Reklama
Reklama
money-367976_1920

[OPINIA] Paweł Chmielnicki: Historia jednej nowelizacji, czyli jak utrudnić działalność gospodarczą

Share on facebook
Podziel się
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Share on print
Drukuj
Nieustające mutacje elementów środowiska otaczającego przedsiębiorcę to stały element gry. Ale wszystkie zmiany powinny mieć swoje granice – pisze prof. Paweł Chmielnicki, prawnik
Reklama

Tworzenie regulacji nakładających na przedsiębiorców obowiązki administracyjne i obciążenia finansowe przypomina falowanie morza. Przypływy, w postaci wzrostu wymagań i kosztów, przeplatają się z odpływami, przynoszącymi ulgi i uproszczenia. Jak w znanym powiedzeniu – dwa kroki do przodu, trzy do tyłu. Albo na odwrót. Przedsiębiorcy są przyzwyczajeni, że zwolnienie podatkowe może pojawić się i zniknąć, formularz wypełniany dziś, następnego dnia okaże się zupełnie niepotrzebny, itd. Zapewne, niektóre osoby mogą nawet odnajdywać w tej zmienności nutę podniecającego hazardu. Czerpać satysfakcję z odniesienia sukcesu w perwersyjnej grze prowadzonej z ustawodawcą i administracyjnymi wykonawcami jego woli, gdy kolejny raz uda się zdążyć skorzystać z ulgi, która – niczym meteor – błyskawicznie przeleci przez system prawny, kończąc swój żywot z powodu rozczarowania, jakie poczuły organy państwowe, gdy po raz kolejny okazało się, że mozolnie zaprojektowane rozwiązanie nie prowadzi do realizacji oczekiwanego celu fiskalnego.

Przypływy, w postaci wzrostu wymagań i kosztów, przeplatają się z odpływami, przynoszącymi ulgi i uproszczenia. Jak w znanym powiedzeniu – dwa kroki do przodu, trzy do tyłu. Albo na odwrót

Takie sytuacje są normalne i stanowią stałe elementy środowiska otaczającego przedsiębiorcę. Nieustające mutacje tych elementów, choć uciążliwe, jednak bez większych problemów mogą być wliczone w koszty, stanowią rodzaj sezonowej grypy, którą trzeba odchorować. Jednak, czasami w ustawodawstwie pojawia się coś na kształt wirusa SARS-CoV-2. Rozwiązanie tak odbiegające od normy, tak inwazyjne, tworzące tak duże ryzyko, że stawia pod znakiem zapytania sens dalszego uczestniczenia w grze. Taki właśnie, ekstraordynaryjny przypadek znalazł się w – pozornie prozaicznej – nowelizacji ustawy z dnia 6 grudnia 2008 r. o podatku akcyzowym, uchwalonej w ubiegłym miesiącu (druk nr 860).  

W ramach „dwóch kroków do przodu”, projektodawcy zaproponowali m.in. uchylenie obowiązku prowadzenia ewidencji przez osoby fizyczne produkujące energię elektryczną z generatorów o łącznej mocy nieprzekraczającej 1 MW, a także rezygnację z określania wzoru ewidencji podatkowych znaków akcyzy, wzorów ksiąg kontroli oraz wzoru dokumentacji zawierającej informacje o czynnościach produkcyjnych dotyczących piwa lub wina, takich jak „karta gotowania warki”, „metryczka nastawu”, czy „karta kupażu”. Tak jak nadmieniono wyżej, zapewne niektóre osoby odczują ulgę i satysfakcję, z powodu możliwości wyrzucenia do kosza np. wzorcowej karty kupażu. Prawdopodobnie, ktoś ucieszy się także z możliwości obniżenia kwoty akcyzy o kwotę stanowiącą wartość podatkowych znaków akcyzy prawidłowo naniesionych na wyroby akcyzowe lub opakowania jednostkowe.

„Trzech kroków do tyłu” jest znacznie więcej, gdyż – jak wskazali autorzy projektu legislacyjnego – głównym celem ustawy jest wyeliminowanie nieprawidłowości w obszarze opodatkowania akcyzą wyrobów akcyzowych oraz samochodów osobowych, poprzez uszczelnienie obrotu tymi wyrobami. Instrumentów „uszczelnienia” przewidziano wiele, ale jeden z nich zasługuje na szczególną uwagę.

Dotyczy on tzw. wiążącej informacji akcyzowej (WIA). Instytucja ta, wprowadzona w 2015 r. polega na tym, iż – podobnie jak Wiążąca informacja stawkowa (WIS) w podatku od towarów i usług – jest rodzajem indywidualnej (t.j. dokonanej na użytek konkretnej sprawy) interpretacji przepisów prawa podatkowego. WIA wydawana jest na wniosek podatnika i służy wyjaśnieniu sytuacji wątpliwych, rozstrzygnięciu kontrowersji wokół klasyfikacji jakiegoś wyrobu. Dzięki WIA podatnik uzyskuje potwierdzenie klasyfikacji akcyzowej danego wyrobu, co jest kluczowe dla późniejszego określenia właściwej stawki akcyzy. Innymi słowy, dzięki WIA podatnik uzyskiwał pewność, że organ podatkowy nie zaskoczy go klasyfikacją wyrobu w momencie określania stawki akcyzy. Należy podkreślić, iż instytucje takie, jak interpretacje podatkowe, WIS czy WIA  mają służyć wzmocnieniu poczucia pewności obrotu prawnego po stronie przedsiębiorcy, a nie po stronie władzy. Dlatego, WIA w dotychczasowym stanie prawnym wiązała jedynie organy podatkowe, natomiast podatnik miał prawo nie zgodzić się z interpretacją przedstawioną przez organ administracyjny i mógł domagać się przyjęcia innej klasyfikacji towaru (korzystniejszej podatkowo dla siebie), niż wskazana przez organ. Nieprzypadkowo, WIA została wprowadzona aktem noszącym tytuł: „Ustawa o ułatwieniu wykonywania działalności gospodarczej”, a nie aktem zatytułowanym „Ustawa o ułatwieniu wykonywania obowiązków organów podatkowych”.

Niestety, ułatwienia dla przedsiębiorców wprowadzone w 2015 r. ewidentnie doskwierały aparatowi administracji skarbowej, gdyż dostrzegł on, jak wynika z uzasadnienia projektu ustawy, konieczność: zwiększenia nadzoru merytorycznego nad wydawanymi decyzjami WIA, zapewnienia stosowania WIA na potrzeby celu, w jakim została wydana (m.in. na potrzeby opodatkowania wyrobu akcyzowego albo samochodu osobowego), sprawowania skutecznej kontroli przy stosowaniu WIA. W skrócie, najbardziej przeszkadzało to, że przedsiębiorca mógł zakwestionować interpretację prezentowaną przez organ podatkowy. Zaradzanie temu problemowi okazało się banalnie proste. Otóż, projektodawcy zaproponowali związanie przez WIA również podatnika, na wniosek którego została ona wydana! Autorzy projektu wskazali, że obecne rozwiązanie jest niewłaściwe, bowiem „umożliwia podatnikowi niestosowanie decyzji administracyjnej, co jest niewłaściwe w kontekście celu tej instytucji”.

Zamiast ułatwienia działalności, generuje on po stronie przedsiębiorcy potężne ryzyko, iż na własną prośbę zostanie związany niekorzystną dla siebie interpretacją przepisów

Nie trzeba chyba szerzej tłumaczyć, iż zabieg ten odbiera sens składania wniosku o wydanie WIA. Zamiast ułatwienia działalności, generuje on po stronie przedsiębiorcy potężne ryzyko, iż na własną prośbę zostanie związany niekorzystną dla siebie interpretacją przepisów. Powstaje wobec tego pytanie, ilu przedsiębiorców pogodzi się z takim ryzykiem i wystąpi o wydanie WIA? Można chyba zaryzykować tezę, iż dzięki omawianej nowelizacji, organy podatkowe mają wydawanie WIA „z głowy”… 

Pikanterii sytuacji dodaje fakt, iż projektodawcy przewidywali także wprowadzenie takiego rozwiązania, przy którym wyżej opisany sposób zdemolowania instytucji WIA wydaje się drobiazgiem. Otóż, chciano nałożyć na podmiot, na rzecz którego WIA została wydana, obowiązek udowodnienia – na żądanie organu podatkowego – że wyroby akcyzowe lub samochody osobowe będące przedmiotem czynności podlegających akcyzie odpowiadają pod każdym względem klasyfikacji wyrobu akcyzowego albo samochodu osobowego określonej w WIA, a także, że wyroby akcyzowe będące przedmiotem czynności podlegających akcyzie odpowiadają pod każdym względem rodzajowi wyrobu akcyzowego określonego w WIA. Zmiana ta prowadziła zatem do przerzucenia ciężaru dowodzenia na podmiot, na rzecz którego wydano WIA.

Mówiąc wprost, projekt wprowadzał, ni mniej, ni więcej, tylko domniemanie, że podmiot na rzecz którego WIA została wydana nie stosuje WIA zgodnie ze stanem faktycznym, a tym samym obowiązany jest udowodnić, że – mówiąc kolokwialnie – jest „niewinny”! Na szczęście, Senat zarzucił tej propozycji niekonstytucyjność i poprawka Senatu (polegającą na wykreśleniu inkryminowanego przepisu z projektu) została przez Sejm (o dziwo) uwzględniona! Dzięki temu, póki co przedsiębiorcy nie muszą udowadniać na żądanie organu podatkowego, że „nie są wielbłądami”. Pytanie tylko, jak długo jeszcze?

Autor jest profesorem nauk prawnych, Dyrektorem Centrum Badań Procesu Legislacyjnego Uczelni Łazarskiego w Warszawie

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Reklama

Warto przeczytać

Reklama
Reklama