przedsiębiorczość we Francji

Przedsiębiorczość we Francji rośnie szybciej niż jej globalne firmy

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Francuzi coraz chętniej podejmują działalność gospodarczą, ale niewiele nowych firm dociera do światowej czołówki. Frédéric Mazzella, twórca BlaBlaCar, tłumaczy ten paradoks niedostatkiem długofalowych projektów, europejską fragmentacją, zmiennością polityki i zbyt ostrożnym podejściem do sztucznej inteligencji. Jego diagnoza pokazuje, że sama liczba start-upów nie wystarczy do odbudowania technologicznej siły Francji.

Francji nie brakuje już ludzi gotowych otworzyć własną firmę. Prawdziwa trudność pojawia się później, kiedy młode przedsiębiorstwo potrzebuje dużego kapitału, stabilnych przepisów, pierwszych znaczących klientów i dostępu do całego rynku europejskiego. Właśnie tę różnicę między energią założycielską a zdolnością do budowania światowych liderów opisuje Frédéric Mazzella, twórca BlaBlaCar.

W wypowiedzi przytoczonej przez „Le Figaro” francuski przedsiębiorca formułuje diagnozę wykraczającą poza branżę wspólnych przejazdów. Dostrzega powrót zainteresowania biznesem, ale jednocześnie wskazuje na zanik długoterminowych ambicji przemysłowych, rozdrobnienie Unii Europejskiej, niestabilność zasad oraz nieprzygotowanie na konsekwencje rozwoju sztucznej inteligencji. Jego zdaniem Francja odzyskała inicjatywę, lecz nie stworzyła jeszcze otoczenia, w którym dobry pomysł regularnie przeobraża się w przedsiębiorstwo o międzynarodowej sile.

Dlaczego doświadczenie Frédérica Mazzelli jest szczególnie interesujące?

Mazzella przeszedł niemal wszystkie etapy, z którymi mierzy się twórca firmy technologicznej. Zaczynał jako absolwent fizyki École normale supérieure i informatyki na Uniwersytecie Stanforda, pracował przy projektach badawczych w Stanach Zjednoczonych i Japonii, a później uzupełnił wykształcenie biznesowe w INSEAD. Jego droga nie przypominała więc kariery przedsiębiorcy rozpoczynającego od sprzedaży, lecz naukowca, który dopiero z czasem odkrył gospodarcze zastosowanie własnych kompetencji.

Punktem wyjścia do stworzenia BlaBlaCar była podróż z 2003 r. Mazzella nie znalazł miejsca w pociągu jadącym na święta do Wandei, a podczas przejazdu samochodem zauważył, jak wiele aut porusza się z pustymi siedzeniami. Z tej obserwacji powstała idea cyfrowej sieci kojarzącej kierowców z osobami zmierzającymi w tym samym kierunku.

Projekt przez kilka lat poszukiwał właściwego sposobu zarabiania i dopiero z czasem przekształcił się w platformę pobierającą opłatę od dokonywanych rezerwacji. Dziś marka obejmuje przejazdy samochodowe, autobusy i połączenia kolejowe, a jej działalność rozciąga się na 41 państw. Firma podaje, że korzysta z niej około 40 mln aktywnych użytkowników rocznie, natomiast jej zespół liczy około 800 osób pochodzących z 50 krajów.

BlaBlaCar pozostaje również jednym z nielicznych francuskich start-upów poprzedniej dekady, które potrafiły połączyć ekspansję z osiągnięciem rentowności. Przychody za 2023 r. wyniosły 253 mln euro, a spółka zakończyła tamten okres z dodatnim wynikiem EBITDA. Taka historia daje Mazzelli podstawy do wypowiadania się nie tylko o tworzeniu innowacji, lecz również o finansowaniu wzrostu i wejściu na dziesiątki odmiennych rynków.

Czy Francuzi naprawdę odzyskali zainteresowanie przedsiębiorczością?

Najbardziej optymistyczna część oceny Mazzelli dotyczy społecznego stosunku do biznesu. Francuska kultura zawodowa długo faworyzowała bezpieczne stanowiska w administracji, nauce oraz wielkich przedsiębiorstwach, natomiast działalność na własny rachunek kojarzyła się z niepewnością. Rozwój French Tech, pojawienie się rozpoznawalnych założycieli firm i większa dostępność finansowania zmieniły hierarchię aspiracji.

Potwierdzeniem tego przesunięcia są dane o liczbie rejestrowanych podmiotów. W 2025 r. Francuzi utworzyli 1 165 800 firm, poprawiając rekord osiągnięty rok wcześniej. Roczna dynamika wyniosła 5 proc., choć dużą część wzrostu wygenerowały najprostsze formy indywidualnej działalności.

Liczba rejestracji nie mówi jeszcze, ile nowych przedsiębiorstw będzie zatrudniało pracowników, eksportowało produkty albo inwestowało w badania. Pokazuje jednak, że próg psychologiczny związany z wejściem do biznesu znacznie się obniżył. Dla gospodarki jest to ważna zmiana, ponieważ innowacyjność zależy nie tylko od laboratoriów i pieniędzy, ale także od liczby osób gotowych sprawdzić swój pomysł na rynku.

Francuski sektor technologiczny liczy około 18 tys. start-upów, z których wiele działa w regionach oddalonych od Paryża. Młode firmy odpowiadają bezpośrednio za mniej więcej 450 tys. stanowisk, a ich specjalizacje coraz częściej obejmują technologie przemysłowe, sztuczną inteligencję, ochronę zdrowia, klimat i bezpieczeństwo. Francja zbudowała więc szerokie zaplecze innowacyjnych podmiotów, choć nie wykształciła jeszcze porównywalnej liczby dużych firm technologicznych.

Czy powrót wielkich projektów rozwiązałby problem francuskiego wzrostu?

Mazzella zestawia dzisiejszą Francję z krajem, który po II wojnie światowej potrafił koncentrować zasoby na kilku strategicznych kierunkach. Rozwój energetyki jądrowej, transportu kolejowego, przemysłu lotniczego i badań kosmicznych nie był rezultatem pojedynczych decyzji inwestycyjnych. Każdy z tych obszarów wymagał wieloletniej współpracy administracji, naukowców, inżynierów, instytucji finansowych i przedsiębiorstw.

Obecnie podobnego myślenia potrzebują technologie związane ze sztuczną inteligencją, produkcją półprzewodników, magazynowaniem energii, obronnością oraz nową generacją reaktorów. Koszt wejścia jest zbyt wysoki, aby całość ryzyka mogła ponieść młoda spółka finansowana przez fundusz venture capital. Bez wspólnej infrastruktury nawet najlepszy zespół może zostać zmuszony do przeniesienia działalności tam, gdzie znajdzie moce obliczeniowe, finansowanie i odpowiednio duże zamówienia.

Przywrócenie strategicznej polityki przemysłowej nie powinno oznaczać powrotu do państwowego zarządzania każdą decyzją przedsiębiorstwa. Zadaniem władz jest określenie trwałych priorytetów, ograniczenie ryzyka początkowego i stworzenie warunków do inwestowania, a nie wybieranie beneficjentów na podstawie politycznej bliskości. Publiczne pieniądze powinny prowadzić do powstania konkurencyjnych produktów, nie do przedłużania życia przedsięwzięć pozbawionych perspektyw.

Airbus, na który powołuje się Mazzella, dostarcza tu podwójnej lekcji. Pokazuje znaczenie cierpliwej polityki przemysłowej, lecz równocześnie przypomina, że odpowiednią skalę osiągnięto dzięki współpracy ponad granicami. Współczesny odpowiednik takiego programu musiałby wykorzystywać kompetencje francuskie, ale od początku opierać się na europejskim rynku, kapitale i podziale produkcji.

Czy Unia Europejska jest wspólnym rynkiem również w praktyce?

Z punktu widzenia konsumenta granice gospodarcze w Europie stały się znacznie mniej widoczne. Dla przedsiębiorstwa nadal istnieją one w prawie podatkowym, zasadach zatrudnienia, procedurach upadłościowych, rejestrach i wymaganiach administracyjnych. Mazzella ocenia dlatego, że wejście do wszystkich państw Unii przypomina niemal równoczesne uruchamianie kilkudziesięciu odrębnych biznesów.

Każda lokalna różnica generuje koszt, który najbardziej obciąża firmy dopiero rozpoczynające ekspansję. Duży koncern może utrzymywać kancelarie, działy zgodności i zespoły podatkowe w wielu państwach, ale start-up musi przeznaczyć na nie środki potrzebne do rozwijania produktu. Europejskie regulacje stają się w ten sposób łatwiejsze do udźwignięcia dla istniejących liderów niż dla ich przyszłych konkurentów.

Komisja Europejska próbuje odpowiedzieć na ten problem projektem EU Inc. Proponowana forma prawna ma funkcjonować obok krajowych typów spółek, oferując przedsiębiorcom cyfrową rejestrację, wspólne reguły organizacyjne i łatwiejsze prowadzenie operacji kapitałowych. Założenie takiego podmiotu miałoby trwać najwyżej 48 godzin i kosztować nie więcej niż 100 euro.

Uproszczenie prawa spółek będzie użyteczne tylko wtedy, gdy nie pozostanie samotną wyspą w otoczeniu niezmienionych przepisów krajowych. Firma działająca według jednego statutu nadal może spotkać się z różnymi zasadami opodatkowania, ochrony pracowników, certyfikacji produktów i zamówień publicznych. O powodzeniu reformy przesądzi zatem zakres rzeczywistej harmonizacji, a nie atrakcyjna nazwa nowej konstrukcji.

Drugą barierą jest dostęp do pieniędzy potrzebnych po zakończeniu pierwszej fazy rozwoju. Francuski rynek venture capital zapewnia finansowanie wielu start-upom, lecz znacznie słabiej radzi sobie z rundami wynoszącymi setki milionów euro. W 2025 r. przedsiębiorstwa French Tech pozyskały łącznie 7,4 mld euro, jednak niemal jedna czwarta tej sumy trafiła do Mistral AI.

Dlaczego niepewność szkodzi firmom bardziej niż surowe reguły?

Mazzella rozróżnia trudne otoczenie gospodarcze od otoczenia nieprzewidywalnego. W pierwszym przypadku zarząd może policzyć koszty, zmienić strategię i zdecydować, czy inwestycja ma sens. W drugim nawet najlepszy biznesplan traci wartość, ponieważ podstawowe założenia mogą przestać obowiązywać po uchwaleniu kolejnego budżetu.

Francja od kilku lat łączy presję na ograniczenie deficytu z oczekiwaniami finansowania transformacji energetycznej, obronności i usług publicznych. Powoduje to regularne spory o podatki od przedsiębiorstw, ulgi inwestycyjne, koszty pracy i zakres interwencji państwa. Im mniej trwałe są decyzje, tym częściej firmy odkładają projekty albo lokują je w kraju oferującym bardziej przewidywalne warunki.

Pole manewru władz ogranicza również zadłużenie. Według OECD relacja długu publicznego do PKB może wzrosnąć z 115,5 proc. w 2025 r. do 120,9 proc. dwa lata później. Jednocześnie wzrost gospodarczy pozostaje umiarkowany, a wydatki związane ze starzeniem się ludności i obsługą długu zwiększają presję na budżet.

W tej sytuacji szczególnego znaczenia nabiera przedstawiona przez Mazzellę kultura przyjazna przedsiębiorstwom. Nie oznacza ona przekonania, że interes firmy ma zawsze pierwszeństwo przed prawami pracownika, ochroną konsumenta albo środowiskiem. Jej istotą jest zrozumienie, że dochody podatkowe i system zabezpieczenia społecznego wymagają gospodarki zdolnej tworzyć coraz większą wartość.

Rok 2027 może przynieść zmianę kierunku polityki gospodarczej wraz z wyborem następcy Emmanuela Macrona. Dla inwestorów najważniejsze będzie to, czy zwycięzca przedstawi program wykraczający poza doraźne łatanie budżetu. Francja potrzebuje porozumienia dotyczącego energii, innowacji, produktywności i finansów publicznych, które nie rozpadnie się po pierwszym kryzysie politycznym.

Czy Francja wykorzysta rewolucję sztucznej inteligencji?

Ostatnia z najważniejszych obserwacji założyciela BlaBlaCar dotyczy nieodwracalności zmiany technologicznej. Sztuczna inteligencja będzie rozwijana niezależnie od tego, czy europejska opinia publiczna odnosi się do niej z entuzjazmem, czy z obawą. Wybór polega więc na uczestnictwie w tej transformacji albo na przyjmowaniu rozwiązań stworzonych przez innych.

Francja posiada kilka przewag pozwalających jej pozostać w grze. Są nimi matematyczna tradycja badawcza, szkoły inżynierskie, energia pochodząca z elektrowni jądrowych, doświadczenie w sektorach wymagających wysokich technologii oraz rosnący ekosystem AI. Mistral AI stał się najbardziej widocznym przykładem tych możliwości, lecz do powstania całej branży potrzeba wielu dostawców infrastruktury, danych, oprogramowania i wyspecjalizowanych zastosowań.

Poważną słabością pozostaje ograniczony popyt na technologie europejskie. Administracje oraz duże koncerny często wybierają dostawców ze Stanów Zjednoczonych, zapewniając im pieniądze, dane i doświadczenie potrzebne do dalszego doskonalenia produktów. Europejska firma otrzymuje grant na badania, ale nie zawsze zdobywa kontrakt pozwalający przejść od prototypu do masowego wdrożenia.

Preferencja dla miejscowych rozwiązań może pomóc pod warunkiem zachowania kryterium jakości. Automatyczne wybieranie europejskiego producenta niezależnie od ceny i użyteczności prowadziłoby do kosztownej ochrony słabszych ofert. Rozsądniejszy mechanizm powinien premiować europejską wartość dodaną wtedy, gdy produkt spełnia wymagania i może stanowić podstawę przyszłej ekspansji.

Mazzella dostrzega również antropologiczny wymiar nadchodzącej zmiany. Jeżeli algorytmy będą wykonywały coraz więcej czynności analitycznych, językowych i administracyjnych, człowiek będzie musiał dokładniej określić własną rolę w organizacji. Znaczenie zyskają kompetencje związane z odpowiedzialnością, relacjami, oceną niejednoznacznych sytuacji i tworzeniem nowych celów, a nie tylko sprawnym realizowaniem instrukcji.

Przypadek BlaBlaCar dowodzi, że Francja potrafi wysłać oryginalną usługę na wiele rynków i zbudować wokół niej zaufaną społeczność. Następny etap jest trudniejszy, ponieważ dotyczy nie pojedynczego sukcesu, lecz trwałego mechanizmu powstawania dużych przedsiębiorstw. Francuska gospodarka ma talenty i pomysły, lecz musi jeszcze zapewnić im czas, kapitał oraz rynek odpowiadający ich ambicjom.

Kazimierz Olejnik

 

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać