Polacy coraz wyraźniej rozdzielają lojalność wobec współpracownika od przyzwolenia na łamanie prawa. W najnowszym badaniu CBOS 43 proc. respondentów zadeklarowało, że poinformowałoby przełożonych o koledze przyjmującym łapówki. W 2019 r. taką odpowiedź wybierało 27 proc. ankietowanych, a więc w ciągu siedmiu lat nastąpił wzrost o 16 punktów procentowych.
Za tą zmianą nie nadążyły jednak społeczne wyobrażenia o osobie ujawniającej nadużycia. Wśród badanych, którzy nie zdecydowaliby się na zgłoszenie, najczęściej wskazywanym powodem pozostaje strach przed uznaniem za donosiciela. Przepisy i firmowe procedury mogą więc sprzyjać sygnalistom, ale nie usuwają presji ze strony otoczenia.
Ilu Polaków zawiadomiłoby przełożonych o łapówkach?
Według komunikatu CBOS nr 85/2026 zgłoszenie korupcyjnego zachowania współpracownika rozważa obecnie znacznie więcej osób niż podczas poprzedniego pomiaru. Odpowiedź twierdzącą wskazało 43 proc. uczestników badania, natomiast 19 proc. oznajmiło, że nie przekazałoby takiej informacji przełożonym. Siedem lat wcześniej obie grupy były niemal jednakowo liczne, ponieważ zgłoszenie deklarowało 27 proc., a odmowę 28 proc.
Zmniejszył się również udział osób, które nie potrafią przewidzieć własnej reakcji. W 2019 r. niezdecydowani stanowili 29 proc. badanych, obecnie jest ich 16 proc. Jednocześnie z 17 do 21 proc. wzrósł odsetek odpowiedzi „to zależy”.
Wyniki nie oznaczają zatem, że dla wszystkich zawiadomienie stało się bezwarunkowym obowiązkiem. Pokazują jednak, że znacznie większa część społeczeństwa jest gotowa przynajmniej dopuścić możliwość interwencji, a liczba osób całkowicie odrzucających reakcję wyraźnie zmalała.
Dlaczego część pracowników nadal wybiera milczenie?
CBOS zapytał osoby niezamierzające zgłosić łapówki o najważniejszą przyczynę takiej decyzji. Aż 37 proc. z nich odpowiedziało, że nie chciałoby zostać uznanych za donosicieli. W 2019 r. ten argument przywoływało 36 proc., co wskazuje na trwałość negatywnej etykiety przypisywanej sygnalistom.
Drugą przeszkodą są problemy z wykazaniem winy. Trudność udowodnienia sprawy wskazało 21 proc. respondentów, podczas gdy siedem lat wcześniej było to 23 proc. Następne 19 proc. obawia się, że kłopoty dotknęłyby później samego zgłaszającego, wobec 18 proc. w poprzednim pomiarze.
Znacznie mniej osób tłumaczy bierność błahością zdarzenia. Takiej odpowiedzi udzieliło 6 proc. badanych. Brak wiary w ukaranie winnego dotyczy 5 proc., a niewiedzę na temat właściwego adresata zawiadomienia deklaruje 3 proc.
Hierarchia obaw właściwie się nie zmieniła. Pracownicy rzadko milczą dlatego, że nie wiedzą o istnieniu odpowiednich instytucji, częściej natomiast przewidują konflikt ze środowiskiem, zawodowe reperkusje albo niemożność przedstawienia przekonujących dowodów.
Kiedy o zgłoszeniu decydują osobiste okoliczności?
Nie każdy respondent udzielił jednoznacznej odpowiedzi. Dla 21 proc. decyzja byłaby zależna od charakteru zdarzenia i relacji łączącej zgłaszającego z osobą podejrzewaną o korupcję.
W tej grupie 20 proc. brałoby pod uwagę stopień znajomości z kolegą, natomiast 19 proc. kierowałoby się wagą oraz okolicznościami naruszenia. Dla 14 proc. znaczenie miałaby postać i wysokość łapówki, a 12 proc. najpierw spróbowałoby porozmawiać ze współpracownikiem. Sytuację materialną i życiową sprawcy uwzględniłoby 7 proc., podczas gdy w 2019 r. wskazywał ją tylko 1 proc. niezdecydowanych.
Odpowiedzi te pokazują, że ocena nadużycia bywa łączona z osobistą historią sprawcy. Część ankietowanych nie traktuje korupcji wyłącznie jako naruszenia reguł, lecz rozpatruje ją również przez pryzmat lojalności, skutków zgłoszenia oraz indywidualnych motywów.
Czy pracownicy ufają firmowym kanałom zgłoszeń?
Wśród aktywnych zawodowo 73 proc. uważa, że ich miejsce pracy zapewnia poufną i bezpieczną możliwość przekazania informacji o nieprawidłowościach. Zdecydowaną pewność w tej sprawie wyraziło 41 proc. pracujących. Brak odpowiedniego rozwiązania dostrzega 16 proc., a 11 proc. nie umie ocenić obowiązujących procedur.
Najlepsze opinie formułują przedstawiciele kierownictwa, specjaliści mający wyższe wykształcenie oraz osoby prowadzące własną działalność. W każdej z tych kategorii pozytywnych odpowiedzi udzieliło 87 proc. respondentów. Na drugim krańcu znaleźli się pracownicy usług, wśród których zaufanie do dostępnej ścieżki wyraziło 65 proc.
Poczucie instytucjonalnego bezpieczeństwa wiąże się z deklarowaną reakcją na korupcję. Spośród osób gotowych ujawnić łapówkę 90 proc. twierdzi, że ma do dyspozycji odpowiedni kanał. W grupie odrzucającej zgłoszenie odsetek ten wynosi 60 proc., a wśród uzależniających zachowanie od sytuacji sięga 81 proc.
Kto najczęściej deklaruje gotowość do działania?
Wykształcenie jest jedną z cech najsilniej powiązanych ze stosunkiem do zgłaszania naruszeń. O interwencji mówi 54 proc. osób po studiach oraz 35 proc. respondentów z wykształceniem zasadniczym zawodowym. W tej drugiej grupie 27 proc. wyklucza powiadomienie przełożonych, natomiast wśród absolwentów szkół wyższych analogiczna odpowiedź pojawia się u 10 proc.
Jeszcze większy dystans dzieli poszczególne grupy zawodowe. Zgłoszenie deklaruje 64 proc. średniego personelu, podczas gdy wśród pracowników usług gotowych na taki krok jest 30 proc. U robotników niewykwalifikowanych wskaźnik osiąga 31 proc.
Znaczenie mają również wiek, zarobki i miejsce zamieszkania. W przedziale 35–44 lata na działanie zdecydowałoby się 55 proc. badanych, a wśród osób mających co najmniej 65 lat 35 proc. Przy dochodzie wynoszącym 6000 zł lub więcej na członka gospodarstwa domowego gotowość wzrasta do 61 proc. W największych miastach osiąga ona 56 proc., w porównaniu z 42 proc. na wsi.
Badanie nie wykazało natomiast wyraźnego związku z częstotliwością praktyk religijnych. Między skrajnymi kategoriami odnotowano różnicę wynoszącą 5 punktów procentowych, zbyt małą, aby przypisywać religijności istotny wpływ na stosunek do sygnalizowania.
Gdzie najrzadziej zgłoszono by przypadek korupcji?
Wyniki różnią się w zależności od formy własności zakładu pracy. Zarówno w instytucjach publicznych, jak i przedsiębiorstwach całkowicie prywatnych gotowość do powiadomienia przełożonych zadeklarowało po 55 proc. zatrudnionych. W obu przypadkach po 14 proc. nie zdecydowałoby się na interwencję.
Inny układ odpowiedzi pojawia się w spółkach łączących kapitał prywatny z udziałem państwa. Tylko 36 proc. ich pracowników zgłosiłoby łapówkę, natomiast 29 proc. zachowałoby milczenie. To największy odsetek odmów spośród porównywanych sektorów.
Nie wynika to wprost z braku formalnych rozwiązań. Istnienie poufnej i bezpiecznej ścieżki potwierdza 77 proc. zatrudnionych w spółkach z udziałem państwa, 76 proc. pracowników instytucji publicznych oraz 87 proc. osób z firm prywatnych. Rozbieżność między dostępnością procedury a gotowością do jej użycia może świadczyć o znaczeniu kultury organizacyjnej, zależności służbowych i poziomu zaufania.
Czy każde naruszenie powinno być zgłaszane w ten sam sposób?
Przy ocenie sześciu przykładowych zdarzeń w instytucjach publicznych niemal wszyscy uczestnicy badania uznawali konieczność jakiejś formy reakcji. Odsetek przekonanych, że nikogo nie należy zawiadamiać, wynosił w zależności od sytuacji od 1 do 5 proc. Różnice pojawiły się przede wszystkim przy wyborze pomiędzy drogą wewnętrzną a powiadomieniem organów zewnętrznych.
W razie błędu lekarskiego 72 proc. badanych najpierw przekazałoby sprawę wewnątrz placówki. Taką samą drogę popiera 67 proc. w przypadku niewłaściwego traktowania podopiecznych domu opieki, 66 proc. przy korzyściach przyjmowanych w urzędzie skarbowym i 60 proc. w odniesieniu do łapówek na komisariacie.
Molestowanie ucznia wywołuje większe podziały. Za zgłoszeniem wewnętrznym opowiada się 51 proc. respondentów, a 46 proc. wybrałoby instytucję zewnętrzną. Gdy kierownictwo kopalni fałszuje pomiary stężenia metanu, proporcje ulegają odwróceniu, ponieważ 53 proc. badanych zawiadomiłoby prokuraturę lub inne służby, a 42 proc. pozostałoby przy procedurze zakładowej.
O wyborze ścieżki decyduje więc nie tylko ciężar zdarzenia. Kluczowe okazuje się pytanie, czy organizacja może bezstronnie zbadać sprawę, zwłaszcza gdy podejrzenie pada na osoby stojące na jej czele.
Czy przepisy wystarczą, aby chronić sygnalistów?
Badanie CBOS przedstawia społeczeństwo bardziej skłonne do reagowania niż jeszcze kilka lat temu. Odsetek osób zapowiadających zgłoszenie łapówki zwiększył się o 16 punktów procentowych, a udział niezdecydowanych skurczył się o 13 punktów. Powszechne stało się również przekonanie, że pracodawcy dysponują poufnymi procedurami.
Trudniejsza do zmiany pozostaje społeczna ocena sygnalisty. Dla wielu pracowników zagrożeniem nie jest wyłącznie możliwy odwet ze strony przełożonych, lecz także utrata zaufania kolegów i przypisanie roli osoby działającej przeciwko własnemu środowisku.
Ochrona zgłaszających nie powinna zatem ograniczać się do uruchomienia skrzynki kontaktowej lub przyjęcia regulaminu. Potrzebne są niezależne postępowania wyjaśniające, zabezpieczenie przed działaniami odwetowymi i jasne zasady informowania o rezultatach sprawy. Bez zaufania do praktycznego działania systemu nawet dobrze zaprojektowana procedura może pozostać niewykorzystana.
Kazimierz Olejnik
Źródłem danych jest komunikat CBOS nr 85/2026 „Polacy o sygnalizowaniu nieprawidłowości”, opracowany przez Michała Waszaka. Badanie wykonano w dniach 2–12 lipca 2026 r. na losowej próbie 938 pełnoletnich mieszkańców Polski.

















