kto pokona Marine Le Pen

Kto pokona Marine Le Pen? Prawica i centrum mają kolejne pomysły

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Francuzi wybiorą nowego prezydenta wiosną 2027 r., a Emmanuel Macron nie może już ubiegać się o kolejną kadencję. Marine Le Pen prowadzi w sondażach, podczas gdy Édouard Philippe, Gabriel Attal i Bruno Retailleau walczą o podobnych wyborców. Prawica i centrum coraz częściej mówią o wystawieniu jednego kandydata, ale żaden z pretendentów nie zamierza jako pierwszy zrezygnować.

Francuzi wybiorą następcę Emmanuela Macrona wiosną 2027 r. Obecny prezydent kończy drugą kolejną kadencję i zgodnie z konstytucyjnym ograniczeniem nie może ponownie wystartować. Po raz pierwszy od 2017 r. wybory odbędą się więc bez urzędującego prezydenta ubiegającego się o reelekcję, co otwiera drogę do Pałacu Elizejskiego całemu pokoleniu polityków czekających dotąd na zakończenie epoki Macrona.

Francuskie wybory prezydenckie są przeprowadzane w dwóch turach: 18 kwietnia i 2 maja 2027 roku. Jeżeli żaden z kandydatów nie zdobędzie w pierwszym głosowaniu ponad połowy ważnie oddanych głosów, do rozstrzygającego pojedynku przechodzi dwóch polityków z najlepszymi wynikami. Zwycięzcą zostaje ten, kto w drugiej turze otrzyma więcej głosów, niezależnie od tego, jak niewielką przewagę osiągnął wcześniej nad kandydatem zajmującym trzecie miejsce.

Ten mechanizm powoduje, że pierwsza tura nie jest jedynie przeglądem politycznych preferencji Francuzów. To bezwzględna eliminacja, w której nawet silny obóz może wypaść z dalszej rywalizacji, jeżeli podzieli głosy pomiędzy zbyt wielu kandydatów. Właśnie przed takim scenariuszem stoją obecnie francuska centroprawica, środowisko skupione wcześniej wokół Emmanuela Macrona oraz Republikanie.

Najsilniejszą pozycję przed rozpoczęciem decydującej fazy kampanii zajmuje Marine Le Pen. Liderka Zjednoczenia Narodowego startowała już w wyborach prezydenckich w 2012, 2017 i 2022 r., a podczas dwóch ostatnich kampanii wchodziła do drugiej tury. W 2026 r. pozostaje faworytką pierwszego głosowania, zaś jej partia może liczyć na zdyscyplinowany elektorat i rozbudowane struktury lokalne.

Po lewej stronie najważniejszym kandydatem pozostaje Jean-Luc Mélenchon, przywódca Francji Nieujarzmionej, który w 2022 r. zajął trzecie miejsce i stracił do Marine Le Pen niewiele ponad 421 tys. głosów. O umiarkowanych wyborców lewicy zabiega Raphaël Glucksmann, założyciel Place Publique. Ich rywalizacja oznacza, że również lewa strona francuskiej sceny politycznej może przystąpić do pierwszej tury podzielona.

Najwięcej kandydatów pojawia się jednak w szerokiej przestrzeni pomiędzy liberalnym centrum a tradycyjną prawicą. O Pałac Elizejski zabiegają dwaj byli premierzy Emmanuela Macrona, Édouard Philippe i Gabriel Attal, a własną kampanię prowadzi także lider Republikanów Bruno Retailleau. Każdy z nich uważa, że reprezentuje nurt zdolny zarówno wejść do drugiej tury, jak i zbudować większość przeciwko Marine Le Pen.

Dlaczego kilka kandydatur może pomóc Marine Le Pen

Z punktu widzenia Marine Le Pen obecny układ jest korzystny. Jej konkurenci walczą nie tylko z kandydatką Zjednoczenia Narodowego, ale przede wszystkim między sobą, próbując zająć pierwsze miejsce w obozie prawicy i centrum. Nawet jeśli łączne poparcie dla Philippe’a, Attala i Retailleau byłoby wysokie, o wyniku decydować będą osobne rezultaty każdego z nich.

Badanie Ipsos z czerwca 2026 r. pokazało, jak silnie kandydatury Édouarda Philippe’a i Gabriela Attala oddziałują na siebie. Gdy obaj znajdowali się na liście, Philippe otrzymywał od 13 do 14,5 proc., a Attal od 8,5 do 9,5 proc. Po usunięciu jednego z nich poparcie dla pozostającego kandydata wyraźnie rosło, co sugeruje, że rywalizują oni o znaczną część tego samego elektoratu.

Bruno Retailleau zajmuje nieco inną pozycję, ponieważ dysponuje formalnym poparciem Republikanów. W kwietniu 2026 r. członkowie partii wskazali go jako swojego kandydata, udzielając mu 73,8 proc. głosów. Taki mandat wzmacnia go w wewnętrznych negocjacjach, ale nie rozstrzyga, czy zdoła przebić się pomiędzy Marine Le Pen a politykami wywodzącymi się z dawnego obozu prezydenckiego.

W lipcowym badaniu Elabe Retailleau osiągał od 8 do 9 proc., gdy jego konkurentem po stronie centrum był Édouard Philippe. W wariancie z Gabrielem Attalem wynik lidera Republikanów wzrastał do 11 proc. Różnica wynikała między innymi z tego, że Philippe, sam wywodzący się z gaullistowskiej prawicy, skuteczniej przejmował część tradycyjnych wyborców LR.

Każdy dodatkowy kandydat może obniżyć próg poparcia potrzebny do zajęcia drugiego miejsca, ale jednocześnie zwiększa prawdopodobieństwo niekontrolowanego rozproszenia głosów. Marine Le Pen nie musi więc przekonać do siebie wyborców Philippe’a, Attala i Retailleau. Wystarczy, że jej przeciwnicy nie uzgodnią, który z nich powinien stanąć z nią do rozstrzygającego pojedynku.

Édouard Philippe rozpoczyna odliczanie

Nową propozycję uporządkowania sytuacji przedstawił Édouard Philippe podczas wizyty na Majotcie i Reunionie. Lider Horizons powiedział w rozmowie z BFMTV, że politycy prawicy oraz centrum powinni doprowadzić do porozumienia pomiędzy listopadem 2026 r. a lutym 2027 r. Jego zdaniem rozstrzygnięcie dokonane później nie pozostawi wspólnemu kandydatowi wystarczająco dużo czasu na połączenie podzielonych środowisk.

Philippe nie przedstawił gotowej procedury, ale jednoznacznie zakreślił granicę czasową. Z jego wypowiedzi wynika, że nawet luty byłby terminem bardzo późnym, ponieważ kandydat wyłoniony dopiero wówczas miałby zaledwie kilka tygodni na narzucenie kampanii własnej dynamiki. Musiałby także przekonać zwolenników konkurentów, że ich wcześniejsze zaangażowanie nie zostało zmarnowane.

Były premier uzasadnia potrzebę porozumienia siłą Marine Le Pen oraz trwałą obecnością Jean-Luca Mélenchona. Uważa, że osobne kampanie polityków należących do szeroko rozumianego obozu centroprawicowego mogą zakończyć się wspólną porażką. Jednocześnie ostrzega, że kandydaci nie mogą traktować rywali z własnego środowiska jak przeciwników, których trzeba zniszczyć przed pierwszą turą.

Jest to zarazem próba przejęcia inicjatywy przez lidera Horizons. Philippe przedstawia siebie jako polityka rozumiejącego, że powodzenie całego obozu wymaga ustępstw, lecz nie deklaruje gotowości do osobistej rezygnacji. Wyznaczając datę porozumienia, zwiększa presję na Attala i Retailleau, a równocześnie liczy, że do tego czasu zbuduje przewagę wystarczającą do uznania go za naturalnego kandydata.

Sondaże czy prawybory

Gabriel Attal przyjmuje inną strategię. Jego zdaniem na ostateczną decyzję należy poczekać co najmniej do początku 2027 r., a istotną rolę w wyborze najlepszego kandydata powinny odgrywać badania opinii publicznej. Były premier liczy, że intensywna kampania, młody wiek i duża aktywność medialna pozwolą mu zmniejszyć dystans do Philippe’a.

Pomysł sondażowego rozstrzygnięcia wydaje się prosty, dopóki nie trzeba ustalić jego szczegółów. Kandydaci musieliby zdecydować, czy porównują wyniki pierwszej tury, poziom zaufania, rozpoznawalność, czy szanse na zwycięstwo nad Marine Le Pen w turze drugiej. Rezultat zależałby również od listy testowanych nazwisk, przyjętych założeń oraz momentu przeprowadzenia badania.

Édouard Philippe odrzuca wizję kampanii podporządkowanej kolejnym pomiarom poparcia. Przekonuje, że wyborcy oceniają nie tylko liczby, ale również sposób wypowiadania się, odporność na presję, propozycje programowe i ludzi tworzących zaplecze każdego kandydata. Według niego dopiero wielomiesięczna kampania pozwoli Francuzom rozpoznać osobę najlepiej przygotowaną do sprawowania urzędu.

Innym rozwiązaniem mogłyby być otwarte prawybory prawicy i centrum. Ich zaletą byłoby nadanie zwycięzcy bezpośredniego mandatu, którego trudniej byłoby nie uznać przegranym kandydatom. Problem polega na tym, że nie wiadomo, kto miałby takie głosowanie zorganizować, którzy wyborcy mogliby uczestniczyć ani czy Republikanie zaakceptowaliby wspólne przedsięwzięcie z partiami tworzącymi wcześniej większość Emmanuela Macrona.

Prawybory nie są również politycznie neutralnym narzędziem. Mobilizują przede wszystkim najbardziej zaangażowanych wyborców, którzy często mają bardziej zdecydowane poglądy niż całość elektoratu. Kandydat wybrany przez partyjnych sympatyków może więc zdobyć silną legitymację wewnątrz obozu, a jednocześnie mieć trudności z pozyskaniem ludzi znajdujących się poza jego granicami.

Trzecia możliwość to porozumienie zawarte pomiędzy liderami partii. Philippe, Attal i Retailleau mogliby uzgodnić, że dwóch słabszych kandydatów wycofa się w zamian za wpływ na program, stanowiska w przyszłym rządzie albo polityczne gwarancje dotyczące wyborów parlamentarnych. Taki układ byłby wykonalny organizacyjnie, lecz wystawiłby jego uczestników na zarzut, że najważniejszą decyzję kampanii podjęli bez udziału obywateli.

Dlaczego nikt nie chce być pierwszy

Największą przeszkodą nie jest brak możliwych procedur, ale osobiste ambicje i polityczny interes każdego z kandydatów. Édouard Philippe przygotowuje się do walki o prezydenturę od kilku lat, stworzył własną partię i jako pierwszy spośród głównych polityków centrum potwierdził zamiar startu. Wycofanie się oznaczałoby dla niego porzucenie projektu, któremu podporządkował znaczną część działalności po odejściu z urzędu premiera.

Gabriel Attal ma powody, aby czekać. Jest młodszy od Philippe’a, przejął kierownictwo Renaissance i próbuje zaprezentować się jako polityk nowego pokolenia, nieobciążony stylem kończącej się prezydentury. Jeżeli kampania zmieni oczekiwania Francuzów albo Philippe popełni poważny błąd, Attal może stać się głównym kandydatem środowiska postmacronowskiego.

Bruno Retailleau nie chce natomiast dopuścić do sytuacji, w której Republikanie ponownie poprą polityka wywodzącego się spoza ich partii. LR pozostaje spadkobiercą ugrupowań Jacques’a Chiraca i Nicolasa Sarkozy’ego, lecz od 2017 r. nie zdołało wprowadzić swojego kandydata do drugiej tury. Rezygnacja Retailleau na rzecz Philippe’a mogłaby zostać uznana za przyznanie, że historyczna partia francuskiej prawicy utraciła zdolność do samodzielnej walki o władzę.

Każdy z trzech polityków może więc zaakceptować zasadę jednego kandydata, dopóki zakłada, że to właśnie on zostanie wybrany. Znacznie trudniejsze będzie pogodzenie się z własną przegraną i udzielenie przekonującego poparcia konkurentowi. Bez takiej gotowości wszystkie deklaracje o jedności pozostaną elementem kampanijnej retoryki.

Francja pamięta cenę podziału

Historia francuskich wyborów dostarcza argumentów zarówno zwolennikom szybkiego porozumienia, jak i kandydatom pragnącym pozostać w wyścigu. W 1995 r. prawicę podzieliła rywalizacja Jacques’a Chiraca i urzędującego premiera Édouarda Balladura. Przez długi czas sondaże faworyzowały Balladura, jednak ostatecznie uzyskał on 18,58 proc., podczas gdy Chirac zdobył 20,84 proc., wszedł do drugiej tury i został prezydentem.

Przykład ten pokazuje, że prowadzenie w badaniach wiele miesięcy przed głosowaniem nie daje prawa do żądania wycofania się konkurentów. Kampania potrafi zmienić ocenę kandydatów, a wyborcy nie zawsze głosują zgodnie z wcześniejszymi deklaracjami. Gabriel Attal może wykorzystywać tę lekcję jako argument przeciwko zbyt wczesnemu uznaniu przewagi Philippe’a.

Zupełnie inną przestrogę przyniósł rok 2002. Lewica wystawiła wielu kandydatów, a Lionel Jospin, urzędujący premier i jeden z faworytów wyborów, nie wszedł do drugiej tury. Jean-Marie Le Pen wyprzedził go o niespełna 195 tys. głosów, mimo że łączne poparcie dla kandydatów lewicy było znacznie większe.

Oba przypadki prowadzą do sprzecznych wniosków. Zbyt wczesne wycofanie kandydata może odebrać wyborcom możliwość dokonania rzeczywistego wyboru, natomiast nadmiar ambicji może pozbawić cały obóz miejsca w finale. Philippe, Attal i Retailleau muszą znaleźć punkt równowagi pomiędzy tymi zagrożeniami.

Marine Le Pen nie musi czekać na porozumienie rywali

Podczas gdy prawica i centrum poszukują sposobu na wyłonienie jednego przedstawiciela, Marine Le Pen może koncentrować się na poszerzaniu własnego elektoratu. Zjednoczenie Narodowe nie jest już wyłącznie partią protestu opartą na wyborcach robotniczych, młodszych i mieszkańcach obszarów oddalonych od wielkich metropolii. Coraz częściej zdobywa poparcie seniorów, przedstawicieli klasy średniej oraz ludzi wcześniej związanych z tradycyjną prawicą.

Zmiana ta jest szczególnie groźna dla Republikanów. Część ich dawnego elektoratu wybiera Marine Le Pen w pierwszej turze, nie czekając na instrukcje partyjnych liderów. Retailleau musi więc jednocześnie konkurować z Philippe’em o przywództwo na prawicy i powstrzymywać odpływ wyborców do Zjednoczenia Narodowego.

Philippe oraz Attal stają przed innym wyzwaniem. Muszą odzyskać ludzi rozczarowanych bilansem prezydentury Emmanuela Macrona, a jednocześnie nie mogą całkowicie odciąć się od decyzji rządów, w których sami pełnili funkcję premiera. Ich próba przedstawienia się jako kandydatów zmiany będzie stale zderzana z pytaniami o odpowiedzialność za politykę minionej dekady.

Marine Le Pen nie potrzebuje natomiast wspólnych prawyborów ani porozumienia kilku partii. Jej pozycja w Zjednoczeniu Narodowym pozostaje nieporównywalnie silniejsza niż władza któregokolwiek z rywali nad całym obozem centroprawicowym. Dzięki temu może wcześniej rozpocząć kampanię skierowaną do wszystkich Francuzów, podczas gdy konkurenci nadal walczą o prawo do reprezentowania własnego środowiska.

Ostatni termin dla francuskiej prawicy

Propozycja Édouarda Philippe’a nie kończy sporu, ale wprowadza do niego konkretny kalendarz. Jeżeli wspólny kandydat ma powstać, negocjacje powinny rozpocząć się jesienią 2026 r., a decyzja zapaść najpóźniej w lutym następnego roku. Po tym terminie każdy tydzień zwłoki będzie utrudniał połączenie sztabów, programów i elektoratów.

Nie wiadomo jednak, jakie wydarzenie miałoby skłonić dwóch kandydatów do rezygnacji. Może nim być seria jednoznacznych sondaży, porażka podczas ważnej debaty, brak wystarczającego zaplecza finansowego albo polityczna umowa zawarta przez partie. Równie możliwe jest jednak, że żaden z pretendentów nie uzna własnej sytuacji za wystarczająco słabą, aby zejść z drogi pozostałym.

W takim przypadku Francuzi otrzymają w pierwszej turze trzy konkurencyjne kandydatury prawicy i centrum. Każda będzie przekonywać, że ma największe szanse na pokonanie Marine Le Pen, a zarazem każda może przyczynić się do porażki dwóch pozostałych. Odpowiedź na pytanie, kto zatrzyma liderkę Zjednoczenia Narodowego, zależy więc najpierw od rozstrzygnięcia znacznie bardziej osobistego sporu: który z jej rywali zgodzi się zrezygnować z własnej szansy na prezydenturę.

Kazimierz Olejnik

 

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać