Czym właściwie jest dziś Rozwój Plus?
Rozwój Plus nie jest już wyłącznie stowarzyszeniem ani nieformalnym otoczeniem byłego premiera. W Sejmie funkcjonuje Klub Parlamentarny Rozwój Plus, który według oficjalnych danych tworzy 40 posłów. To liczba wystarczająca, aby zabierać głos w najważniejszych debatach, zgłaszać własne inicjatywy i budować rozpoznawalność jeszcze przed rozpoczęciem oficjalnej kampanii wyborczej.
Na czele klubu stoi Mateusz Morawiecki. Były szef rządu ma już więc zarówno organizacyjne zaplecze, jak i parlamentarną reprezentację. W polskich warunkach jest to przewaga, której zazwyczaj nie posiadają nowo powstające partie.
Rozwój Plus może dzięki temu ominąć najtrudniejszy etap rozwoju politycznego, czyli wielomiesięczną walkę o samo zaistnienie w świadomości społecznej. Ugrupowanie nie musi najpierw tłumaczyć wyborcom, kim jest jego lider i czy jego ludzie potrafią uczestniczyć w sprawowaniu władzy. Morawiecki oraz znaczna część jego współpracowników przeszli już test zarządzania państwem.
Dlaczego nie należy uważać tego projektu za krótkotrwały bunt?
Rozłamy partyjne często kończą się utworzeniem niewielkich środowisk, których działalność wygasa przed następnymi wyborami. W przypadku Rozwoju Plus punkt startowy jest jednak zupełnie inny. Za inicjatywą stoją parlamentarzyści, byli ministrowie, samorządowcy, specjaliści od gospodarki i administracji oraz politycy rozpoznawalni poza własnymi okręgami.
Ryszard Terlecki uważa, że wypchnięcie grupy Morawieckiego z Prawa i Sprawiedliwości było błędem popełnionym w szczególnie niekorzystnym momencie. PiS już wcześniej mierzył się ze spadkiem poparcia, a kampania prowadzona wokół Przemysława Czarnka nie zdołała przywrócić partii dawnej dynamiki. Zamiast otwarcia się na nowe środowiska doszło do ograniczenia politycznej różnorodności wewnątrz ugrupowania.
Nowa formacja może teraz przejąć tę część politycznej przestrzeni, z której PiS świadomie zrezygnował. Nie musi przy tym przedstawiać się jako anty-PiS. Jej ambicją może być zbudowanie szerszej centroprawicy, która po wyborach będzie zdolna do współpracy z różnymi środowiskami zainteresowanymi odsunięciem obecnego rządu.
Który wynik sondażowy daje Morawieckiemu najwięcej powodów do optymizmu?
Szczególnie obiecujące były pomiary, w których Rozwój Plus otrzymywał od 7 do niemal 8 proc. poparcia. IBRiS w badaniu dla Polsat News przyznał ugrupowaniu Morawieckiego 7,8 proc. głosów. W innym pomiarze tej pracowni, przygotowanym dla „Rzeczpospolitej”, nowy projekt osiągnął 7,4 proc.
Równie interesujący rezultat przyniosło badanie United Surveys przeprowadzone pod koniec lipca. Rozwój Plus uzyskał w nim 7,5 proc., co po przeliczeniu głosów oznaczało 31 miejsc poselskich. Byłaby to reprezentacja pozwalająca skutecznie uczestniczyć w rozmowach o przyszłym rządzie, a nie jedynie zaznaczać obecność w parlamencie.
Kolejny sondaż United Surveys wskazał 6,8 proc. i 29 mandatów. Poszczególne pomiary różnią się między sobą, ale ich najbardziej optymistyczne warianty potwierdzają, że Morawiecki może stworzyć znaczącą partię parlamentarną. Osiągnięcie takiego pułapu na długo przed przedstawieniem ostatecznego programu i list kandydatów należy uznać za dobry początek.
Czy sondażowe 7–8 proc. wyznacza górną granicę możliwości?
Nie. Wyniki uzyskiwane obecnie pokazują raczej minimalny kapitał, z którym formacja rozpoczyna działalność, niż jej docelową wielkość. Do głosowania pozostało ponad dwanaście miesięcy, a większość obywateli nie zna jeszcze pełnej oferty Rozwoju Plus.
Badania mierzące szerszą gotowość poparcia przynosiły znacznie wyższe wartości. Według SW Research 16,7 proc. ankietowanych deklarowało możliwość zagłosowania na partię byłego premiera, a ponad jedna piąta nie miała jeszcze sprecyzowanej opinii. Inny pomiar potencjału wskazywał rezultat dochodzący do 18,8 proc.
Dodatkowo 32 proc. uczestników badania Pollster uznało, że Morawiecki powinien powołać własną formację. Nie wszyscy spośród tych ludzi staną się jej wyborcami, ale taka skala społecznej akceptacji dowodzi, że pomysł nie napotyka bariery ograniczającej go do wąskiego kręgu dawnych działaczy PiS.
Droga od zainteresowania do oddania głosu wymaga czasu, struktur i przekonującego programu. Wszystkie te elementy mogą zostać zbudowane przed wyborami. Jeżeli Rozwój Plus wykorzysta choć część istniejącej rezerwy, jego ostateczny rezultat może wyraźnie przewyższyć dzisiejsze notowania.
Czy 30 posłów mogłoby przesądzić o tym, kto będzie rządził?
Tak, szczególnie przy obecnym rozdrobnieniu sceny politycznej. Przyszły Sejm może składać się z kilku średnich ugrupowań, z których żadne nie będzie zdolne do samodzielnego utworzenia gabinetu. Wtedy znaczenie będzie miała nie tylko kolejność partii, lecz przede wszystkim zdolność zebrania co najmniej 231 głosów.
W sierpniowej symulacji opartej na badaniu United Surveys Koalicja Obywatelska i Lewica otrzymywały razem 218 mandatów. Dotychczasowy obóz rządzący tracił zatem większość. Szeroko rozumiana opozycja prawicowa, obejmująca PiS, Rozwój Plus oraz oba nurty Konfederacji, dysponowała 242 miejscami.
Taki rozkład nie oznaczałby automatycznego zawarcia porozumienia, ale stwarzałby szansę na zmianę władzy. Bez parlamentarzystów Morawieckiego utworzenie stabilnej większości mogłoby być znacznie trudniejsze. Z nimi możliwe stałoby się rozpoczęcie rozmów o programie nowego rządu.
Rozwój Plus mógłby pełnić w tych negocjacjach funkcję łącznika pomiędzy PiS a bardziej umiarkowanymi wyborcami i parlamentarzystami. Jego obecność zwiększa liczbę dostępnych wariantów, a jednocześnie daje potencjalnej większości zaplecze osób znających mechanizmy administracji.
Dlaczego Morawiecki może być potrzebny przyszłemu rządowi?
Były premier wyróżnia się na tle liderów nowych partii doświadczeniem zdobytym na najwyższym szczeblu władzy wykonawczej. Kierował Radą Ministrów, uczestniczył w posiedzeniach Rady Europejskiej, prowadził rozmowy z najważniejszymi sojusznikami Polski i podejmował decyzje w okresie kilku nakładających się kryzysów.
Przyszły obóz rządzący będzie potrzebował ludzi przygotowanych do natychmiastowego objęcia odpowiedzialności za finanse, obronność, energetykę, inwestycje i politykę europejską. Środowisko Rozwoju Plus może zaoferować kadry posiadające wiedzę o funkcjonowaniu ministerstw oraz instytucji centralnych. Jest to istotny atut wobec ugrupowań, które zdobywają wysokie poparcie, ale nigdy nie odpowiadały za całość polityki państwa.
Morawiecki może również reprezentować modernizacyjny nurt prawicy. Rozwój infrastruktury, energetyka jądrowa, innowacje, cyfrowe usługi publiczne, zwiększanie produktywności przedsiębiorstw i odbudowa przemysłu pozwalają stworzyć opowieść skierowaną ku przyszłości. Taki program może interesować ludzi, których nie przekonuje polityka oparta wyłącznie na sporach historycznych i personalnych.
Skąd mogą napłynąć kolejni wyborcy?
Pierwszym naturalnym zapleczem są dotychczasowi sympatycy PiS poszukujący spokojniejszej, bardziej gospodarczej i nastawionej na skuteczność propozycji. Wielu z nich nie chce przechodzić do Konfederacji, ale jednocześnie oczekuje od prawicy odnowienia języka, kadr i sposobu komunikowania się ze społeczeństwem.
Drugi kierunek ekspansji stanowią byli wyborcy Trzeciej Drogi. W 2023 roku część z nich poparła PSL i Polskę 2050, licząc na centrową alternatywę wobec dwóch największych ugrupowań. Po wejściu obu partii do koalicji Donalda Tuska ich samodzielność stała się znacznie mniej widoczna, a obecne sondaże pokazują głęboki odpływ poparcia.
Trzecią grupą są ludzie głosujący poprzednio na Koalicję Obywatelską przede wszystkim dlatego, że chcieli zakończenia rządów PiS. Nie muszą być na trwałe związani z liberalną lewicą. Jeżeli oceniają działania gabinetu Tuska krytycznie, mogą zainteresować się partią, która zachowuje centroprawicową tożsamość, ale nie jest prostą rekonstrukcją dawnego PiS.
Rozwój Plus może szukać poparcia także wśród przedsiębiorców, specjalistów, młodych rodzin i mieszkańców dużych miast. Morawiecki posiada język gospodarczy oraz doświadczenie w kontaktach z biznesem, dzięki czemu może przedstawiać ofertę szerszą niż typowy program partii konserwatywnej.
Czy nowa partia musi odbierać głosy wyłącznie PiS?
Nie, choć w pierwszym okresie część jej elektoratu naturalnie będzie pochodzić z dawnego obozu Zjednoczonej Prawicy. Początkowe przepływy nie rozstrzygają jednak o tym, jak będzie wyglądała struktura poparcia za rok. Kampania może poszerzyć zasięg formacji poza wyborców, którzy już dziś śledzą wewnętrzne spory po prawej stronie.
Największym sukcesem Morawieckiego byłoby zdobycie głosów wcześniej pozostających poza zasięgiem PiS. Jeżeli potrafi zainteresować umiarkowane centrum, wspólny wynik obu partii może okazać się wyższy niż rezultat jednego, coraz bardziej zamkniętego ugrupowania.
Ryszard Terlecki właśnie w tym dostrzega szansę nowego projektu. Jego zdaniem Rozwój Plus powinien odwoływać się do tradycji odpowiedzialnej prawicy, która łączy przywiązanie do polskiej suwerenności z ambicją gospodarczą i zdolnością zarządzania. Nie chodzi zatem o mechaniczne podzielenie istniejącego elektoratu, lecz o dotarcie do ludzi oczekujących innej politycznej oferty.
Jaką rolę w projekcie odgrywa Ryszard Terlecki?
Ryszard Terlecki należy do najbardziej doświadczonych parlamentarzystów związanych obecnie z klubem Rozwój Plus. Przez lata znajdował się w ścisłym kierownictwie PiS, kierował klubem parlamentarnym i pełnił funkcję wicemarszałka Sejmu. Zna więc zarówno mocne strony dawnego obozu prawicy, jak i mechanizmy, które doprowadziły do jego obecnego podziału.
Jego poparcie dla Morawieckiego jest ważne, ponieważ utrudnia przedstawianie Rozwoju Plus jako środowiska pozbawionego korzeni w tradycji PiS. Terlecki nie jest politykiem przypadkowo przyłączonym do nowej inicjatywy. Reprezentuje część historycznego zaplecza partii, która uznała, że dalszy rozwój wymaga otwarcia nowego etapu.
Jednocześnie autor nie ukrywa krytycznej opinii o decyzjach podjętych przez dotychczasowe kierownictwo. Według niego próba wymuszenia pełnej lojalności zamiast zaakceptowania różnorodności doprowadziła do niepotrzebnego osłabienia całego środowiska. Rozwój Plus ma być odpowiedzią na ten strategiczny błąd.
Czy Konfederacja może zastąpić Morawieckiego w walce o władzę?
Oba ugrupowania wywodzące się z Konfederacji osiągają łącznie wysokie wyniki, ale sama popularność nie rozwiązuje problemu przygotowania do rządzenia. Ryszard Terlecki podaje w wątpliwość możliwość stworzenia przez te środowiska wspólnego i wykonalnego programu państwowego. Przypomina, że protest wyborczy nie jest tym samym co odpowiedzialność za budżet, armię, dyplomację czy system ochrony zdrowia.
Rozwój Plus może uzupełnić prawicową większość o kompetencje wykonawcze i bardziej pragmatyczne podejście. Formacja Morawieckiego nie musi zwalczać Konfederacji, ale może wobec niej pełnić rolę stabilizującą. W przyszłych negocjacjach jej przedstawiciele byliby przygotowani do oceny, które propozycje da się przełożyć na realną politykę.
Taki układ wzmacnia szanse na utworzenie rządu zdolnego nie tylko wygrać głosowanie nad wotum zaufania, lecz również funkcjonować przez całą kadencję. Partie radykalne mogą zapewniać część mandatów, jednak to środowisko posiadające doświadczenie państwowe może decydować o jakości nowego gabinetu.
Czego Donald Tusk może obawiać się najbardziej?
Największym problemem premiera nie jest wyłącznie poziom poparcia dla Koalicji Obywatelskiej. Trudniejsza okazuje się sytuacja mniejszych uczestników obecnego układu. PSL i Polska 2050 regularnie otrzymują wyniki, które nie zapewniają im miejsc w Sejmie, a utrata ich mandatów może odebrać władzy możliwość dalszego rządzenia.
Dlatego w obozie Donalda Tuska powraca koncepcja połączenia list. Informacje o rozmowach z Władysławem Kosiniakiem-Kamyszem pokazują, że kierownictwo KO szuka formuły zabezpieczającej głosy ludowców. Według relacji Terleckiego przedmiotem rozmów miała być nawet propozycja dwunastu pierwszych miejsc na listach dla PSL, choć nie ogłoszono takiego porozumienia publicznie.
Powstanie Rozwoju Plus dodatkowo komplikuje strategię premiera. Morawiecki może pozyskiwać ludzi rozczarowanych rządem, którzy jednocześnie nie chcą głosować na PiS, Mentzena ani Brauna. To właśnie taki elektorat może rozstrzygnąć przyszłe wybory.
Czy Morawiecki ma szansę ponownie zostać premierem?
Na obecnym etapie byłoby zbyt wcześnie, aby przesądzać obsadę stanowisk po wyborach. Nie należy jednak wykluczać żadnego wariantu. Jeżeli Rozwój Plus osiągnie wynik zbliżony do górnych poziomów pokazywanych w badaniach potencjału, pozycja negocjacyjna jego lidera będzie bardzo silna.
Możliwe jest również inne rozwiązanie, w którym Morawiecki nie obejmuje funkcji premiera, ale jego ugrupowanie staje się jednym z fundamentów przyszłego gabinetu. Ludzie Rozwoju Plus mogliby odpowiadać za gospodarkę, energetykę, rozwój, cyfryzację, inwestycje albo politykę europejską. Byłby to realny udział we władzy, pozwalający wpływać na kierunek państwa.
Sam Morawiecki podkreślał, że spór nie powinien dotyczyć wyłącznie stanowisk. Najważniejsze pozostaje stworzenie większości zdolnej odsunąć obecną ekipę i przedstawić program na kolejną dekadę. Takie podejście może ułatwić rozmowy z przyszłymi partnerami.
Kiedy będzie można wiarygodniej ocenić siłę Rozwoju Plus?
Pierwszym istotnym terminem będzie jesień 2026 roku. Październikowa konwencja ma pokazać program, ludzi i skalę organizacyjną inicjatywy. Dopiero późniejsze sondaże pozwolą ustalić, czy sympatia wobec Morawieckiego zaczyna przekształcać się w trwalszą identyfikację partyjną.
Następnym sprawdzianem stanie się budowa struktur w poszczególnych okręgach. Ogólnokrajowy wynik nie wystarczy, jeżeli formacja nie przedstawi mocnych kandydatów poza największymi miastami. Obecność czterdziestu posłów daje jednak podstawę, na której można tworzyć regionalne organizacje.
Najważniejsza faza rozpocznie się dopiero w 2027 roku. Wtedy wyborcy zaczną traktować sondaże jako realną zapowiedź składu następnego Sejmu, a nie wyłącznie ocenę bieżących sporów. Rozwój Plus ma więc jeszcze wiele miesięcy na zwiększanie poparcia, poprawianie programu i przekonywanie ludzi dotąd niezdecydowanych.
Dlaczego optymizm Ryszarda Terleckiego może być uzasadniony?
Projekt Morawieckiego posiada jednocześnie kilka cech niezbędnych do odniesienia sukcesu: znanego lidera, klub parlamentarny, ludzi z doświadczeniem rządowym, wyrazistą wizję gospodarczą oraz wyniki sondażowe pozwalające myśleć o wejściu do Sejmu. Do tego dochodzi przestrzeń pozostawiona przez słabnące centrum i coraz bardziej radykalizującą się konkurencję na prawicy.
Nie wiadomo jeszcze, czy Rozwój Plus zdobędzie 6, 10 czy kilkanaście procent. Wiadomo natomiast, że wynik wyborów nie jest rozstrzygnięty, a obecny rząd nie posiada gwarancji utrzymania większości. Ponad rok przed głosowaniem nowa partia Morawieckiego znalazła się już w gronie podmiotów uwzględnianych w każdej poważnej analizie przyszłego parlamentu.
Jeżeli optymistyczne sondaże znajdą potwierdzenie przy urnach, Rozwój Plus może uczestniczyć w tworzeniu gabinetu zastępującego rząd Donalda Tuska. Byłby to powrót Mateusza Morawieckiego do centrum władzy w zupełnie nowej roli: lidera samodzielnego środowiska, bez którego nie da się zbudować większości.
Przed wyborcami jeszcze długi okres obserwowania wszystkich partii. Ten czas może działać na korzyść ugrupowania, które dopiero pokaże pełnię swoich możliwości. Najważniejsza dla Rozwoju Plus wiadomość brzmi dziś zatem następująco: żadna droga nie jest zamknięta, a walka o przyszły rząd dopiero się rozpoczyna.
Kazimierz Olejnik

















