najnowsze sondaże we Francji 2027

Marine Le Pen coraz bliżej Pałacu Elizejskiego. Najnowsze sondaże zmieniają Francję

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Najnowsze badania pokazują wybory, w których pierwsze miejsce wydaje się niemal zarezerwowane, o drugie walczy kilku kandydatów, a rezultat finału zależy od skali odrzucenia przeciwnika. Marine Le Pen gromadzi od 35 do 38 proc. głosów i zwycięża we wszystkich sprawdzanych wariantach drugiej tury, podczas gdy Jean-Luc Mélenchon wykorzystuje podział centrum, zbliżając się do udziału w decydującym głosowaniu. Największym problemem francuskich konkurentów liderki Zjednoczenia Narodowego nie jest już brak rozpoznawalnego kandydata, lecz niezdolność połączenia wysokiego poparcia w pierwszej turze z szeroką akceptacją w finale.

Francuska kampania prezydencka podzieliła się na trzy odrębne konkurencje, których nie można już analizować przy użyciu jednego rankingu kandydatów. Pierwsza dotyczy pozycji lidera, druga awansu do finału, natomiast trzecia zdolności zgromadzenia ponad połowy ważnie oddanych głosów. Marine Le Pen jest obecnie bezkonkurencyjna w pierwszej z nich i prowadzi również w trzeciej, ale największa zmienność występuje w walce o drugie miejsce. Właśnie tam Jean-Luc Mélenchon, Édouard Philippe i Gabriel Attal rywalizują o możliwość zmierzenia się z kandydatką Zjednoczenia Narodowego.

Wybory odbędą się dopiero za blisko osiem miesięcy, dlatego badania nie stanowią zapowiedzi wyniku, lecz obraz preferencji z drugiej połowy sierpnia 2026 r. Pierwszą turę zaplanowano na 18 kwietnia 2027 r., a finał na 2 maja, co potwierdza oficjalny serwis wyborczy francuskiego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych. Do drugiego głosowania przejdą dwie osoby z najlepszym wynikiem, niezależnie od różnicy dzielącej je od pozostałych pretendentów. To sprawia, że kandydat dysponujący poparciem zaledwie kilkunastu procent może znaleźć się o krok od Pałacu Elizejskiego.

Marine Le Pen ma przewagę, której nie posiada żaden konkurent

Najświeższa fala badania Toluna Harris Interactive dla M6 i RTL daje Marine Le Pen od 35 do 38 proc. głosów w pięciu sprawdzanych konfiguracjach pierwszej tury. Dokumentację badania opublikowała francuska Commission des sondages, czyli instytucja kontrolująca przejrzystość badań przedwyborczych. Pomiar przeprowadzono online 18 i 19 sierpnia wśród 1764 osób wpisanych na listy wyborcze, wyłonionych z reprezentatywnej próby 2114 dorosłych mieszkańców Francji. Zastosowane wagi uwzględniały płeć, wiek, kategorię zawodową, region oraz sposób głosowania w poprzednich wyborach.

Przewaga liderki RN nie wynika jedynie z rozproszenia konkurentów, ponieważ jej rezultat pozostaje wysoki niezależnie od zmian personalnych w centrum i na lewicy. Gdy równocześnie startują Édouard Philippe oraz Gabriel Attal, kandydatka Zjednoczenia Narodowego ma 35 proc., a kiedy obóz postmacronistowski reprezentuje tylko Attal, jej wynik rośnie do 37 albo 38 proc. Podobnie niewielki wpływ na jej pozycję ma wybór pomiędzy Raphaëlem Glucksmannem i François Hollande’em po stronie socjaldemokratycznej. Dla RN poszczególne warianty zmieniają więc rozmiar zwycięstwa, ale nie kwestionują pierwszego miejsca.

W najbardziej rozbudowanym zestawieniu na Marine Le Pen chce głosować 93 proc. osób, które poparły ją w pierwszej turze w 2022 r. Pozyskuje ona ponadto 11 proc. dawnych wyborców Emmanuela Macrona, podczas gdy do Jean-Luca Mélenchona przechodzi z tej grupy 5 proc. respondentów. Dane te wskazują, że kandydatka RN nie tylko zachowuje własny rdzeń, lecz również przełamuje część wcześniejszych barier pomiędzy obozem narodowym a centrum. Rozbudowaną biografię polityczną, program i konsekwencje jej procesów sądowych przedstawia opracowanie „Marine LE PEN. 25 najważniejszych pytań i odpowiedzi”.

Sierpniowy wynik nie jest pojedynczym odchyleniem od całej serii badań. W lipcu Elabe przyznawało Marine Le Pen od 34 do 35,5 proc., odnotowując wzrost o trzy punkty od marca oraz poparcie jednej piątej sympatyków Republikanów. W tej samej analizie 84 proc. wyborców RN z wyborów parlamentarnych w 2024 r. deklarowało gotowość oddania głosu na liderkę ugrupowania. Różne pracownie potwierdzają zatem podobny poziom jej poparcia, choć ze względu na odmienne próby i konfiguracje wyników nie należy porównywać punkt po punkcie.

Mélenchon odkrył drogę do finału bez zdobywania większości lewicy

Największym beneficjentem ostatnich tygodni jest Jean-Luc Mélenchon, którego rezultat w badaniu Harris Interactive wynosi od 16 do 17 proc. W konfiguracji testowanej przez tę samą pracownię od kwietnia poparcie dla niego wzrosło kolejno z 12 do 14, następnie 16 i obecnie 17 proc. W tym samym wariancie Édouard Philippe, notowany w lipcu na poziomie 20 proc., spadł w sierpniu do 17 proc. Po raz pierwszy w tej serii obaj politycy znajdują się więc dokładnie na tej samej wysokości.

Nie oznacza to, że Mélenchon przejmuje większość wyborców lewicy albo buduje poparcie pozwalające myśleć o zwycięstwie już w pierwszym głosowaniu. Jego strategia polega na skupieniu dostatecznie dużego i zdyscyplinowanego elektoratu w sytuacji, gdy pozostali kandydaci dzielą się mniejszymi grupami. Przy wielu konkurentach próg awansu do finału może znaleźć się znacznie poniżej 20 proc. Z tego punktu widzenia ważniejsza od bezwzględnej liczby zwolenników Mélenchona staje się różnica pomiędzy nim a kandydatami centrum.

W wariancie obejmującym jednoczesny udział Philippe’a i Attala lider Francji Nieujarzmionej uzyskuje 16 proc., podczas gdy pierwszy z byłych premierów ma 14 proc., a drugi zaledwie 8 proc. Raphaël Glucksmann otrzymuje w tym zestawieniu 10 proc., Bruno Retailleau 6 proc., Marine Tondelier 3 proc., natomiast Éric Zemmour również 3 proc. Mélenchon nie musi zatem wchłonąć całej umiarkowanej lewicy, by znaleźć się w finale. Wystarczy, że jej rozdrobnienie okaże się mniejsze niż podział obozu stworzonego wcześniej przez Emmanuela Macrona.

Wzrost jego notowań nie rozpoczął się w sierpniu. Już majowy barometr Odoxy wskazywał 16 proc. dla Mélenchona i 17 proc. dla Philippe’a, podczas gdy Jordan Bardella osiągał wówczas 32 proc. Odoxa informowała jednocześnie, że lider LFI zdominował rozmowy o kandydatach lewicy w internecie, gromadząc pięciokrotnie więcej wzmianek niż mer Hawru. Aktywność cyfrowa nie jest równoznaczna z głosami, ale może wskazywać na zdolność mobilizowania własnego środowiska.

Jedna kandydatura centrum nie rozwiązuje wszystkich problemów

Najbardziej niepokojące dla obozu postmacronistowskiego jest to, że samo wycofanie jednego z dwóch byłych premierów nie gwarantuje już udziału drugiego w finale. Bez Gabriela Attala Édouard Philippe otrzymuje 17 proc., dokładnie tyle samo co Mélenchon. Jeżeli z wyścigu znika Philippe, Attal zdobywa 15 proc., przegrywając z kandydatem LFI o dwa punkty. Mechaniczne zsumowanie poparcia obu polityków okazuje się więc błędne, ponieważ wyborcy jednego z nich nie przechodzą automatycznie do drugiego.

Édouard Philippe osiąga 19 proc. i samodzielnie zajmuje drugie miejsce dopiero w scenariuszu, w którym nie startuje Attal, a umiarkowaną lewicę reprezentuje François Hollande. Mélenchon zachowuje wtedy 17 proc., co pokazuje odporność jego elektoratu na zmianę socjaldemokratycznego konkurenta. Były prezydent dostaje 8 proc., tyle samo ile w wariancie z Gabrielem Attalem jako jedynym przedstawicielem centrum. Personalne roszady wpływają zatem silniej na kandydatów postmacronistowskich niż na wynik lidera LFI.

Wcześniejsze badanie Ipsos pokazywało, jak duże znaczenie dla wyniku Philippe’a ma obecność Attala. Mer Hawru mógł w nim liczyć na 13–14,5 proc., gdy obaj uczestniczyli w wyborach, oraz na 17,5–19 proc. bez swojego konkurenta z centrum. Wówczas Mélenchon pozostawał jeszcze na poziomie 13–13,5 proc., dlatego przewaga Philippe’a wydawała się bardziej bezpieczna. Sierpniowy pomiar wskazuje, że ten dystans został już zniwelowany.

Dla centrum powstaje trudny do rozwiązania problem strategiczny. Wystawienie dwóch kandydatów może otworzyć Mélenchonowi drogę do finału, lecz próba narzucenia jednego nazwiska wymaga porozumienia środowisk różniących się ambicjami, zapleczem i oceną dziedzictwa Emmanuela Macrona. Rezygnacja z kandydowania nie oznacza przy tym pełnego przekazania elektoratu wskazanemu następcy. Część wyborców może przejść do Philippe’a lub Attala, inni wybiorą Glucksmanna, Retailleau, Marine Le Pen albo pozostaną poza głosowaniem.

Awans Mélenchona byłby najlepszym finałem dla Marine Le Pen

Pierwsza tura i druga tura wymagają od kandydatów całkowicie odmiennych kompetencji wyborczych. Mélenchon potrafi skupić intensywne poparcie kilkunastu procent Francuzów, jednak trudniej mu pozyskać tych, którzy wcześniej głosowali na umiarkowaną lewicę, centrum lub prawicę. W symulacji finału z Marine Le Pen otrzymuje tylko 32 proc. ważnych głosów, podczas gdy jego przeciwniczka zdobywa 68 proc. Różnica wynosząca 36 punktów jest największa spośród trzech przetestowanych pojedynków.

Co więcej, proporcje tego starcia praktycznie nie zmieniają się od maja. Harris Interactive mierzyło kolejno wyniki 67 do 33 proc. w maju, ponownie 67 do 33 proc. w lipcu i 68 do 32 proc. w sierpniu. Nie widać zatem śladów odbudowy tradycyjnego frontu republikańskiego, w którym wyborcy różnych obozów łączyliby się przeciw kandydatowi RN. Dla znacznej części centrum Mélenchon nie staje się akceptowalnym wyborem nawet w pojedynku z Marine Le Pen.

Szczegółowe przepływy głosów wyjaśniają, skąd bierze się tak duża różnica. Tylko 26 proc. pierwszoturowych wyborców Raphaëla Glucksmanna deklaruje poparcie Mélenchona, 14 proc. wybiera Marine Le Pen, a 60 proc. nie wskazuje żadnego z finalistów, wybierając abstencję albo głos biały lub nieważny. Wśród sympatyków Gabriela Attala proporcje wynoszą odpowiednio 20, 28 i 52 proc., natomiast w elektoracie Philippe’a jedynie 12 proc. przechodzi do Mélenchona, 25 proc. do Marine Le Pen, a 63 proc. nie popiera żadnej strony. Lider LFI nie potrafi więc odtworzyć większości złożonej z całej lewicy i centrum.

Inaczej zachowują się wyborcy prawicy republikańskiej. Spośród osób popierających w pierwszej turze Bruno Retailleau 63 proc. wybrałoby w finale Marine Le Pen, 5 proc. Mélenchona, a 32 proc. nie oddałoby ważnego głosu na żadnego z nich. Kandydatka RN zachowałaby ponadto 98 proc. własnego elektoratu, podczas gdy Mélenchon utrzymałby 90 proc. swoich zwolenników. O wyniku nie decyduje zatem wyłącznie lojalność twardych baz, lecz całkowicie różna zdolność przejmowania głosów po odpadnięciu pozostałych kandydatów.

Philippe jest trudniejszym rywalem, ale może nie dostać się do drugiej tury

Najbardziej konkurencyjny wobec Marine Le Pen pozostaje Édouard Philippe, który w hipotetycznym finale uzyskuje 45 proc. wobec 55 proc. dla liderki RN. Gabriel Attal wypada nieco słabiej, zdobywając 43 proc., podczas gdy Marine Le Pen ma 57 proc. W żadnym z testowanych pojedynków jej konkurent nie zbliża się jednak do większości. Sierpniowe dane są więc dla Zjednoczenia Narodowego korzystne zarówno w pierwszej, jak i drugiej turze.

Szczególną uwagę zwraca zmiana w starciu Marine Le Pen z merem Hawru. W maju kandydatka RN prowadziła 52 do 48 proc., w lipcu 51 do 49 proc., natomiast obecnie przewaga wynosi 55 do 45 proc. Jedna fala nie wystarcza, aby uznać czteropunktowe przesunięcie za trwały trend, zwłaszcza że pracownia określa maksymalny margines błędu wyników drugiej tury na około 3,1 punktu. Jest to jednak sygnał, że dotychczasowa reputacja Philippe’a jako kandydata zdolnego zatrzymać RN wymaga ponownej weryfikacji.

Philippe zachowuje wyraźnie większą niż Mélenchon zdolność przyciągania wyborców umiarkowanej lewicy. W finale z Marine Le Pen poparłoby go 64 proc. osób głosujących wcześniej na Glucksmanna, podczas gdy 9 proc. przeszłoby do kandydatki RN, a 27 proc. pozostałoby poza wyborem między finalistami. Wśród zwolenników Mélenchona 39 proc. wskazuje Philippe’a, 7 proc. Marine Le Pen, natomiast aż 54 proc. nie deklaruje ważnego głosu na żadną stronę. Kandydat centrum dociera więc szerzej niż lider LFI, ale nadal traci zbyt dużą część lewicy.

Na jego niekorzyść działa także przepływ elektoratu klasycznej prawicy. Wśród wyborców Retailleau 48 proc. poparłoby Philippe’a, 39 proc. Marine Le Pen, a 13 proc. nie wybrałoby żadnego z finalistów. Oznacza to, że mer Hawru nie może liczyć ani na pełne odtworzenie dawnego obozu Emmanuela Macrona, ani na automatyczne przejęcie Republikanów. Musiałby jednocześnie pozyskać większą część lewicy, powstrzymać migrację centroprawicy do RN i ograniczyć absencję wyborców Mélenchona.

Liczby ujawniają nie tylko poparcie, lecz również odmowę wyboru

Jednym z najważniejszych elementów dokumentacji badania są dane o osobach, które w poszczególnych wariantach nie zamierzają oddać ważnego głosu na żadnego kandydata. W pierwszej turze od 10 do 13 proc. respondentów deklaruje głos biały albo nieważny, a kolejne 4 proc. zapowiada absencję. W finale Marine Le Pen z Mélenchonem odsetki te rosną odpowiednio do 25 i 7 proc. Przy pojedynku z Philippe’em 19 proc. wybiera głos biały lub nieważny, natomiast 6 proc. deklaruje pozostanie w domu.

Dane te nie są uwzględniane w proporcjach 68 do 32 czy 55 do 45 proc., ponieważ wyniki kandydatów oblicza się wśród ważnie oddanych głosów. Pokazują jednak polityczną jakość potencjalnej drugiej tury i skalę niechęci wobec proponowanego wyboru. Finał Marine Le Pen z Mélenchonem mógłby stać się głosowaniem o wyjątkowo wysokim poziomie wycofania umiarkowanych wyborców. Nie musi to oznaczać rekordowo niskiej frekwencji, ale wskazuje, że wielu respondentów już dziś odrzuca oboje finalistów.

Sama deklarowana gotowość udziału w wyborach pozostaje wysoka. Całkowitą pewność uczestnictwa w pierwszej turze wyraża 71 proc. badanych, a w drugiej 72 proc., przy czym po 61 proc. ocenia swoją determinację na maksymalne dziesięć punktów w obu głosowaniach. Do dnia wyborów poziom mobilizacji może się znacząco zmienić, szczególnie gdy lista kandydatów zostanie ostatecznie zamknięta. Obecne wartości pokazują jednak, że kampania nie rozgrywa się w społeczeństwie obojętnym, lecz wśród wyborców intensywnie zainteresowanych zmianą władzy.

Portfel, zdrowie i migracja są ważniejsze niż polityczne spektakle

Hierarchia tematów wyborczych pomaga zrozumieć trwałość poparcia dla poszczególnych obozów. Najczęściej wskazywaną kwestią jest siła nabywcza, którą wybiera 52 proc. respondentów, natomiast na drugim miejscu znajduje się zdrowie z wynikiem 42 proc. Migrację wskazuje 39 proc., a po 31 proc. badanych wymienia emerytury, podatki oraz bezpieczeństwo osób i mienia. Deficyt i dług publiczny oraz zatrudnienie uzyskują po 24 proc.

Dopiero za nimi pojawiają się środowisko i zrównoważony rozwój z wynikiem 20 proc., edukacja z 19 proc. oraz nierówności i terroryzm, wskazywane po 17 proc. Europa otrzymuje 11 proc., polityka zagraniczna również 11 proc., a wojna na Ukrainie 7 proc. Kampania może być obserwowana z zagranicy przede wszystkim przez pryzmat NATO, Rosji i Unii Europejskiej, lecz przeciętny francuski wyborca zaczyna od rachunków, dostępu do lekarza i bezpieczeństwa. Kandydat, który nie połączy tych trzech obszarów, będzie miał trudność z poszerzeniem własnego elektoratu.

Marine Le Pen korzysta z faktu, że jej przekaz obejmuje jednocześnie koszty życia, migrację, bezpieczeństwo i krytykę poziomu podatków. Mélenchon może odpowiadać na oczekiwania związane z siłą nabywczą, zdrowiem, emeryturami i nierównościami, ale jego stanowiska w sprawach bezpieczeństwa oraz polityki zagranicznej utrudniają zdobywanie wyborców centrum. Philippe i Attal próbują natomiast łączyć kompetencje gospodarcze z obietnicą sprawnego państwa, nie mają jednak równie skoncentrowanego zaplecza. Pełną mapę kandydatów, terminów i zasad głosowania przedstawia opracowanie „Wybory we Francji 2027. Najważniejsze pytania i odpowiedzi”.

Co naprawdę mówią francuskie sondaże

Wynik Marine Le Pen jest najbardziej stabilnym elementem obecnego krajobrazu, ale porównywanie wszystkich badań bez uwzględnienia testowanego kandydata RN prowadziłoby do błędnych wniosków. Część wcześniejszych pracowni sprawdzała wariant z Jordanem Bardellą, który również uzyskiwał wyniki przekraczające jedną trzecią głosów. Przykładowo Verian dawał mu od 35,5 do 36,5 proc., podczas gdy Philippe otrzymywał 16,5–17 proc., Glucksmann 11,5–13 proc., a Mélenchon 11–12 proc. Takie pomiary dowodzą przede wszystkim siły marki RN, lecz nie powinny być bezpośrednio łączone z sondażami testującymi Marine Le Pen.

Dopuszczalne jest natomiast porównywanie kolejnych fal tej samej pracowni, jeżeli zachowano identyczny zestaw kandydatów i podobną metodologię. W serii Harris Interactive widać wzrost Mélenchona z 12 do 17 proc., spadek Philippe’a z 20 proc. w lipcu do 17 proc. w sierpniu oraz przesunięcie Marine Le Pen z 32 proc. w kwietniu do 35 proc. obecnie. Nadal nie jest to prognoza, ponieważ deklaracje mogą zmieniać się pod wpływem kampanii, debat, kryzysów oraz rezygnacji poszczególnych pretendentów. Pokazuje jednak kierunek, którego konkurenci liderki RN nie mogą już ignorować.

Największy paradoks wyborów polega na tym, że kandydat najskuteczniej walczący dziś o drugie miejsce jest zarazem najsłabszym z testowanych przeciwników Marine Le Pen w finale. Mélenchon może awansować dzięki skoncentrowaniu własnego zaplecza i rozproszeniu centrum, lecz po awansie natrafia na barierę odrzucenia przez ogromną część wyborców pozostałych ugrupowań. Philippe posiada szerszy potencjał drugiej tury, ale może nie otrzymać możliwości jego wykorzystania. Attal natomiast pozostaje pomiędzy nimi, zbyt słaby przy równoczesnym starcie mera Hawru i niewystarczająco szeroki, aby pokonać Marine Le Pen.

Do 18 kwietnia 2027 r. zmienić może się niemal wszystko poza regułami głosowania. Kandydaci mogą rezygnować, zawierać porozumienia, popełniać błędy albo zyskiwać na wydarzeniach, których obecnie nie sposób przewidzieć. Najnowsze wyniki pokazują jednak wyraźnie, że Marine Le Pen nie czeka już wyłącznie na awans do drugiej tury, lecz buduje pozycję kandydatki zdolnej wygrać całe wybory. Pozostali uczestnicy kampanii muszą natomiast rozwiązać problem, którego dotąd nie potrafili pokonać: jak równocześnie wejść do finału i stworzyć w nim większość.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać