W ostatnich latach udział darowizn w budżetach organizacji wyraźnie wzrósł, ich udział w budżecie deklaruje 26 proc. NGO, 42 proc. organizacji prowadzi też działania fundraisingowe inne niż ubieganie się o dotacje, np. zbiórki, kampanie 1,5% czy współpraca z biznesem. Świadczy to o rosnącej świadomości, że same granty, m.in. z powodu niepewności ich przyznania, nie są wystarczające. Mogłoby się więc wydawać, że taki trend automatycznie zbliża sektor społeczny do społeczności. Liderzy i liderki NGO mają jednak poczucie, że są postrzegani bardzo powierzchownie, tylko przez pryzmat zbiórek, akcji charytatywnych i wzruszających historii pojedynczych osób.
Tymczasem polska pozarządowa rzeczywistość jest znacznie szersza. Wśród ok. 75 tysięcy aktywnych stowarzyszeń i fundacji duża część prowadzi przecież duże i skomplikowane projekty społeczne, placówki użyteczności publicznej, takie jak świetlice, ośrodki wsparcia czy poradnie, programy edukacyjne, prozdrowotne, ekologiczne i kulturalne, wreszcie działania rzecznicze i watchdogowe. Wszystkie te działania wiążą się z szeregiem mało medialnych działań takich jak księgowanie czy raportowanie, utrzymanie biura i zatrudnianie współpracowników i pracowników. Na plakatach kampanii czy stronach internetowych tego nie widać, a te działania pochłaniają znaczną część gromadzonych na dany cel środków. Niestety bywa to źródłem niezrozumienia czy pretensji społeczeństwa.
Jak wynika z raportu „„Kondycja organizacji pozarządowych 2024”, co trzeci Polak czerpie wiedzę o organizacjach wyłącznie z mediów, czyli jego wiedza na temat tego sektora jest zbudowana na podstawie tego, co pokazują telewizje, portale, serwisy informacyjne i media społecznościowe. A te kierując się własną logiką, a w ostatnich latach także klikalnością, najchętniej pokazują to, co spektakularne, emocjonalne i kryzysowe, a nie mało medialną „kuchnię” takich działań.
Na ekranie widzimy więc zbiórki na bardzo kosztowne terapie, akcje ratunkowe przy klęskach żywiołowych czy masowe mobilizacje pomocowe w momentach dramatycznych wydarzeń. Dużo rzadziej mamy okazję zobaczyć żmudną, systematyczną pracę u podstaw: zajęcia dla dzieci w małym miasteczku, asystowanie osobom w kryzysie psychicznym, budowanie lokalnych sieci wsparcia, wieloletnie programy profilaktyczne.
Media chętniej pokazują duże, ogólnopolskie organizacje, które stały się „twarzami” sektora, niż codzienność tysięcy mniejszych, lokalnych NGO, z których połowa działa we wsiach i małych miejscowościach do 50 tysięcy mieszkańców, czyli tam, gdzie często brakuje innych instytucji animujących życie społeczne. Dla mieszkańców mniejszych ośrodków lokalne stowarzyszenie czy fundacja jest zazwyczaj organizatorem zajęć sportowych, animatorem kultury, miejscem pierwszego kontaktu w kryzysie, wreszcie przestrzenią integracji i spotkania. Niestety praca tych organizacji rzadko przebija się do ogólnopolskich mediów.
Liderzy organizacji pozarządowych mają poczucie, że ich codzienny wysiłek włożony w profesjonalizację pozostaje niewidoczny. Z jednej strony są zobowiązani do coraz bardziej szczegółowej sprawozdawczości, raportowania do urzędów, prowadzenia przejrzystej księgowości, wdrażania standardów ochrony danych, zabezpieczeń prawnych. Z drugiej, ze strony części opinii publicznej słyszą, że „prawdziwa pomoc” powinna być darmowa, spontaniczna i jak najmniej „urzędowa”.
To napięcie jest bardzo wyraźne przy temacie wynagrodzeń. Z raportu wynika, że przeciętne wynagrodzenie w sektorze pozarządowym w przeliczeniu na etat jest niższe od płacy minimalnej, a tylko niewielka część organizacji jest w stanie zaoferować stabilne umowy o pracę. Mimo to w debacie publicznej temat płatnej pracy w organizacjach ciągle bywa kontrowersyjny, pojawia się zarzut wzbogacania się na pomocy czy „ludzkiej krzywdzie”, oczekiwanie, że praca społeczna powinna być nieodpłatna, a każda złotówka przeznaczona na administrację przy projektach jest podejrzana.
Poczucie niezrozumienia wynika nie tylko z braku wiedzy społeczeństwa, ale też z rozdźwięku między faktyczną rolą organizacji a obrazem, który funkcjonuje w powszechnej świadomości. Przez to łatwiej o krytyczne komentarze, nieufność, uproszczone oceny, a trudniej o świadome, długofalowe zaangażowanie, np. w formie regularnych darowizn czy wolontariatu.
Autorzy raportu Stowarzyszenia Klon/Jawor podkreślają, że kluczowe znaczenie ma edukowanie obywateli i obywatelek na temat roli organizacji pozarządowych. Chodzi nie tylko o budowanie zaufania, ale o głębsze zrozumienie tego, jak wygląda codzienna praca NGO, dlaczego potrzebują środków na administrację, co oznacza profesjonalizacja sektora i jaka jest ich rola jako partnerów państwa i samorządów.
Innymi słowy, czas skupić się na opowiadaniu o „nudnej” stronie ich misji, czyli o kosztach, strukturach, zespołach, procedurach, a nie tylko o pojedynczych bohaterach i opowiadaniu historii, które chwytają za serce. Bez tego społeczeństwo nadal nie będzie rozumiało, że NGO to nie tylko grupa pożytecznych „wariatów”, którzy znajdują spełnienie i radość w niesieniu pomocy innym, którzy nie potrzebują zarabiać czy żyć w godnych warunkach, ale że za każdą zbiórką stoi organizacja, która musi mieć zasoby, by pracować profesjonalnie.
–
Raport „Kondycja organizacji pozarządowych 2024” opiera się na wynikach badania przeprowadzonego przez Stowarzyszenie Klon/Jawor. Badanie zrealizowano na losowej, ogólnopolskiej próbie 1012 stowarzyszeń i fundacji w okresie od września do listopada 2024 roku. Dane zebrano metodą CAWI (Computer-Assisted Web Interview), polegającą na samodzielnym wypełnianiu kwestionariusza online przez organizacje. Badanie „Kondycja organizacji pozarządowych 2024” zostało sfinansowane ze środków Polsko-Amerykańskiej Fundacji Wolności, Fundacji im. Stefana Batorego, Narodowego Instytutu Wolności – Centrum Rozwoju Społeczeństwa Obywatelskiego oraz Fundacji Save the Children Polska.
oprac. Jolanta Pawnik

















