DIGITAL CAMERA

[OPINIA] Karolina Zielińska: Czwarte wybory w ciągu dwóch lat to fenomen, nawet w Izraelu

Share on facebook
Podziel się
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Share on print
Drukuj
Izrael jest demokracją i to demokracją na sterydach. Wiele wskazuje na to, że piąte wybory w Izraelu przyniosą ten sam efekt co poprzednie – twierdzi dr Karolina Zielińska, ekspert ds. Izraela z Ośrodka Studiów Wschodnich
Reklama

Dlaczego w Izraelu doszło do już czwartych wyborów parlamentarnych w ciągu zaledwie dwóch lat?

Czwarte wybory w ciągu dwóch lat to fenomen. Nawet w Izraelu, w którym często dochodzi do przedterminowych wyborów, jest to rzecz niespotykana. Zaczęło się od kryzysu politycznego w listopadzie i grudniu 2018 r., kiedy koalicjanci tworzący prawicowy rząd z premierem Benjaminem Netanjahu nie zdołali wypracować szczegółowych rozwiązań dotyczących poboru ultraortodoksyjnych Żydów do wojska. To spowodowało wyjście z koalicji Awigdora Liebermana z partii Nasz Dom Izrael, która jest partią świecką, reprezentującą głównie imigrantów z byłego Związku Radzieckiego. Jednym z głównych postulatów tej partii jest objęcie poborem ultraortodoksów, w związku z czym Lieberman wyszedł wtedy z koalicji. Po nim z koalicji wyszła także partia Naftalego Bennetta. Jej lider miał duże ambicje objęcia urzędu ministra obrony po Liebermanie. Netanjahu mu odmówił, ponieważ chciał sam objąć ten urząd. Konflikt polityków narastał, po kilku tygodniach kryzysu rząd upadł i rozpisano pierwsze z tych czterech przedterminowych wyborów.

Już wtedy było widać powody kryzysu politycznego, które są aktualne do dzisiaj. Pierwszy z tych powodów wiąże się z tym, że Benjamin Netanjahu, który rządzi już od 2009 r., nie rozwiązał pewnych bardzo ważnych dla Izraelczyków problemów, choćby kwestii nowej umowy społecznej ze środowiskiem ultraortodoksyjnym. Drugi powód to styl uprawiania polityki przez premiera, który potrafił całymi latami sprawować nie tylko urząd premiera, ale również mieć w swoim ręku po kilka ministerstw jednocześnie, w tym te najważniejsze (resort spraw zagranicznych, resort obrony). Podobny styl władzy wprowadził też wewnątrz partii. Do tego jeszcze doszły oskarżenia o nadużycia zaufania, oszustwa, a w końcu korupcji.

Te oskarżenia wisiały w powietrzu od kilku lat, natomiast w ciągu tych ostatnich dwóch lat zmaterializowały się w postaci aktu oskarżenia i w tej chwili Benjamina Netanjahu czeka proces, który już się formalnie rozpoczął, a na początku kwietnia zaczną się przesłuchania świadków. Jest to ciężkie do przyjęcia dla dużej części opinii publicznej.  Jednocześnie i sam Netanjahu, i jego partia Likud cieszą się nadal dosyć dużym poparciem, mają stabilnych, do tej pory bardzo wiernych koalicjantów w postaci dwóch partii ultraortodoksyjnych.. To, co jest dla jego elektoratu najważniejsze, czyli pewna doza stabilności i w sferze bezpieczeństwa i w sferze gospodarczej, to jest przez niego zapewniane.

Kryzys więc trwa, a zmiana polityczna w toku demokratycznych wyborów, w których jednocześnie mamy do czynienia z rozdrobnioną sceną polityczną i bardzo głębokie podziały między partiami, jest bardzo trudna.

Jeżeli w najbliższych miesiącach nie uda się zmontować nowej koalicji to w ciągu roku będziemy mieć kolejne, piąte wybory. Przypuszczalnie ich wynik będzie bardzo podobny. 

Skąd tak duży problem ze zbudowaniem stabilnej większości?

Jest to konsekwencja tego, że Izrael jest demokracją i to demokracją na sterydach, bo społeczeństwo jest mocno zróżnicowane. Próg wyborczy jest na poziomie 3,25 proc. Jak na warunki izraelskie jest to dosyć wysoki próg wyborczy, a i tak mamy do czynienia z sytuacją, że do parlamentu wchodzi trzynaście partii. I każda z tych partii reprezentuje konkretny, specyficzny elektorat, a przepływy między tymi partiami pozostają co do zasady w ramach głównych bloków politycznych. To się wiąże z takimi blokowymi zestawami, jeśli chodzi o tożsamość wyborców i ich poglądy.

Jak się spojrzy na mapę wyborczą w Izraelu, pokazującą jaka partia wygrała w poszczególnych obwodach wyborczych, to na tej mapie są wszystkie kolory tęczy. Mamy „niebieskie” ośrodki, w których zwyciężył Likud, co w skali kraju przełożyło się na 30 mandatów w Knesecie, ośrodki „pomarańczowe”, w których zwyciężyła opozycja w osobie Ja’ira Lapida i jego partii Jesz Atid, zdobywając siedemnaście mandatów, ale jest też wiele innych kolorów. Mamy lokalizacje, w których zwyciężyła jedna z partii arabskich, i takie, w których zwyciężyła koalicja pozostałych partii arabskich. Ośrodki, w których jednoznacznie dominuje jedna lub druga partia ultraortodoksyjna, i oczywiście lokalizacje, w których zwyciężyły kolejne partie z całego spektrum partii lewicowych, prawicowych czy też centrowych. Widać więc nawet na poziomie takiej prostej geografii wyborczej, że ten kraj jest bardzo kolorową mozaiką polityczną, odzwierciedlającą zróżnicowanie społeczeństwa. Jednocześnie system jest bardzo proporcjonalny, bo cały kraj stanowi jeden okręg wyborczy i w ostatecznym rozrachunku nie ma znaczenia kto wygrał w poszczególnych miastach czy kibucach, bo każdy pojedynczy głos się liczy po równo.

Na to nakłada się jeszcze coraz większa polaryzacja wywołana osobą i polityką premiera Benjamina Netanjahu. Wśród tych partii, które chciałyby zmiany na stanowisku premiera, widać coraz większą determinację, żeby wznieść się ponad podziały i – być może na drodze gabinetu technicznego –utworzyć rząd, który „zakończy erę Netanjahu”.

Jakim politykiem jest Netanjahu? O co walczy teraz? O władzę, czy raczej o uniknięcie odpowiedzialności za korupcję?

To, że Benjamin Netanjahu utrzymuje cały czas władzę i nadal cieszy się sporym poparciem wynika z tego, że jego polityka daje efekty. On jest politykiem prawicowym, ale jednocześnie bardzo ostrożnym. I  przez długi czas tak prowadził kraj, że faktycznie nie ryzykował za dużo np. na odcinku bezpieczeństwa czy na odcinku spraw międzynarodowych. Jego polityka gospodarcza była liberalna w sensie redukowania biurokracji, wspierania przedsiębiorczości, ale jednocześnie też prosocjalna w wielu aspektach, więc także dosyć zrównoważona. Zapewniała bezpieczeństwo i stabilizację. Netanjahu wypracował sobie też bardzo dobre relacje z przywódcami światowymi, zarówno mocarstw, jak i krajów średnich i małych, więc na pewno za jego czasów pozycja międzynarodowa Izraela się poprawiła.

Benjamin Netanjahu stopniowo stawał się politykiem coraz bardziej populistycznym, zaczął dzielić społeczeństwo, oskarżać media o nieprzychylność, krytykować w swoich wypowiedziach wymiar sprawiedliwości

Z drugiej strony, jak wskazują przeciwnicy premiera, Benjamin Netanjahu stopniowo stawał się politykiem coraz bardziej populistycznym, zaczął dzielić społeczeństwo, oskarżać media o nieprzychylność, krytykować w swoich wypowiedziach wymiar sprawiedliwości. To sprawiło, że to już jest trochę inny polityk niż kiedyś. Nadal bardzo zdolny, nadal niebezpieczny dla swoich rywali politycznych, natomiast faktycznie jego styl uprawiania polityki obecnie i fakt, że ciążą na nim zarzuty, jest dla większości Izraelczyków już nie do zaakceptowania. Widać to po wynikach wyborów.

Wracając do pytania o motywy rozpisania wyborów, wielu komentatorów faktycznie wskazuje, że Benjamin Netanjahu doprowadził do tych czwartych wyborów, bo liczył, że uda mu się zbudować silną koalicję, która uchwali ustawę, dzięki której jego proces nie mógłby się toczyć, dopóki pozostawałby premierem. To mu się nie udało, co utrudnia jego sytuację.

Jak wygląda sytuacja Izraela w regionie?

Sytuacja Izraela w regionie poprawiła się znacząco w związku z porozumieniami pokojowymi z Bahrajnem, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, Sudanem i Marokiem.

Przy tym Zjednoczone Emiraty Arabskie mają bardzo duże ambicje i w tej chwili wyrastają na lidera regionu.

Z drugiej strony sytuacja jest trudna w tym sensie, że Iran jest coraz bardziej obecny w bezpośrednim sąsiedztwie Izraela, czyli w Syrii i Libanie, zagraża też nowym sojusznikom Izraela, jak ZEA. Oczywiście ten pozytywny aspekt porozumień Izraela z krajami Zatoki jest blisko powiązany z rosnącym zagrożeniem ze strony Iranu i jego sojuszników. Mówi się wręcz o tym, że bojówki sprzymierzone z Iranem, które działają w Jemenie, być może niedługo będą miały zdolność wystrzeliwania rakiet, które by sięgały aż południowego Izraela, gdzie znajduje się popularny kurort Ejlat.

Czy sam region Bliskiego Wschodu będzie tracił na znaczeniu, gdy świat będzie zużywał coraz mniej ropy naftowej?

Zależy, jakie kryteria przyjmiemy. Dla nas w Europie ten region jest geograficznie bliski – i jeżeli nie zostanie ustabilizowany to przez najbliższe lata będzie zapewne źródłem problemów związanych chociażby z bardzo szybkim wzrostem demograficznym.  Proszę też spojrzeć jak ważny to jest region dla transportu towarów – łatwo to sobie uświadomić dzisiaj, gdy widzimy konsekwencje zablokowania Kanału Sueskiego. Od paliw kopalnianych faktycznie odchodzimy, ale kto wie, być może w perspektywie dekad ten region stanie się źródłem energii generowanej ze źródeł słonecznych, fotowoltanicznych.

Kilka tygodni temu została podpisana umowa między Izraelem, Cyprem i Grecją w sprawie budowy interkonektora elektrycznego, który połączy Europę z Bliskim Wschodem. Więc pod warunkiem stabilnej sytuacji, być może za 10-20 lat to będzie Bliski Wschód, na którego pustyniach – w Jordanii czy Arabii Saudyjskiej – znajdą się panele słoneczne, które produkować będą część prądu dla Europy. To jest oczywiście w tej chwili spekulacja, ale i możliwość, na którą warto zwracać uwagę. Nawet jeśli gdzieś indziej na świecie pojawiają się ważniejsze miejsca, z większym potencjałem czy bardziej nas zajmujące ze względu na kłopoty, które generują, to nadal Bliski Wschód, zwłaszcza dla nas w Europie, pozostanie ważny.

Rozmawiał: Mateusz Podgórski 

Dr Karolina Zielińska jest ekspertem specjalizującym się w polityce Izraela w Ośrodku Studiów Wschodnich (OSW)

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Reklama

Warto przeczytać

Reklama