Internet przesyłany z kosmosu nie jest już usługą przydatną wyłącznie mieszkańcom miejsc oddalonych od dużych miast. Podczas wojny w Ukrainie stał się narzędziem potrzebnym żołnierzom niemal tak samo jak radiostacje, drony i systemy rozpoznania. Rosyjskie oddziały przez pewien czas korzystały z terminali Starlink kupowanych nieoficjalnymi kanałami, ale na początku 2026 r. duża część tych urządzeń przestała działać. Kreml przyspiesza więc rozwój własnej sieci o nazwie Rassvet.
Dlaczego wojsko potrzebuje internetu z satelitów?
Na froncie zwykła infrastruktura telekomunikacyjna często zostaje uszkodzona już w pierwszych dniach walk. Maszty telefonii komórkowej, przewody i centrale można zbombardować, odciąć od prądu albo przejąć. Łączność radiową da się natomiast zagłuszać, a jej silne źródło może zdradzić położenie jednostki. Terminal satelitarny pozwala ominąć znaczną część tych problemów, ponieważ przesyła dane bezpośrednio do urządzeń znajdujących się na orbicie.
Żołnierze potrzebują takiego połączenia nie tylko do rozmów i wysyłania wiadomości. Przez sieć trafiają do dowódców obrazy z kamer dronów, mapy, współrzędne celów oraz informacje o ruchach przeciwnika. Internet pomaga również w kierowaniu logistyką, zamawianiu amunicji, przekazywaniu ostrzeżeń i współpracy pomiędzy oddziałami. Gdy komunikacja zanika, decyzje zapadają wolniej, a jednostki mogą stracić orientację w sytuacji na polu walki.
W jaki sposób Rosjanie zdobywali dostęp do Starlinka?
SpaceX nie sprzedawał usługi rosyjskiemu rządowi ani jego armii, lecz terminale można było kupować przez pośredników działających poza Rosją. Urządzenia przewożono później na okupowane obszary Ukrainy, gdzie znajdowały się w zasięgu amerykańskiej konstelacji. Rosyjscy wojskowi używali ich do komunikacji między stanowiskami, przesyłania danych i wspierania operacji z użyciem bezzałogowców. Z czasem odbiorniki Starlink zaczęto znajdować również na rosyjskich dronach uderzeniowych.
Taki bezzałogowiec mógł pozostawać w kontakcie z operatorem na dużej odległości i reagować na zmiany pojawiające się podczas lotu. Połączenie satelitarne było trudniejsze do zagłuszenia niż wiele zwykłych kanałów radiowych. Dawało też możliwość przekazywania obrazu na żywo, co ułatwiało wybieranie ruchomych celów. Dla Ukrainy oznaczało to, że technologia zachodniej firmy zaczyna pomagać państwu prowadzącemu przeciwko niej wojnę.
Co zmieniła biała lista terminali?
W lutym 2026 r. władze w Kijowie uzgodniły ze SpaceX, że na terytorium Ukrainy będą obsługiwane wyłącznie wcześniej zgłoszone urządzenia. Wojsko, firmy i użytkownicy cywilni otrzymali możliwość potwierdzenia swoich terminali, natomiast pozostały sprzęt miał zostać odłączony. Ministerstwo Obrony Ukrainy wyjaśniało, że celem jest zatrzymanie rosyjskich dronów korzystających ze Starlinka bez pozbawiania łączności legalnych odbiorców. W praktyce powstała cyfrowa brama, przez którą mogły przejść tylko zatwierdzone identyfikatory.
Rosjanie natychmiast zaczęli szukać luk w nowym systemie. Ukraińskie służby wykrywały osoby rejestrujące sprzęt na cudze dane, a następnie przekazujące aktywowane urządzenia przeciwnikowi. Pojawiły się także fałszywe kanały internetowe, które obiecywały rosyjskim żołnierzom przywrócenie dostępu, lecz w rzeczywistości zbierały numery terminali i informacje o ich lokalizacji. Według Business Insidera w jednej takiej operacji pozyskano dane dotyczące 2420 urządzeń.
Czym właściwie jest Rassvet?
Rassvet to projekt szybkiego internetu satelitarnego przygotowywany przez rosyjską spółkę Biuro 1440. Zasada działania przypomina Starlink: wiele stosunkowo niewielkich aparatów krąży nisko nad Ziemią i łączy się z terminalami użytkowników. Satelity mogą przekazywać sygnał do stacji naziemnych albo przesyłać go między sobą, zanim trafi do właściwego odbiorcy. Takie rozwiązanie skraca opóźnienia i pozwala budować zasięg na terenach pozbawionych tradycyjnej infrastruktury.
Rosyjska firma rozpoczęła próby kilka lat przed wprowadzeniem blokady nieautoryzowanych Starlinków. W 2023 r. wysłano pierwsze urządzenia eksperymentalne, a kolejne testy odbyły się rok później. Marzec 2026 r. przyniósł start grupy 16 satelitów przewidzianych do przyszłej obsługi użytkowników. Oznaczało to przejście od sprawdzania pojedynczych technologii do początkowego etapu budowy właściwej sieci.
Ile satelitów chce umieścić na orbicie Rosja?
Ukraiński wywiad wojskowy ocenia, że Moskwa realizuje program szybciej, niż początkowo zapowiadała. Gen. Wadym Skibicki przekazał, że w 2027 r. Rassvet może składać się z 292 aparatów, a do 2035 r. ich liczba miałaby wzrosnąć do 924. Dane te opublikował Reuters, zastrzegając, że obecnie rosyjska konstelacja jest dopiero rozwijana. Tak szybka rozbudowa będzie zależała od możliwości fabryk, dostępności podzespołów oraz liczby rakiet, które Rosja zdoła wystrzelić.
Kilkunastu satelitów nie wystarcza do zapewnienia nieprzerwanego internetu nad całym frontem. Każdy aparat przesuwa się względem powierzchni Ziemi, dlatego po pewnym czasie znika użytkownikowi za horyzontem. Zanim to nastąpi, jego zadanie powinien przejąć następny element konstelacji. Im więcej urządzeń znajdzie się na odpowiednio dobranych orbitach, tym rzadziej będą pojawiały się przerwy w połączeniu.
Czy Rassvet może dorównać Starlinkowi?
W najbliższym czasie jest to mało prawdopodobne, ponieważ Starlink dysponuje tysiącami aktywnych satelitów i rozbudowanym zapleczem produkcyjnym. SpaceX regularnie wynosi następne partie urządzeń własnymi rakietami, podczas gdy rosyjski program dopiero tworzy zdolność seryjnego wytwarzania sprzętu. Biuro 1440 zapowiada prędkość do 1 gigabita na sekundę oraz opóźnienie nie większe niż 70 milisekund, ale parametry uzyskiwane podczas prób nie przesądzają o jakości masowej usługi. „Wired” zwracał uwagę, że największą przeszkodą może okazać się nie sam pomysł, lecz skala przemysłowa potrzebna do jego realizacji.
Rosja nie potrzebuje jednak sieci obejmującej od razu cały świat. Dla armii ważniejsze będzie regularne połączenie nad własnym państwem, okupowanymi ziemiami i obszarami, na których prowadzone są działania. Nawet mniejszy system może poprawić komunikację, jeśli zostanie przeznaczony przede wszystkim dla wojska. Dlatego porażką Starlinka nie musiałaby być utrata pozycji światowego lidera, lecz samo zmniejszenie jego znaczenia na rosyjsko-ukraińskim polu walki.
Do czego rosyjskie wojsko może wykorzystać własną sieć?
Najbardziej oczywistym zastosowaniem będzie przekazywanie rozkazów pomiędzy dowództwami i jednostkami. Rassvet może też dostarczać obraz z dronów, dane z czujników, aktualne mapy oraz współrzędne potrzebne artylerii. Kolejną możliwością jest kontrolowanie bezzałogowców poza zasięgiem naziemnych przekaźników. Stabilne połączenie pomaga również szybko sprawdzać, czy cel nadal znajduje się w miejscu wskazanym przed rozpoczęciem operacji.
Własny internet satelitarny stanie się zapewne tylko jedną częścią większego systemu. Rosyjskie oddziały nadal będą korzystały z radiostacji, telefonii komórkowej, światłowodów, tradycyjnych satelitów oraz przekaźników umieszczanych na dronach lub balonach. Dowódcy otrzymają dzięki temu więcej możliwości wyboru w razie awarii albo ataku na konkretny kanał. Taka różnorodność nie gwarantuje ciągłej komunikacji, ale utrudnia przeciwnikowi całkowite odcięcie jednostek.
Czy Ukrainie uda się zakłócać Rassvet?
Rosyjska konstelacja nie będzie odporna na wszystkie działania przeciwnika. Ukraińcy mogą niszczyć terminale na ziemi, uderzać w stacje obsługujące sieć, próbować włamywać się do jej systemów i zagłuszać sygnał w pobliżu ważnych obiektów. Duże nadajniki używane do walki elektronicznej same mogą jednak zostać wykryte, ponieważ emitują silne fale. Rozpoczyna się więc rywalizacja, w której każda ze stron szuka równowagi między skutecznym połączeniem a ryzykiem ujawnienia własnej pozycji.
Znacznie trudniejsze byłoby zatrzymanie całej usługi poprzez unieszkodliwienie satelitów. Zniszczenie pojedynczego aparatu nie wyłączy rozbudowanej konstelacji, jeśli jego zadania przejmą sąsiednie urządzenia. Atak w kosmosie mógłby ponadto doprowadzić do groźnej eskalacji i powstania odłamków zagrażających innym obiektom. Bardziej prawdopodobna pozostaje zatem walka z naziemnymi elementami Rassvetu oraz lokalne utrudnianie transmisji.
Dlaczego właściciel sieci może wpływać na działania armii?
Starlink należy do prywatnej firmy, która określa warunki korzystania z usługi i może technicznie ograniczyć jej działanie na wybranym obszarze. Państwo posiadające terminale nie uzyskuje przez to automatycznie prawa do włączenia sieci w każdym miejscu. „Le Figaro” poinformował, że Wołodymyr Zełenski zabiegał o możliwość używania połączenia nad Rosją, aby wspierać loty ukraińskich dronów dalekiego zasięgu. Zgoda zależy jednak od SpaceX i władz Stanów Zjednoczonych, a nie wyłącznie od decyzji Kijowa.
Wcześniejsze wydarzenia już pokazały znaczenie takiej kontroli. Reuters opisywał ograniczenie dostępności części terminali podczas ukraińskich działań w 2022 r., choć SpaceX odrzucał przedstawioną przez agencję wersję. Niezależnie od oceny tamtego sporu rządy zobaczyły, że prywatny operator może znaleźć się w samym środku decyzji dotyczących wojny. Rassvet ma sprawić, że Moskwa nie będzie musiała pytać zagranicznej firmy, gdzie wolno jej uruchomić własne połączenie.
Czy Europa ma czym zastąpić Starlink?
Największym europejskim operatorem satelitów niskoorbitalnych jest Eutelsat, do którego należy sieć OneWeb licząca około 600 aparatów. Może ona przejąć część komunikacji, ale nie dysponuje obecnie skalą pozwalającą natychmiast zastąpić wszystkie usługi Starlinka wykorzystywane przez Ukrainę. Ówczesna prezes Eutelsatu Eva Berneke mówiła o tym otwarcie w 2025 r., gdy Europa zaczęła poważniej rozważać alternatywne rozwiązania.
Unia Europejska przygotowuje również własny program IRIS² o wartości szacowanej na około 10,6 mld euro. Ma on zapewniać bezpieczną komunikację instytucjom publicznym, służbom oraz wybranym użytkownikom komercyjnym. Do stworzenia niezależności nie wystarczą jednak same obiekty wysłane w kosmos. Europa potrzebuje jeszcze własnych terminali, chronionych stacji naziemnych, rakiet nośnych, wspólnych standardów i umów określających zasady działania sieci podczas kryzysu.
Co rozwój Rassvetu oznacza dla przyszłych wojen?
Rosyjski projekt potwierdza, że łączność satelitarna staje się podstawowym elementem siły państwa. Armia posiadająca własną sieć może szybciej przekazywać informacje i jest mniej podatna na naciski zagranicznego dostawcy. Nie oznacza to, że każda zapowiedź Biura 1440 zostanie wykonana w terminie ani że Rassvet zapewni Rosji natychmiastową przewagę. Kolejne starty będą jednak stopniowo zwiększały jego przydatność.
Ukraina i jej partnerzy nie powinni odpowiadać poszukiwaniem jednego systemu, który przejmie wszystkie zadania Starlinka. Bezpieczniejszym rozwiązaniem jest równoległe utrzymywanie kilku sieci oraz możliwość szybkiego przełączania się między nimi. Przyszłe konflikty będą zależały nie tylko od liczby pocisków i dronów, ale także od odporności kanałów, przez które płyną rozkazy i dane. Kto zachowa łączność po pierwszym uderzeniu, ten będzie mógł nadal dowodzić własnymi siłami.
Kazimierz Olejnik

















