usa-5255942_1920

[OPINIA] Jakub Zajączkowski: USA widzą w Chinach mocarstwo. I nie chcą, by były jedynym mocarstwem w Azji

Share on facebook
Podziel się
Share on twitter
Twitter
Share on email
Email
Share on print
Drukuj
USA przesuwają punkt ciężkości na Pacyfik i Ocean Indyjski. Waszyngton zdaje sobie sprawę, że jest jedynym mocarstwem, które może zapewnić tam bezpieczeństwo – pisze dr hab. Jakub Zajączkowski, specjalista od spraw międzynarodowych z Uniwersytetu Warszawskiego

Od końca II wojny światowej Amerykanie uważają region Azji i Pacyfiku za kluczowy dla swego bezpieczeństwa narodowego. Po zakończenia zimnej wojny hegemonia amerykańska w tym regionie była zdecydowana. Ale teraz jesteśmy świadkami odwrócenia tego trendu. Chiny są coraz bardziej aktywne i asertywne w regionie Indopacyfiku, co uwidacznia się na Morzu Południowochińskim. Przedstawiają konkretne inicjatywy takie jak: Inicjatywa Pasa i Szlaku (Belt and Road Initiative), czy Regionalne Wszechstronne Partnerstwo Gospodarcze (RCEP) – największe porozumienie o strefie wolnego handlu zawarte między państwami Azji Wschodniej i Pacyfiku. Na Malediwach Pekin wsparł budowę mostu łączącego lotnisko z główną wyspą. Pojawiają się inicjatywy infrastrukturalne na Sri Lance, nowe projekty w Azji Południowo-Wschodniej i Południowej jak choćby w Pakistanie.

Mamy do czynienia z jednej strony z sytuacją, w której jedno mocarstwo (Chiny) aktywnie działa w wymiarze politycznym, gospodarczym w regionie Azji i Pacyfiku, a z drugiej osłabieniem pozycji USA

To wszystko pokazuje, że mamy do czynienia z jednej strony z sytuacją, w której jedno mocarstwo (Chiny) aktywnie działa w wymiarze politycznym, gospodarczym w regionie Azji i Pacyfiku, a z drugiej osłabieniem pozycji USA. Sytuacja ta, w której Zachód (w szczególności USA) traci wpływy w Azji Wschodniej i Pacyfiku ma poważne implikacje dla ich globalnej pozycji.

Amerykanie zdają sprawę z rosnącej roli Chin na kontynencie azjatyckim. Mają świadomość, że Pekin ma konkretną wizję dominacji w Azji. Próbą odpowiedzi na to wyzwanie była ogłoszona przez prezydenta Baracka Obamę nowa polityka tzw. zwrot ku Azji. W jej ramach zaczęto zacieśniać relacje z tradycyjnymi partnerami w Azji, jak i tworzyć ramy instytucjonalne dla pogłębiania relacji z takimi państwami jak Indie (ustanowienie tzw. Partnerstwa Gospodarczego; zainicjowanie Dialogu Strategicznego; uznanie Indii jako tzw. Major Defence Partner). Konsekwencją tych zmian jest była bliższa współpraca od 2014 r. w ramach Czterostronnego Dialogu na Rzecz Bezpieczeństwa (Quadrilateral Security Dialogue, QUAD). Ten format stał forum konsultacji pomiędzy Japonią, USA, Australią i Indiami. Okres prezydentury Donalda Trumpa to podtrzymanie głównych założeń strategii tzw. rebalansowania oraz dalsze zacieśnianie relacji z takimi państwami jaki Indie czy Japonia. Wyrazem tej polityki było umieszczenie po raz pierwszy w 2017 r. w narodowej strategii amerykańskiej terminu „Indo-Pacyfik”. Przez ostatnie cztery lata odbywały się także spotkania przedstawicieli QUAD. Wydaje się jednak, że administracja Trumpa dużo większą wagę przywiązywała do relacji bilateralnych czy trójstronnych między członkami QUAD, a sam format był wykorzystywany raczej w kontekście retorycznym. Brakowało konkretnej wizji, w jakim kierunku ma iść rozwój współpracy w tym czterostronnym formacie.

Indie zacieśniają współpracę z Ameryką, bo jest im to na rękę. USA jest głównym elementem w indyjskiej strategii równoważenia Chin. Nie będzie jednak zgody Indii na formalny sojusz militarny

Dopiero nowa administracja prezydenta Joe Bidena próbuje wypełnić treścią ideę i koncepcję QUAD. Dowodem tego jest agenda pierwszego w historii szczytu w tym formacie, który odbył się w marcu 2021 r. w formie online oraz drugie spotkanie przywódców tych czterech państw już bezpośrednie w Waszyngtonie we wrześniu 2021 r. Współpraca w tych ramach ma kłaść nacisk na współpracę polityczną, stać się forum konsultacji politycznych, wspierać projekty infrastrukturalne.

QUAD nie jest i nie będzie nowym sojuszem wojskowym w Azji. Stanowi on uzupełnienie już istniejących w regionie Azji i Pacyfiku porozumień i sojuszy USA z państwami Azji. Administracja amerykańska zdała sobie sprawę, że wobec aktywności gospodarczej, inwestycyjnej Chin w regionie Azji opieranie się tylko na retoryce antychińskiej, podkreślanie militarnych aspektów nie jest efektywną strategią utrzymania roli i pozycji USA w regionie. Potrzebne są konkretne inicjatywy polityczne i infrastrukturalne, poszerzanie współpracy politycznej z takimi państwami jak Indie.

Promując termin Indo-Pacyfiku Ameryka przesuwa punkt ciężkości na wymiar morski kontynentu azjatyckiego, na Pacyfik i Ocean Indyjski oraz tamtejsze morskie szlaki komunikacyjne. Jednocześnie USA zdają sobie sprawę, że są jedynym mocarstwem, które może zapewnić tam bezpieczeństwo. W naturalny sposób Indie stają się ich głównym partnerem w tym obszarze. Tworzenie systemu współpracy bez Indii w tym regionie stawiałoby USA w sytuacji, gdzie jedno z największych państw regionu, w tym demokracja, jest poza architekturą i ładem regionalnym promowanym przez Waszyngton. Indie są potrzebne Ameryce pod względem politycznym.

Z kolei New Delhi zacieśnia współpracę z Ameryką, bo jest im to na rękę. USA jest głównym elementem w indyjskiej strategii równoważenia Chin. Nie będzie jednak zgody Indii na formalny sojusz militarny. Gdyby taki sojusz powstał w oparciu o QUAD, de facto byłoby to wbrew interesom nie tylko Indii, ale też tradycyjnych sojuszników USA, czyli Australii i Japonii. Sprzyjałoby to bowiem jeszcze większej polaryzacji między Waszyngtonem i Pekinem, doprowadzając do utrwalenia się bipolarnej struktury w regionie Indo-Pacyfiku. Tym samym zmniejszałaby się rola chociażby takich państw jak Indie czy Australia. Delhi i Canberra zdają sobie sprawę, że polaryzacja będzie służyła głównie Chinom. Stąd wsparcie dla rozwijania idei QUAD jako elementu uzupełniającego dialog polityczny w formule rozwiązywania i przedstawiania konkretnych projektów politycznych, infrastrukturalnych, mierzenia się z wyzwaniami cywilizacyjnym, z zagrożeniami niemilitarnymi.

Rozpatrywanie szczytów QUAD czy powstanie AUKUS (paktu współpracy w dziedzinie bezpieczeństwa pomiędzy USA, Wielką Brytanią i Australią) w kontekście porównywania do zimnej wojny wynika z nierozumienia istoty dynamiki zmian w regionie Indo-Pacyfiku. Procesy te należy rozpatrywać poprzez pryzmat równowagi sił i jej ewolucji na kontynencie azjatyckim. AUKUS nie będzie nowym i głównym elementem w strategii USA, to raczej uzupełnienie i modyfikacja formuły współpracy. Sposób dostosowania do współczesnych wyzwań powstałego w latach 50. i 60. XX w. systemu z San Francisco (czyli tzw. system piasta i szprych, hub and spokes system), który opiera się na sojuszach politycznych m.in. z Japonią, Australią, Koreą Południową, Tajwanem. Administracja Bidena zdaje sobie sprawę, że wobec aktywności Chin, zwłaszcza w sferze gospodarczej, nowych wyzwań cywilizacyjnych, należy uzupełnić nową treścią współpracę z tradycyjnymi i nowymi partnerami w regionie Indo-Pacyfiku.

Pekin obawia się, że te działania USA są próbą zmniejszenia jego roli na kontynencie azjatyckim. Chiny uważają, że Amerykanie próbują ich okrążyć poprzez system sojuszy i zacieśniania relacji z wybranymi państwami azjatyckimi i zmienić w ten sposób równowagę sił w Azji – a to Państwo Środka chce być głównym graczem w regionie. Jednocześnie pojawienie się konkretnych inicjatyw w dziedzinie m.in. infrastruktury w ramach QUAD może dać przewagę państwom Zachodu. To, co bowiem może wyróżniać USA i ich sojuszników od Chin, i być jednym z elementów przeciwwagi to transparentność w dziedzinie inwestycji, infrastruktury. Coraz więcej państw w Azji rozumie, że pochodzące z Chin środki na projekty infrastrukturalne mają drugie dno. Zachód chce pokazać inną wizję porządku regionalnego.

Do zdecydowanej konfrontacji nie dojdzie. Żadnej stronie po prostu to się nie opłaca. Współzależności są zbyt duże, ponadto dla większości państw Azji (w tym dla Indii i Chin) nadal najważniejszy jest rozwój gospodarczy

Do zdecydowanej konfrontacji nie dojdzie. Żadnej stronie po prostu to się nie opłaca. Pokazała to chociażby już tzw. wojna handlowa między USA i Chinami. Współzależności są zbyt duże. Ponadto dla większości państw Azji (w tym dla Indii i Chin) nadal najważniejszy jest rozwój gospodarczy. Obydwa kraje zdają sobie sprawę, że jeśli nie rozwiążą problemów wewnętrznych, to w pełni nie będą mogły odgrywać kluczowej i dominującej roli w sferze nie tylko gospodarczej, ale także politycznej w wymiarze globalnym. Dokonując analizy sytuacji w regionie Indo-Pacyfiku trzeba także zaznaczyć, że USA zdają sobie sprawę, że Chiny już są mocarstwem, że tego procesu nie da się zatrzymać. Najważniejsze dla USA jest jednak to, by Chiny nie stały się jedynym mocarstwem, dominującym na kontynencie azjatyckim. Waszyngton ma świadomość, że do realizacji tego celu konieczna jest współpraca z sojusznikami oraz tworzenie infrastruktury, która wykracza poza tradycyjne patrzenie na bezpieczeństwo jedynie w kontekście militarnym.

Dr hab. Jakub Zajączkowski pracuje w Katedrze Studiów Regionalnych i Globalnych Wydziału Nauk Politycznych i Studiów Międzynarodowych Uniwersytetu Warszawskiego

Materiał chroniony prawem autorskim – wszelkie prawa zastrzeżone. Dalsze rozpowszechnianie artykułu tylko za zgodą wydawcy.

Reklama

Warto przeczytać

Reklama