Kto może rządzić Francją, której nie przekonuje nikt
Francuska scena polityczna znalazła się w osobliwym położeniu, w którym prezydent schodzi do historycznego minimum aprobaty, premier niewiele go wyprzedza, a potencjalni następcy zamiast przejmować uwolnione zaufanie gromadzą coraz większe grupy przeciwników. Wyniki wrześniowego pomiaru nie tworzą rankingu przyszłych zwycięzców, lecz mapę oporu wobec możliwych rozstrzygnięć. Prawdziwe pytanie brzmi dziś nie tyle, kto potrafi zebrać najwięcej głosów w pierwszej turze, ile kto będzie zdolny rządzić państwem, którego większość od początku przyjmie jego prezydenturę bez entuzjazmu.
Jak nisko spadły oceny obecnego kierownictwa państwa?
W najnowszej fali badania przeprowadzonej dla niedzielnego wydania „La Tribune” jedynie 16 proc. ankietowanych wyraziło przychylne zdanie o działalności Emmanuela Macrona, podczas gdy w lipcu odsetek ten wynosił 21 proc. Grupa krytyczna powiększyła się do 81 proc., notując siedmiopunktową zmianę, a aprobata wśród zwolenników Renaissance, MoDem i Horizons zatrzymała się na 53 proc. Pełny wrześniowy raport Ipsos bva-CESI przedstawia cykliczny zapis ocen egzekutywy, liderów oraz najważniejszych trosk społeczeństwa, dzięki czemu obecny odczyt można osadzić w dłuższym szeregu.
Sébastien Lecornu otrzymuje korzystne opinie od jednej piątej respondentów, tracąc od poprzedniej edycji siedem punktów. Darmanin pozostaje najpopularniejszą osobą w gabinecie z 38 proc., Nunez zachowuje 25 proc., natomiast Barrot utrzymuje 12 proc. Różnica między ministrami a szefem rządu dowodzi, że negatywna ocena centrum władzy nie musi obejmować z jednakową siłą każdego polityka odpowiedzialnego za poszczególne obszary państwa.
Czego Francuzi obawiają się najbardziej?
Na pierwszym miejscu znalazły się dochody i koszty życia, wskazane przez 54 proc. uczestników, a tuż za nimi kondycja systemu społecznego, ważna dla 40 proc. Pytania środowiskowe oraz migracyjne uzyskały po 31 proc., choć tylko druga z tych kategorii zwiększyła znaczenie, rosnąc o cztery punkty. Dane te sugerują, że źródło krytycyzmu leży w nakładaniu się niepewności materialnej, obaw o usługi publiczne i sporu o kierunek państwa, a nie w jednym wydarzeniu kampanijnym.
Właśnie dlatego 16-procentowego rezultatu nie wolno utożsamiać z liczbą osób gotowych poprzeć kandydata obecnej większości. Macron kończy drugą następującą bezpośrednio kadencję, a przepisy konstytucyjne dotyczące prezydenturynie pozwalają sprawować więcej niż dwóch takich mandatów pod rząd. Jego nazwisko pozostanie jednak skrótem obejmującym dorobek reform, stan finansów, europejską aktywność i sposób wykonywania władzy.
Czy którykolwiek następca budzi szeroką nadzieję?
Odpowiedzi dotyczące hipotetycznego objęcia urzędu nie dają żadnej testowanej postaci komfortowej sytuacji. Prezydentura Mélenchona spotkałaby się z niezadowoleniem 70 proc. osób, Tondelier 61 proc., Attala 60 proc., Philippe’a 57 proc., Retailleau 53 proc., a Glucksmanna i Le Pen po 52 proc. Każdy z wymienionych wskaźników wzrósł względem poprzedniej fali, odpowiednio o 5, 8, 12, 12, 6, 6 i 5 punktów.
Najbardziej wymowny jest przypadek mera Hawru, któremu ubywa jednocześnie potencjalnych entuzjastów i przybywa zdecydowanych sceptyków. Tylko 19 proc. respondentów przyjęłoby wybór Philippe’a z zadowoleniem, co oznacza czteropunktowe pogorszenie. Tymczasem Bardella dociera do 36 proc. odpowiedzi pozytywnych i poprawia rezultat o trzy punkty, osiągając poziom notowany przez liderkę własnej partii.
Dlaczego Le Pen może prowadzić mimo wysokiego odrzucenia?
Elektorat negatywny i preferencja przy urnie nie są swoimi lustrzanymi odbiciami, zwłaszcza w systemie wymagającym dwóch głosowań. Kandydatka RN może być nieakceptowana przez 52 proc. społeczeństwa, a zarazem dysponować największą zwartą grupą wyborców pierwszej tury, ponieważ konkurenci dzielą pozostałe środowiska między kilka nazwisk. Raport o wyborach prezydenckich udostępniony przez Ipsos pokazuje wiele konfiguracji listy startowej, co jest ważniejsze od jednego syntetycznego wyniku.
W tych wariantach kandydatka Zjednoczenia Narodowego mieści się między 34 a 36 proc., lider Francji Nieujarzmionej między 15 a 17 proc., były premier z Horizons między 14,5 a 22,5 proc., dawny szef rządu z Renaissance między 7,5 a 15,5 proc., eurodeputowany Place publique między 11,5 a 14 proc., a reprezentant Republikanów między 6 a 10 proc. Rozpiętości nie są błędem rachunkowym, tylko konsekwencją sprawdzania odmiennych zestawów kandydatur. Im większa liczba konkurentów zabiegających o podobnych obywateli, tym łatwiej zdyscyplinowanej mniejszości zdobyć pierwsze miejsce.
Co może przesądzić o drugiej turze?
Po wyłonieniu dwojga finalistów zasadnicze znaczenie zyska zdolność przekroczenia własnego obozu, a wysoki sprzeciw będzie działał jak niski sufit poparcia. Mélenchonowi może pomóc skupienie użytecznego głosu lewicy w pierwszym etapie, lecz 70 proc. niezadowolonych zapowiada poważną trudność w finałowej mobilizacji centrum. Philippe ma większy potencjał poszerzania koalicji, ale jego pozycję osłabia zarówno skojarzenie z kończącą się prezydenturą, jak i konkurencja Attala.
Le Pen wchodzi do wyścigu z przewagą organizacyjną i lojalnością ponad 90 proc. własnych wyborców z 2022 r. w badanych scenariuszach, jednak musi jeszcze przekonać część osób, które oceniają możliwość jej zwycięstwa negatywnie. Rada Konstytucyjna opisuje zasady kampanii i przedstawiania kandydatów, przypominając o etapie 500 przedstawień przez uprawnionych przedstawicieli publicznych, zanim powstanie ostateczna lista. Do tego czasu rywalizacja pozostanie walką politycznych projektów, spośród których nie wszystkie znajdą się na karcie.
Czy po 2027 roku Francja odzyska sterowność?
Zwycięstwo prezydenckie jest tylko pierwszą częścią odpowiedzi, gdyż nowa głowa państwa będzie potrzebowała rządu zdolnego utrzymać się w podzielonym Zgromadzeniu Narodowym. Francuskie Zgromadzenie Narodowe wyjaśnia mechanizm odpowiedzialności rządu, który może ograniczyć gabinet pozbawiony stabilnej większości. Kandydat budzący od początku silny sprzeciw będzie musiał równocześnie szukać kompromisów parlamentarnych i bronić mandatu uzyskanego w spolaryzowanej kampanii.
Wrześniowe liczby nie zapowiadają więc spokojnego końca jednego cyklu i narodzin drugiego, ale możliwe przedłużenie problemu legitymizacji. Odchodzący ośrodek wykonawczy nie przekazuje następcom zgromadzonego kapitału, a przeciwnicy nie zbudowali dotąd wystarczająco szerokiej zgody wokół alternatywy. Francuzi mogą ostatecznie wybrać zdecydowanie, nie czując jednocześnie, że oferta odpowiada ich oczekiwaniom, i właśnie to napięcie prawdopodobnie określi zarówno kampanię, jak i początek kolejnej kadencji.
Sebastian Nizio

















