ekolodzy a pożary lasów

Ekolodzy pod lupą po pożarach francuskich lasów

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Czy pomysł, aby pozostawić las bez ingerencji człowieka, zawsze służy przyrodzie? Jean-Paul Oury uważa, że nie. Francuski eseista, znany również czytelnikom polskiego miesięcznika „Wszystko co Najważniejsze”, opisał w „Le Figaro” spór między ekologami a leśnikami. Według niego część działań podejmowanych w imię ochrony środowiska może zwiększać zagrożenie pożarowe.

Dlaczego francuskie lasy tak łatwo płoną?

Pożary lasów coraz częściej dotykają południe Europy. Sprzyjają im susze, upały i silny wiatr. Duże znaczenie ma również stan samego lasu oraz ilość suchej roślinności znajdującej się przy ziemi.

Jean-Paul Oury zwraca uwagę właśnie na ten ostatni element. Jego zdaniem w wielu miejscach nagromadziło się zbyt dużo martwych gałęzi, suchych krzewów i przewróconych drzew. Kiedy pojawia się ogień, taki materiał ułatwia płomieniom szybkie zajmowanie kolejnych obszarów.

Autor tekstu w „Le Figaro” uważa, że niektóre organizacje ekologiczne mogły przyczynić się do powstania tego problemu. Od lat sprzeciwiają się one wycinaniu drzew, zbieraniu drewna opałowego, wypasaniu zwierząt i oczyszczaniu podszytu. Chcą, aby na wybranych terenach naturalne procesy przebiegały bez udziału ludzi.

Czy człowiek powinien wycofać się z lasu?

Zwolennicy dzikich lasów twierdzą, że przyroda potrafi sama zachować równowagę. Uważają, że ludzkie działania często niszczą siedliska zwierząt i zmniejszają różnorodność biologiczną. Dlatego chcą tworzenia obszarów, na których nie prowadzi się żadnej działalności gospodarczej.

We Francji takie podejście promuje między innymi ASPAS, czyli Stowarzyszenie na rzecz Ochrony Dzikich Zwierząt. Organizacja tworzy tereny nazywane „Rezerwatami Dzikiego Życia”. Człowiek ma tam ograniczyć swoją obecność i pozwolić naturze rozwijać się według własnych praw.

W rezerwatach nie prowadzi się gospodarki leśnej ani wypasu. Nie zbiera się również martwego drewna. Organizacja przekonuje, że w dłuższej perspektywie taki las staje się bardziej zróżnicowany i odporny na zagrożenia.

Jean-Paul Oury przytacza jednak odmienną opinię leśników i mieszkańców wsi. Według nich las pozostawiony bez opieki może zarastać, a wyschnięta roślinność staje się paliwem dla ognia. Tradycyjne korzystanie z lasu pomagało usuwać część takiego materiału.

Co daje wypas zwierząt i zbieranie drewna?

Owce, kozy i inne zwierzęta gospodarskie zjadają trawy oraz niskie krzewy. Dzięki temu przy ziemi pozostaje mniej roślin, po których mogą rozchodzić się płomienie. Wypas bywa więc nie tylko elementem gospodarki rolnej, lecz także sposobem ograniczania ryzyka pożaru.

Podobne znaczenie może mieć zbieranie drewna opałowego. Mieszkańcy usuwają wówczas część suchych gałęzi oraz powalonych drzew. Regularne prace w lesie pomagają również utrzymać drogi i przejścia potrzebne straży pożarnej.

Oury zaznacza, że organizacje ekologiczne często patrzą na te praktyki z nieufnością. Widzą w nich formę wykorzystywania przyrody i naruszania naturalnego ekosystemu. Leśnicy odpowiadają, że dobrze zaplanowana działalność człowieka nie musi oznaczać niszczenia lasu.

Martwe drewno jest oczywiście potrzebne wielu gatunkom. Żyją w nim owady, grzyby i niewielkie zwierzęta. Pytanie dotyczy więc nie tego, czy należy usuwać je całkowicie, ale ile można go pozostawić bez zwiększania niebezpieczeństwa.

O co ekolodzy spierają się z władzami?

Francuskie prawo nakłada w niektórych miejscach obowiązek usuwania części roślinności wokół domów, dróg i innych obiektów. Ma to utrudnić ogniowi przedostawanie się na tereny zamieszkane. Prace te mogą jednak naruszać siedliska chronionych zwierząt.

ASPAS, Canopée i Liga Ochrony Ptaków podejmowały działania prawne w sprawach, w których ochrona przeciwpożarowa kolidowała z ochroną gatunków. Organizacje chciały, aby oczyszczanie terenu nie odbywało się kosztem przyrody. Oury obawia się, że takie interwencje mogą osłabiać skuteczność zabezpieczeń.

Nie jest to łatwy spór. Z jednej strony należy chronić ludzi, domy i infrastrukturę. Z drugiej strony zbyt intensywne usuwanie roślinności może zniszczyć cenne siedliska.

Potrzebne są więc rozwiązania dopasowane do miejsca i rzeczywistego poziomu zagrożenia. Innego podejścia wymaga wilgotny las położony daleko od zabudowań. Inaczej należy traktować suchy teren sąsiadujący z miejscowością.

Dlaczego nadajniki GPS wywołały kontrowersje?

W swoim artykule Jean-Paul Oury opisuje także działalność Canopée. Organizacja sprzeciwia się zrębom zupełnym i nadmiernie intensywnej gospodarce leśnej. Przedstawia się jako niezależny obrońca francuskich lasów.

Dziennikarz Erwan Seznec ustalił, że w okresie od 2020 do 2024 roku stowarzyszenie miało kupić około dwunastu lokalizatorów GPS. Część urządzeń odnaleziono na maszynach pracujących w lasach. Do takich odkryć doszło między innymi w regionie Limousin.

Nadajniki pozwalają ustalić, gdzie przemieszcza się obserwowany sprzęt. Mogły zatem służyć do sprawdzania, w jakich miejscach prowadzone są prace. Właściciele maszyn nie musieli wiedzieć, że ich trasy są rejestrowane.

Po znalezieniu jednego z urządzeń sprawą zajęły się organy ścigania. Postępowanie ostatecznie umorzono, ponieważ nie udało się wykazać powiązania z uszkodzeniami mienia. Oury uważa jednak, że sam sposób prowadzenia obserwacji wymaga publicznego wyjaśnienia.

Kto ma prawo śledzić pracowników?

Organizacje społeczne mogą kontrolować działania firm i alarmować o łamaniu prawa. Nie oznacza to jednak zgody na wszystkie sposoby zdobywania informacji. Potajemne zamontowanie lokalizatora na cudzej maszynie budzi poważne pytania prawne i etyczne.

Według Oury’ego działalność ekologiczna nie może zwalniać z przestrzegania przepisów. Szlachetny cel nie daje prawa do śledzenia obywateli bez ich wiedzy. Nie może także automatycznie usprawiedliwiać wtargnięcia na teren przedsiębiorstwa albo uszkodzenia sprzętu.

Autor nie ogranicza swojej krytyki do jednej organizacji. Opisuje także L214, która publikuje nagrania wykonywane ukrytymi kamerami w hodowlach i rzeźniach. Materiały te często pokazują brutalne traktowanie zwierząt.

Takie nagrania mogą ujawniać poważne nadużycia. Jednocześnie Oury ostrzega przed ocenianiem całej branży na podstawie najbardziej drastycznych obrazów. Firma lub pracownik mogą zostać publicznie potępieni jeszcze przed dokładnym wyjaśnieniem sprawy.

Kiedy protest zmienia się w sabotaż?

Kolejnym przykładem przedstawionym przez francuskiego autora jest ruch Les Soulèvements de la Terre. Jego działacze występują przeciwko budowie dużych zbiorników wodnych wykorzystywanych przez rolnictwo. Uważają, że inwestycje te służą przede wszystkim wielkim gospodarstwom i szkodzą środowisku.

Protesty przeciwko zbiornikom były szczególnie gwałtowne w Sainte-Soline. Dochodziło tam do starć z policją i niszczenia urządzeń. Niektórzy aktywiści nazywali takie działania „rozbrajaniem” szkodliwej infrastruktury.

Dobór słów ma w tym przypadku duże znaczenie. Określenie „rozbrajanie” sugeruje obronę przed zagrożeniem, choć w praktyce chodzi o niszczenie cudzej własności. Oury sprzeciwia się tworzeniu języka, który pozwala przedstawiać bezprawne czyny jako moralny obowiązek.

W demokratycznym państwie można organizować demonstracje, prowadzić kampanie i składać skargi do sądów. Można także domagać się zmiany decyzji władz. Przemoc i sabotaż przekraczają jednak granice zwykłego sporu publicznego.

Z czego utrzymują się ekologiczne NGO?

Canopée deklaruje, że nie korzysta z pieniędzy przedsiębiorstw ani z dotacji publicznych. Środki na jej działalność mają pochodzić od prywatnych darczyńców i fundacji. Wśród wspierających ją podmiotów wymieniane są Fondation Charles Léopold Mayer, Fondation Léa Nature oraz Fondation Nature et Découvertes.

Dla Jean-Paula Oury’ego nie wystarcza zapewnienie, że finansowanie ma charakter prywatny. Społeczeństwo powinno wiedzieć, kto przekazuje pieniądze, jak duże są poszczególne wpłaty i na co dokładnie przeznacza się budżet. Szczególnej jawności wymagają wydatki na procesy sądowe, kampanie medialne i lobbing.

Ważna jest także informacja o darowiznach objętych ulgami podatkowymi. Jeżeli wpłaty zmniejszają wpływy państwa, ich wykorzystanie pośrednio dotyczy wszystkich podatników. Podobnie należy przedstawiać koszty prowadzenia zbiórek i utrzymania samej organizacji.

Większa przejrzystość nie musi osłabiać działalności społecznej. Może zwiększyć zaufanie do tych stowarzyszeń, które rzetelnie rozliczają swoje środki. Ułatwia też ocenę, czy organizacja rzeczywiście realizuje deklarowane cele.

Jak NGO zdobywają wpływ na politykę?

Jean-Paul Oury uważa, że największe organizacje pozarządowe stały się ważnymi uczestnikami polityki. Nie startują w wyborach, lecz próbują zmieniać przepisy i kierunki działania państwa. Korzystają przy tym z lobbingu, mediów, ekspertyz i postępowań sądowych.

Eseista szerzej przedstawia ten temat w książce „Od Gai do sztucznej inteligencji” z 2024 roku. Twierdzi, że organizacje ekologiczne coraz częściej próbują wprowadzać swoje pomysły poprzez instytucje międzynarodowe. Po przyjęciu na poziomie europejskim lub światowym nowe zasady stają się trudne do odrzucenia przez pojedyncze państwo.

Według Oury’ego osłabia to zasadę pomocniczości. Zakłada ona, że sprawy powinny być rozstrzygane jak najbliżej ludzi, których dotyczą. Dopiero problemy niemożliwe do rozwiązania lokalnie należy przenosić na wyższy szczebel.

Ponad cztery tysiące organizacji ma status konsultacyjny przy Radzie Gospodarczej i Społecznej ONZ. Daje im to możliwość udziału w międzynarodowych debatach. Oury pyta, czy wpływ zdobywany w ten sposób pozostaje pod wystarczającą kontrolą obywateli.

Czy NGO rzeczywiście reprezentują społeczeństwo?

Organizacje pozarządowe często występują jako przedstawiciele społeczeństwa obywatelskiego. W wielu przypadkach wykonują potrzebną pracę. Ujawniają przestępstwa, pomagają osobom pozbawionym silnej reprezentacji i zwracają uwagę na problemy ignorowane przez władzę.

Nie oznacza to jednak, że każda fundacja lub stowarzyszenie przemawia w imieniu wszystkich obywateli. Organizacje reprezentują przede wszystkim swoich członków, darczyńców oraz przyjęte przez siebie cele. Nie muszą brać pod uwagę wszystkich skutków postulowanych zmian.

Rząd odpowiada jednocześnie za środowisko, bezpieczeństwo, miejsca pracy, rolnictwo, ceny energii i finanse publiczne. Organizacja ekologiczna może skupić się tylko na ochronie wybranego gatunku lub terenu. Jej postulat może być ważny, lecz nie zawsze uwzględnia pełny obraz sytuacji.

Były wysoki urzędnik europejski Samuele Furfari, cytowany przez Oury’ego, uważa, że rządy Unii Europejskiej zostały otoczone przez sieć organizacji wywierających na nie ciągłą presję. W rezultacie politycy mają coraz mniej możliwości podejmowania samodzielnych decyzji. Oury uznaje to za jedno z zagrożeń dla współczesnej demokracji.

Czego polski czytelnik może nauczyć się z francuskiego sporu?

Polska także musi zdecydować, jak chronić lasy w czasie coraz częstszych susz i upałów. Potrzebujemy terenów, na których przyroda może rozwijać się bez intensywnej działalności człowieka. Musimy jednak również ograniczać ryzyko pożarów i zapewniać służbom dostęp do zagrożonych obszarów.

Debata nie powinna sprowadzać się do wyboru między wycinką a całkowitym zakazem ingerencji. Różne lasy mogą wymagać odmiennych sposobów ochrony. Decyzje powinny opierać się na badaniach, doświadczeniu leśników i analizie lokalnych warunków.

Równie ważne pozostają zasady działania organizacji uczestniczących w tym sporze. Każdy podmiot, który wpływa na prawo i decyzje władz, powinien jasno przedstawiać swoje źródła finansowania. Powinien też odpowiadać za stosowane metody.

Główna myśl tekstu Oury’ego wykracza więc poza pożary we Francji. Autor przypomina, że żadna grupa nie może sama przyznać sobie prawa do kontrolowania innych. Organizacje pozarządowe są potrzebne demokracji, ale również one muszą pozostawać pod społeczną i prawną kontrolą.

AJ

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać