W niedzielę dziennikarze The Washington Post, The Guardian, Le Monde oraz 14 innych mediów opublikowali wyniki własnego śledztwa, które ujawnia wykorzystanie danych z 37 prywatnych telefonów poprzez aplikację Pegasus. Klientami NSO Group, którzy zlecali śledzenie konkretnych numerów telefonów, były rządy co najmniej 10 państw, w tym Azerbejdżanu, Kazachstanu, Meksyku, Arabii Saudyjskiej, Węgier, Indii i Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Informacje o inwigilacji budzą obawy w zakresie utrzymania prywatności w prywatnym smartfonie oraz ujawniają, w jakim stopniu oprogramowanie prywatnej firmy może być niewłaściwie wykorzystywane.
Aplikacja Pegasus może udostępniać dane z telefonu komórkowego użytkownika (w tym wykorzystywać rejestratory audio i wideo) wyłącznie w celu przeciwdziałania terroryzmowi lub przeciwko poważnym przestępcom – co wielokrotnie zaznaczało NSO Group. Aplikacja miała jednak uzyskać dane i zapisy rozmów z 37 smartfonów dziennikarzy, aktywistów i polityków z całego świata, którzy zostali zidentyfikowani po numerach telefonów. Jak zaznaczyli dziennikarze, bez fizycznego zbadania telefonu nie da się jednak ustalić, czy urządzenie było rzeczywiście inwigilowane przez Pegasusa.
Do wycieków danych z aplikacji dotarła organizacja non-profit Forbidden Stories, która następnie przekazała dane dziennikarzom. Publikacje skomentowała Amnesty International, która potępiła „całkowity brak regulacji” oprogramowania inwigilacyjnego.
– Dopóki ta firma (NSO) i cała branża nie będą w stanie wykazać, że są w stanie przestrzegać praw człowieka, musi istnieć natychmiastowe moratorium na eksport, sprzedaż, transfer i wykorzystanie technologii nadzoru – komentowała AI.
NSO zaprzeczyło zarzutom zawartym w raporcie, mówiąc, że publikacje są „pełne błędnych założeń i niepotwierdzonych teorii”. Ponadto firma zagroziła pozwem o zniesławienie.

















