Fundacja Polska Gospodyni powstała właściwie równo z tym nowym rozdziałem w historii KGW. Koła ruszyły do przodu z wielkim entuzjazmem, ale wiele z nich, po pierwszym „róbmy coś!”, stawało przed dylematem: co robić i jak. Stworzyłam wtedy autorski projekt „Spotkanie z Gospodynią”.
Pomogło mi to, że jestem wydawczynią pisma „Gospodyni” – gazety, która ukazuje się od ponad 65 lat. Przed laty pismo to było w prawie każdym domu na wsi; do dziś słyszę, że całe roczniki leżą na strychach. Dziś „Gospodyni” znowu jest miejscem, w którym opowiadamy o kołach, o ambitnych, pracowitych kobietach, które zmieniają swoje miejscowości.
Często, gdy w towarzystwie miejskich bizneswoman pada hasło „koła gospodyń wiejskich”, widzę pobłażliwe uśmieszki. „A, to te panie od pierogów?” – słyszę. Odpowiadam: tak, od najlepszych pierogów na świecie. Ale też od archiwów społecznych, śpiewania tradycyjnych pieśni, filmów, teatru, edukacji, projektów Erasmus+, szlaków kulinarnych, ochrony dziedzictwa. Jeśli kobieta zapisała się do KGW, to znaczy, że ma pomysł i odwagę robić coś ponad swoją pracę zawodową, dom, gospodarstwo. Znajduje czas, żeby działać dla sąsiadów, wsi, dzieci. To jest energia, której wiele osób mogłoby pozazdrościć.
Fundacji Polska Gospodyni ma trzy podstawowe cele: promocja zdrowia, edukacja i rozwój przedsiębiorczości oraz aktywizacja zawodowa. Na spotkania do kół w całej Polsce jeżdżę z fizjoterapeutką, uczymy się szybkiego, zdrowego gotowania, rozmawiamy o roli liderek, o tym, jak prowadzić zespół, nie „wykończyć się” i nie spalić pomysłów. Równolegle interesują mnie kobiece historie biznesowe ze wsi: mikro i małe firmy, które ożywiają lokalną gospodarkę, zatrudniają sąsiadów, łączą tradycję z nowoczesnością.
Od maja do października 2019 r. realizowaliśmy projekt „Wspólnie o Funduszach Europejskich”: dwanaście spotkań w kilku województwach, odpowiedzi na pytania o to, co finansować, czym jest Baza Usług Rozwojowych, jak działa „Dostępność plus”. Chodziło nie tylko o informacje, ale i o zbadanie, jaką wiedzę mieszkańcy mają i czego potrzebują.
W kołach dzieją się rzeczy piękne i różnorodne. Jedne w ogóle nie gotują, ale mają za to zespoły śpiewacze, nagrywają filmy i pieśni (znam takie koło w Wyrykach, od lat koncertują jako Swańki z Wyryk). Z inicjatywy Koła Gospodyń Wiejskich w Sitawce powstała galeria kilkunastu deskali, stworzonych przez znanego artystę Arkadiusza Andriejkowa, który przeniósł na deski starych stodół i domów stare fotografie, na których uwieczniona jest historia wsi. Znam też kronikarkę z Ułęża, szefową miejscowego koła gospodyń wiejskich, która dzień po dniu zapisuje życie swojej wsi. To wymaga pomysłu i determinacji i te kobiety to mają. Są koła gospodyń miejskich (np. we Włodawie), są koła „gospodyń i gospodarzy” (lubelskie tradycje krzczonowskie pielęgnowane z dumą w Krzczonowie). Niezależnie od miejsca, rośnie kapitał społeczny: atmosfera, w której życie wsi staje się ciekawsze, bogatsze, bardziej wspólnotowe.

W ostatnim czasie postanowiłam przenieść ideę zrzeszania się kobiet za granicę. W 2025 roku rozpoczęłyśmy projekt „Koło gospodyń wiejskich na litewskiej ziemi”, by przypomnieć Wileńszczyźnie o przedwojennej tradycji kobiecego ruchu społecznego i przywrócić ją w nowoczesnej formie. Z litewskimi entuzjastkami pojechałyśmy na Podlasie, w okolice Ostródy (Lubajny) i do Kościeliska. Zobaczyłyśmy trzy różne koła i trzy różne modele działania: filmy o obrzędach i zwyczajach, aktywność, teatr dla sąsiadów. To robi wrażenie i daje gotowy zestaw inspiracji. Podpisałyśmy list intencyjny; na Litwie powstają pierwsze grupy działające „jak KGW”, choć nie mają takiej ustawy jak w Polsce. Rozmawiałyśmy w Parlamencie Litewskim o tym, by zacząć myśleć o rozwiązaniach systemowych.
Fundacja działa od 2019 roku – sześć lat to niby niewiele, ale ruch jest ogromny. Wystarczy zajrzeć do ogólnodostępnego rejestru ARiMR: około 18 tysięcy zarejestrowanych kół. A ja jadę dalej ze „Spotkaniem z Gospodynią”: uczę, łączę, wzmacniam. I powtarzam dziewczynom: Bądźcie dumne. Jesteście strażniczkami kulinarnego dziedzictwa i żywego muzeum tradycji, ale nie zatrzymujcie się na tym. Działajcie w kulturze, edukacji, przedsiębiorczości, w cyfrowym świecie. Nie ulegajcie drwinom o „paniach od pierogów”. Bo jeśli nie wy, to co, naszym „narodowym daniem” zostanie kebab?
Alina Kuźmina, wiceprezeska Fundacji Polska Gospodyni
















