Józef Orzeł o kryzysie PiS

Józef Orzeł przewiduje dalsze osłabienie PiS

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Prawo i Sprawiedliwość nie musi zniknąć ze sceny politycznej, ale może utracić pozycję ugrupowania, które przez dwie dekady wyznaczało kierunek całej polskiej prawicy. Taką diagnozę przedstawił Józef Orzeł w rozmowie udzielonej Interii. Współzałożyciel Porozumienia Centrum uważa, że odejście Mateusza Morawieckiego nie zamknęło konfliktu w PiS, lecz uruchomiło proces, którego dalszym skutkiem może być spadek poparcia, osłabienie struktur i rozpoczęcie walki o sukcesję po Jarosławie Kaczyńskim.

Najbardziej alarmująca prognoza dotyczy notowań partii. Zdaniem Józefa Orła PiS może zejść nawet do poziomu 10 proc., jeżeli nie zaproponuje wyborcom własnej, rozpoznawalnej wizji państwa. Sam sprzeciw wobec Donalda Tuska przestał wystarczać, ponieważ podobnym językiem posługują się również środowisko Mateusza Morawieckiego oraz ugrupowania tworzące szeroko rozumianą Konfederację.

Kim jest Józef Orzeł?

Józef Orzeł jest ekonomistą, filozofem, publicystą i byłym parlamentarzystą, który uczestniczył w budowaniu obozu politycznego braci Kaczyńskich na początku lat 90. Ukończył ekonometrię w Szkole Głównej Planowania i Statystyki, a później zdobył stopień doktora filozofii. W czasach PRL angażował się w działalność opozycyjną i współpracował z podziemną Solidarnością.

W 1990 roku należał do grona założycieli Porozumienia Centrum. Z listy tej partii został wybrany do Sejmu I kadencji, jednak po poparciu rządu Hanny Suchockiej rozstał się ze środowiskiem PC. Po zakończeniu działalności parlamentarnej zajmował się między innymi wydawnictwami, rozwojem regionalnym, zarządzaniem projektami oraz zagadnieniami związanymi z cyfryzacją.

Był doradcą ministrów i jednym ze współautorów Narodowego Planu Rozwoju na lata 2004–2006. Kierował także Radą do Spraw Cyfryzacji i związał się z Klubem Ronina. Jego komentarze na temat PiS wynikają więc nie tylko z obserwowania bieżącej polityki, ale również z osobistej znajomości początków środowiska, z którego wyrosła partia Jarosława Kaczyńskiego.

Rozłam przyniósł PiS wyraźną stratę

Według Józefa Orła wyborcy ukarali Prawo i Sprawiedliwość za rozbicie dotychczasowego obozu. Spodziewał się on, że odejście grupy Mateusza Morawieckiego odbierze PiS od 5 do 7 punktów procentowych, podczas gdy nowa inicjatywa byłego premiera zdobędzie od 3 do 5 punktów. Przywołane przez niego pierwsze sondaże pokazały jednak stratę jeszcze większą od przewidywanej.

W opinii dawnego polityka PC odejście Morawieckiego jedynie ujawniło głębsze problemy partii. Część jej dotychczasowych zwolenników ma być zmęczona brakiem aktywności, niedostatkiem nowych pomysłów oraz niewyciągnięciem wniosków z błędów popełnionych w latach 2019–2023. PiS nie odpowiedział również przekonująco na pytanie, jaki model państwa chciałby zbudować po ewentualnym powrocie do władzy.

Orzeł ujmuje ten problem w wyjątkowo ostrych słowach, stwierdzając, że „PiS nie ma w tej chwili narracji”. Krytykowanie obecnego gabinetu może mobilizować najbardziej lojalny elektorat, lecz nie musi przekonać ludzi oczekujących programu wykraczającego poza hasło odsunięcia Donalda Tuska. W tej części sceny politycznej coraz więcej formacji mówi o zadłużeniu, migracji, suwerenności i relacjach z Unią Europejską, dlatego PiS traci dotychczasową wyrazistość.

Następny konflikt może dotyczyć ziobrystów

Wyjście grupy Mateusza Morawieckiego nie oznacza, że w partii Jarosława Kaczyńskiego zniknęły konkurujące ze sobą frakcje. Józef Orzeł przewiduje, że kolejnym źródłem napięć może stać się pozycja polityków wywodzących się z dawnej Suwerennej Polski. Opisuje ich jako środowisko zdyscyplinowane, ambitne, pracowite i skutecznie zabiegające o własne wpływy.

Taka aktywność może prowadzić do sporu z głównym aparatem PiS, zwłaszcza że partia próbuje odzyskać utraconych wyborców przez przesunięcie swojego przekazu na prawo. Pod względem światopoglądowym ziobryści oraz kierownictwo ugrupowania mogą więc mówić podobnie, ale jednocześnie rywalizować o stanowiska, struktury terenowe i miejsce w przyszłym układzie przywódczym.

Zdaniem Orła prawdziwa walka o następcę Jarosława Kaczyńskiego może dopiero się rozpocząć. Usunięcie ze środka partii jednego z najważniejszych konkurentów nie musi przynieść uspokojenia, ponieważ ambicje pozostałych polityków nie zniknęły wraz z odejściem Morawieckiego.

Mateusz Morawiecki również stoi przed trudnym zadaniem

Były premier nie znajduje się jednak w sytuacji gwarantującej polityczny sukces. Musi zbudować odrębną tożsamość, chociaż największą część potencjalnego elektoratu może odebrać przede wszystkim swojej dawnej partii. Wyborcy koalicji rządzącej nadal kojarzą go z sześcioletnim okresem kierowania rządem PiS, natomiast zwolennicy Konfederacji i Grzegorza Brauna mogą postrzegać go jako część poprzedniego systemu władzy.

Rywalizacja z Jarosławem Kaczyńskim będzie szczególnie trudna wśród starszych wyborców prawicy. Prezes PiS pozostaje dla dużej części tego środowiska postacią historyczną, natomiast to właśnie on uczynił Morawieckiego premierem i umożliwił mu wejście do pierwszego szeregu polskiej polityki.

Józef Orzeł krytycznie ocenia próbę przedstawiania byłego szefa rządu jako wykonawcy decyzji podejmowanych przez prezesa PiS. Odpowiedzialności za poprzednie rządy nie da się przypisać wyłącznie jednej stronie. Morawiecki i Kaczyński współtworzyli ten sam obóz, dlatego wzajemne oskarżenia mogą osłabić obydwu polityków.

Bez programu PiS może przestać rozdawać karty

Jednym z powodów obecnego kryzysu ma być brak trwałego zaplecza eksperckiego. Józef Orzeł zwraca uwagę, że PiS nie stworzył własnego silnego think tanku ani przestrzeni pozwalającej na prowadzenie otwartej debaty o nowych rozwiązaniach. Po odejściu grupy Morawieckiego zdolność partii do przygotowania i komunikowania programu może zostać dodatkowo ograniczona.

Szansą na odzyskanie inicjatywy mogłoby być powrócenie do zapowiedzi głębokiej reformy państwa, składanej przed wyborami w 2015 roku. Administracja powinna, według Orła, zostać przekształcona w narzędzie rzeczywiście pomagające obywatelowi. Zmian wymagałby również system prawa, który zamiast ułatwiać rozwiązywanie problemów często potęguje proceduralne trudności.

Jeżeli PiS nie przedstawi takiej jakościowo nowej propozycji, grozi mu nie tylko dalszy odpływ poparcia. Partia może także stracić możliwość samodzielnego wskazywania kandydata na premiera. W przyszłych rozmowach prawicy nie występowałaby już jako naturalny gospodarz, lecz jako jeden z kilku podmiotów konkurujących o wpływ na ostateczny kształt porozumienia.

Karol Nawrocki może zostać patronem porozumienia

Najważniejszym wnioskiem z rozmowy Józefa Orła dla Interii jest wskazanie szczególnej roli prezydenta Karola Nawrockiego. Jarosław Kaczyński nie może samodzielnie zjednoczyć całej prawicy, ponieważ popadł w konflikt ze Sławomirem Mentzenem i wykluczył Grzegorza Brauna z możliwego układu koalicyjnego. Mateusz Morawiecki również nie może zostać bezstronnym organizatorem rozmów, skoro pozostaje uczestnikiem najpoważniejszego sporu.

Prezydent dysponuje natomiast urzędem pozwalającym mu zachować dystans wobec partyjnej konkurencji. Nie musiałby obejmować formalnego przywództwa nad wszystkimi ugrupowaniami, ale mógłby patronować procesowi poszukiwania wspólnych punktów. Orzeł uważa, że to właśnie Karol Nawrocki jest dziś jedyną osobą zdolną do rozpoczęcia podobnej inicjatywy.

Dawny współzałożyciel PC odrzuca jednocześnie tezę, że między prezydentem a Jarosławem Kaczyńskim trwa pojedynek o dominację. Sugestię Donalda Tuska o takim konflikcie określił jako „bzdurę”. W jego ocenie Nawrocki i Kaczyński mają odmienne funkcje oraz zakresy odpowiedzialności, dlatego mogą współpracować bez konieczności rozstrzygania, który z nich jest najważniejszym przywódcą prawicy.

Rozmowy powinny rozpocząć się jeszcze przed kampanią parlamentarną, ponieważ później wzajemna rywalizacja może doprowadzić do dalszego pogłębienia podziałów. Na pierwszym etapie nie musieliby w nich nawet uczestniczyć główni liderzy. Prenegocjacje mogliby prowadzić ich doradcy, zastępcy oraz osoby mające wystarczające zaufanie poszczególnych środowisk.

Przyszłość PiS zależy od zdolności do zmiany

Józef Orzeł nie ogłasza końca Prawa i Sprawiedliwości, lecz ostrzega przed trwałą degradacją politycznej pozycji tej partii. PiS nadal ma rozpoznawalną markę, rozbudowane struktury i wierny elektorat, ale po raz pierwszy od wielu lat może przestać być jedynym punktem odniesienia dla wyborców prawicy.

O dalszym losie ugrupowania zdecyduje to, czy potrafi ono zaproponować coś więcej niż sprzeciw wobec rządu. Jeśli nie pojawi się nowy program, sprawne zaplecze eksperckie i zdolność do prowadzenia rozmów z politycznymi konkurentami, wynik na poziomie 10 proc. przestanie być jedynie ostrą publicystyczną prognozą.

Spór nie dotyczy już zatem wyłącznie tego, kto przejmie stanowiska po odejściu grupy Morawieckiego. Stawką jest odpowiedź na pytanie, czy PiS nadal będzie organizować polską prawicę, czy też stanie się jednym z kilku ugrupowań zabiegających o miejsce przy wspólnym stole.

Kazimierz Olejnik

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać