Francis Lalanne kandydat na prezydenta

Piosenkarz Francis Lalanne chce zostać prezydentem Francji. Dotąd poparło go 5474 wyborców

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Francis Lalanne chce wystartować w wyborach prezydenckich we Francji w 2027 r. W ostatnim ogólnokrajowym głosowaniu kierowana przez niego lista zdobyła jedynie 5474 głosy. Zanim piosenkarz rozpocznie walkę o Pałac Elizejski, musi jednak zgromadzić 500 rekomendacji francuskich parlamentarzystów i samorządowców.

W czerwcu 2024 r. na listę France Libre zagłosowały w całej Francji 5474 osoby. Dwa lata później stojący na jej czele Francis Lalanne rozpoczyna marsz po najwyższy urząd w państwie. Piosenkarz zapowiada wystąpienie przeciwko dotychczasowym regułom polityki, ale zanim będzie mógł zwrócić się do kilkudziesięciu milionów wyborców, musi przekonać do siebie co najmniej 500 francuskich parlamentarzystów i samorządowców.

Pierwszy przedwyborczy sprawdzian zaplanowano na 21 sierpnia 2026 r. W Théâtre Galabru w Paryżu ma się odbyć spotkanie otwierające kampanię Francis’a Lalanne’a. Organizatorzy przedstawiają je jako początek budowy obywatelskiego ruchu zdolnego rzucić wyzwanie partiom dominującym w życiu publicznym V Republiki.

Deklaracja 68-letniego artysty została przekazana mediom w specjalnym komunikacie, którego treść opisały między innymi Franceinfo oraz „Journal du Dimanche”. Wynika z niego, że polityczna oferta Lalanne’a ma opierać się na wzmocnieniu suwerenności państwa, przebudowie sądownictwa i zwiększeniu udziału obywateli w podejmowaniu decyzji. Hasła zostały wpisane w opowieść o konieczności odebrania kontroli zawodowej klasie politycznej.

Nie wiadomo jeszcze, za pomocą jakich ustaw i zmian konstytucyjnych miałyby zostać zrealizowane te zapowiedzi. Nie przedstawiono także kompletnego programu gospodarczego, społecznego ani międzynarodowego. Początek przedsięwzięcia ma zatem charakter przede wszystkim wizerunkowy i mobilizacyjny.

Co naprawdę oznacza wynik 0,02 proc.?

Określenie Francis’a Lalanne’a mianem kandydata 0,02 proc. odnosi się do jego ostatniego udziału w wyborach ogólnokrajowych, a nie do aktualnych preferencji prezydenckich Francuzów. Wybory europejskie odbywają się według innych zasad niż prezydenckie, dlatego ich rezultat nie może być traktowany jak sondaż dotyczący 2027 r. Pokazuje jednak, jak niewielką grupę zwolenników potrafiło dotąd zmobilizować środowisko budujące obecną kampanię.

W oficjalnym zestawieniu francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych France Libre otrzymała 5474 spośród ponad 24,7 mln ważnych głosów oddanych 9 czerwca 2024 r. Po przeliczeniu dało to 0,02 proc. poparcia i 25. miejsce wśród 38 komitetów. Żadna z 81 osób wystawionych przez listę nie została eurodeputowanym.

Francis Lalanne otwierał zestawienie kandydatów France Libre. Dieudonné M’Bala M’Bala, z którym piosenkarz współtworzył polityczny projekt, zajmował trzecią pozycję. Obecna kampania prezydencka jest więc kontynuacją sojuszu zawiązanego przed poprzednimi wyborami europejskimi, a nie całkowicie nową inicjatywą.

Jeszcze w 2019 r. rozpoznawalność Lalanne’a przynosiła wyraźnie lepszy rezultat. Kierowana przez niego Alliance jaune zdobyła w wyborach do Parlamentu Europejskiego 121 209 głosów, co odpowiadało 0,54 proc. Listę przedstawiano wówczas jako wyborcze przedłużenie społecznej energii Żółtych Kamizelek.

Zestawienie obu kampanii wskazuje na głęboki spadek zdolności mobilizacyjnej. W ciągu pięciu lat liczba głosów oddanych na listę prowadzoną przez piosenkarza zmniejszyła się ponad dwudziestokrotnie. Różnice pomiędzy składami komitetów i politycznym kontekstem nie pozwalają sprowadzić tego procesu wyłącznie do oceny jednej osoby, ale skala zmiany pozostaje znacząca.

Lalanne sprawdzał swoje możliwości także w wyborach do Zgromadzenia Narodowego. W 2022 r. wystartował w trzecim okręgu departamentu Charente, gdzie poparło go 963 wyborców. Wynik 2,12 proc. zapewnił mu ósme miejsce i zakończenie udziału w rywalizacji po pierwszej turze.

Dotychczasowe doświadczenia odsłaniają podstawową sprzeczność projektu. Francis Lalanne jest osobą powszechnie znaną, lecz jego nazwisko nie stało się dotąd fundamentem większego ruchu wyborczego. Rozpoznawalność pomaga zdobyć uwagę mediów, ale nie tworzy automatycznie struktur terenowych, zespołu ekspertów ani zaplecza finansowego.

Dlaczego współpraca z Dieudonné jest ważna?

Jednym z najbardziej obciążających elementów nowej kampanii może okazać się obecność Dieudonné. Komik od lat uczestniczy w działalności politycznej i wielokrotnie stawał przed francuskimi sądami w związku z wypowiedziami uznanymi za antysemickie, rasistowskie lub nawołujące do nienawiści. Jego osoba wywołuje spory wykraczające daleko poza granice sceny artystycznej.

Jedna z dotyczących go spraw trafiła do Europejskiego Trybunału Praw Człowieka. W 2015 r. Trybunał nie przyjął skargi Dieudonné związanej ze spektaklem, podczas którego uhonorowano Roberta Faurissona, jednego z najbardziej znanych francuskich negacjonistów Zagłady. Sędziowie uznali, że analizowany fragment wydarzenia nie mieścił się w granicach artystycznej prowokacji chronionej swobodą wypowiedzi.

Dla Francis’a Lalanne’a współpraca z Dieudonné ma dwojakie znaczenie. Pozwala dotrzeć do środowisk odrzucających media głównego nurtu, tradycyjne partie i republikańskie instytucje. Zarazem utrudnia budowanie szerszej koalicji i może zniechęcać samorządowców, bez których poparcia kandydat nie znajdzie się na karcie wyborczej.

Nazwa France Libre dodatkowo wzmacnia spór o charakter przedsięwzięcia. W świadomości Francuzów odsyła bezpośrednio do Wolnej Francji generała Charles’a de Gaulle’a i walki prowadzonej podczas II wojny światowej. Współczesny ruch Lalanne’a i Dieudonné nie ma jednak organizacyjnego związku z historyczną formacją, wykorzystując jedynie nazwę obdarzoną wyjątkowym znaczeniem symbolicznym.

Czy Francis Lalanne może wystartować w wyborach?

Publiczne oświadczenie o zamiarze udziału w wyborach nie jest równoznaczne z uzyskaniem statusu oficjalnego kandydata. Francuskie prawo wymaga przedstawienia Radzie Konstytucyjnej 500 ważnych rekomendacji udzielonych przez osoby sprawujące określone funkcje publiczne. Należą do nich między innymi merowie, parlamentarzyści, radni regionalni i przedstawiciele władz wspólnot zamorskich.

System zawiera również zabezpieczenie geograficzne. Poparcie musi pochodzić z przynajmniej 30 departamentów lub terytoriów zamorskich, a w wymaganej puli nie może znaleźć się więcej niż 50 podpisów z jednego obszaru. Dane osób udzielających rekomendacji są następnie publikowane, przez co ich decyzja wiąże się z bezpośrednią odpowiedzialnością polityczną.

W przypadku pretendentów reprezentujących największe partie zebranie podpisów jest przede wszystkim operacją organizacyjną. Dla polityków spoza głównego nurtu może stać się przeszkodą nie do pokonania. Nawet osoba znana i regularnie obecna w mediach nie wejdzie do oficjalnej kampanii, jeżeli nie stworzy sieci kontaktów z lokalnymi przedstawicielami władzy.

Francis Lalanne nie ujawnił dotychczas liczby uzyskanych rekomendacji ani nazwisk samorządowców gotowych poprzeć jego prawo do kandydowania. Wyniki wcześniejszych głosowań nie wskazują również, aby France Libre posiadała rozwinięte struktury lokalne. To właśnie operacja zbierania podpisów, a nie pierwsze wystąpienia sceniczne, pokaże rzeczywistą skalę projektu.

Dodatkowym elementem pozostaje orzeczenie Rady Stanu z 17 kwietnia 2025 r. Lalanne został uznany za niewybieralnego przez 18 miesięcy z powodu niezłożenia wymaganego sprawozdania finansowego po kampanii europejskiej. Okres sankcji kończy się w październiku 2026 r., a więc kilka miesięcy przed wyborami prezydenckimi.

Dotychczasowa decyzja nie powinna sama w sobie uniemożliwić udziału w głosowaniu w 2027 r., o ile po drodze nie pojawią się nowe przeszkody prawne. Przypomina jednak, że przeprowadzenie kampanii prezydenckiej wymaga znacznie więcej niż wygłoszenia programu i zorganizowania wieców. Francuskie przepisy dotyczące finansowania, rachunkowości oraz sprawozdawczości należą do najbardziej rygorystycznych w Europie.

Po co kandydować bez realnej szansy na zwycięstwo?

Nie każda deklaracja udziału w wyborach jest składana z przekonaniem, że zakończy się zdobyciem Pałacu Elizejskiego. Kampania prezydencka może być sposobem na wprowadzenie określonych tematów do debaty, stworzenie organizacji, zebranie danych zwolenników albo wzmocnienie pozycji jej lidera. Sam proces pozyskiwania rekomendacji pozwala również sprawdzić, czy ruch potrafi wyjść poza internet i środowisko najwierniejszych sympatyków.

Francis Lalanne może próbować odtworzyć część politycznej energii Żółtych Kamizelek, której nie udało się zorganizować w trwałą reprezentację. Postulaty demokracji bezpośredniej, krytyka elit i wezwania do odzyskania narodowej suwerenności nadal znajdują odbiorców. Elektorat protestu został jednak w znacznej części przejęty przez ugrupowania dysponujące profesjonalnymi strukturami, mandatami i znacznie większymi możliwościami finansowymi.

Nie ma dziś podstaw, aby uznawać piosenkarza za rywala głównych pretendentów do prezydentury. Jego wcześniejsze wyniki sytuują go na dalekim obrzeżu francuskiej polityki. Nawet wśród mniejszych kandydatów będzie musiał konkurować z osobami posiadającymi większe doświadczenie wyborcze i rozbudowane zaplecze lokalne.

Kampania może mimo to stać się interesującym testem granic politycznej rozpoznawalności. Okaże się, czy popularne nazwisko, radykalny język sprzeciwu i medialny sojusz wystarczą do zbudowania choćby minimalnej wiarygodności instytucjonalnej. Pierwszą miarą powodzenia nie będzie wynik procentowy, lecz liczba zdobytych podpisów.

Droga prowadząca od 5474 głosów do Pałacu Elizejskiego wydaje się niemal niemożliwa do pokonania. Zanim jednak Francis Lalanne zmierzy się z francuskimi wyborcami, musi udowodnić, że jego przedsięwzięcie jest czymś więcej niż kolejnym politycznym występem znanego artysty. Dopiero pozytywna weryfikacja rekomendacji przez Radę Konstytucyjną pozwoli stwierdzić, czy kandydat 0,02 proc. rzeczywiście wystartuje w wyborach.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać