Za kibiców sportowych uważa się 37 proc. dorosłych Polaków, jednak na meczu lub innych zawodach było od początku 2026 roku 23 proc. respondentów. Jeszcze ważniejsza zmiana dotyczy piłkarskich lojalności: udział sympatyków klubów zagranicznych wzrósł w ciągu dekady z 9 do 19 proc., natomiast odsetek fanów polskich zespołów spoza własnego regionu zmalał z 27 do 15 proc. Wyniki CBOS pokazują, że sport pozostaje znaczącym składnikiem życia społecznego, lecz coraz częściej przeżywany jest poza stadionem i poza najbliższą wspólnotą.
Wokół futbolu od dawna spotykają się dwa porządki. Pierwszy wyrasta z miejsca, rodzinnej pamięci, barw dzielnicy i powtarzanego przez lata rytuału chodzenia na ten sam stadion, drugi opiera się na dostępie do najlepszych rozgrywek, medialnej atrakcyjności oraz swobodzie wyboru dowolnej drużyny na świecie. Badanie przeprowadzone w lipcu 2026 roku nie rozstrzyga, który z tych modeli okaże się silniejszy, ale dokładnie pokazuje, gdzie przebiega dziś granica między nimi.
Czy deklaracja kibicowska nadal oznacza obecność na stadionie?
Mianem kibica określa się 37 proc. ankietowanych, podczas gdy przynajmniej jedno wydarzenie sportowe odwiedziło w tym roku 23 proc. z nich. Dystans między oboma wskaźnikami sięga 14 punktów procentowych, co oznacza, że krąg identyfikujących się ze sportem jest o blisko 61 proc. liczniejszy od tegorocznej publiczności aren. Dla większości odbiorców przynależność do świata sportu nie wymaga już zatem regularnego przekraczania stadionowej bramy.
Nieobecność na trybunach zadeklarowało 77 proc. ogółu badanych, jedną wizytę wskazało 5 proc., kilka wyjść 13 proc., a wiele spotkań kolejne 5 proc. Zarazem 18 proc. całej próby uczestniczyło w zawodach więcej niż jeden raz, co stanowi około 78 proc. wszystkich osób mających w 2026 roku kontakt ze sportem na żywo. Stadionowa publiczność jest więc stosunkowo niewielka, lecz znaczna część tych, którzy już na nim bywają, powraca tam regularnie.
W konserwatywnym odczytaniu nie chodzi wyłącznie o porównanie dwóch kanałów odbioru. Wizyta na obiekcie włącza człowieka w zbiorowy rytuał, uczy przywiązania do miejsca i pozwala dzielić emocje z ludźmi, których nie wybiera algorytm platformy. Transmisja zapewnia wygodę i ogromny wybór, ale znacznie łatwiej zamienia kibicowanie w indywidualną konsumpcję kolejnego atrakcyjnego produktu.
Dlaczego lokalny stadion pozostaje ważną instytucją?
Politolog prof. Rafał Chwedoruk zwracał uwagę, że stadion potrafi tworzyć „widzialną wspólnotę”, a futbol zachowuje wyjątkowo silny związek z terytorium. Takie ujęcie pozwala oddzielić masową publiczność sportową od znacznie węższych środowisk ultrasów oraz grup kojarzonych z przemocą. Najgłośniejsza część trybun nie reprezentuje bowiem całego zjawiska, podobnie jak pojedyncze incydenty nie wyczerpują społecznego znaczenia klubu.
Liczby CBOS potwierdzają odporność przywiązania zakorzenionego w najbliższym otoczeniu. Z drużyną ze swojego miasta lub regionu utożsamia się 32 proc. kibiców piłkarskich, dokładnie tyle samo, ile wskazywało taką więź w 2016 roku; w odniesieniu do całej populacji dorosłych jest to 7 proc. Lokalny klub nie zdobywa nowych obszarów, lecz jako jedyny segment piłkarskiej identyfikacji nie oddaje pola mimo ekspansji globalnych rozgrywek.
Ta stabilność ma znaczenie wykraczające poza tabelę ligową. Miejscowy zespół może przechowywać pamięć miasta, łączyć pokolenia i dostarczać wspólnych symboli także wtedy, gdy nie osiąga międzynarodowych sukcesów. Jeżeli instytucje sportowe chcą utrzymać tę rolę, muszą traktować młodego widza nie tylko jako nabywcę biletu, lecz jako przyszłego spadkobiercę lokalnej tradycji.
Czy polskie kluby przegrywają walkę o lojalność?
Największy ubytek pojawia się nie wśród drużyn miejscowych, ale w kategorii krajowych zespołów położonych poza regionem zamieszkania kibica. Dziesięć lat temu wybierało je 27 proc. fanów piłki, obecnie robi to 15 proc., co oznacza stratę 12 punktów procentowych oraz spadek o około 44 proc. wobec dawnego poziomu. Łączne poparcie dla klubów rodzimych zmniejszyło się w tej grupie z 59 do 47 proc., a w całej dorosłej populacji z 15 do 11 proc.
W tym samym czasie zagraniczne zespoły zwiększyły udział wśród kibiców futbolu z 9 do 19 proc. Wzrost wynosi 10 punktów procentowych, a obecny rezultat przekracza dwukrotnie wartość odnotowaną w 2016 roku; w ogóle dorosłych sympatycy zagranicznego klubu stanowią już 4 proc. zamiast wcześniejszych 2 proc. Równoległość obu ruchów podpowiada, że międzynarodowe marki przejmują uwagę przede wszystkim od polskich drużyn, z którymi odbiorcy i tak nie mieli więzi sąsiedzkiej.
Nie jest to dowód na całkowite odwrócenie się od krajowego futbolu, ponieważ lokalna identyfikacja pozostała na poziomie 32 proc. Dane odsłaniają jednak słabość polskich klubów próbujących zdobywać sympatyków poza własnym terytorium. Jeżeli ich przekaz nie może oprzeć się ani na bezpośrednim doświadczeniu miejsca, ani na sportowej jakości największych lig świata, przegrywają konkurencję o czas i emocje widza.
Czy globalny futbol zmienia kibica w konsumenta?
Wybór zespołu z Madrytu, Londynu, Monachium czy Mediolanu sam w sobie nie świadczy o powierzchownym zainteresowaniu sportem. Dostęp do transmisji, analiz i codziennych informacji pozwala dziś śledzić odległy klub z intensywnością, która dawniej była możliwa niemal wyłącznie w stosunku do drużyny krajowej. Problem pojawia się dopiero wtedy, gdy lojalność trwa tak długo, jak długo dany produkt pozostaje najbardziej efektowny i zwycięski.
Struktura zaangażowania daje podstawy do postawienia takiego pytania. Wśród sympatyków zagranicznych klubów największą kategorię, liczącą 46 proc., stanowią osoby regularnie zainteresowane wynikami, ale niedeklarujące mocnego związku emocjonalnego. Dla porównania wśród fanów zespołów lokalnych dominuje, z wynikiem 44 proc., grupa łącząca stałe śledzenie drużyny z osobistym przywiązaniem.
Wyników tych nie należy zamieniać w kategoryczny osąd, ponieważ poszczególne podgrupy obejmują niewiele osób. Pokazują jednak intuicyjną różnicę między przynależnością dziedziczoną lub budowaną w sąsiedztwie a zainteresowaniem kierowanym ku widowisku najwyższej jakości. Pierwszy model wymaga wierności również w czasie porażek, drugi znacznie łatwiej poddaje się logice zmiany oferty.
Kto podtrzymuje sportowe zwyczaje w rodzinie?
W 2016 roku za kibiców uważało się 54 proc. mężczyzn i 21 proc. kobiet, natomiast dekadę później wyniki wyniosły odpowiednio 43 oraz 31 proc. Oznacza to spadek męskiego wskaźnika o 11 punktów i wzrost kobiecego o 10 punktów, mimo że rezultat dla całego społeczeństwa pozostał niezmieniony na poziomie 37 proc. Różnica między płciami zmniejszyła się z 33 do 12 punktów, czyli o niemal 64 proc.
Rosnąca obecność kobiet poszerza społeczną bazę sportu i może sprzyjać przekazywaniu zainteresowań dzieciom przez oboje rodziców. Jednocześnie malejący udział mężczyzn powinien skłaniać do pytania, dlaczego w ciągu dekady jedna piąta wcześniejszego poziomu w tej grupie zniknęła. Ankieta nie pozwala ustalić, czy odpowiadają za to zmiany pokoleniowe, oferta mediów, kondycja krajowych rozgrywek czy odmienny sposób prowadzenia obu pomiarów.
Porównanie wymaga dodatkowej ostrożności metodologicznej. W 2026 roku CBOS przeprowadził badanie internetowe CAWI na próbie 800 osób między 7 a 9 lipca, podczas gdy pomiar z czerwca 2016 roku miał formę bezpośrednich wywiadów CAPI i objął 1002 respondentów. Nie podważa to widocznego kierunku przemiany, lecz nakazuje unikać twierdzenia, że każda różnica jest wyłącznie skutkiem zmiany społecznej.
Kto rzeczywiście uczestniczy w sporcie na żywo?
Na zawodach pojawiło się 32 proc. mężczyzn i 14 proc. kobiet, a różnica osiągnęła 18 punktów procentowych. Jeszcze większy dystans dzieli grupy wieku: przynajmniej jedną wizytę zadeklarowało 37 proc. osób mających od 35 do 44 lat oraz 12 proc. respondentów w wieku co najmniej 65 lat. Udział pierwszej kategorii był więc ponad trzykrotnie większy niż wynik seniorów.
Tak głęboka luka wiekowa powinna interesować nie tylko właścicieli obiektów, ale również samorządy i organizatorów rozgrywek. Jeżeli starsi mieszkańcy mają trudniejszy dostęp do transportu, bezpiecznego otoczenia stadionu lub dogodnych godzin wydarzeń, wspólnota sportowa traci część swojej międzypokoleniowej natury. Sondaż nie ustala przyczyn, jednak różnica 25 punktów procentowych jest zbyt duża, by uznać ją za nieistotny detal.
Sam futbol również pozostaje wyraźnie bardziej obecny w doświadczeniu mężczyzn. Mecz piłkarski obejrzało z trybun 21 proc. badanych mężczyzn oraz 9 proc. kobiet, co daje przewagę 12 punktów. W obu grupach piłka nożna zajmuje jednak pierwszą pozycję wśród dyscyplin, dlatego nierównowaga stadionowa nie przekreśla jej powszechnego kulturowego znaczenia.
Czy jakakolwiek dyscyplina może zagrozić dominacji piłki nożnej?
Na żywo futbol oglądało 15 proc. dorosłych, podczas gdy drugą siatkówkę wskazało 4 proc., żużel 3 proc., a tenis, koszykówkę i hokej na lodzie po 2 proc. Piłka ręczna, skoki narciarskie, boks oraz MMA uzyskały po 1 proc. Przewaga pierwszej dyscypliny nad drugą wynosi zatem 11 punktów procentowych, a jej widownia stadionowa jest niemal czterokrotnie większa.
Wśród sportów obserwowanych regularnie hierarchia jest podobna, choć siatkówka zmniejsza dystans. Piłką nożną interesuje się 23 proc. całej dorosłej populacji, siatkówką 18 proc., tenisem 12 proc., natomiast skokami narciarskimi 11 proc. Ponieważ wszystkich samozadeklarowanych kibiców jest 37 proc., liczba śledzących futbol odpowiada około 62 proc. tej grupy, przy czym respondenci mogli wybierać kilka dyscyplin.
Pozycja futbolu wiąże się więc zarówno z codzienną dostępnością, jak i z jego zdolnością do tworzenia zbiorowych opowieści. Żaden inny sport nie łączy w Polsce w podobnej skali lokalnej rywalizacji, rodzinnych tradycji, reprezentacji narodowej i globalnego przemysłu rozrywkowego. Właśnie dlatego spór o charakter piłkarskiego kibicowania dotyczy czegoś więcej niż sposobu spędzania wolnego wieczoru.
Czy najbardziej oddani kibice również wybierają ekran?
Wśród 119 respondentów związanych z określonym klubem 35 proc. łączy emocjonalne przywiązanie z uznawaniem drużyny za ważną część prywatnego życia. Kolejne 31 proc. systematycznie obserwuje wyniki bez silnej więzi uczuciowej, 15 proc. zachowuje emocje mimo nieregularnego śledzenia, a dla 17 proc. sport jest przede wszystkim rozrywką. Pozostałe odpowiedzi tworzą około 2 proc. tej niewielkiej próby.
Jeszcze węższą kategorię stanowią 42 osoby o najsilniejszej relacji z klubem. Spośród nich 90 proc. ogląda spotkania samotnie albo z domownikami, 70 proc. bywa na meczach rozgrywanych u siebie, a 19 proc. uczestniczy w wyjazdach. Ekran nie usuwa zatem stadionu z życia oddanego fana, ale staje się jego najczęściej wykorzystywanym narzędziem kontaktu z drużyną.
Przy podstawie liczącej 42 obserwacje każda odpowiedź zmienia rezultat o około 2,4 punktu procentowego. Z tego powodu nie wolno na tej podstawie szacować liczebności ultrasów, zorganizowanych grup czy uczestników wyjazdów w całym kraju. Można natomiast stwierdzić, że nawet najmocniejsze przywiązanie coraz częściej łączy tradycyjną obecność z domowym odbiorem transmisji.
Czy wspólnota kibicowska przetrwa epokę globalnych platform?
Nowe dane nie zapowiadają zaniku polskiego kibicowania, ponieważ jego deklarowany zasięg od dziesięciu lat utrzymuje się na poziomie 37 proc. Ostrzegają jednak przed osłabieniem tego, co znajduje się pomiędzy mocnym klubem lokalnym a największą marką zagraniczną: rodzime zespoły spoza regionu straciły 12 punktów procentowych poparcia fanów futbolu, a zagraniczne zyskały 10 punktów. Rywalizacja toczy się już nie tylko o wynik meczu, lecz również o pamięć, czas i lojalność kolejnego pokolenia.
Najtrwalszym zasobem pozostaje więź z własnym miejscem, która nadal obejmuje 32 proc. kibiców piłkarskich. Jej przyszłość zależy od tego, czy kluby będą zdolne otwierać stadiony na rodziny, budować bezpieczne rytuały uczestnictwa oraz opowiadać historię miasta językiem zrozumiałym dla młodych odbiorców. Globalne widowisko niemal zawsze wygra jakością obrazu, lecz lokalna drużyna może ofiarować coś, czego nie dostarczy żadna platforma: rzeczywiste zakorzenienie.
Andrzej Kędzierski

















