We francuskiej kampanii prezydenckiej pojawił się pomysł, który może wywołać znacznie większy spór niż kolejna propozycja podatkowa czy migracyjna. Bruno Retailleau, kandydat konserwatywnych Republikanów, chce przebudować konstytucję tak, aby obywatele mogli częściej rozstrzygać najważniejsze kwestie w referendach. Zapowiada również osłabienie możliwości blokowania ustaw przez Radę Konstytucyjną oraz część trybunałów europejskich. W praktyce pyta Francuzów, czy w konflikcie między decyzją większości a oceną sędziów decydujący głos powinien należeć do wyborców.
Rozmowa opublikowana przez „Le Figaro” pokazuje, że Retailleau nie chce już być postrzegany wyłącznie jako polityk od bezpieczeństwa i ograniczania imigracji. Próbuje przedstawić szerszy plan naprawy państwa, które w jego ocenie posiada rozbudowaną administrację, lecz coraz słabiej wykonuje własne decyzje. Za główną przyczynę tej nieskuteczności uznaje ograniczenia konstytucyjne, orzeczenia sądowe oraz normy wynikające z członkostwa Francji w organizacjach europejskich. Zmiana ustroju ma więc otworzyć drogę do realizacji pozostałych punktów jego programu.
Więcej referendów i łatwiejsza inicjatywa obywatelska
Najprostszy element propozycji dotyczy referendów. Obowiązująca konstytucja nie pozwala prezydentowi kierować pod powszechne głosowanie dowolnej ustawy, lecz ogranicza katalog takich spraw. Retailleau chciałby znieść tę barierę, dzięki czemu społeczeństwo mogłoby bezpośrednio wypowiadać się również o prawie karnym, migracji i zagadnieniach obyczajowych.
Kandydat prawicy proponuje ponadto ułatwienie procedury nazywanej referendum z inicjatywy wspólnej. Obecnie potrzebne jest poparcie części parlamentarzystów i około jednej dziesiątej wszystkich osób wpisanych na listy wyborcze, co oznacza konieczność zebrania milionów podpisów. Retailleau chce zmniejszyć wymagany próg obywatelskiego poparcia o 50 procent. Referendum przestałoby wówczas pełnić rolę rozwiązania używanego niemal wyłącznie w wyjątkowych sytuacjach.
Najbardziej kontrowersyjny punkt dotyczy decyzji Rady Konstytucyjnej, francuskiego organu sprawdzającego zgodność ustaw z konstytucją. Gdyby Rada odrzuciła przepisy wcześniej przyjęte przez parlament, prezydent mógłby skierować spór do obywateli albo do obu izb obradujących wspólnie jako Kongres. Zwolennicy takiego rozwiązania powiedzą, że przywraca ono znaczenie demokratycznej większości. Przeciwnicy będą ostrzegać, że ochrona podstawowych praw może zostać uzależniona od wyniku politycznej kampanii.
Francuskie prawo i europejskie trybunały
Druga część planu odnosi się do relacji Francji z europejskimi porządkami prawnymi. Retailleau zapewnia, że nie zamierza wyprowadzać kraju z Unii Europejskiej. Chce natomiast, aby przepisy unijne miały przewagę nad zwykłą ustawą tylko wówczas, gdy nie naruszają francuskiej konstytucji i mieszczą się w kompetencjach przekazanych Unii przez państwa członkowskie.
Polski czytelnik powinien pamiętać, że w tej debacie występują dwa różne trybunały. Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej interpretuje prawo UE, natomiast Europejski Trybunał Praw Człowieka działa w systemie Rady Europy i opiera się na osobnej konwencji. Retailleau krytykuje rozstrzygnięcia pochodzące z obu tych systemów, zwłaszcza gdy utrudniają deportację niebezpiecznych cudzoziemców. Jego propozycja prowadziłaby jednak do dwóch odmiennych sporów prawnych, a nie do jednego konfliktu z „Brukselą”.
Według lidera Republikanów Francja powinna dotrzymywać zawartych umów, ale nie może pozwalać na rozszerzanie traktatów przez sędziów poza zakres zaakceptowany przez rządy i społeczeństwa. Za przykład podaje regulowanie czasu pracy żołnierzy oraz ingerowanie w sposób prowadzenia dochodzeń policyjnych. Chce umożliwić parlamentowi odchodzenie od wybranych interpretacji europejskiego orzecznictwa, jeżeli zostaną uznane za sprzeczne z podstawowymi interesami kraju. Taki mechanizm niemal na pewno stałby się przedmiotem ostrego konfliktu z europejskimi instytucjami.
Bezpieczeństwo zapisane w konstytucji
Retailleau zamierza uzupełnić ustawę konstytucyjną osobnym dokumentem nazwanym Kartą Ładu Republikańskiego. Miałaby ona postawić ochronę bezpieczeństwa na tym samym poziomie co ochronę wolności obywatelskich. Na tej podstawie polityk chce między innymi wprowadzić obowiązkowe kary minimalne, których zastosowanie nie zależałoby już od swobodnej oceny sędziego.
Karta obejmowałaby również daleko idące zmiany migracyjne. Kandydat zapowiada usuwanie z kraju wszystkich osób niemających podstaw do pobytu, uniemożliwienie zawierania małżeństw cudzoziemcom objętym nakazem wyjazdu oraz likwidację zasady automatycznego uzyskiwania obywatelstwa ze względu na urodzenie we Francji. Naturalizacja miałaby być następstwem rzeczywistego przyjęcia francuskiego języka, prawa i zasad życia wspólnotowego.
W dokumencie znalazłyby się ponadto przepisy wymierzone w separatyzm i polityczne wykorzystywanie religii. Retailleau opowiada się za oficjalnym uznaniem judeochrześcijańskiego dziedzictwa Francji, choć kraj pozostaje republiką świecką. Te postulaty pokazują, że chodzi mu nie tylko o sprawniejsze podejmowanie decyzji, ale też o konstytucyjne określenie kulturowych podstaw państwa.
Prezydent nie może zrobić tego sam
Zapowiedź referendum może tworzyć wrażenie, że zwycięzca wyborów prezydenckich będzie mógł szybko wprowadzić cały pakiet. Francuskie reguły są jednak bardziej skomplikowane. Projekt zmiany konstytucji musi najpierw zostać uchwalony w identycznej wersji przez Zgromadzenie Narodowe i Senat, a dopiero później może trafić pod głosowanie obywateli.
Oznacza to, że Retailleau potrzebowałby nie tylko zwycięstwa w wyborach, lecz także odpowiedniego układu sił w parlamencie. Senat jest tradycyjnie bardziej przychylny prawicy, ale sytuacja w Zgromadzeniu Narodowym pozostaje rozdrobniona. Bez większości popierającej projekt obietnica szybkiego referendum mogłaby utknąć jeszcze przed rozpoczęciem właściwej procedury.
Poważnym problemem byłaby także zgodność proponowanych rozwiązań z międzynarodowymi zobowiązaniami Francji. Zmiana krajowej konstytucji nie powoduje automatycznego wygaśnięcia traktatów ani członkostwa w Unii Europejskiej i Radzie Europy. Nawet zaakceptowany przez Francuzów pakiet mógłby zatem rozpocząć długotrwały spór o pierwszeństwo norm i granice kompetencji europejskich sądów.
Walka o wyborców prawicy
Plan konstytucyjny pełni także funkcję wyborczą. Retailleau chce pokazać, że proponuje głęboką zmianę, ale jednocześnie nie zamierza demontować V Republiki ani opuszczać Unii. W ten sposób próbuje znaleźć miejsce pomiędzy kandydatami wywodzącymi się z obozu Emmanuela Macrona a Zjednoczeniem Narodowym Marine Le Pen.
Édouardowi Philippe’owi i Gabrielowi Attalowi zarzuca składanie obietnic, których nie da się spełnić przy zachowaniu obecnych reguł. Marine Le Pen oskarża z kolei o prowadzenie zbyt socjalnej polityki gospodarczej, która zwiększa zależność obywateli od świadczeń. Sam przedstawia się jako reprezentant prawicy łączącej surowe podejście do bezpieczeństwa z większą swobodą gospodarczą.
Jest to próba zmiany tematu kampanii. Zamiast kolejnego sporu o wysokość podatków, liczbę migrantów albo wiek emerytalny Retailleau proponuje dyskusję o źródle legalnej władzy. Jego zasadnicza teza brzmi, że sędziowie nie powinni móc trwale zatrzymać decyzji popieranej przez parlament i większość społeczeństwa.
Na tym polega zarówno siła, jak i ryzyko tej propozycji. Hasło przywrócenia głosu obywatelom może trafić do ludzi rozczarowanych nieskutecznością państwa, lecz łatwo je przedstawić jako próbę osłabienia zabezpieczeń chroniących jednostkę przed większością. Dlatego francuska debata nie będzie dotyczyć jedynie technicznych zapisów konstytucyjnych. Jej prawdziwą stawką stanie się odpowiedź na pytanie, czy demokracja oznacza przede wszystkim decyzję większości, czy również granice, których żadna większość nie powinna przekraczać.
Kazimierz Olejnik

















