Dyskusja o mediach publicznych najczęściej zatrzymuje się na nazwiskach. Kto został zatrudniony, kogo zwolniono, jaki program zmienił nazwę i czy politycy jednej strony pojawiają się częściej niż politycy drugiej? To ważne sprawy, ale jeszcze ważniejsze jest pytanie podstawowe: czy obywatel włącza publiczną stację dlatego, że spodziewa się tam informacji pewnej, uczciwie sprawdzonej i oddzielonej od interesu władzy? Zestawienie kilku badań prowadzi do niewygodnej odpowiedzi. Przebudowa redakcji nastąpiła szybko, natomiast społeczna reputacja niemal nie drgnęła, a odbiorcy zdążyli znaleźć wiele wygodnych zamienników.
Czy Polacy zauważyli poprawę po zmianie władzy?
W badaniu SW Research dla Onetu uczestniczyły 804 dorosłe osoby. Za bardziej wiarygodne niż w okresie rządów PiS uznało obecne media publiczne 36,6 proc. respondentów, natomiast 31,6 proc. odpowiedziało, że nie dostrzega różnicy. Kolejne 22,7 proc. oceniło dzisiejszą TVP, Polskie Radio i PAP gorzej, a 9,2 proc. nie wybrało żadnej z tych ocen. Po połączeniu odpowiedzi „bez różnicy” i „mniej wiarygodne” otrzymujemy 54,3 proc. badanych, którzy poprawy nie potwierdzają. To nie znaczy, że całe 54,3 proc. uważa stan obecny za gorszy; oznacza jednak, że większość nie kupiła opowieści o udanej naprawie.
Wynik 36,6 proc. jest największą pojedynczą odpowiedzią, dlatego łatwo przedstawić go jako dowód sukcesu. Taka interpretacja pomija jednak najważniejsze: niemal dwie trzecie ankietowanych nie powiedziało, że jest lepiej. Między grupą dostrzegającą poprawę a łączną grupą widzącą zastój lub pogorszenie jest 17,7 punktu procentowego różnicy na niekorzyść obecnego modelu. Publiczna instytucja nie odzyskuje zaufania wtedy, gdy pozytywna odpowiedź wygrywa z każdą kategorią osobno, lecz wtedy, gdy przekonuje wyraźną większość obywateli. Tego progu media publiczne nie osiągnęły.
Dlaczego wymiana ludzi nie przekonała odbiorców?
Widz może zauważyć nową czołówkę, inne studio oraz nowych prowadzących i jednocześnie uważać, że zasada działania pozostała taka sama. Jeżeli każda większość parlamentarna rozpoczyna rządy od walki o kontrolę nad państwową anteną, zmienia się ekipa, lecz nie znika podejrzenie politycznej zależności. Właśnie dlatego odpowiedź „bez różnicy”, wybrana przez 31,6 proc. badanych, jest tak obciążająca. Mówi, że dla prawie co trzeciego respondenta zmieniło się opakowanie, ale nie powód, dla którego miałby zaufać zawartości.
Odpowiedzialność nie kończy się na poprzedniej władzy, choć lata 2015–2023 pozostają ważnym punktem odniesienia. Obecna ekipa przejęła nie tylko redakcje, ale również obowiązek pokazania, że media finansowane przez wszystkich nie będą działały jak zdobycz zwycięzców wyborów. Sondaż nie potwierdza, aby taki dowód dotarł do większości społeczeństwa. Politycy wykonali operację personalną, lecz nie rozwiązali problemu, który znajduje się głębiej: obywatele nadal łączą publiczny ekran z tym, kto aktualnie rządzi.
Gdzie Polacy przenieśli codzienne wiadomości?
Digital News Report 2026 opisuje rynek, na którym telewizor przestał być główną bramą do świata. Z wiadomości w internecie korzysta w Polsce 77 proc. badanych, serwisy społecznościowe i platformy wideo docierają do 56 proc., a telewizja do 52 proc. Nie są to kategorie całkowicie rozłączne, bo jedna osoba może używać kilku kanałów, ale kierunek zmiany jest czytelny. Informacja stała się dostępna przez cały dzień i nie wymaga czekania na wieczorny serwis.
Pozycję publicznej telewizji dobrze pokazują także wyniki poszczególnych marek. Z informacyjnej oferty TVP przynajmniej raz w tygodniu korzysta 25 proc. respondentów, podczas gdy marki newsowe TVN osiągają 35 proc., RMF FM 31 proc., a Polsat News 29 proc. Zasięg nie jest tym samym co zaufanie, jednak pokazuje realny wybór odbiorcy. Kiedy kilka innych redakcji częściej pojawia się w codziennej diecie informacyjnej, państwowa antena przestaje pełnić rolę wspólnego punktu startu.
Które źródła uznawane są za bardziej wiarygodne?
W zestawieniu Reuters Institute najwyższe zaufanie wśród uwzględnionych tradycyjnych marek uzyskało RMF FM: ufa mu 52 proc. ankietowanych. Radio Zet, Polsat News oraz media lokalne i regionalne otrzymały po 48 proc. Nie oznacza to, że każda wiadomość z tych miejsc jest prawdziwa ani że wszyscy Polacy wybierają jedno wspólne źródło. Pokazuje natomiast, że na rynku działają redakcje niepubliczne, którym odbiorcy są gotowi udzielić większego kredytu wiary niż instytucjom obciążonym stałym sporem o polityczną kontrolę.
Sytuacja jest tym poważniejsza, że osłabło zaufanie do wiadomości jako takich. W 2025 r. deklarowało je 47 proc. badanych w Polsce, a rok później już tylko 39 proc. Równocześnie 46 proc. respondentów przyznało, że przynajmniej od czasu do czasu unika newsów. Publiczny nadawca powinien być lekarstwem na informacyjny chaos, lecz nie spełni tej funkcji, jeśli sam jest odbierany jako uczestnik partyjnej walki. Wtedy przegrywa podwójnie: z lepiej ocenianymi markami i ze zmęczeniem ludzi, którzy wolą wyłączyć wiadomości.
Dlaczego młodzi mogą już nie wrócić do telewizji?
Badanie CBOS pokazuje zmianę nawyków, która może okazać się trwalsza niż bieżący konflikt polityczny. Wśród osób od 18. do 44. roku życia najważniejszym źródłem wiedzy o Polsce i świecie są portale internetowe, wskazane przez 39 proc.; telewizję wybiera 27 proc., a media społecznościowe 18 proc. W grupie od 18 do 24 lat kolejność wygląda jeszcze inaczej: 39 proc. stawia na media społecznościowe, 34 proc. na portale, a zaledwie 12 proc. na telewizję. Dla najmłodszych publiczny kanał nie jest więc stacją porzuconą po rozczarowaniu, tylko miejscem, którego wielu nigdy nie nauczyło się regularnie odwiedzać.
To zasadnicza różnica. Starszego widza można próbować odzyskać, poprawiając jakość znanego mu medium, lecz młodszemu trzeba najpierw wyjaśnić, po co miałby w ogóle szukać wiadomości w tradycyjnej telewizji. Sama obecność krótkich materiałów w sieci nie wystarczy, bo platformy nagradzają emocje, szybkość i wyraziste osobowości, a niekoniecznie spokojną służbę publiczną. Jeżeli TVP będzie kopiowała ten język, utraci własny sens; jeżeli go zignoruje, pozostanie niewidoczna. Bez wiarygodności nie rozwiąże żadnego z tych problemów.
Czy media publiczne są jeszcze potrzebne?
Tak, ale nie dlatego, że państwo powinno mieć własną telewizję do przedstawiania swojej wersji wydarzeń. Ich zadaniem jest dostarczanie sprawdzonych informacji także tam, gdzie rynek komercyjny nie widzi zysku: w regionach, kulturze, edukacji, sprawach społecznych i podczas kryzysów. Powinny również dawać miejsce poglądom, które nie przynoszą wysokiej oglądalności, lecz są częścią uczciwej debaty. Taka misja ma jednak wartość tylko wtedy, gdy odbiorca wierzy, że redakcja służy jemu, a nie zapleczu rządu.
Media publiczne bez społecznego zaufania zachowują budżet, nadajniki i formalną misję, ale tracą najważniejsze uzasadnienie swojego istnienia. Stają się kosztowną redakcją polityczną działającą na rynku, na którym podobnych opinii jest już nadmiar. Nie chodzi więc wyłącznie o spadek udziałów czy prestiżu. Jeżeli obywatel częściej wybiera źródło komercyjne i uważa je za pewniejsze, publiczny nadawca przegrywa dokładnie w tej dziedzinie, która miała odróżniać go od konkurencji.
Co musiałoby się zmienić, aby wróciło zaufanie?
Kolejna wymiana prezesa nie wystarczy. Potrzebne są zasady powoływania władz, których jedna partia nie może swobodnie podporządkować swoim interesom, przejrzyste finansowanie oraz kontrola obejmująca także środowiska krytyczne wobec rządu. Redakcje powinny jasno oddzielać informację od komentarza, szybko prostować błędy i ujawniać standardy, według których zapraszają gości oraz dobierają tematy. Najważniejszą gwarancją byłaby ciągłość: zmiana większości parlamentarnej nie mogłaby automatycznie oznaczać kolejnego urządzania mediów od początku.
Dziś liczby układają się w spójne ostrzeżenie. Większość badanych nie potwierdza poprawy publicznych redakcji, konkurenci mają większy zasięg lub wyższe zaufanie, a najmłodsi budują swoją wiedzę przede wszystkim poza telewizją. Nie jest prawdą, że Polacy przestali potrzebować rzetelnych wiadomości; przestali natomiast wierzyć, że muszą ich szukać w mediach należących do państwa. To media publiczne muszą podać powód, aby odbiorca wrócił. Jak dotąd tego powodu nie dały wystarczającej liczbie ludzi.

















