Polacy a zakaz kryptowalut

Wyborców rządu i opozycji dzieli 27 punktów w sprawie kryptowalut

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Stosunek do kryptowalut wyrasta na kolejną linię politycznego podziału w Polsce. W elektoracie partii tworzących większość rządową możliwość wprowadzenia zakazu handlu takimi aktywami dopuszcza 38 proc. badanych, podczas gdy wśród zwolenników ugrupowań opozycyjnych podobne rozwiązanie wybiera zaledwie 11 proc. respondentów. Różnica wynosząca 27 punktów procentowych jest większa niż rozbieżności widoczne w odpowiedziach kobiet i mężczyzn.

Takie wyniki przynosi ogólnopolski sondaż przeprowadzony przez IBRiS dla Radia ZET. Badanie wykonano w chwili, gdy spór o polskie przepisy dotyczące kryptoaktywów wszedł w decydującą fazę, a kolejne projekty ustawy nie zdołały zakończyć konfliktu między większością parlamentarną i prezydentem Karolem Nawrockim. Dane pokazują, że za politycznymi różnicami stoi jednak znacznie bardziej jednoznaczna opinia ogółu społeczeństwa: całkowity zakaz ma wyraźnie mniej zwolenników niż przeciwników.

Dwadzieścia siedem punktów politycznej różnicy

Autorzy analizy połączyli wyborców Koalicji Obywatelskiej, Lewicy, Polskiego Stronnictwa Ludowego i Polski 2050 w kategorię elektoratu koalicji rządzącej. W grupie opozycyjnej znaleźli się sympatycy Prawa i Sprawiedliwości, Konfederacji Sławomira Mentzena, Konfederacji Korony Polskiej oraz Partii Razem. Jest to podział szeroki, obejmujący ugrupowania znacznie różniące się programami gospodarczymi, dlatego wyniki należy rozumieć przede wszystkim jako porównanie dwóch zbiorczych bloków politycznych.

Wśród wyborców obozu rządzącego 38 proc. opowiada się za zakazem, 46 proc. jest mu przeciwnych, a 16 proc. nie potrafi wybrać żadnej z tych odpowiedzi. Przewaga przeciwników restrykcji wynosi w tej grupie zaledwie 8 punktów procentowych. Jeżeli uwzględnić wyłącznie osoby, które zajęły stanowisko, proporcje stają się niemal wyrównane: około 45,2 proc. zdecydowanych popiera zakaz, a 54,8 proc. go odrzuca.

Zupełnie inaczej rozkładają się odpowiedzi w elektoracie opozycyjnym. Zakaz akceptuje tam 11 proc. respondentów, sprzeciw zgłasza 56 proc., natomiast aż 34 proc. nie ma wyrobionej opinii. Po pominięciu niezdecydowanych około 83,6 proc. osób udzielających kierunkowej odpowiedzi odrzuca zakaz, a jedynie 16,4 proc. uważa go za właściwe rozwiązanie.

Różnica między elektoratami nie ogranicza się zatem do kilku punktów. Zwolennik rządu ponadtrzykrotnie częściej niż wyborca opozycji dopuszcza całkowite zamknięcie legalnego rynku kryptowalut, natomiast sympatyk opozycji wyraźnie częściej staje po stronie zachowania handlu. Jednocześnie w grupie opozycyjnej odsetek odpowiedzi „nie wiem” jest o 18 punktów wyższy niż wśród wyborców koalicji, co pokazuje, że niski poziom poparcia dla zakazu nie musi oznaczać równie mocnego zainteresowania samym rynkiem.

Te rezultaty nie pozwalają stwierdzić, że 56 proc. elektoratu opozycyjnego chce rynku pozbawionego kontroli, podobnie jak 38 proc. zwolenników koalicji nie musi odrzucać każdej technologii opartej na blockchainie. Respondenci oceniali tylko jedną, skrajną propozycję, czyli całkowity zakaz handlu. Nie pytano ich o licencjonowanie giełd, kapitałowe zabezpieczenia przedsiębiorstw, uprawnienia KNF, opodatkowanie transakcji ani ochronę osób powierzających pieniądze platformom internetowym.

Zakaz popiera mniej osób niż wybiera brak zdania

Wynik dla całej próby jest znacznie mniej wyrównany niż rezultat w elektoracie koalicji. Odpowiedź „zdecydowanie tak” wskazało 11,6 proc. ankietowanych, a wariant „raczej tak” wybrało 9,8 proc. Poparcie dla zakazu osiąga więc łącznie 21,4 proc., co oznacza, że akceptuje go nieco więcej niż jedna piąta społeczeństwa.

Po przeciwnej stronie znalazło się 51,8 proc. uczestników sondażu. Odpowiedź „raczej nie” uzyskała 28 proc., stając się najczęściej wybieranym pojedynczym wariantem, a „zdecydowanie nie” wskazało 23,8 proc. Sprzeciw wobec zakazu przewyższa jego poparcie o 30,4 punktu procentowego, a liczba przeciwników takiego rozwiązania jest około 2,4 raza większa od liczby zwolenników.

Sam układ odpowiedzi zdecydowanych również przemawia przeciwko administracyjnemu zamknięciu rynku. Kategoryczne „nie” pojawia się ponad dwukrotnie częściej niż jednoznaczne „tak”, a różnica między tymi wariantami wynosi 12,2 punktu. Jeszcze większą przewagę ma łagodniejszy sprzeciw: „raczej nie” wyprzedza „raczej tak” o 18,2 punktu procentowego.

Stanowisko w jednej lub drugiej sprawie zajęło łącznie 73,2 proc. ankietowanych. Po wyłączeniu osób niezdecydowanych około 70,8 proc. uczestników posiadających opinię opowiada się przeciw zakazowi, a 29,2 proc. go popiera. Oznacza to, że wśród respondentów gotowych udzielić kierunkowej odpowiedzi na jedną osobę wybierającą zakaz przypada około 2,4 jego przeciwnika.

Osobną grupę tworzy 26,8 proc. badanych, którzy nie potrafili odpowiedzieć na pytanie. Niezdecydowanych jest o 5,4 punktu procentowego więcej niż wszystkich zwolenników zakazu, a ich udział tylko nieznacznie ustępuje najpopularniejszej odpowiedzi „raczej nie”. Tak duża grupa nie powinna być automatycznie uznawana za osoby nieznające tematu, ponieważ część respondentów mogła nie zaakceptować uproszczonego wyboru między pełną dostępnością rynku i jego całkowitym zamknięciem.

Mężczyźni znacznie częściej odrzucają restrykcję

Płeć respondentów wyraźnie wpływa na rozkład odpowiedzi, chociaż różnice są mniejsze niż w przypadku preferencji politycznych. Wprowadzenie zakazu popiera 29 proc. kobiet oraz 13 proc. mężczyzn. Kobiety wybierają więc to rozwiązanie o 16 punktów procentowych częściej, a udział jego zwolenników jest wśród nich ponad dwa razy większy.

Odwrotna zależność występuje po stronie sprzeciwu. Przeciwko zakazowi opowiada się 41 proc. kobiet i 63 proc. mężczyzn, co daje rozpiętość 22 punktów procentowych. Wśród mężczyzn grupa odrzucająca restrykcję jest blisko pięciokrotnie większa od grupy, która chciałaby ją wprowadzić, podczas gdy wśród kobiet przewaga przeciwników nad zwolennikami wynosi 12 punktów.

Odpowiedzi niezdecydowanej udziela 29 proc. kobiet oraz 24 proc. mężczyzn. W przypadku kobiet odsetek osób bez stanowiska jest zatem taki sam jak udział zwolenników zakazu, natomiast wśród mężczyzn niezdecydowanych pozostaje niemal dwukrotnie więcej niż popierających restrykcję. Dane te pokazują różny poziom gotowości do zaakceptowania zakazu, nie wyjaśniają jednak przyczyn tej rozbieżności.

Badanie nie zawiera informacji o tym, ilu ankietowanych posiadało kryptowaluty, poniosło straty na tym rynku albo korzystało z usług platform inwestycyjnych. Nie wiadomo również, czy kobiety i mężczyźni inaczej oceniają prawdopodobieństwo oszustwa, zmienność notowań lub bezpieczeństwo cyfrowych portfeli. Z tego powodu wyników nie należy przedstawiać jako kompleksowego pomiaru zaufania obu płci do kryptowalut, ponieważ dotyczą one wyłącznie stosunku do pomysłu prawnego zakazu.

Polski problem dotyczy licencji a nie posiadania kryptowalut

Datą kluczową dla przedsiębiorstw działających na tym rynku był 1 lipca 2026 r., ale nie dlatego, że tego dnia zaczęło obowiązywać rozporządzenie MiCA. Większość przepisów unijnego aktu jest stosowana od 30 grudnia 2024 r., natomiast początek lipca oznaczał zakończenie przewidzianego w nim okresu przejściowego. Do tego momentu podmioty obecne wcześniej na polskim rynku mogły kontynuować działalność według dotychczasowych reguł krajowych.

Po wygaśnięciu okresu przejściowego dawny wpis do rejestru działalności dotyczącej walut wirtualnych nie zastępuje już zezwolenia wymaganego przez MiCA. Polska nie uchwaliła jednak przepisów wskazujących krajowy organ uprawniony do rozpatrywania wniosków licencyjnych w pełnym zakresie, dlatego polskie przedsiębiorstwa nie mogą przejść całej procedury we własnym kraju. Powstała luka nie oznacza zakazu dokonywania transakcji przez obywateli, lecz stawia rodzimych usługodawców w trudniejszej sytuacji niż firmy posiadające zezwolenie w innym państwie Unii.

Przedsiębiorstwo autoryzowane przez właściwy organ jednego z państw członkowskich może, po spełnieniu wymogów notyfikacyjnych, oferować swoje usługi klientom w pozostałych krajach wspólnego rynku. W rezultacie zagraniczna platforma z licencją MiCA może obsługiwać polskich użytkowników, podczas gdy podmiot działający dotąd wyłącznie na podstawie polskiego rejestru utracił wcześniejszą podstawę świadczenia usług. Głównym skutkiem impasu legislacyjnego jest więc ryzyko przenoszenia działalności i miejsc pracy do innych jurysdykcji, a nie formalne odcięcie Polaków od kryptowalut.

Prezydent Karol Nawrocki trzykrotnie odmawiał podpisania kolejnych ustaw regulujących ten obszar. Pałac Prezydencki przekonywał, że proponowane rozwiązania nadmiernie obciążałyby krajowe przedsiębiorstwa i przyznawały administracji zbyt szerokie instrumenty, jednocześnie deklarując poparcie dla ochrony konsumentów oraz samej idei uporządkowania rynku. Zwolennicy ustaw wskazywali z kolei, że przedłużający się brak krajowego systemu licencyjnego osłabia polskie firmy, ogranicza możliwości nadzoru i pozostawia klientów w gorszej sytuacji prawnej.

Sondaż IBRiS nie rozstrzyga tego sporu, ponieważ jego uczestnicy nie oceniali konkretnych przepisów ani argumentów obu stron. Pokazuje jednak społeczną granicę regulacji: większość nie akceptuje zastąpienia nadzoru prostym zakazem handlu. Dla ustawodawcy jest to wskazówka, że rozwiązanie powinno jednocześnie chronić klientów, umożliwiać rozwój legalnych przedsiębiorstw i nie wypychać działalności poza Polskę.

Jedno pytanie pokazuje granicę ale nie daje gotowej ustawy

Wynik 51,8 proc. sprzeciwu wobec zakazu nie może być przedstawiany jako poparcie większości dla każdej formy inwestowania w kryptoaktywa. Nie świadczy również o powszechnej akceptacji ryzyka ani o gotowości do rezygnacji z kontroli państwa. Pokazuje wyłącznie, że całkowite zamknięcie legalnego handlu jest rozwiązaniem odrzucanym znacznie częściej, niż akceptowanym.

Z podobną ostrożnością należy interpretować 21,4 proc. poparcia dla zakazu. W tej grupie mogą znajdować się zarówno osoby zasadniczo nieufne wobec nowych technologii finansowych, jak i respondenci reagujący na informacje o oszustwach, upadkach giełd lub utracie oszczędności. Bez dodatkowych pytań nie da się ustalić, czy ich stanowisko zmieniłoby się po przedstawieniu skutecznego systemu licencji, kontroli kapitałowej i odpowiedzialności przedsiębiorstw.

Najbardziej użyteczną informacją dla polityków pozostaje połączenie dwóch wyników: ponad połowa badanych nie chce zakazu, ale więcej niż jedna czwarta nie potrafi dokonać wyboru. Oznacza to, że istnieje społeczna przestrzeń dla regulacji, pod warunkiem że zostanie ona przedstawiona jako mechanizm bezpieczeństwa, a nie walka państwa z technologią lub bezwarunkowa obrona branży. Debata wymaga również znacznie jaśniejszego wyjaśnienia różnicy między inwestorem kupującym cyfrowe aktywo, giełdą przechowującą pieniądze klientów i organem udzielającym zezwolenia na prowadzenie usług.

Sondaż przeprowadzono 12 i 13 czerwca 2026 r. na ogólnopolskiej, reprezentatywnej próbie 1068 dorosłych osób. IBRiS zastosował metodę CATI, czyli standaryzowane wywiady telefoniczne wspomagane komputerowo. Badanie wykonano po kolejnym prezydenckim wecie, lecz jeszcze przed 1 lipca, kiedy zakończył się okres przejściowy przewidziany w unijnym systemie MiCA.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać