedni kontakt może załatwić sprawę natychmiast. Z takiego obrazu rodzi się poczucie, że elity działają w innym systemie niż reszta społeczeństwa.

Do kręgu uprzywilejowanych część rozmówców zalicza także lekarzy. Padają oskarżenia o nadmierne zarobki, fikcyjne dyżury, pracę w kilku miejscach jednocześnie i korzystanie z nieprzejrzystych zasad finansowania. Materiał fokusowy nie potwierdza tych zarzutów, ale ujawnia mechanizm poszukiwania beneficjenta niewydolności systemu.

Czy wyborca chce jeszcze wybierać pomiędzy lewicą i prawicą?

Kategorie ideowe nie organizują większości analizowanych wypowiedzi. Respondenci nie rozważają, który polityk jest bardziej liberalny, konserwatywny czy socjalistyczny. Znacznie częściej pytają, czy wykonał zapowiedziane zadanie i czy jego decyzja poprawiła sytuację obywatela.

Wielkomiejski wyborca może koncentrować uwagę na podwyższeniu progu podatkowego dla osób lepiej zarabiających. Mieszkaniec obszaru o niższej frekwencji uważniej słucha propozycji dotyczących płacy minimalnej. Obydwie postawy są jednak pragmatyczne, ponieważ zaczynają się od wpływu decyzji na konkretny domowy budżet.

Mężczyźni z Warszawy częściej przywoływali Donalda Trumpa, stosunki ukraińsko-rosyjskie oraz napięcia pomiędzy Iranem i Stanami Zjednoczonymi. W innych grupach dominowały sprawy krajowe. Polityka międzynarodowa zyskiwała znaczenie głównie wtedy, kiedy mogła wpłynąć na ceny, ryzyko wojny albo bezpieczeństwo Polski.

Sprawczość zastępuje więc ideologię jako najprostsze kryterium oceny. Wyborca oczekuje mierzalnego rezultatu, lecz nie zawsze posiada narzędzia pozwalające sprawdzić przyczyny danego zjawiska. Może wówczas przypisywać rządzącym odpowiedzialność zarówno za decyzje państwa, jak i za procesy gospodarcze zależne od wielu czynników zewnętrznych.

Dlaczego 800+ jest równocześnie symbolem wsparcia i przedmiotem krytyki?

Świadczenie wychowawcze pokazuje dwoistość oczekiwań wobec państwa. Nawet jego krytycy zauważają, że pieniądze przekazane rodzinom zmieniły kierunek relacji pomiędzy instytucją a obywatelem. Władza nie ograniczyła się do pobierania danin, lecz zaoferowała bezpośrednie wsparcie.

Program bywa zarazem wiązany z inflacją, rezygnacją z aktywności zawodowej i nieefektywnym wydawaniem środków. Zastrzeżenia nie przekładają się jednak na odrzucenie całej polityki społecznej. Pomoc dla dzieci, seniorów, osób chorych i słabszych ekonomicznie nadal jest uznawana za uzasadnione zadanie wspólnoty.

Prawdziwy konflikt rozpoczyna się przy pytaniu o krąg beneficjentów. Świadczenie trafiające do polskiego gospodarstwa domowego może być postrzegane jako inwestycja we własne społeczeństwo. Wypłata dla rodziny ukraińskiej uruchamia obawę, że ograniczone pieniądze publiczne zostały odebrane polskim potrzebującym.

Autorzy wskazują, że mniej niż połowa dzieci ukraińskich mieszkających w Polsce jest objęta 800+. Informacja ta nie wystarcza jednak do osłabienia emocjonalnej narracji, ponieważ spór nie dotyczy wyłącznie wielkości wydatku. Dotyka odpowiedzi na pytanie, komu państwo jest winne lojalność w pierwszej kolejności.

Jak Ukraina znalazła się w centrum sporu o usługi publiczne?

Negatywne wyobrażenia o obywatelach Ukrainy są budowane przede wszystkim w odniesieniu do ochrony zdrowia, mieszkań i transferów. Uczestnicy przywołują przykłady Ukraińców przyjmowanych rzekomo bez kolejki, otrzymujących lokale natychmiast po przyjeździe albo korzystających ze świadczeń niedostępnych dla Polaków.

CBOS zapisuje te wypowiedzi jako element postaw i percepcji. Nie przedstawia danych potwierdzających istnienie systemowej zasady uprzywilejowującej ukraińskiego pacjenta przed polskim. Nie dowodzi również, że obywatel Ukrainy automatycznie otrzymuje lokal socjalny.

Polityczne znaczenie takich opowieści nie zależy jednak wyłącznie od ich prawdziwości. Osoba, która sama spotkała się z odmową lub wielomiesięcznym terminem, łatwiej przyjmuje historię o cudzoziemcu obsłużonym szybciej. Własna krzywda staje się dowodem potwierdzającym szerszy obraz niesprawiedliwości.

Mechanizm określany jako szowinizm socjalny polega na popieraniu redystrybucji ograniczonej przede wszystkim do własnej grupy. Państwo powinno pomagać, ale kolejność dostępu ma wynikać z obywatelstwa. Migrant jest tolerowany jako gość, nie zostaje natomiast uznany za osobę posiadającą identyczne roszczenie do wszystkich zasobów wspólnoty.

Taka postawa może tworzyć atrakcyjny politycznie zestaw: szerokie świadczenia dla obywateli, protekcję gospodarczą, obronę krajowego rolnictwa i ostrożność wobec transferów dla cudzoziemców. Jest to oferta socjalna w narzędziach, lecz narodowa w zasadach przyznawania pomocy.

Co o państwie mówią trzy wnioski odrzucone z powodu 5 metrów?

Jedna z kobiet z Ełku opisała trzykrotną próbę uzyskania mieszkania. Każdy wniosek miał zakończyć się niepowodzeniem, ponieważ zajmowany przez rodzinę lokal przekraczał kryterium powierzchni o 5 metrów. Po trzeciej odmowie uczestniczka zrezygnowała z dalszego ubiegania się o wsparcie.

Z tą historią zestawiane są relacje o Ukraińcach szybko otrzymujących lokal. Inny badany mówił o polskiej rodzinie pozostającej w kolejce po mieszkanie socjalne przez 10 lat. Wspomnienia i zasłyszane przykłady składają się na wizję administracji rygorystycznej wobec własnych obywateli, lecz elastycznej wobec przybyszów.

Dostęp do mieszkania jest bezpośrednio wiązany z rodziną i dzietnością. Młody człowiek nie zdecyduje się na dziecko, jeżeli przez wiele lat pozostaje w wynajmowanym pokoju albo musi podjąć zobowiązanie bankowe obejmujące 35 lat życia. Przyszłość demograficzna zostaje więc uzależniona od podaży lokali i przewidywalności kosztów.

Oczekiwaniem nie jest wyłącznie dopłata do zakupu. Uczestnicy mówią o mieszkaniach komunalnych, socjalnych oraz dostępnych cenowo lokalach na wynajem. Państwowa polityka rodzinna miałaby zaczynać się jeszcze przed narodzinami dziecka, poprzez stworzenie warunków pozwalających rodzinę założyć.

Jak wzrost raty ze 1500 do 3500 zł zmienia decyzje życiowe?

Pierwsza przywołana historia dotyczyła miesięcznego kosztu kredytu podniesionego z 1700 do 3500 zł. Oznacza to wzrost o 1800 zł, czyli około 106 proc. Drugi przykład opisywał przejście z 1500 do 3500 zł, a więc podwyżkę o 2000 zł i ponad 133 proc.

W powiecie, w którym wiele osób pracuje za wynagrodzenie zbliżone do płacy minimalnej, taki skok obciążeń może całkowicie zmienić strukturę wydatków gospodarstwa. Rodzina przestaje oszczędzać, ogranicza konsumpcję i rezygnuje z planów wymagających długoterminowego bezpieczeństwa.

Rozmówcy wskazują na WIBOR oraz zmienne oprocentowanie. W ich wypowiedziach widoczny jest praktyczny opis transmisji polityki pieniężnej. Zmiana stóp procentowych dociera przez bank do miesięcznej raty, a następnie wpływa na liczbę dzieci, możliwość zmiany pracy i poczucie stabilności.

Dyskusja o dzietności zostaje w ten sposób przesunięta z obszaru wartości do sfery materialnej. Chęć posiadania dziecka nie wystarcza, gdy domowy budżet może w ciągu kilku miesięcy zostać obciążony dodatkową kwotą równą znacznej części wynagrodzenia.

Dlaczego wydatek 2000 zł mówi o systemie więcej niż wielka reforma?

W Chełmie jeden z ojców opowiedział o uszkodzonym kolanie córki. Według jego relacji publiczna kolejka oznaczała 1,5 roku oczekiwania, dlatego wydał 2000 zł na prywatne leczenie. Dla rodziny była to cena uniknięcia ryzyka pogorszenia zdrowia dziecka.

Inne uczestniczki mówiły o terminach sięgających 3 lat. Pojawił się także przykład skierowania oznaczonego jako pilne, przy którym wizytę zaplanowano dopiero na lipiec następnego roku. Obywatel otrzymuje więc formalne potwierdzenie pilności, ale nie uzyskuje realnie szybszej pomocy.

Najbardziej drastyczna zasłyszana informacja dotyczyła psychologa dziecięcego dostępnego dopiero w 2034 r. Ponieważ rozmowy odbywały się w 2026 r., oznaczałoby to 8 lat oczekiwania. Liczba nie została przez badaczy potwierdzona jako typowy termin, ale pełni rolę symbolu bezradności rodziców wobec systemu.

Jeden z mężczyzn szacował roczne nakłady na ochronę zdrowia na około 200 mld zł. W innym fragmencie pojawiła się kwota 2 mln zł potrzebna na leczenie ciężko chorego dziecka oraz pytanie, dlaczego pieniądze są zbierane społecznie. Obie wartości funkcjonują jako percepcje uczestników, nie jako wyniki pomiaru przeprowadzonego przez CBOS.

Zderzenie setek miliardów przeznaczanych na system z koniecznością prywatnego wydania 2000 zł rodzi oskarżenie o niegospodarność. Obywatel nie widzi efektu publicznych nakładów, dlatego zakłada, że środki zostały źle wykorzystane. W tym miejscu kryzys usług zamienia się w kryzys zaufania.

Dlaczego po niemal 15 latach wraca postać Andrzeja Leppera?

W grupach z obszarów o niższej frekwencji były przewodniczący Samoobrony został zapamiętany jako obrońca ludzi wykonujących pracę fizyczną, rolników, mieszkańców terenów popegeerowskich i osób pozostających poza wielkomiejskim centrum gospodarki. Nie rozmawiano szczegółowo o jego dorobku legislacyjnym ani udziale w rządzie.

Znaczenie Leppera jest przede wszystkim symboliczne. Ma reprezentować przywódcę, który nie wstydził się swojej bazy i rozumiał język jej codziennych problemów. W ocenie części uczestników po jego odejściu nie pojawiła się postać równie mocno utożsamiana z niższymi warstwami społecznymi.

W chwili badania od śmierci polityka dzieliło rozmówców prawie 15 lat. Niektórzy mogli nie być dorośli, gdy Samoobrona odnosiła największe sukcesy. Pamięć o jej liderze została zatem częściowo przekazana przez rodzinę, lokalną społeczność i późniejsze interpretacje jego losu.

Ten proces sprzyja idealizacji. Zacierają się kontrowersje, porażki i sprzeczności, a pozostaje prosty obraz człowieka broniącego pomijanych grup. Dla nowego polityka odtworzenie takiej wiarygodności byłoby trudniejsze niż powtórzenie programu socjalnego.

Czy polityk wystarczy jeżeli pokaże że jest zwyczajny?

Skromny styl życia, prosty język i bezpośredni kontakt mają w oczach badanych dużą wartość. Są traktowane jako sygnały, że lider nie odgrodził się od społeczeństwa. Zwyczajność staje się częścią politycznej wiarygodności.

Może być jednak zarówno cechą autentyczną, jak i starannie przygotowanym przedstawieniem. Współczesne kampanie potrafią wyprodukować obraz kandydata robiącego zakupy, podróżującego komunikacją publiczną lub spotykającego się z pracownikami. Sama scenografia nie wystarczy, jeżeli po wyborach nie pojawią się rezultaty.

Uczestnicy chcieliby częstszych ankiet, konsultacji i możliwości wyrażania opinii pomiędzy kampaniami. Takie narzędzia mogą ograniczać poczucie ignorowania obywateli, lecz niosą również ryzyko sprowadzenia polityki do nieustannego badania popularności. Rządzenie wymaga czasem decyzji, których skutki ujawnią się później i nie będą natychmiast akceptowane przez większość.

Najsilniejszy lider musiałby więc połączyć trzy zdolności: słuchanie, wyjaśnianie oraz podejmowanie decyzji. Autentyczność bez kompetencji prowadziłaby do chaosu, natomiast eksperckość pozbawiona kontaktu społecznego nie odbudowałaby utraconej legitymacji.

Jaką szansę polityczną tworzy zmęczenie strachem?

Polskie kampanie coraz częściej przedstawiają wybory jako ostatnią możliwość powstrzymania katastrofy. Każdy obóz ostrzega przed skutkami zwycięstwa przeciwnika, a wyborca ma głosować nie tyle za własnym projektem, ile przeciwko zagrożeniu.

W krótkiej perspektywie strach mobilizuje. Stosowany przez wiele lat wywołuje jednak przesyt, apatię oraz potrzebę odcięcia się od debaty. Raport rejestruje reakcję polegającą na wyłączeniu wiadomości, unikaniu rozmów i rezygnacji z udziału w głosowaniu.

To otwiera przestrzeń dla ugrupowania mówiącego o kontroli nad życiem, a nie tylko o kolejnym niebezpieczeństwie. Przekaz mógłby zostać oparty na sprawnym leczeniu, przewidywalnym kredycie, dostępnych lokalach, wsparciu rodziny i jasnych regułach korzystania z zasobów państwa.

Jednocześnie najłatwiejszą metodą politycznego wykorzystania niezadowolenia byłoby skierowanie gniewu przeciw cudzoziemcom, lekarzom albo całej klasie politycznej. Taka strategia może zapewnić szybki wzrost zainteresowania, ale nie usuwa strukturalnych przyczyn frustracji. Zmniejszenie pomocy dla Ukraińców nie stworzy automatycznie tysięcy mieszkań ani dodatkowych terminów u specjalistów.

Czy przed wyborami parlamentarnymi w 2027 roku powstanie partia dla tego elektoratu?

Raport nie pozwala oszacować liczby osób tworzących potencjalną bazę nowego ugrupowania. Ujawnia jednak zestaw postaw, który może być trudny do reprezentowania przez istniejące formacje. Obejmuje on poparcie dla aktywnego państwa, ochronę krajowego rynku, narodowe pierwszeństwo w świadczeniach, sprzeciw wobec elit i potrzebę bezpośredniego przywództwa.

Taki wyborca nie musi być przeciwnikiem transferów społecznych ani zwolennikiem ograniczania wydatków publicznych. Może oczekiwać szerokiej pomocy, a równocześnie domagać się zamknięcia jej przed osobami spoza wspólnoty. Może nie interesować się klasyczną ideologią, lecz zajmować bardzo stanowcze pozycje w sprawach narodowych.

Największą rezerwę stanowią prawdopodobnie ludzie śledzący politykę, ale niewierzący w sens udziału w wyborach. W badaniu trzy grupy tworzyły osoby niegłosujące zarówno w 2023 r., jak i w pierwszej turze wyborów prezydenckich w 2025 r. Dotarcie do nich wymagałoby czegoś więcej niż kolejnego wezwania do obywatelskiego obowiązku.

Nowa formacja musiałaby dowieść, że potrafi przełożyć emocje na program wykonalny finansowo i instytucjonalnie. Naprawa ochrony zdrowia, rozwój mieszkalnictwa, ograniczenie ryzyka kredytowego i stworzenie czytelnych zasad świadczeń wymagają wieloletnich działań. Żaden z tych problemów nie zostanie rozwiązany samą zmianą stylu komunikacji.

Badanie CBOS pokazuje jednak, że polityczna próżnia nie jest fikcją. Tworzą ją obywatele przekonani, że obecne partie przemawiają do własnych zwolenników, ale nie rozmawiają z ludźmi stojącymi w kolejkach, spłacającymi drożejące zobowiązania i szukającymi bezpiecznego mieszkania. Jeżeli ktoś zdoła połączyć ich rozproszone doświadczenia w jedną wiarygodną opowieść, może w 2027 r. stać się istotnym uczestnikiem wyborczej rywalizacji.

Kazimierz Olejnik

 

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać