broń jądrowa Korei Południowej

Czy Korea Południowa potrzebuje własnej bomby atomowej?

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Broń jądrowa Korei Południowej wraca jako temat strategicznej dyskusji, ponieważ sąsiedni reżim powiększa potencjał atomowy i coraz wyraźniej odrzuca porozumienie z Seulem.

Najważniejsza zmiana w koreańskim konflikcie dotyczy roli, jaką Kim Dzong Un przypisuje posiadaniu broni atomowej. W opisie francuskiej gazety „Le Figaro” arsenał ma zapewniać przetrwanie władzom Północy, które ograniczają zainteresowanie kontaktami z południowym sąsiadem. Autor łączy tę postawę z oparciem uzyskanym dzięki współpracy z Rosją oraz z wnioskami, jakie Pjongjang wyciąga z amerykańskiego uderzenia na Iran. Z perspektywy Seulu oznacza to konieczność rozważania zagrożenia, którego nie da się sprowadzić do pojedynczego incydentu wzdłuż granicy.

Ustalenia MAEA wskazują, że za tą retoryką stoi rozbudowywane zaplecze technologiczne. W komunikacie z 7 września 2026 roku agencja odnotowała funkcjonowanie instalacji wzbogacania uranu w Kangson i Jongbjon oraz niepokojące informacje o zwiększaniu produkcji materiałów do broni jądrowej. Zdjęcia wykonane w czerwcu przedstawiały ponadto wirówki w nowym obiekcie o cechach odpowiadających instalacji wzbogacania uranu. Taki obraz potwierdza obawy dotyczące dalszego rozwijania programu Północy, choć nie daje podstaw do przypisywania jej dowolnej, niezweryfikowanej liczby nowych głowic.

Broń jądrowa Korei Południowej jako pytanie o bezpieczeństwo

„Le Figaro” przedstawia dwa warianty pojawiające się w strategicznych rozważaniach na Południu. Pierwszy zakładałby pozyskanie własnego uzbrojenia atomowego, drugi rozwijanie zaplecza pozwalającego zachować możliwość takiego kroku w przyszłości. Przy tym drugim podejściu dziennik przywołuje Japonię jako punkt odniesienia dla zaawansowanego potencjału technologicznego bez własnego arsenału jądrowego. Rozróżnienie jest zasadnicze, ponieważ utrzymywanie opcji na przyszłość oraz podjęcie decyzji o produkcji broni prowadzą do różnych konsekwencji politycznych.

Do dyskusji dochodzą zobowiązania międzynarodowe, które ograniczają swobodę wyboru władz w Seulu. Układ o nierozprzestrzenianiu broni jądrowej zobowiązuje państwa będące jego stronami jako kraje bez broni nuklearnej do niewytwarzania i niepozyskiwania takiego uzbrojenia. MAEA przypomniała we wrześniu, że Republika Korei deklaruje przestrzeganie swoich obowiązków wynikających z tego traktatu i zawartych porozumień o zabezpieczeniach. Pytanie o własną bombę dotyczy więc również relacji z partnerami i obowiązującego systemu nieproliferacji.

Z tymi rozważaniami sąsiaduje projekt południowokoreańskich okrętów podwodnych wykorzystujących energię jądrową do napędu. Agencja atomowa poinformowała o formalnym zgłoszeniu przez Seul zamiaru rozpoczęcia konsultacji dotyczących stosownych zasad zabezpieczeń materiałów. Reaktor służący do poruszania jednostki nie przesądza jednak o wyposażeniu jej w pociski z głowicami atomowymi. Opisywany przez francuskiego autora program morski wymaga zatem oddzielnej oceny, bez automatycznego utożsamiania go z wejściem Korei Południowej do grona państw posiadających broń jądrową.

Trump i Kim Dzong Un rozmawialiby o innym celu negocjacji

Perspektywa kontaktów z Waszyngtonem zależy przede wszystkim od warunków przedstawianych przez Pjongjang. Z reportażu wynika, że Kim Jo Dzong w sierpniowym komunikacie podtrzymała życzliwą pamięć brata o wcześniejszych spotkaniach z Trumpem, ale powiązała ewentualne rozmowy z rezygnacją USA z żądania denuklearyzacji półwyspu. Dla władz Północy byłaby to zasadnicza zmiana dotychczasowej logiki negocjacji, w której ich arsenał pozostawał problemem wymagającym rozwiązania. Samo odwołanie do dobrych relacji osobistych nie usuwa więc sporu o to, czego miałoby dotyczyć nowe porozumienie.

Były amerykański negocjator Stephen Biegun nie wyklucza odnowienia kontaktów, choć dostrzega powody przemawiające przeciw szybkiemu przełomowi. Podczas konferencji w Incheon 17 września wskazywał przede wszystkim na północnokoreańskie związki bezpieczeństwa z Rosją. W jego ocenie pojawiły się również sygnały świadczące o tym, że Pjongjang pozostawia pewną przestrzeń dla zaangażowania dyplomatycznego. Współistnienie tych dwóch tendencji tłumaczy ostrożność, z jaką należy traktować spekulacje o następnym spotkaniu liderów.

Autor francuskiego reportażu rozważa możliwość wykorzystania listopadowych wydarzeń APEC w Shenzhen do ponownego kontaktu na najwyższym szczeblu. Spotkania w tym mieście są przewidziane w agendzie organizacji, co odnotowano również w deklaracji ministrów handlu APEC z maja 2026 roku. Z kalendarza forum nie wynika jednak potwierdzenie rozmowy Trumpa z Kim Dzong Unem, a „Le Figaro” ocenia szanse takiego wydarzenia sceptycznie. Możliwość dyplomatycznego otwarcia pozostaje zatem hipotezą zależną od decyzji podejmowanych poza samą organizacją szczytu.

Seul musi prowadzić politykę pod presją granicy

Prezydent Lee Jae-myung, który objął urząd po wyborach w 2025 roku, próbuje utrzymać politykę ograniczania napięć mimo pogarszających się warunków. Jego deklaracja z 1 października, przytoczona przez dziennik, zapowiada cierpliwe podejmowanie konkretnych działań na rzecz odprężenia. Taki kurs wymaga pogodzenia dążenia do rozmów z obowiązkiem reagowania na zagrożenia wobec południowokoreańskich wojskowych. Wzrost znaczenia arsenału Północy sprawia przy tym, że decyzje o bezpieczeństwie wykraczają daleko poza stosunki obu koreańskich stolic.

Przykładem tej presji były wrześniowe eksplozje dwóch min pod Paju, po których trzej żołnierze z Południa wymagali pomocy medycznej. Armia w Seulu przypisuje ich podłożenie przeciwnikowi, czemu stanowczo zaprzecza siostra północnokoreańskiego przywódcy. W tle sporu trwają prace fortyfikacyjne, do których, według danych wojskowych cytowanych przez gazetę, skierowano w tym roku około pięciu tysięcy dodatkowych ludzi. Wyrzutnie kalibru 600 milimetrów rozmieszczane w pobliżu pogranicza wzmacniają natomiast możliwość wywierania bezpośredniej presji na stolicę Południa.

Polityczne podstawy konfliktu również uległy zmianie, odkąd Kim Dzong Un odrzucił dotychczasową wizję wspólnej koreańskiej przyszłości. Korea Południowa jest przez jego reżim przedstawiana jako wrogi sąsiad, a umocnienia towarzyszą konstytucyjnemu utrwaleniu nowego podejścia. Cytowany przez Fallettiego Christopher Green zauważa zarazem, że rozwój relacji z Moskwą osłabia potrzebę szukania przez Północ dodatkowych partnerów poprzez Seul. Mniejsza gotowość do kontaktów ogranicza możliwości wykorzystania dyplomacji do łagodzenia kolejnych sporów.

Rosnąca odległość między społeczeństwami daje tej zmianie dodatkowy wymiar. Francuski korespondent opisuje południowokoreańską kulturę popularną jako źródło obaw reżimu, który usiłuje blokować dostęp mieszkańców do nagrań i filmów z sąsiedniego państwa. W tym samym czasie część młodego pokolenia na Południu coraz słabiej wiąże własną przyszłość z perspektywą zjednoczenia. Tak przedstawione tło pomaga zrozumieć, dlaczego w reportażu kwestie wspólnej historii ustępują pytaniom o odstraszanie, sojusze i trwałe zabezpieczenie dwóch odrębnych państw.

Kazimierz Olejnik

 

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać