Ghana chce rozliczenia niewolnictwa. Europa przeprasza, lecz nie zamierza płacić

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Debata o reparacjach za handel niewolnikami przyspieszyła. Państwa Afryki coraz częściej domagają się nie tylko oficjalnych przeprosin.

Czy państwa, Kościoły, banki i przedsiębiorstwa powinny materialnie odpowiedzieć za korzyści czerpane z handlu ludźmi? Ghana chce, aby debata o niewolnictwie przestała ograniczać się do przeprosin oraz miejsc pamięci. Akra próbuje przenieść ją na poziom międzynarodowych negocjacji o pieniądzach, inwestycjach i zadłużeniu.

Spór o reparacje trafia do ONZ

Pierwszy znaczący krok wykonano w marcu. Organizacja Narodów Zjednoczonych przyjęła wówczas zgłoszoną przez Ghanę rezolucję, w której niewolnictwo uznano za „największą zbrodnię przeciwko ludzkości”. Przeciwko dokumentowi opowiedziały się Stany Zjednoczone, natomiast kraje europejskie nie poparły go ani nie odrzuciły, wybierając wstrzymanie się od głosu.

Po kilku miesiącach Akra stała się miejscem kolejnej dyplomatycznej ofensywy. Na zorganizowanej w stolicy Ghany konferencji dotyczącej reparacji spotkali się delegaci reprezentujący około 80 państw. Przyjęli założenie, że niewolnictwo oraz kolonializm pozostawiły konsekwencje odczuwalne również współcześnie. W naprawianiu tych szkód — zdaniem uczestników — powinny brać udział kraje i instytucje, które wcześniej zbudowały na tym systemie swoją pozycję lub majątek.

Unia Afrykańska powierzyła Ghanie szczególną funkcję w promowaniu idei sprawiedliwości reparacyjnej. Akra wykorzystuje ją również do wzmocnienia własnej pozycji politycznej. Ghana jako pierwsza kolonia w Afryce Subsaharyjskiej wywalczyła niepodległość od europejskiego mocarstwa, a następnie przez dziesięciolecia zabiegała o status jednego z najważniejszych centrów panafrykanizmu.

Reparacje nie muszą oznaczać czeków

Ghańska koncepcja znacznie wykracza poza bezpośrednie odszkodowania dla afrykańskich państw lub potomków ludzi uprowadzonych i przewiezionych do obu Ameryk. Pod pojęciem reparacji mają mieścić się również programy stypendialne dla studentów z Afryki, kapitał dla młodych przedsiębiorców, środki przeznaczone na badania naukowe oraz inicjatywy społeczne i zdrowotne.

Zwolennicy tego podejścia przekonują, że liczne dzisiejsze problemy kontynentu mają źródła w wielopokoleniowych następstwach niewolnictwa. Zamiast jednej wypłaty proponują więc system długoterminowego wsparcia, który miałby zwiększać możliwości rozwojowe afrykańskich społeczeństw.

Największe emocje budzi jednak pomysł częściowego umorzenia albo przynajmniej ograniczenia zadłużenia państw Afryki. Podczas spotkania w Akrze rozwiązanie to oficjalnie wskazano jako jeden z dopuszczalnych sposobów rekompensaty.

Kościół Anglii uruchomił fundusz. Wielka Brytania odmawia

Ghana nie ogranicza katalogu potencjalnie odpowiedzialnych podmiotów do dawnych potęg kolonialnych. Wskazuje również instytucje, które posiadały zniewolonych ludzi, finansowały handel nimi albo lokowały pieniądze w przedsięwzięcia czerpiące z niego zyski.

W tej grupie znalazł się Kościół Anglii. W XVIII wieku jego organizacje misyjne pozostawały powiązane z plantacjami opartymi na niewolniczej pracy. Własnych niewolników mieli także niektórzy duchowni. Z badań przeprowadzonych przez samą instytucję wynika ponadto, że kościelne fundusze inwestowano w działalność związaną z handlem ludźmi.

Kościół przyznał się do odpowiedzialności, przeprosił i powołał fundusz społeczny w wysokości 100 mln funtów. Pieniądze mają trafiać do społeczności nadal mierzących się z odległymi następstwami niewolnictwa. Decyzja nie zakończyła sporów — wywołała dyskusję również w obrębie samej wspólnoty kościelnej.

O wiele mniej skłonna do ustępstw pozostaje brytyjska administracja państwowa. Kolejne rządy w Londynie wykluczają wypłatę reparacji. Potencjalne żądania są szacowane nawet na biliony funtów, dlatego samo rozpoczęcie formalnych rozmów mogłoby stworzyć precedens prowadzący do ogromnych zobowiązań finansowych.

Afrykańscy pośrednicy również uczestniczyli w handlu

Debatę komplikuje rola lokalnych władców, handlarzy oraz pośredników, którzy dostarczali Europejczykom jeńców. Władze Ghany odrzucają jednak próbę zrównania ich udziału z odpowiedzialnością kolonialnych imperiów.

Według stanowiska Akry zasadnicza różnica dotyczy skali i charakteru przedsięwzięcia. To europejskie mocarstwa oraz powiązane z nimi gospodarki zbudowały prawne, finansowe, ubezpieczeniowe i transportowe zaplecze transatlantyckiego systemu niewolniczego. Bez tej infrastruktury lokalne konflikty nie mogłyby zostać przekształcone w trwający stulecia międzynarodowy rynek ludzi.

Nie wszyscy w Ghanie przedstawiają jednak przeszłość w równie jednoznaczny sposób. Niektórzy tradycyjni przywódcy przyznają, że ich przodkowie uczestniczyli w tym procederze.

Do takich społeczności należą Ga, zamieszkujący okolice współczesnej Akry. Ich kontakty handlowe z przybyszami z Europy obejmowały początkowo głównie złoto i kość słoniową. Z czasem przedmiotem wymiany stali się także ludzie brani do niewoli podczas miejscowych wojen. Europejscy kupcy płacili za nich między innymi bronią, alkoholem oraz tkaninami.

Król Ga Tackie Teiko Tsuru II przeprosił publicznie za postępowanie swoich przodków. Jego zdaniem uznanie miejscowego udziału nie osłabia żądań kierowanych pod adresem Europy, lecz czyni je bardziej wiarygodnymi.

Ta rozbieżność pokazuje, dlaczego historycznego rachunku nie da się sprowadzić do prostego zestawienia winnych i poszkodowanych. Europejskie imperia stworzyły rozległy rynek, zapewniły kapitał i zorganizowały transport przez ocean, ale jednocześnie wykorzystywały funkcjonujące już w Afryce sieci zależności oraz lokalne wojny.

Wybrzeże Ghany było bramą przez Atlantyk

Obszary należące obecnie do Ghany odegrały szczególną rolę w historii transatlantyckiego niewolnictwa. Spośród około 12 mln Afrykanów wywiezionych za ocean od 10 do 15 proc. miało pochodzić z terenów dzisiejszego państwa ghańskiego. Przez miejscowe porty i forty przeszła jeszcze większa liczba ludzi schwytanych w innych częściach kontynentu.

Najbardziej rozpoznawalnym świadectwem tej przeszłości jest Cape Coast Castle. Wznoszone przez Europejczyków forty na wybrzeżu łączyły funkcje składów, centrów wymiany i więzień. Przetrzymywano w nich jeńców oczekujących na statki płynące do Ameryki.

Szczególnym symbolem stały się Drzwi Bez Powrotu, którymi więźniowie opuszczali zamek przed załadunkiem. Dziś należą one do najważniejszych miejsc pamięci poświęconych ofiarom handlu niewolnikami.

Powrót diaspory: pojednanie czy biznes?

Ghana wykorzystuje swoją historię do odbudowy relacji z afrykańską diasporą. Prowadzone w ostatnich latach kampanie zachęcały Afroamerykanów oraz innych potomków mieszkańców kontynentu do przyjazdu, osiedlenia się i ponownego nawiązania więzi z Afryką.

Początkowo inicjatywę przedstawiano przede wszystkim jako symboliczny powrót do miejsca, z którym kontakt został brutalnie przerwany przez niewolnictwo. Z czasem coraz wyraźniej pojawił się także wymiar gospodarczy. Napływ zagranicznych gości zwiększył ceny w części popularnych lokalizacji, a diaspora zaczęła być postrzegana jako potencjalne źródło inwestycji.

Właśnie ten element budzi krytykę. Projekt pojednania może bowiem przekształcić się w dochodowy sektor turystyki historycznej. Potomkowie wywiezionych Afrykanów odwiedzają miejsca związane z tragedią swoich rodzin, korzystając przy tym ze standardowej oferty komercyjnej: płatnych wejść, zorganizowanych wycieczek i usług turystycznych.

Europa jest gotowa przepraszać, ale nie płacić

Dotychczas zachodnie państwa najczęściej akceptowały działania symboliczne. Przeprosiny, pomniki, muzea oraz finansowanie ograniczonych programów społecznych nie tworzą bowiem automatycznie prawnego obowiązku wypłaty odszkodowań.

Opór rośnie, gdy dyskusja dotyczy formalnych roszczeń finansowych. Ghana wraz z innymi krajami Afryki chce przełamać właśnie tę granicę. Celem jest wprowadzenie reparacji do oficjalnych relacji międzypaństwowych, zamiast pozostawiania ich wyłącznie historykom, aktywistom i organizacjom społecznym.

Nie istnieje jednak uzgodniony mechanizm, który pozwoliłby taki plan zrealizować. Nie wiadomo, według jakiego kryterium wyznaczać płatników i beneficjentów ani w jaki sposób przeliczyć na współczesne pieniądze szkody wyrządzone przed kilkuset laty. Trudne byłoby również rozdzielenie odpowiedzialności pomiędzy państwa, banki, firmy, wspólnoty religijne i prywatnych właścicieli.

Największe kraje Zachodu nadal nie sygnalizują gotowości do przyjęcia tak szerokiego modelu. Mimo to punkt ciężkości debaty wyraźnie się przesunął. Coraz rzadziej dyskutuje się wyłącznie o zasadności reparacji, a coraz częściej o ich możliwym kształcie, źródłach finansowania i podmiotach odpowiedzialnych za wypłaty.

Ghana zamierza przewodzić tym rozmowom jako reprezentant afrykańskich interesów. Nie jest jednak przesądzone, czy dyplomatyczna ofensywa Akry doprowadzi do powstania rzeczywistych zobowiązań, czy zakończy się kolejną serią deklaracji, przeprosin i symbolicznych gestów.

MB

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać