W polskich danych fiskalnych za 2025 rok widać różnicę, która łatwo umyka podczas dyskusji o finansach państwa. Zadłużenie sektora zwiększyło się w ciągu roku o około 322,5 mld zł, chociaż jego deficyt wyniósł 283,6 mld zł. Około 38,9 mld zł rozbieżności między tymi wielkościami pokazuje, dlaczego samego wyniku rocznego nie wystarczy dodać do wcześniejszego długu, aby odtworzyć stan zobowiązań.
Czym różni się deficyt od długu publicznego?
Deficyt opisuje ujemne saldo dochodów i wydatków w określonym czasie, natomiast dług przedstawia wartość zobowiązań na wskazany dzień. Pierwsza miara dotyczy więc przebiegu roku, druga jego końcowego stanu. W unijnych statystykach obie odnoszą się do szerokiego sektora instytucji rządowych i samorządowych, dlatego wykraczają poza sam budżet państwa. Zakres tych danych oraz ich znaczenie wyjaśnia przewodnik Eurostatu po statystyce finansów publicznych.
Na koniec 2024 roku dług tego sektora w Polsce wynosił 2012,6 mld zł, a po następnych dwunastu miesiącach osiągnął 2335,1 mld zł. Deficyt za ten drugi rok stanowił 7,2 proc. PKB, podczas gdy końcowy stan zadłużenia odpowiadał 59,6 proc. PKB. Oba wskaźniki mają wspólny mianownik, lecz mierzą odmienne zjawiska i nie można ich stosować zamiennie.
Dlaczego dług rośnie szybciej niż deficyt?
Przyrost zadłużenia obejmuje również skutki operacji, które nie są ujmowane w deficycie w taki sam sposób lub w tym samym momencie. Chodzi między innymi o nabywanie aktywów finansowych, zmianę zasobu gotówki oraz oddziaływanie kursów walut. Różnicę między zmianą długu a wynikiem sektora opisuje korekta dług–deficyt, której elementy omawia osobna nota metodologiczna Eurostatu.
Z porównania polskich kwot za 2025 rok wynika korekta rzędu 39 mld zł, odpowiadająca około 1 proc. PKB. Dla 2024 roku analogiczna różnica sięgała około 85 mld zł, czyli 2,3 proc. PKB. Oznacza to dodatkowy czynnik wzrostu zadłużenia poza samym deficytem, a nie automatyczny dowód błędu w statystykach. Ustalenie, które konkretne operacje złożyły się na daną kwotę, wymaga bardziej szczegółowych zestawień niż ogólny komunikat o saldzie i długu.
Skąd bierze się wysoki niedobór w polskich finansach?
Historia salda pokazuje jego stopniowe pogarszanie: od deficytu wynoszącego 3,4 proc. PKB w 2022 roku przez 5,2 proc. w 2023 roku i 6,4 proc. w 2024 roku do 7,2 proc. w roku następnym. Wartości te pochodzą z jesiennej notyfikacji fiskalnej, a najnowszy roczny komunikat udostępnia GUS. Porównanie kolejnych lat wymaga korzystania z tej samej wersji danych, ponieważ wcześniejsze odczyty były rewidowane.
Dochody sektora zwiększyły udział w PKB o 3,7 punktu procentowego między 2022 a 2025 rokiem, z 39,9 do 43,6 proc. Wydatki podniosły go jednak o 7,7 punktu, z 43,2 do 50,9 proc. Powiększenie wpływów nie nadążyło zatem za wzrostem kwot przeznaczanych na realizację publicznych zadań. Niedobór skupiał się w podsektorze centralnym, podczas gdy samorządy zakończyły 2025 rok z saldem bliskim równowagi.
Czy rosnący PKB wystarcza do zmniejszenia zadłużenia?
Większa wartość gospodarki ułatwia obniżenie wskaźnika długu, ponieważ tę samą kwotę zobowiązań dzieli się wtedy przez większy PKB. W 2025 roku efekt wzrostu nominalnego PKB ograniczał polską relację zadłużenia o około 3,4 punktu procentowego. Był jednak słabszy od łącznego wpływu deficytu, zwiększającego ją o 7,2 punktu, oraz korekty dług–deficyt, dodającej około 1 punkt.
Po połączeniu tych trzech składników otrzymujemy wzrost relacji długu o około 4,8 punktu procentowego, z 54,8 do 59,6 proc. PKB. Cofnięcie się do końca 2022 roku pokazuje jeszcze większą zmianę, ponieważ wówczas wskaźnik wynosił 48,8 proc. PKB, a kwota zobowiązań 1512,8 mld zł. Trzyletni przyrost zadłużenia przekroczył więc 822 mld zł mimo wzrostu wartości gospodarki w tym okresie.
Jak niższa inflacja zmienia warunki stabilizacji długu?
Nominalny wzrost PKB obejmuje zmiany realnej produkcji oraz cen, a osłabienie drugiego z tych czynników może zmniejszać arytmetyczny wpływ wzrostu gospodarki na wskaźnik zadłużenia. Powrót inflacji konsumenckiej w pobliże średniookresowego celu NBP, określonego na 2,5 proc. z przedziałem odchyleń o 1 punkt procentowy w obie strony, pozostaje założeniem polityki pieniężnej opisanym przez bank centralny. Dla finansów publicznych oznacza to potrzebę oceniania ścieżki długu również w warunkach wolniejszego nominalnego wzrostu gospodarki.
Ilustruje to rachunek dla umownego zadłużenia równego 60 proc. PKB, przy pominięciu korekty dług–deficyt. Przy nominalnej dynamice gospodarki wynoszącej 6,7 proc. roczny niedobór utrzymujący niezmienną relację długu wyniósłby około 3,8 proc. PKB, natomiast przy wzroście o 5 proc. zmalałby do około 2,9 proc. PKB. Oba warianty dają wartości znacznie niższe od polskiego deficytu za 2025 rok. W tym uproszczonym ujęciu zatrzymanie wzrostu zadłużenia względem gospodarki wymaga więc dostosowania salda do tempa nominalnego PKB, z uwzględnieniem pozostałych operacji zmieniających dług.
Sebastian Nizio

















