zwycięstwo Marine Le Pen

Czy Francja zaakceptuje zwycięstwo Marine Le Pen?

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Część francuskiej lewicy przygotowuje społeczeństwo na opór po możliwym zwycięstwie Marine Le Pen. Padają zapowiedzi obywatelskiego nieposłuszeństwa, strajków i pomocy nielegalnym migrantom, a propozycję pierwszeństwa narodowego porównano nawet do apartheidu. Spór przed wyborami w 2027 r. dotyczy już nie tylko przyszłego prezydenta, ale również tego, czy Francja zaakceptuje polityczne konsekwencje własnego głosowania.

Pojęcia obywatelskiego nieposłuszeństwa, strajku i społecznego oporu padają na długo przed przyjęciem jakiejkolwiek ustawy przez przyszłą władzę. Jednocześnie Marine Le Pen zapewnia, że najbardziej sporne elementy swojego programu chciałaby poddać pod referendum. Francja zbliża się więc do konfliktu, w którym każda strona odwołuje się do demokracji, lecz wyciąga z niej zupełnie inne wnioski.

Dlaczego przeciwnicy Marine Le Pen mówią już o oporze

Pozycja RN zmieniła sposób myślenia o wyborach w 2027 r. Marine Le Pen nie jest dziś wyłącznie politykiem zdolnym do zakwalifikowania się do finału, ponieważ badania opinii publicznej wskazują również na możliwość jej zwycięstwa w drugiej turze. Dawny mechanizm jednoczenia lewicy, centrum i republikańskiej prawicy przeciwko rodzinie Le Pen nie działa już z tą samą siłą.

Dla części lewicy oznacza to konieczność przygotowania się do sytuacji, w której dotychczasowe metody blokowania RN okażą się nieskuteczne. Nie wystarczy wówczas wezwanie wyborców do poparcia konkurenta Marine Le Pen, ponieważ po raz pierwszy przeciwnicy narodowej prawicy mogą stanąć wobec rzeczywistego przejęcia przez nią prezydentury. Z tego powodu debata przesuwa się z pytania o zatrzymanie RN na rozważania dotyczące funkcjonowania opozycji po jego sukcesie.

Nie wszystkie wypowiedzi należy interpretować jako zamiar podważenia wyborów. Ich autorzy zazwyczaj zapewniają, że uszanują rezultat głosowania, a sprzeciw skierują przeciwko konkretnym decyzjom nowej administracji. Brak precyzyjnego określenia dozwolonych metod sprawia jednak, że deklaracje te budzą poważne kontrowersje.

Czego obawia się Marine Tondelier

Marine Tondelier została zapytana w LCI, czy oczekiwałaby obywatelskiego nieposłuszeństwa, gdyby wybory wygrał kandydat Zjednoczenia Narodowego. Przewodnicząca Zielonych potwierdziła taką możliwość i przyznała, że sama mogłaby uczestniczyć w podobnych przedsięwzięciach. Przewidywała zarazem, że liczba takich akcji nie musiałaby być duża.

W jej interpretacji prezydentura RN nie mieściłaby się w dotychczasowym rytmie naprzemiennego sprawowania władzy przez różne obozy. Tondelier uważa, że niektóre postulaty partii naruszają fundamenty Republiki, dlatego sprzeciw wobec nich nie byłby równoznaczny z odrzuceniem demokracji. Przywoływała również belgijską praktykę izolowania skrajnej prawicy w części mediów francuskojęzycznych.

Ten sposób argumentowania pokazuje, że Zieloni nie uznają RN za ugrupowanie porównywalne z klasyczną prawicą. Ich problem polega na tym, że coraz większa liczba Francuzów nie podziela już tego rozróżnienia. Marine Le Pen występuje w najważniejszych debatach, przedstawia program gospodarczy i jest traktowana przez znaczną część opinii publicznej jak kandydat zdolny do objęcia państwowego urzędu.

Jak Mathilde Panot rozumie nieposłuszeństwo

Mathilde Panot starała się połączyć uznanie wyniku głosowania z zapowiedzią bardzo zdecydowanej walki politycznej. Przewodnicząca klubu parlamentarnego Francji Nieujarzmionej wskazywała, że jej środowisko może sięgać po strajki, mobilizacje społeczne oraz tradycyjne metody protestu stosowane przez ruchy ekologiczne. Odwoływała się też do historycznych działań sufrażystek.

Według Panot nieposłuszeństwo nie musi być przeciwieństwem demokracji, ponieważ może skłaniać władzę do zmiany niesprawiedliwych przepisów. LFI popiera podobne formy protestu także podczas prezydentury Emmanuela Macrona, dlatego nie przedstawia ich jako instrumentu przeznaczonego wyłącznie do walki z RN. Różnicę stanowiłaby skala politycznego napięcia wywołanego objęciem Pałacu Elizejskiego przez Marine Le Pen.

Nie wiadomo jednak, gdzie Francja Nieujarzmiona postawiłaby granicę między manifestacją a celowym blokowaniem działań państwa. Zapowiedź korzystania z wszystkich potrzebnych sposobów pozostawia szerokie pole interpretacji. Właśnie ta niejednoznaczność pozwala RN oskarżać LFI o przygotowywanie konfrontacji jeszcze przed wydaniem werdyktu przez wyborców.

Czy Rokhaya Diallo zamierza pomagać nielegalnym migrantom

Rokhaya Diallo odniosła możliwość nieposłuszeństwa bezpośrednio do polityki migracyjnej. Jej zdaniem ograniczenie praw cudzoziemców oraz wprowadzenie pierwszeństwa obywateli w dostępie do pomocy publicznej mogłoby uzasadniać odmowę podporządkowania się nowym przepisom. Ostrzegała przede wszystkim przed działaniami wymierzonymi w osoby niemające zalegalizowanego pobytu.

Diallo porównała możliwe operacje francuskich służb z aktywnością amerykańskiej agencji imigracyjnej ICE. W razie rozpoczęcia intensywnych poszukiwań cudzoziemców przeznaczonych do deportacji dopuszczałaby udzielanie im schronienia. Byłaby to już nie tylko demonstracja poglądów, lecz praktyczna przeszkoda w wykonywaniu decyzji administracyjnych.

Swoją argumentację oparła na przekonaniu, że rozwój praw obywatelskich niejednokrotnie wymagał złamania niesprawiedliwych zasad. Taki pogląd ma mocne korzenie w historii ruchów społecznych, ale jego zastosowanie przed poznaniem treści przyszłego prawa pozostaje problematyczne. Protest miałby zostać zapowiedziany, zanim pojawi się norma, którą protestujący zamierzają naruszyć.

Dlaczego Sophie Binet oskarżyła RN o apartheid

Sophie Binet skierowała swoją krytykę nie tylko przeciwko Marine Le Pen, ale również przeciw organizacji francuskich pracodawców. Sekretarz generalna CGT uznała, że Medef pomógł RN w osiągnięciu politycznej normalności, zapraszając jego przedstawiciela do debaty siedmiorga najważniejszych pretendentów do prezydentury. Szczególnie oburzyła ją ostrożność Patricka Martina, który nie chciał jednoznacznie rozstrzygać, czy Marine Le Pen reprezentuje skrajną prawicę.

Binet zarzuciła uczestnikom spotkania, że bardziej zdecydowanie oceniali gospodarcze propozycje Jean-Luka Mélenchona niż polityczną naturę Zjednoczenia Narodowego. Jej zdaniem część przedsiębiorców jest gotowa zaakceptować RN, jeżeli program tej partii nie zagrozi ich interesom. W takiej postawie dostrzegła przykład historycznego zbliżenia kapitału do ruchów radykalnej prawicy.

Największe emocje wywołało użycie przez nią słowa „apartheid”. Tak opisała plan konstytucyjnego przyznania obywatelom Francji preferencji przy korzystaniu z wybranych świadczeń i usług publicznych. Zestawiła również obecny moment z atmosferą 1938 r. oraz przypomniała los działaczy CGT prześladowanych podczas okupacji.

Podobne analogie mają przede wszystkim funkcję mobilizującą. Apartheid oznaczał zinstytucjonalizowany system segregacji rasowej, podczas gdy RN proponuje zróżnicowanie części uprawnień według obywatelstwa lub historii zatrudnienia. Nie usuwa to sporów prawnych dotyczących pierwszeństwa narodowego, ale nakazuje zachować proporcje przy dobieraniu pojęć historycznych.

Na czym miałoby polegać pierwszeństwo narodowe

Marine Le Pen chce zapewnić obywatelom francuskim uprzywilejowany dostęp do określonych świadczeń społecznych, mieszkań komunalnych i niektórych miejsc pracy. W jej ocenie państwo powinno najpierw wypełniać zobowiązania wobec własnych obywateli, szczególnie jeżeli system pomocy publicznej znajduje się pod presją finansową. Prawo cudzoziemców do części świadczeń mogłoby zostać uzależnione od długości pobytu lub okresu aktywności zawodowej.

Krytycy odpowiadają, że obywatelstwo nie może automatycznie decydować o zakresie ochrony społecznej osób legalnie mieszkających i pracujących we Francji. Wskazują na zasadę równości, orzecznictwo konstytucyjne oraz zobowiązania wynikające z uczestnictwa w Unii Europejskiej. Ewentualna reforma wywołałaby zatem konflikt obejmujący Radę Konstytucyjną, sądy europejskie oraz francuski parlament.

Marine Le Pen chce wzmocnić swój mandat poprzez odwołanie się do referendum. Jeśli większość uczestników głosowania poparłaby proponowane zmiany, RN przedstawiałoby je jako bezpośrednią decyzję narodu. Przeciwnicy podnoszą jednak, że nawet powszechne głosowanie nie powinno ograniczać praw chronionych przez konstytucję.

Czy wybrany prezydent może zrealizować cały program

Zdobycie prezydentury nie zapewnia jeszcze kontroli nad całym francuskim systemem politycznym. Do prowadzenia pełnej polityki wewnętrznej potrzebny jest rząd oparty na większości w Zgromadzeniu Narodowym. Jeśli nowy prezydent jej nie uzyska, może zostać zmuszony do współpracy z premierem reprezentującym inny obóz.

RN przygotowuje się również na tę część walki o władzę. Jordan Bardella mówi o zdobyciu zaplecza parlamentarnego, stworzeniu szerokiego gabinetu i zaproszeniu do współpracy osób spoza własnej partii. Ma to przekonać wyborców, że środowisko Marine Le Pen potrafi nie tylko wygrać kampanię, lecz również sprawnie zarządzać państwem.

Opozycja może natomiast korzystać z parlamentu, sądów, związków zawodowych, samorządów i mobilizacji ulicznej. Francuska polityka po zwycięstwie RN nie musiałaby więc przekształcić się w system nieograniczonej władzy prezydenckiej. Bardziej prawdopodobny byłby długotrwały konflikt pomiędzy instytucjami oraz grupami społecznymi.

Czy obywatelskie nieposłuszeństwo jest zgodne z demokracją

Pokojowe złamanie konkretnego przepisu może być uznawane za element demokratycznego protestu, jeżeli działanie jest jawne, proporcjonalne i połączone z gotowością poniesienia odpowiedzialności. W takim rozumieniu nieposłuszeństwo nie zmierza do obalenia całego systemu, lecz do zakwestionowania jednej decyzji uznanej za szczególnie niesprawiedliwą. Francuska historia dostarcza wielu przykładów protestów, które wpływały na działania legalnie wybranych władz.

Wątpliwości pojawiają się wtedy, gdy przedmiot sprzeciwu nie został jeszcze określony. Tondelier, Panot i Diallo mówią o reakcji na przyszłe posunięcia RN, nie znając ich ostatecznego brzmienia ani drogi legislacyjnej. Przeciwnicy tych deklaracji uważają, że politycy najpierw przyznają sobie prawo do nieposłuszeństwa, a dopiero później będą szukać uzasadniających je powodów.

Równie nieuprawnione byłoby jednak twierdzenie, że każdy protest po wyborach stanowi odrzucenie demokracji. Mandat zdobyty przy urnach nie zwalnia rządzących z przestrzegania prawa ani nie odbiera obywatelom prawa do sprzeciwu. Spór dotyczy więc nie samej dopuszczalności protestu, lecz jego metod, skali oraz rzeczywistego celu.

Jak Jordan Bardella wykorzystuje słowa przeciwników

Przewodniczący RN przedstawia zapowiedzi oporu jako dowód politycznej kapitulacji lewicy. Według niego środowiska te zakładają własną przegraną i próbują zawczasu zakwestionować prawo zwycięskiego obozu do realizowania programu. Bardella mówi również o zagrożeniu dla pokoju społecznego i podstawowych zasad wyborczych.

Ta strategia pozwala Zjednoczeniu Narodowemu zamienić się rolami z jego krytykami. RN, przez lata przedstawiane jako zagrożenie dla Republiki, zaczyna występować w charakterze obrońcy głosowania i instytucjonalnego porządku. Lewica zostaje natomiast pokazana jako obóz, który akceptuje wolę obywateli jedynie wtedy, gdy prowadzi ona do oczekiwanego rezultatu.

Marine Le Pen może na tym skorzystać wizerunkowo. Im bardziej dramatycznych porównań używają jej przeciwnicy, tym łatwiej zaprezentować własną kampanię jako spokojną i skoncentrowaną na procedurach. Zarzuty o faszyzm czy apartheid mogą mobilizować przekonanych przeciwników RN, ale nie muszą działać na wyborców, którzy od dawna traktują tę partię jako stały element francuskiego systemu.

Co stanie się dzień po wyborach

Największym wyzwaniem może nie być samo ogłoszenie zwycięzcy, ale zachowanie stabilności państwa w następnych miesiącach. Jeśli wygra Marine Le Pen, rozpocznie się walka o większość parlamentarną, skład rządu, zakres referendów oraz zgodność zapowiadanych reform z konstytucją. Równolegle związki zawodowe, partie opozycyjne i organizacje społeczne będą przygotowywać własne metody nacisku.

Francja może wejść w okres silnej konfrontacji bez formalnego zerwania zasad demokratycznych. Prezydent będzie powoływać się na mandat wyborczy, opozycja na ochronę praw podstawowych, a sądy na obowiązujący porządek konstytucyjny. Każdy z tych ośrodków będzie utrzymywać, że to właśnie on broni Republiki.

Dlatego pytanie o zaakceptowanie zwycięstwa Marine Le Pen nie ma prostej odpowiedzi. Wynik wyborów może zostać formalnie uznany, a mimo to państwo może znaleźć się pod presją strajków, blokad, procesów i sporów kompetencyjnych. Kampania 2027 coraz wyraźniej dotyczy już nie tylko wyboru prezydenta, lecz także warunków, w jakich Francja będzie funkcjonować po podjęciu tej decyzji.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać