Kiedy w 2018 roku powstawało Miedziowe Stowarzyszenie Przedsiębiorczości, miałyśmy już za sobą kilka lat nieformalnego działania. Najpierw po prostu pomagałyśmy osobom prowadzącym jednoosobowe działalności gospodarcze. Potem przyszedł pomysł, by to zorganizować, a ponieważ same prowadziłyśmy działalność, bardzo szybko zrozumiałyśmy, że nie damy rady utrzymać stowarzyszenia, jeśli oprzemy się tylko na grantach. Wiedziałyśmy, że potrzebujemy działalności odpłatnej, że musimy mieć „background przedsiębiorczy”, żeby to wszystko miało sens.
Byłyśmy organizacją, która dość szybko dostała dwa duże granty i wtedy mogłoby się wydawać, że będzie już tylko z górki. A potem po tych grantach długo, długo nie przyszło nic. I gdyby nie to, że miałyśmy doświadczenie biznesowe, wiedziałyśmy, jak to zrobić, żeby przetrwać prowadząc działalność odpłatną. Gdyby nie to, gdyby nie chęć nauczenia się, jak to robić dobrze, pewnie byśmy tego kryzysu nie przetrwały. Przekonanie o tym, że trzeba łączyć misję z myśleniem o finansach, jest więc z nami od początku.
Bardzo nie lubimy myślenia, że organizacja ma działać tylko na zasadzie wolontariatu. Uważamy, że jeżeli będzie takie podejście, organizacji będzie mało, będą działały słabo jakościowo, a ludzie będą się wypalać i odchodzić.
Ze wszystkich raportów jasno wynika, że w organizacjach działają głównie kobiety, bo mają w sobie dużo poczucia misji. Ale nawet największa misja ma swoje granice, kiedy codzienne życie, czyli dzieci, dom, praca zarobkowa, upomina się o swoje. Wiele z tych kobiet, które działają, pracuje też zawodowo.
Dlatego kluczowe dla nas jest mówienie o tym, że organizacja nie może działać tylko grantowo i że powinna wynagradzać osoby, które dla niej pracują. Oczywiście wszystko w ramach działań statutowych, zgodnie z ustawą o działalności pożytku publicznego i wolontariacie, ale z dbałością o to, że jeżeli ktoś jest specjalistą i ma robić dobre rzeczy w lokalnej społeczności, to jeśli będzie działał tylko wolontaryjnie, to prędzej czy później pójdzie do pracy zarobkowej, będzie miał inne priorytety. To jest oczywiste, choć z naszych obserwacji wynika, że bardziej oczywiste w dużych miastach.
My działamy poza dużymi ośrodkami, naszym celem jest docieranie do organizacji z małych miejscowości i Kół Gospodyń Wiejskich. Na tym oparłyśmy nasz ostatni projekt, bo to, co jest oczywiste w Warszawie czy miastach wojewódzkich, w ogóle nie ma przełożenia na miasta powiatowe. Oczywiście generalizujemy, nie mówimy o stu procentach organizacji, często jednak spotykamy się wręcz z oburzeniem, kiedy mówimy, że organizacja może prowadzić działalność odpłatną. Społeczność w ogóle tego nie rozumie. A jednocześnie, jeśli trafiamy do jakiegoś lidera albo liderki, którzy już mieli okazję uczestniczyć w konferencji albo na spotkaniach na ten temat i wiedzą, że można trochę inaczej, widzimy, że często czują się wykorzystywani i traktowani niesprawiedliwie. Z naszymi projektami trafiamy właśnie do tych osób.
W projekcie mamy na przykład spotkanie w jakiejś miejscowości, a potem kolejne spotkania online, gdzie możemy tych ludzi wspierać, pomagać im rozwiązywać to, z czym mierzą się w swoich społecznościach i organizacjach. Oferujemy konsultacje strategiczne, m.in. pomoc w stworzeniu choćby planu działania na początek. Dzięki temu mają wyznaczone konkretne kroki, słyszą też od innych organizacji, że „to się da”. Dla jednych to jest plan, dla innych już strategia, bo są organizacje, dla których sam fakt, że coś jest zapisane i ułożone, to ogromny krok do przodu.
Zgłasza się do nas też sporo osób, które działają w organizacjach, ale czują, że są na granicy wykorzystania i chcą zakładać własne NGO. Ci ludzie mają poczucie misji społecznej, mają fajne pomysły, które chcą realizować, ale nie chcą robić tego pod dotychczasowym szyldem, bo nie dość, że nie są wynagradzani, to ich pomysły są „okrajane” i nie są realizowane tak, jak by chcieli. Tacy ludzie szukają pomysłów i inspiracji, jak to robić z głową, żeby dobrze czuć się w tym, co robią.
Mówi się potocznie, że ludzie z trzeciego sektora są trochę z innej gliny, że to osoby, które naprawdę bardzo chcą być w porządku wobec świata. Z drugiej strony czują jednak, że świat nie jest do końca w porządku wobec nich, a chcą pozostać fair. Takie osoby potrzebują wsparcia, pomocy w znalezieniu pomysłu na to, jak dalej robić dobre rzeczy, a jednocześnie zadbać o siebie.
Nasze mastermindy mają niesamowitą moc, bo spotykają się ludzie, którzy chcą działać i mają różne pomysły, ale chcą się tym dzielić. Wymieniają się informacjami o tym, co im wyszło, co nie wyszło, ale też przychodzą z tym, z czym sobie nie radzą. Grupa wspiera ich w pokonaniu trudności i wyzwań, a my, jako osoby prowadzące wchodzimy trochę w rolę mentorek, bo zawsze jesteśmy na tych spotkaniach.
Na takich spotkaniach raczej nie jesteśmy „miłe” w takim rozmytym sensie, ale po prostu bardzo merytoryczne. Początkowo może to budzić opór, ale potem słyszymy, że to, że byłyśmy krytyczne, pobudziło myślenie i wprowadziło realną, konstruktywną pracę i jakąś zmianę. Zainteresowanie tymi szkoleniami jest naprawdę bardzo duże. W jednym z projektów mamy tzw. weekend strategiczny, czyli szkolenie wyjazdowe w pigułce. Początkowo podchodziłyśmy do tego z dystansem, bo wydawało nam się, że ludziom nie będzie się chciało wyjeżdżać z domu na cały weekend. Tymczasem okazało się, że mamy „nadprogramowe” chętne organizacje, a ponieważ udało nam się wynegocjować tańsze noclegi, mogłyśmy przyjąć więcej grup, niż planowałyśmy. Bardzo nas cieszy takie zainteresowanie. Być może zadziałało to, że fajnie jest po prostu wyjechać, a przy okazji zrobić coś sensownego dla swojej organizacji. Tak czy inaczej, ta forma naprawdę działa.
Każdy nasz projekt poddajemy solidnej ewaluacji nie tylko po to, żeby się rozliczyć, ale przede wszystkim po to, żeby zobaczyć, co jest dobre, a nad czym trzeba popracować. Na spotkaniach pokazujemy ludziom mapę trendów, by pokazać zmiany, które są przebadane i prędzej czy później nastąpią w danym obszarze. To narzędzie jest bardzo przydatne, jeśli organizacja chce tworzyć strategię, bo musi patrzeć nie tylko na to, co jest „tu i teraz”, ale też czego będą potrzebować jej beneficjenci za kilka lat. To można badać.
Bardzo często po takich spotkaniach słyszymy, że to było zupełnie inne doświadczenie niż większość szkoleń, na których byli. To też wynika z naszych charakterów. Obie jesteśmy konkretne i zależy nam, żeby ludzie po spotkaniach z nami wychodzili z konkretnymi narzędziami. Dla jednych to super, dla innych bywa męczące, bo część osób lubi spotkania bardziej „relacyjne”. My oczywiście też mamy przerwy na kawę, rozmawiamy, dopytujemy, co się dzieje w organizacjach, ale bardzo mocno kładziemy nacisk na to, żeby uczestnicy wychodzili z jakąś zmianą myślenia, inspiracją czy planem. Robimy to też dlatego, że słyszymy od ludzi, że właśnie tego im brakuje.
Bardzo wyraźnie widzimy też, jak wiele złego dzieje się, kiedy kobieta nie jest w żaden sposób niezależna finansowo. Nie mówimy tu o zarabianiu dziesięciu tysięcy miesięcznie, tylko o tym, że jeżeli w ramach organizacji zarobi na umowę zlecenia choćby 500 zł, to w swoim związku ma już inną pozycję negocjacyjną. Dlatego tak mocno mówimy o działalności odpłatnej i o wynagrodzeniach. W organizacjach są przecież głównie kobiety, a my chcemy, żeby wiedziały, że ich praca ma wartość i dlatego jeździmy po małych miejscowościach, mówimy o pieniądzach, uczymy, jak budować finansowanie.
Druga nasza „noga” to wspieranie mikro przedsiębiorców, którym pokazujemy, jak działać mądrze, jak korzystać z narzędzi sztucznej inteligencji, jak planować strategie biznesowe.
Jesteśmy też edukatorkami przyrody. Zabieramy dorosłych i dzieci w przyrodę na warsztaty z budowania odporności psychicznej. To się bardzo przekłada na odwagę w podejmowaniu decyzji, także u dorosłych. Nikt nie da gwarancji, że to, co zrobisz, będzie sukcesem, ale możesz spróbować. Mamy swoje hasło: „nie mów nie, dopóki nie spróbujesz”. Mówimy to dzieciom w terenie, ale też dorosłym. Możesz powiedzieć, że coś nie jest dla ciebie, że nie masz kompetencji, że się boisz, ale dopiero wtedy, kiedy zrobisz choć najmniejszy krok, żeby spróbować. My jesteśmy po to, żeby towarzyszyć w tym kroku. Nie zrobimy tego za ciebie, ale damy „wędkę”, stworzymy bezpieczne warunki, żebyś mógł czy mogła poćwiczyć. W naszych projektach takie działania idą dwutorowo: z jednej strony wzmacniamy odporność psychiczną, a z drugiej strony budujemy relacje w klasach.
Staramy się też, żeby nasze zajęcia, bo ten obszar w naszej organizacji to działania płatne, były mimo tego szeroko dostępne. To my dojeżdżamy do szkoły, żeby jak największa liczba dzieci mogła wziąć udział, a jeśli odpada transport, koszt może być dużo niższy. Jeśli jednak kogoś nie stać, bierzemy to dziecko za darmo. To właśnie ten moment, który daje nam ogromną satysfakcję.
Naszą organizację prowadzimy we dwie. Mamy osoby, które nas wspierają: księgową, asystentkę pomagającą w komunikacji, reklamie, rekrutacjach, ale projekty piszemy raczej na takie działania, które jesteśmy w stanie zrealizować same i na temat, na których się znamy.
Karolina Duchińska i Joanna Szyniec-Mazur
Miedziowe Stowarzyszenie działa w Głogowie, siedziba mieści się przy ul. Budowlanych 15, 67-200 Głogów. Można się skontaktować mailowo: kontakt@miedziowestowarzyszenie.pl.
















