Schwytanie Nicolasa Maduro przez siły amerykańskie nie przyniosło Wenezueli natychmiastowej demokracji. Państwem nadal kierują ludzie związani z poprzednią władzą, termin wyborów pozostaje nieznany, a odsunięta od oficjalnych negocjacji Maria Corina Machado ostrzega, że cierpliwość obywateli może się wyczerpać.
Wenezuela znalazła się w sytuacji, która jeszcze niedawno wydawała się niemożliwa. Maduro czeka na proces w Stanach Zjednoczonych, ale zbudowany przez niego system nie został rozmontowany. Waszyngton stawia na powolną zmianę i współpracuje z tymczasowymi władzami. Najpopularniejsza postać opozycji domaga się natomiast szybkiego wyznaczenia wyborów i zapowiada powrót do kraju.
Zmienił się prezydent, lecz dawna władza zachowała wpływy
3 stycznia 2026 r. amerykańskie oddziały przeprowadziły operację w Caracas, w której pojmano Nicolasa Maduro i jego żonę Cilię Flores. Oboje zostali przewiezieni do Nowego Jorku, gdzie były wenezuelski przywódca ma odpowiadać przed sądem. Dla wielu przeciwników reżimu był to koniec pewnej epoki, ale nie oznaczał przekazania państwa demokratycznej opozycji.
Obowiązki głowy państwa przejęła Delcy Rodríguez, wcześniej wiceprezydent i jedna z najważniejszych osób w otoczeniu Maduro. Jej brat Jorge Rodríguez stoi na czele parlamentu, a inni wpływowi przedstawiciele obozu chavistowskiego nadal zajmują kluczowe stanowiska. Administracja Donalda Trumpa uznała, że właśnie z tym środowiskiem można najszybciej utrzymać porządek, uruchomić gospodarkę i zapobiec walce o władzę.
Źródła obecnego kryzysu sięgają rządów Hugo Cháveza. Kraj posiada największe na świecie potwierdzone zasoby ropy, lecz przez lata zmagał się z korupcją, niewydolnością państwa, represjami oraz katastrofalną sytuacją gospodarczą. W ostatniej dekadzie Wenezuelę opuściło blisko osiem milionów ludzi. Dla wielu rodzin codziennością stały się braki podstawowych produktów, niskie zarobki i rozłąka z bliskimi żyjącymi za granicą.
Wybory prezydenckie z lipca 2024 r. nie zakończyły konfliktu. Maria Corina Machado wygrała prawybory opozycji, lecz podporządkowane władzy instytucje nie dopuściły jej do startu. Zastąpił ją Edmundo González Urrutia. Komisja wyborcza ogłosiła zwycięstwo Maduro, natomiast opozycja zebrała kopie protokołów z komisji i przekonywała, że zdecydowanie wygrał González. Protesty zostały stłumione, a część ich uczestników trafiła do więzień.
Machado stała się symbolem sprzeciwu wobec reżimu i w 2025 r. otrzymała Pokojową Nagrodę Nobla. Przez wiele miesięcy ukrywała się w Wenezueli, a następnie wydostała się z kraju, aby dotrzeć do Oslo. Po obaleniu Maduro nie wróciła jednak do Caracas i nie otrzymała miejsca w gronie osób ustalających kolejne etapy zmian.
Stany Zjednoczone najpierw chcą stabilizacji
Sekretarz stanu USA Marco Rubio przedstawił plan złożony z trzech części. Pierwsza ma zapewnić bezpieczeństwo i zapobiec chaosowi, druga dotyczy odbudowy gospodarki, natomiast trzecia powinna zakończyć się polityczną zmianą oraz wolnymi wyborami. Amerykańskie władze tłumaczą, że głosowanie przeprowadzone bez niezależnych instytucji, wolnych mediów i poprawnego spisu wyborców nie byłoby wiarygodne.
Ten sposób działania przyniósł pewne efekty. Rozpoczęto uwalnianie więźniów politycznych, ponownie otwarto kanały dyplomatyczne, a sektor naftowy zaczął odzyskiwać dostęp do zagranicznych partnerów. Nadal jednak setki osób pozostają za kratami, aparat bezpieczeństwa nie został gruntownie przebudowany, a społeczeństwo nie zna nawet przybliżonego terminu wyborów.
Sytuację dodatkowo pogorszyły dwa silne trzęsienia ziemi z 24 czerwca. Zginęły tysiące ludzi, wiele budynków w Caracas i La Guairze zostało zniszczonych, a państwo musiało skoncentrować się na ratowaniu poszkodowanych i odbudowie infrastruktury. Katastrofa stała się argumentem za współpracą ponad podziałami, ale jednocześnie dała władzom kolejny powód, aby nie przyspieszać politycznego kalendarza.
6 sierpnia w Caracas rozpoczęły się rozmowy pomiędzy przedstawicielami rządu tymczasowego i częścią opozycji. Delegacji władz przewodzi Jorge Rodríguez, a po drugiej stronie stołu zasiadła Dinorah Figuera, związana ze Zgromadzeniem Narodowym wybranym w 2015 r. Celem ma być reforma instytucji, w tym organów wyborczych i wymiaru sprawiedliwości. W negocjacjach nie uczestniczą ani Machado, ani Edmundo González Urrutia.
Maria Corina Machado domaga się daty wyborów
W rozmowie opublikowanej 12 sierpnia przez „Le Figaro” Machado podziękowała Donaldowi Trumpowi za doprowadzenie Maduro przed wymiar sprawiedliwości. Zarazem jasno zaznaczyła, że Wenezuelczycy nie mogą czekać bez końca. Jej zdaniem dopiero podanie konkretnego terminu głosowania pokaże, że okres przejściowy naprawdę prowadzi do demokracji.
Lider opozycji przypomina, że w 2024 r. około 40 proc. obywateli w kraju i poza jego granicami nie mogło zagłosować. Miliony emigrantów mają problemy z rejestracją, a wielu młodych ludzi nie znalazło się w spisach. Dlatego samo otwarcie lokali wyborczych nie wystarczy. Potrzebne są nowe zasady, niezależna kontrola liczenia głosów oraz udział Wenezuelczyków mieszkających za granicą.
Machado nie nawołuje obecnie do gwałtownego wystąpienia przeciwko władzom. Ostrzega jednak, że miesięczna inflacja pozostaje dwucyfrowa, część społeczeństwa cierpi głód, a informacje o korupcji wywołują coraz większą złość. Jeżeli ludzie nie zobaczą realnej drogi do wyborów, napięcie może wymknąć się spod kontroli. W jej ocenie kalendarz polityczny byłby więc nie tylko obietnicą demokracji, ale również zabezpieczeniem przed buntem.
Stanowisko Machado stawia Waszyngton w trudnym położeniu. Stany Zjednoczone potrzebują osób, które kontrolują administrację, armię i sektor naftowy, dlatego współpracują z Delcy Rodríguez. Jednocześnie trudno zbudować wiarygodny nowy system bez polityk, która wygrała prawybory opozycji, posiada rozbudowane struktury społeczne i cieszy się dużym poparciem wśród emigrantów.
Armia i rozliczenia mogą przesądzić o przyszłości kraju
Jedną z największych przeszkód pozostają siły zbrojne. Wenezuelska armia ma ponad dwa tysiące generałów, a część najwyższych dowódców przez lata była związana z władzą oraz korzystała z jej przywilejów. Machado twierdzi, że szeregowi żołnierze i uczciwi oficerowie cierpią z powodu kryzysu tak samo jak reszta społeczeństwa. Liczy, że w odpowiednim momencie poprą przywrócenie cywilnej kontroli nad wojskiem, choć nie ma pewności, jak duża część armii rzeczywiście byłaby gotowa zmienić stronę.
Równie trudne będzie rozliczenie przestępstw poprzedniego systemu. Ludzie dawnej władzy mogą żądać gwarancji bezpieczeństwa w zamian za zgodę na oddanie części wpływów. Ofiary represji oczekują natomiast procesów dotyczących tortur, korupcji, defraudacji pieniędzy publicznych i możliwych zbrodni przeciwko ludzkości.
Machado proponuje powołanie komisji prawdy oraz odbudowę niezależnych sądów. Zapewnia, że każdy oskarżony powinien mieć prawo do obrony, ale nie popiera automatycznego darowania win wszystkim przedstawicielom reżimu. Taki model miałby ograniczyć ryzyko politycznej zemsty, nie zamykając drogi do indywidualnej odpowiedzialności.
Powrót Machado może zmienić układ sił
Najważniejszą wiadomością z wywiadu dla „Le Figaro” jest zapowiedź rychłego przyjazdu Machado do Wenezueli. Jej obecność w kraju mogłaby ożywić opozycję, która dziś ma ograniczony wpływ na oficjalne negocjacje. Mogłaby również wywołać nowe protesty i zwiększyć presję na podanie daty wyborów.
Powrót wiąże się jednak z dużym ryzykiem. Wobec Machado prowadzone jest postępowanie, a przedstawiciele władz oskarżają ją o popieranie amerykańskiej operacji wojskowej. Nie wiadomo, czy będzie mogła swobodnie prowadzić działalność, ani jak zachowają się służby bezpieczeństwa. Także część urzędników w Waszyngtonie obawia się, że jej przyjazd w tej chwili mógłby skomplikować negocjacje.
Przyszłość Wenezueli zależy dziś od pogodzenia dwóch potrzeb. Kraj musi uniknąć chaosu i odbudować podstawowe instytucje, ale okres przejściowy nie może stać się wygodnym sposobem na odsuwanie wyborów. Jeżeli Stany Zjednoczone oraz władze w Caracas nie przedstawią wiarygodnej drogi do głosowania, usunięcie Maduro pozostanie zmianą człowieka na szczycie, a nie zmianą całego systemu.
Maria Santos-Święcicka

















