Al-Andalus bywa dziś przedstawiane jako utracony raj albo ziemia zagrabiona muzułmanom. Oba obrazy są bardzo uproszczone. Muzułmańska Hiszpania istniała przez niemal osiem stuleci, ale nie była jednym krajem o stałych granicach. Zmieniały się dynastie, stolice, prawa i stosunki między religiami.
Historia ta ponownie pojawiła się w debacie po masowym napływie migrantów do Ceuty latem 2026 r. Omar Youssef Souleimane, francusko-syryjski pisarz i dziennikarz, napisał w „Le Figaro”, że część środowisk arabsko-muzułmańskich zobaczyła w tych wydarzeniach symboliczny powrót ku Andaluzji. Nie oznacza to, że migranci przybyli z takim zamiarem. Pokazuje jednak, jak łatwo współczesny dramat można wpisać w legendę liczącą setki lat.
Podbój zaczął się w 711 roku
Wiosną 711 r. wojska złożone głównie z Berberów oraz Arabów przeprawiły się z Afryki Północnej na Półwysep Iberyjski. Dowodził nimi Tarik ibn Zijad. Od jego imienia wywodzi się nazwa Gibraltar, pochodząca od arabskiego określenia Dżabal Tarik, czyli Góra Tarika. W ciągu kilku lat zdobywcy zajęli większą część państwa Wizygotów.
Późniejsza tradycja przypisała Tarikowi spalenie okrętów po zejściu na ląd. Miał w ten sposób odebrać swoim żołnierzom możliwość odwrotu. Historycy nie traktują tej opowieści jako pewnego faktu. Legenda okazała się jednak trwalsza od wielu udokumentowanych wydarzeń, ponieważ tworzyła prosty obraz odwagi i zwycięstwa.
Początkowo nowe ziemie stanowiły prowincję wielkiego kalifatu Umajjadów. Sytuacja zmieniła się po obaleniu tej dynastii na Wschodzie. Abd ar-Rahman I, jeden z ocalałych członków rodu, dotarł na Półwysep Iberyjski i w 756 r. utworzył niezależny emirat Kordoby. Jego następcy stopniowo budowali własne centrum polityczne na zachodnim krańcu świata islamu.
Największa potęga Kordoby przypadła na X wiek. Abd ar-Rahman III ogłosił się kalifem w 929 r. W pobliżu miasta wzniósł Medinę Azaharę, ogromny kompleks pałacowy i siedzibę władzy. Kordoba stała się ważnym miejscem nauki, handlu i sztuki, a przez Półwysep Iberyjski wiedza świata arabskiego docierała do chrześcijańskiej Europy.
Z Al-Andalus związani byli uczeni, których prace wykraczały daleko poza granice świata muzułmańskiego. Lekarz az-Zahrawi rozwijał chirurgię, Ibn Ruszd, znany w Europie jako Awerroes, komentował dzieła Arystotelesa, a żydowski filozof Majmonides urodził się w Kordobie. Ich losy pokazują jednak także zmienność tamtej epoki. Majmonides opuścił rodzinne miasto po dojściu do władzy Almohadów, którzy narzucili mniejszościom znacznie surowsze warunki.
Nie był to jednak świat wolny od przemocy ani nierówności. Chrześcijanie i Żydzi mogli w wielu okresach zachować religię oraz własne wspólnoty, lecz podlegali osobnym przepisom i dodatkowym daninom. Zdarzały się czasy spokojnego współżycia, ale również prześladowania, bunty i wojny. Ocena Al-Andalus zależy więc od miejsca i epoki, o których mówimy.
Kalifat upadł znacznie wcześniej niż Grenada
Kalifat Kordoby rozpadł się na początku XI wieku po długim konflikcie wewnętrznym. Na jego miejscu powstały dziesiątki mniejszych państw nazywanych taifami. Ich władcy rywalizowali ze sobą, zawierali sojusze z chrześcijańskimi sąsiadami i płacili im daniny. Polityczna słabość południa ułatwiła rozwój Kastylii, Aragonii, Nawarry i Portugalii.
Po zdobyciu Toledo przez Kastylię w 1085 r. do Hiszpanii wkroczyli Almorawidzi z Afryki Północnej. Później zastąpili ich Almohadzi, również wywodzący się z Maghrebu. Obie dynastie na pewien czas ponownie połączyły znaczną część ziem muzułmańskich. Ich rządy były jednak bardziej rygorystyczne niż wcześniejszy porządek w Kordobie, zwłaszcza wobec mniejszości religijnych.
W XIII wieku większość Półwyspu znalazła się już pod rządami chrześcijańskimi. Ostatnim państwem muzułmańskim pozostał emirat Grenady, utworzony przez dynastię Nasrydów. Przetrwał ponad dwa i pół wieku dzięki handlowi, górskiemu położeniu, dyplomacji i płaceniu daniny Kastylii. Z tego okresu pochodzi Alhambra, najsłynniejszy dziś zabytek muzułmańskiej Hiszpanii.
Grenada skapitulowała 2 stycznia 1492 r. przed Izabelą Kastylijską i Ferdynandem Aragońskim. Warunki kapitulacji początkowo gwarantowały muzułmanom możliwość zachowania wiary, majątku i obyczajów. Te obietnice nie przetrwały długo. Nastąpiły przymusowe konwersje, bunty, represje, a w XVII wieku także wypędzenie morysków, czyli potomków muzułmanów zmuszonych do przyjęcia chrześcijaństwa.
Zmiana nie nastąpiła jednego dnia. W 1502 r. muzułmanie w Kastylii zostali zmuszeni do przyjęcia chrześcijaństwa albo wyjazdu. Podobne decyzje objęły później ziemie Korony Aragonii. Nawet konwersja nie zakończyła podejrzeń wobec morysków. W latach 1609–1614 władze hiszpańskie usunęły z kraju setki tysięcy osób należących do tej społeczności.
Ta ostatnia część historii ma wielkie znaczenie dla późniejszej pamięci. Al-Andalus zaczęło oznaczać nie tylko dawną potęgę, lecz również utratę domu, wygnanie i złamane przyrzeczenia. Dlatego motyw Andaluzji powraca w arabskiej poezji, literaturze oraz polityce. Może wyrażać tęsknotę za kulturą, ale może też zostać użyty do budowania żądania odwetu.
Ceuta nie jest częścią dawnej Andaluzji
Ceuta leży na afrykańskim brzegu Cieśniny Gibraltarskiej. Przez stulecia była ważnym portem, o który walczyły państwa z obu stron morza. Portugalia zdobyła miasto w 1415 r. W XVII wieku Ceuta pozostała przy Hiszpanii, gdy Portugalia odzyskała niezależność od wspólnej monarchii.
Madryt uważa Ceutę za integralną część swojego terytorium. Rabat zgłasza do niej roszczenia i określa miasto jako pozostałość europejskiego kolonializmu. Ten spór jest realny, ale nie należy go automatycznie łączyć z końcem Al-Andalus. Nazwa ta odnosiła się przede wszystkim do ziem na Półwyspie Iberyjskim, a Ceuta pełniła rolę portu i bramy prowadzącej przez cieśninę.
Pod koniec lipca 2026 r. granicę Ceuty przekroczyło około 72 tys. osób. Według danych podawanych 12 sierpnia zginęło co najmniej 96 ludzi. Wielu przybyłych szybko wróciło do Maroka, lecz nagłość wydarzeń przeciążyła niewielkie miasto i wywołała spór w całej Unii Europejskiej. Hiszpania podkreślała, że osoby znajdujące się w Ceucie nie mogą swobodnie przejechać do kontynentalnej części kraju ani do strefy Schengen.
Najważniejsze przyczyny tej migracji były współczesne. Młodzi Marokańczycy szukali pracy, bezpieczeństwa i lepszych perspektyw. Do masowego ruchu przyczyniły się również pogłoski rozpowszechniane w internecie o rzekomo otwartej granicy. Nie ma dowodów, że dziesiątki tysięcy ludzi wykonywały religijny plan odzyskania Hiszpanii.
Radykałowie potrzebują wielkiej opowieści
Brak takiego planu nie oznacza, że mit Al-Andalus jest politycznie nieistotny. Al-Kaida oraz tzw. Państwo Islamskie wielokrotnie przedstawiały Hiszpanię jako ziemię, którą należy ponownie włączyć do kalifatu. Ten przekaz nie był metaforą kulturową. Służył uzasadnianiu przemocy oraz rekrutowaniu zwolenników.
Po zamachach w Barcelonie i Cambrils w 2017 r. śledczy znaleźli w materiałach terrorystów określenie „żołnierze Państwa Islamskiego na ziemi Al-Andalus”. W propagandowym nagraniu opublikowanym po atakach pojawiła się także zapowiedź powrotu Andaluzji do kalifatu. Jest to konkretny przykład wykorzystania średniowiecznej historii do celów współczesnego dżihadyzmu.
Gilles Kepel od lat opisuje przemiany radykalnego islamizmu w Europie. Po utracie terytorium przez tzw. Państwo Islamskie propaganda nie zniknęła. Stała się bardziej rozproszona i jeszcze mocniej przeniosła się do internetu. Obraz utraconej Andaluzji pasuje do tego modelu, bo jest prosty, emocjonalny i zrozumiały bez znajomości skomplikowanej historii.
Boualem Sansal mówił z kolei w rozmowie dla miesięcznika „Wszystko co Najważniejsze”, że Europa „traci swoje mechanizmy obronne”. Francusko-algierski pisarz miał na myśli nie tylko ochronę granic, lecz także zdolność nazywania ideologicznych zagrożeń. Jego diagnoza nie musi prowadzić do podejrzliwości wobec wszystkich muzułmanów. Powinna raczej skłaniać do jasnego odróżniania religii od ruchów, które wykorzystują ją w walce o władzę.
Nie wolno stawiać znaku równości między islamem, islamizmem i dżihadyzmem. Islam jest religią o wielu nurtach i tradycjach. Islamizm zmienia religię w program polityczny, natomiast dżihadyzm dopuszcza przemoc w imię radykalnego projektu. Bez tych rozróżnień debata szybko zamienia się w spór między naiwnością a zbiorowym oskarżeniem.
Migranci nie szli na historyczną wojnę
Souleimane trafnie zauważa, że ludzie próbujący dostać się do Ceuty nie nieśli Europie własnej cywilizacji. Chcieli korzystać z europejskiego bezpieczeństwa, wolności i poziomu życia. Przedstawianie ich jako armii realizującej dawny plan byłoby przyjęciem języka radykałów. Równie błędne byłoby ignorowanie faktu, że propagandyści potrafią wykorzystać obrazy masowego przekraczania granicy.
Państwo ma obowiązek kontrolować swoje terytorium. Powinno wiedzieć, kto przekracza granicę, i egzekwować prawo. Jednocześnie nie może rezygnować z ratowania życia ani pozwalać na odczłowieczanie ludzi. Bezpieczeństwo i humanitaryzm nie muszą się wykluczać.
Ceuta stała się miejscem, w którym spotkały się trzy różne historie. Pierwsza dotyczy młodych ludzi uciekających przed brakiem perspektyw. Druga obejmuje spór Hiszpanii i Maroka o suwerenność. Trzecia to pamięć o muzułmańskiej obecności na Półwyspie Iberyjskim.
Te opowieści mogą się przecinać, ale nie są tym samym. Problemem nie jest jedna religia zmierzająca przez cieśninę. Problemem są radykalne ideologie, które z ludzkiej tragedii i dawnej historii próbują zbudować polityczny mit.
Kazimierz Olejnik

















