sondy obcych

Czy ślady obcej technologii mogą kryć się w Układzie Słonecznym?

Podziel się
Twitter
Email
Drukuj
Czy sondy obcych w Układzie Słonecznym mogłyby znajdować się w jego obrębie i pozostawać poza możliwościami współczesnej astronomii? Naukowcy przeanalizowali sposoby wykrywania potencjalnych pozaziemskich technosygnatur. Z ich analizy wynika, że obecny poziom technologii nie pozwala jednoznacznie wykluczyć obecności sztucznych artefaktów w naszym kosmicznym otoczeniu.

Ludzkie sondy również zmierzają poza Układ Słoneczny

Ludzkość wysłała już sondy, które w bardzo odległej przyszłości opuszczą Układ Słoneczny i mogą znaleźć się w pobliżu innych systemów planetarnych. Nie taki był jednak ich pierwotny cel. Pioneer 10 i 11, Voyager 1 i 2 oraz New Horizons poruszają się po trajektoriach ucieczkowych z Układu Słonecznego. Pewnego dnia mogą więc przelecieć w pobliżu innej gwiazdy.

Do tego czasu sondy te nie będą już działać. Ich obecność będzie jednak dowodem na to, że cywilizacja posiadająca odpowiednie możliwości technologiczne może wysyłać robotyczne sondy w przestrzeń międzygwiezdną.

Naukowcy kierowani przez T. Josepha W. Lazio z California Institute of Technology sprawdzili, czy robotyczna sonda należąca do technologicznie rozwiniętej obcej cywilizacji mogłaby trafić do Układu Słonecznego. Ich analiza wykazała, że obecne możliwości ludzkości nie pozwalają rozstrzygnąć, czy takie obiekty rzeczywiście się tutaj znajdują. Do skutecznego sprawdzenia tej możliwości potrzebny byłby znaczny rozwój technologii. Badanie opublikowano w serwisie arXiv.

Jakie pozaziemskie artefakty moglibyśmy znaleźć?

Aby ocenić obecne możliwości wykrywania technosygnatur, badacze wykorzystali macierz czterokwadrantową (four-quadrant matrix), opracowaną wcześniej w raporcie W.M. Keck Institute for Space Studies. Model ten dzieli potencjalne artefakty ze względu na ich lokalizację oraz stan aktywności.

Pasywne sondy oznaczają obiekty niedziałające lub nieaktywne, które przemierzałyby Układ Słoneczny, prawdopodobnie po trajektorii hiperbolicznej. Aktywne sondy byłyby natomiast funkcjonującymi statkami kosmicznymi, wykorzystującymi energię wewnętrzną albo słoneczną do wykonywania pomiarów, przesyłania danych oraz przeprowadzania manewrów.

Kolejną kategorię stanowiłyby pasywne artefakty powierzchniowe. Byłyby to pozostałości po uderzeniach lub porzucony sprzęt znajdujący się na powierzchniach planet albo księżyców. Aktywne artefakty powierzchniowe obejmowałyby działające urządzenia umieszczone na planetach lub asteroidach, takie jak stacja wydobywcza albo zautomatyzowany punkt monitoringu.

W ramach badania naukowcy sprawdzili pojedynczą hipotezę, zgodnie z którą w Układzie Słonecznym znajduje się obecnie co najmniej jeden fizyczny technosygnatur pozaziemskiego pochodzenia. Ustalili, że przy obecnym poziomie technologii ludzkość nie jest w stanie tej hipotezy sfalsyfikować.

Trudniej ustalić pochodzenie obiektu niż go wykryć

Zdaniem astronomów istnieją całkiem duże możliwości odnalezienia martwej sondy międzygwiezdnej, jeżeli nadal przemieszczałaby się przez przestrzeń kosmiczną. Trudność pojawiłaby się jednak przy próbie odróżnienia takiego obiektu od naturalnej asteroidy lub komety. Przy każdym odkryciu nowego obiektu międzygwiezdnego, takiego jak 3I/ATLAS, pojawiają się przypuszczenia, że może być to obcy statek przeznaczony do obserwowania naszej cywilizacji.

Dobrym przykładem problemu z identyfikacją jest obiekt 2020 SO, odkryty w 2020 roku. Ze względu na nietypową orbitę początkowo sklasyfikowano go jako asteroidę. Jego szczególnie anomalne zachowanie skłoniło jednak naukowców do przeprowadzenia dokładniejszych obserwacji.

Badania wykazały, że widmo 2020 SO w bliskiej podczerwieni idealnie odpowiadało materiałom, których można było oczekiwać w przypadku stali nierdzewnej oraz polifluorku winylu (polyvinyl fluoride). Ostatecznie ustalono, że obiekt nie był kosmiczną skałą. Okazał się członem rakiety Centaur wykorzystanym podczas misji Surveyor 2 NASA w 1966 roku.

Jak opisują badacze, przykład 2020 SO pokazuje, na czym polega problem z poszukiwaniem swobodnie przemieszczających się pasywnych artefaktów. Nie chodzi przede wszystkim o samo wykrycie takiego obiektu, lecz o udowodnienie, że nie jest on jedną z milionów naturalnych skał krążących po Układzie Słonecznym.

Duża część Układu Słonecznego nie została dokładnie zobrazowana

Poszukiwanie artefaktów znajdujących się na powierzchniach innych ciał niebieskich również nie byłoby łatwe. Naukowcy byli już w stanie odnaleźć spadochrony, a także ślady łazików pozostawione na powierzchniach ciał niebieskich. Problem polega jednak na tym, że nie cały Układ Słoneczny został zobrazowany z taką dokładnością, z jaką poszukiwano tych konkretnych pozostałości.

W praktyce większość naszego kosmicznego otoczenia została sfotografowana z rozdzielczością pozwalającą dostrzec jedynie obiekty znacznie większe od wszystkiego, co do tej pory stworzyła ludzkość. Na przykład w przypadku księżyców Saturna dostępna rozdzielczość wynosi około 1 kilometra na piksel.

Nawet na Księżycu, gdzie można uzyskać rozdzielczość sięgającą 0,5 metra na piksel, tylko niewielką część powierzchni sfotografowano z taką szczegółowością.

Z czasem pozaziemskie ślady mogłyby ulec zniszczeniu

Nawet dysponowanie odpowiednią rozdzielczością nie oznaczałoby, że odnalezienie artefaktu byłoby możliwe. Musiałby on jeszcze zachować się w stanie pozwalającym na jego identyfikację. Jeżeli hipotetyczny obiekt spadłby na przykład do Jowisza, prawdopodobnie zostałby bezpowrotnie utracony.

Także na Marsie potencjalny pasywny artefakt mógłby z czasem ulec zniszczeniu. Uderzenia mikrometeorytów, promieniowanie słoneczne oraz burze pyłowe mogłyby doprowadzić do jego zniszczenia w ciągu kilku milionów lat. W skali czasu istnienia Układu Słonecznego byłby to krótki okres.

Mariusz Drzewiecki

foto: Ilustracja wygenerowana przez AI.

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Warto przeczytać