gospodarka Francji

Francja zaczyna przegrywać wyścig o dobrobyt

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Francuska gospodarka nadal należy do największych na świecie, ale jej przewaga nad resztą Europy szybko maleje. Państwo jest coraz bardziej zadłużone, wzrost pozostaje słaby, a produkcja przypadająca na jednego mieszkańca spadła poniżej średniej Unii Europejskiej. Francuzi nie stali się nagle biedni, jednak ich kraj rozwija się wolniej od wielu konkurentów. Ten problem może zdominować wybory prezydenckie w 2027 roku.

Po pierwszych trzech miesiącach 2026 roku dług publiczny Francji sięgnął 3536,1 miliarda euro. Odpowiadało to 117,5 proc. całej gospodarki i oznaczało wzrost o ponad 75 miliardów euro w ciągu jednego kwartału. Tak duże zadłużenie ogranicza możliwości każdego przyszłego rządu, niezależnie od tego, kto obejmie Pałac Elizejski.

Równocześnie gospodarka rośnie w bardzo wolnym tempie. OECD zakłada wzrost o 0,7 proc. w 2026 roku oraz o 0,8 proc. w roku następnym. Przy takim wyniku trudno jednocześnie zmniejszać deficyt, podnosić wynagrodzenia, finansować emerytury, zwiększać wydatki na obronność i inwestować w przemysł.

O pogarszającej się sytuacji Francji dyskutowali niedawno na łamach Atlantico ekonomiści Marc de Basquiat i Michel Ruimy. Pierwszy wskazywał na rosnące koszty świadczeń, małą liczbę przepracowanych godzin i niechęć polityków do ograniczania wydatków. Drugi podkreślał, że obecny stan nie jest dziełem jednego prezydenta, lecz wynikiem decyzji odkładanych przez kolejne rządy od ponad czterdziestu lat.

Ich wnioski nie są odosobnione. Podobny obraz można znaleźć w raportach OECD, Cour des comptes oraz w statystykach INSEE i Eurostatu. Francja nie stoi przed nagłą katastrofą, ale stopniowo traci gospodarczy dystans do państw, które lepiej wykorzystują pracę, kapitał i nowe technologie.

Państwo ma coraz mniej pieniędzy na nowe cele

Najbardziej widocznym problemem są finanse publiczne. Francuski deficyt utrzymuje się na poziomie znacznie wyższym od limitów obowiązujących w Unii Europejskiej, a dług rośnie mimo kolejnych zapowiedzi oszczędności. W scenariuszu OECD zadłużenie ma dojść do 118,8 proc. PKB w 2026 roku, a rok później może przekroczyć 120 proc.

Jeszcze większe znaczenie mają koszty odsetek. Cour des comptes ocenia, że pod koniec dekady obsługa długu może pochłaniać ponad 100 miliardów euro rocznie. Będzie to oznaczało mniej pieniędzy na szkoły, szpitale, policję, armię, energetykę i rozwój nowych technologii.

Francuski Trybunał Obrachunkowy przedstawił także symulację sięgającą połowy następnej dekady. Nawet gdyby od 2027 roku rząd regularnie i wyraźnie ograniczał deficyt, w 2035 roku dług w relacji do PKB wróciłby jedynie w okolice poziomu z 2025 roku. Następna prezydentura nie wystarczy więc do pełnego uzdrowienia finansów.

Zadłużenie nie powstało wyłącznie dlatego, że politycy źle zarządzali budżetem. Jest ono również skutkiem słabego wzrostu, starzenia się społeczeństwa, niskiej aktywności zawodowej oraz kosztów kolejnych kryzysów. Z czasem samo staje się jednak przeszkodą w rozwoju, ponieważ pieniądze potrzebne na inwestycje trzeba przeznaczać na spłatę odsetek.

W tym mechanizmie kryje się największe zagrożenie. Państwo pożycza, aby chronić społeczeństwo przed skutkami słabego wzrostu, lecz zwiększony dług utrudnia finansowanie działań, które mogłyby ten wzrost przyspieszyć. Francja coraz więcej wydaje na podtrzymanie obecnego systemu, a coraz mniej może przeznaczyć na budowę przyszłego dobrobytu.

Bogaty kraj znalazł się poniżej średniej Unii

W 2025 roku francuski PKB na mieszkańca, obliczony z uwzględnieniem różnic cen, wyniósł 98 proc. średniej Unii Europejskiej. Pięć lat wcześniej wskaźnik osiągał 103 proc., a w 2021 roku pozostawał jeszcze nieznacznie powyżej poziomu unijnego. Od 2022 roku Francja nie wróciła już ponad granicę 100 proc.

Nie jest to informacja o wysokości pensji przeciętnego obywatela. PKB na mieszkańca pokazuje wartość dóbr i usług powstających w gospodarce, a nie rzeczywisty dochód każdej rodziny. Francuski poziom życia jest dodatkowo wspierany przez publiczną ochronę zdrowia, edukację, transport, emerytury i świadczenia społeczne.

Dane pokazują jednak zmianę miejsca Francji w europejskiej gospodarce. Niemcy osiągnęły w 2025 roku 115 proc. średniej UE, Austria 118 proc., Dania 127 proc., a Holandia 134 proc. Francja znalazła się na tym samym poziomie co Cypr i powyżej Włoch, ale wyraźnie poniżej państw, z którymi zwykle porównuje swoje ambicje.

Szybciej rozwijają się także kraje, które jeszcze niedawno pozostawały daleko w tyle. Polska zwiększyła swój wynik z 78 proc. średniej UE w 2020 roku do 81 proc. pięć lat później. Bułgaria przesunęła się w tym okresie z 57 do 68 proc., a Rumunia z 72 do 78 proc.

Francja nie traci więc bogactwa wyłącznie dlatego, że jej własna gospodarka ma problemy. Spada również dlatego, że inne państwa szybciej zwiększają produkcję, wydajność i wynagrodzenia. Kraj może nadal się rozwijać, a jednocześnie zajmować coraz słabsze miejsce, jeśli konkurenci robią postępy w wyższym tempie.

OECD spojrzało na ten proces w dłuższej perspektywie. Od 2000 do 2025 roku wzrost francuskiego PKB na osobę był znacznie słabszy niż przeciętnie w Unii, krajach OECD i Stanach Zjednoczonych. Różnica narastała powoli, dlatego przez wiele lat nie wywoływała gwałtownej reakcji politycznej.

Zbyt mało Francuzów pracuje przez całe życie zawodowe

Jedną z głównych słabości pozostaje niska liczba osób aktywnych zawodowo. W 2025 roku pracowało 69,4 proc. Francuzów w wieku od 15 do 64 lat, podczas gdy średnia OECD była o punkt procentowy wyższa. Znacznie większa różnica dzieli Francję od państw o najwyższym zatrudnieniu.

Najpoważniejsza luka dotyczy osób po sześćdziesiątce. Udział pracujących mieszkańców w wieku od 60 do 64 lat jest we Francji o 12,2 punktu procentowego niższy niż przeciętnie w OECD. Wiele osób wcześniej opuszcza rynek, pobiera świadczenia albo przez długi czas pozostaje bez zatrudnienia przed uzyskaniem prawa do emerytury.

Słabszy wynik notują również młodzi. Część z nich późno zdobywa pierwszą stałą pracę, a inni długo przechodzą pomiędzy nauką, stażami, krótkimi kontraktami i bezrobociem. Programy praktyk zawodowych poprawiły sytuację, ale nie rozwiązały całego problemu.

Każda osoba pozostająca poza zatrudnieniem oznacza nie tylko mniejszą produkcję. To także niższe wpływy ze składek i podatków oraz większe obciążenie systemu świadczeń. Przy rosnącej liczbie emerytów ten rachunek staje się szczególnie trudny.

Francuska debata często skupia się na 35-godzinnym tygodniu pracy. Ważniejsza jest jednak liczba lat spędzonych na rynku oraz udział całego społeczeństwa w tworzeniu dochodu narodowego. Nawet wysoka wydajność jednej godziny nie wystarczy, jeśli zbyt wielu obywateli rozpoczyna pracę późno albo kończy ją wcześnie.

Dodatkową trudnością jest słabnąca produktywność. Francuskie przedsiębiorstwa wolniej niż najlepsi konkurenci wykorzystują cyfryzację, automatyzację i nowe technologie. Pieniądze przeznaczane na badania nie zawsze prowadzą do powstania produktów, które można wytwarzać masowo i sprzedawać na całym świecie.

Szkoła nie przygotowuje wystarczająco dobrze do nowej gospodarki

Wyniki francuskich uczniów pogarszają się od wielu lat. W badaniu PISA z 2022 roku piętnastolatkowie zdobyli średnio 474 punkty z matematyki, choć dziesięć lat wcześniej było to 495 punktów. W czytaniu wynik obniżył się z 493 punktów w 2018 roku do 474 punktów cztery lata później.

Francja znajduje się mniej więcej w pobliżu średniej OECD, ale taki rezultat nie odpowiada ani wydatkom na szkolnictwo, ani ambicjom Republiki. Publiczna szkoła miała zapewniać możliwość awansu niezależnie od pochodzenia. Tymczasem sytuacja rodziny nadal bardzo mocno wpływa na osiągnięcia ucznia.

Słabe podstawowe umiejętności później przenoszą się na rynek pracy. Firmy przemysłowe szukają techników, operatorów, informatyków i inżynierów, lecz nie zawsze mogą znaleźć odpowiednio przygotowanych kandydatów. Braki kadrowe utrudniają otwieranie nowych zakładów oraz zwiększanie skali już istniejącej produkcji.

Francja posiada świetne uczelnie, laboratoria i szkoły inżynierskie. Potrafi kształcić ludzi tworzących najbardziej zaawansowane technologie, ale ma kłopot z podnoszeniem poziomu umiejętności całego społeczeństwa. Gospodarka potrzebuje nie tylko niewielkiej grupy wybitnych specjalistów, lecz również milionów dobrze przygotowanych pracowników.

Spadek jakości edukacji jest szczególnie groźny, ponieważ jego skutki pojawiają się z opóźnieniem. Dzisiejsze wyniki uczniów przełożą się na produktywność, wynagrodzenia i wpływy podatkowe za kilkanaście lat. Błędów popełnionych w szkole nie da się później szybko naprawić jedną ustawą gospodarczą.

Przemysł nie został zastąpiony równie mocnym źródłem wzrostu

Udział przemysłu przetwórczego we francuskiej gospodarce wynosił pod koniec 2024 roku około 10,4 proc. wartości dodanej. To znacznie mniej niż w Niemczech, które zachowały więcej fabryk, poddostawców i średnich przedsiębiorstw eksportowych. Francja przez kilka dekad przesuwała się w stronę usług, zakładając, że rozwój sektora finansowego, turystyki i nowych technologii zrekompensuje utratę produkcji.

Kraj nadal posiada potężne koncerny. Lotnictwo, energetyka, przemysł obronny, technologie kosmiczne, transport i dobra luksusowe pozostają francuskimi specjalnościami. Problem znajduje się pomiędzy wielkimi grupami a małymi firmami, ponieważ brakuje odpowiednio licznej warstwy przedsiębiorstw średniej wielkości.

Zakład przemysłowy zapewnia więcej niż same miejsca pracy. Tworzy zamówienia dla lokalnych usług, finansuje szkolenia, współpracuje ze szkołami, utrzymuje sieć dostawców i płaci podatki w regionie. Gdy znika, jego otoczenie gospodarcze często rozpada się razem z nim.

Dezindustrializacja ma również znaczenie polityczne. Mieszkańcy miast i regionów, które straciły produkcję, częściej uważają, że państwo przestało ich chronić. Poczucie opuszczenia wzmacnia poparcie dla ugrupowań obiecujących zamknięcie rynku, ograniczenie importu i odzyskanie gospodarczej suwerenności.

Powrót fabryk jest możliwy, ale wymaga stabilnej energii, wykwalifikowanych pracowników, sprawnej administracji i przewidywalnych podatków. Same dotacje nie wystarczą, jeżeli przedsiębiorstwo przez wiele lat będzie zmagało się z niedoborem kadr, skomplikowanymi zgodami i wysokimi kosztami działania. Reindustrializacja musi być stałym kierunkiem, a nie kolejnym krótkim programem.

Czterdzieści lat odkładania najtrudniejszych decyzji

W latach powojennych Francja rozwijała się dzięki młodemu społeczeństwu, odbudowie kraju, taniej energii oraz rosnącej produkcji przemysłowej. Państwo mogło jednocześnie inwestować i rozwijać ochronę socjalną, ponieważ dochody zwiększały się szybko. Ten układ zaczął się kończyć po kryzysach naftowych lat siedemdziesiątych.

Kolejne władze próbowały zachować świadczenia stworzone w okresie wysokiego wzrostu. Lewica po 1981 roku zwiększyła rolę państwa, skróciła czas pracy w ciągu życia i wprowadziła nowe prawa socjalne. Rządy prawicowe później korygowały część tych rozwiązań, ale także unikały otwartego konfliktu z wyborcami.

W rezultacie zamiast jednej wielkiej pomyłki pojawiły się setki mniejszych kompromisów. Każdy z nich pozwalał odsunąć problem o kilka lat, lecz zwiększał koszt przyszłej reformy. Deficyt stał się sposobem na pogodzenie obietnic społecznych z gospodarką, która nie rosła już tak szybko jak dawniej.

Emmanuel Macron próbował zmienić ten kierunek. Obniżył podatek płacony przez przedsiębiorstwa, uprościł część prawa pracy, zachęcał do inwestowania we Francji i rozwinął system kształcenia zawodowego. Paryż umocnił także pozycję jednego z najważniejszych europejskich ośrodków nowych technologii.

Zmiany poprawiły warunki działalności części firm, ale nie objęły całego państwa. Wydatki publiczne nadal wynoszą ponad 57 proc. PKB, a jakość niektórych usług nie nadąża za rosnącymi kosztami. Wysoki poziom finansowania nie zapobiegł problemom szkół, ochrony zdrowia, mieszkalnictwa i administracji.

Pandemia oraz kryzys energetyczny dodatkowo utrudniły reformy. Pomoc dla przedsiębiorstw i gospodarstw domowych ochroniła zatrudnienie oraz dochody, lecz została sfinansowana w dużej części nowym długiem. Państwo ponownie kupiło społeczną stabilność kosztem większych zobowiązań w przyszłości.

Kampania 2027 będzie testem wiarygodności kandydatów

Główni kandydaci różnią się w ocenie tego, co najbardziej szkodzi francuskiej gospodarce. Politycy liberalnego centrum i prawicy wskazują na podatki, wydatki, regulacje i małą liczbę pracujących. Zjednoczenie Narodowe mówi częściej o utracie produkcji, kosztach migracji, konkurencji zagranicznej i ograniczeniach wynikających z integracji europejskiej.

Lewica przedstawia inną diagnozę. Według niej problemem nie jest nadmierna obecność państwa, lecz złe rozłożenie podatków, zbyt niskie płace oraz niewystarczające inwestycje publiczne. Odpowiedzią ma być większe obciążenie najbogatszych, rozwój usług społecznych oraz państwowe wsparcie popytu.

Żaden obóz nie uniknie jednak pytania o finansowanie swoich obietnic. Nie można równocześnie obniżać podatków, zwiększać świadczeń, chronić emerytur, rozbudowywać armię i szybko zmniejszać deficytu. Kandydat, który nie pokaże pełnego rachunku, będzie jedynie przenosił koszt na następne lata.

Wybory w 2027 roku mogą więc stać się sporem o granice francuskiego modelu. Obywatele będą wybierali nie tylko pomiędzy nazwiskami, lecz także pomiędzy różnymi sposobami ratowania dobrobytu. Najtrudniejsze będzie zaakceptowanie, że każda prawdziwa reforma wymaga rezygnacji z części dotychczasowych przywilejów albo większego wysiłku ze strony społeczeństwa.

Francja posiada środki pozwalające zatrzymać gospodarcze osuwanie. Ma przedsiębiorstwa o światowym znaczeniu, energię jądrową, silny sektor obronny, dobre uczelnie, prywatne oszczędności i pracowników o wysokich kwalifikacjach. Potrzebuje jednak stabilnego planu realizowanego dłużej niż jedna kadencja.

Najgorszy scenariusz nie polega na nagłym bankructwie. Bardziej prawdopodobne jest wieloletnie pozostawanie w miejscu, gdy inne państwa będą zwiększały swoją przewagę. Francja zachowa wtedy symbole potęgi, ale będzie miała coraz mniej pieniędzy na ich podtrzymywanie.

Właśnie dlatego dyskusja o PKB na mieszkańca dotyczy czegoś większego niż jeden ranking. Jest pytaniem o to, czy Francuzi chcą ponownie oprzeć swój dobrobyt na pracy, produkcji i inwestycjach, czy nadal będą finansować obecny model za pomocą rosnącego długu. Odpowiedź może przesądzić nie tylko o wyborach w 2027 roku, lecz także o miejscu Francji w Europie następnej dekady.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać